Kolejny horror z USA! Polacy najlepsi w Lidze Narodów!

Jakub Radomski

02 sierpnia 2026, 15:57 • 4 min czytania 27

Reklama
Kolejny horror z USA! Polacy najlepsi w Lidze Narodów!

Do tego można się już przyzwyczaić – gdy polscy siatkarze grają mecz o wielką stawkę z Amerykanami, dostajemy gigantyczne emocje. Podobnie było teraz, w wielkim finale Ligi Narodów. Zawodnicy Nikoli Grbicia zaczęli dobrze, ale gdy przegrywali 1:2 w setach i w czwartym doszło do dramatycznej końcówki, byli pod ścianą. Poradzili sobie, a później jeszcze wygrali tie-breaka. Dla Polaków to trzecie zwycięstwo w Lidze Narodów i czwarte złoto dużej imprezy wywalczone pod wodzą Grbicia. 

Reklama

Polacy w półfinale dość łatwo i zarazem imponująco pokonali 3:0 Słowenię. Amerykanie nie dość, że swój mecz rozgrywali ponad cztery godziny później, to jeszcze stoczyli pięciosetową bitwę z Japończykami, zakończoną zwycięskim tie-breakiem. Wydawało się, że mogą mieć pewne problemy z regeneracją.

Ale Polacy, nawet wyłączając ten czynnik, byliby faworytem tego finału.

Lider reprezentacji USA nie wszedł dobrze w mecz. A Polacy grali konsekwentnie

Początek był nerwowy i wyrównany. Asa serwisowego zagrał Jake Hanes, czego można było się spodziewać. Odpowiedział tym samym Wilfredo Leon. Długo był remis albo któraś z drużyn prowadziła jednym punktem. W końcu swoje prowadzenie podwyższyli Polacy. Biało-Czerwonym pomagał fakt, że Hanes grał przeciętnie – psuł następne zagrywki, nie kończył ataków. A zawodnicy Grbicia grali konsekwentnie, punktując ze skrzydeł (dobrą zmianę dał Kamil Semeniuk) i to oni wygrali pierwszego seta.

Reklama

Drugą partię lepiej rozpoczęli Polacy, ale Amerykanie zdobyli trzy punkty z rzędu i doprowadzili do stanu 7:6 dla siebie. Świetnie spisywał się w ataku środkowy Merrick McHenry – nie ma prawdopodobnie innego zawodnika na tej pozycji na tym poziomie na świecie, który dysponowałby tak niesamowitym wyskokiem. Amerykanie częściej niż Polacy grali właśnie środkiem, co wynikało z faktu, że lepiej przyjmowali zagrywkę. I byli w tym elemencie skuteczni. Na nasze szczęście ciągle nic nie wychodziło Hanesowi. Na chwilę Polaków pobudził swoim drugim asem w tym meczu Tomasz Fornal.

Reklama

Później Amerykanie prowadzili 17:13, następnie 20:17, ale Polacy odrabiali stratę. Znów dużo dało wejście na boisko Semeniuka. Zrobiło się 21:21. I wtedy na zagrywce w końcu odpalił Hanes: najpierw as, później piłka przechodząca i punkt dla USA. Amerykanin właśnie w tym momencie się rozkręcił – skończył jeszcze jeden bardzo ważny atak i po chwili zrobiło się 1:1 w setach.

Matthew Anderson, lider reprezentacji USA, musiał zejść z boiska. Ale jego zespół i tak wygrał seta

Trzeciego seta w pierwszej szóstce rozpoczął Semeniuk i kończył kolejne ataki, często z trudnej pozycji. Od początku oglądaliśmy wyrównany i piękny bój, w którym jedni chcieli złamać drugich. Przy stanie 17:15 dla Polski na boisku pojawił się Leon – na zagrywkę. I to był świetny ruch, bo posłał dwa mocne i celne serwisy. Było 19:15, ale rywale doprowadzili do remisu 22:22. Wtedy boisko musiał opuścić Anderson – najlepszy amerykański zawodnik, który dostał łokciem w twarz od kolegi z drużyny podczas… cieszenia się ze zdobycia punktu. Mimo urazu lidera Amerykanie wygrali tę partię, w dramatycznej końcówce, rozgrywanej na przewagi.

Reklama

Anderson wrócił na czwartego seta. Polacy mieli w nim długo problem z zagrywką, która nie robiła większego wrażenia na Amerykanach. Po tym, jak akcji nie skończył Bartłomiej Bołądź, Grbić wpuścił za niego Leona, który zaczął grać na pozycji atakującego. Graliśmy więc w zasadzie na trzech przyjmujących. Polacy prowadzili dwoma punktami (13:11), ale zmarnowali przewagę. Nie wykorzystywali szans: w jednej z akcji Anderson, w zasadzie ratując się, zdobył punkt, bo po polskiej stronie zabrakło asekuracji. Dał też o sobie znać Hanes – zagrał asa serwisowego z kosmiczną prędkością 134 km/h. To był kolejny w historii polskiej siatkówki horror przeciwko USA, w którym rywale wywierali na zespół Grbicia olbrzymią presję. Ale Biało-Czerwoni odpowiadali: przy 20:20 asa zagrał Fornal. A później – kolejnego, piłka poszła po siatce. Zwycięskiego seta Polacy zakończyli fantastycznym blokiem na Hanesie.

Tie-break długo był dość wyrównany. Polacy wygrali fantastyczną wymianę, która dała remis 5:5, później był prosty błąd Amerykanów. Marcin Komenda zaczął więcej grać środkiem, co było skuteczne. Po zablokowaniu Hanesa zrobiło się 10:7 i Polacy nie wypuścili już prowadzenia. Zaczęli podejmować świetne decyzje i skutecznie blokować innych Amerykanów. Kilka minut później Biało-Czerwoni cieszyli się z wielkiego zwycięstwa z bardzo mocnym rywalem.

Reklama

Dla Polaków to trzecia wygrana w Lidze Narodów. Poprzednio triumfowali w tych rozgrywkach w 2023 i 2025 roku. W tym sezonie kadrowym najważniejszą imprezą będą jednak mistrzostwa Europy, które odbędą się w dniach 9-26 września. Biało-Czerwoni znaleźli się w grupie B i będą w niej rywalizować m. in. z wicemistrzami świata, Bułgarią.

Polska – USA 3:2 (25:21, 23:25, 25:27, 25:23, 15:10)

Fot. Volleyball World 

27 komentarzy
Jakub Radomski

Bardziej niż to, kto wygrał jakiś mecz, interesują go w sporcie ludzkie historie. Najlepiej czuje się w dużych formach: wywiadach i reportażach. Interesuje się różnymi dyscyplinami, ale najbardziej piłką nożną, siatkówką, lekkoatletyką i skokami narciarskimi. W wolnym czasie chodzi po górach, lubi czytać o historiach himalaistów oraz je opisywać. Wcześniej przez ponad 10 lat pracował w „Przeglądzie Sportowym” i Onecie, a zaczynał w serwisie naTemat.pl.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
La Liga

Mistrz świata odejdzie z Barcelony? Klub nie będzie robił przeszkód

Braian Wilma
0
Mistrz świata odejdzie z Barcelony? Klub nie będzie robił przeszkód

Polecane

Reklama
La Liga

Mistrz świata odejdzie z Barcelony? Klub nie będzie robił przeszkód

Braian Wilma
0
Mistrz świata odejdzie z Barcelony? Klub nie będzie robił przeszkód