Jak i dlaczego Ameryka przespała transfer Lewandowskiego? [ANALIZA]

redakcja

Autor:redakcja

22 lipca 2026, 22:19 • 6 min czytania 16

Reklama
Jak i dlaczego Ameryka przespała transfer Lewandowskiego? [ANALIZA]

Do MLS przyjechał właśnie — licząc na chłodno — trzeci najlepszy piłkarz, jaki kiedykolwiek grał w Ameryce, czyli Robert Lewandowski. I prawie nikt tego nie zauważył. Jako naukowiec zawodowo mierzę uwagę mediów. Jako kibic poczułem się lekko urażony. Więc policzyłem.

Reklama

Zacznijmy od wyznania. Jestem politologiem, na amerykańskim uniwersytecie zawodowo zajmuję się tym, na co media i ludzie zwracają uwagę. Ale jestem też kibicem. Głównie piłki europejskiej, ale na mecze MLS też, od czasu do czasu, chodzę. I kiedy zobaczyłem zdjęcia z lotniska w Chicago — garstka kibiców, zero szału, „zamiast przyjęcia wyszła stypa”, jak napisał „Przegląd Sportowy” — coś mi nie zagrało.

To miał być drugi największy transfer w historii MLS. A wyglądało to troszkę jakby Bruk-Bet Termalica Nieciecza witała rezerwowego bramkarza.

Zrobiłem więc to, co w takiej sytuacji robi każdy zdrowy człowiek: poświęciłem absurdalną liczbę godzin na zbieranie danych o tym, jak Ameryka wita gwiazdy futbolu. Wyniki są dziwniejsze, niż się spodziewałem.

Reklama

Jak Ameryka przespała transfer Roberta Lewandowskiego?

Najpierw ustalmy skalę, bo w Polsce chyba sami nie doceniamy, kto właśnie poleciał do Chicago z dwiema walizkami. Robert Lewandowski to trzeci strzelec w historii Ligi Mistrzów — przed nim tylko Ronaldo i Messi. W lutym został trzecim piłkarzem w XXI wieku — znowu: tylko Ronaldo i Messi zrobili to przed nim — który zaliczył piętnaście sezonów z rzędu z co najmniej dziesięcioma golami w lidze z europejskiego topu. W karierze strzelił ponad 600 goli.

To nie jest gwiazda. To jest półka, na której stoją dwa inne nazwiska.

Cristiano Ronaldo oczywiście nigdy do Ameryki nie przyjechał. Czyli do MLS właśnie trafił — obok Pelégo i Messiego — piłkarz z bodaj największym dorobkiem, jaki kiedykolwiek wylądował na tym kontynencie. David Beckham? Ikona, ale bardziej marketingu. Zlatan Ibrahimović? Bliżej, ale wciąż nie ta liga. Thierry Henry, Wayne Rooney, Kaká — wielcy, ale nie top 3 wszech czasów.

Pamiętam szaleństwo, kiedy przyjeżdżał Beckham. Dostałem nawet jego biało-niebieską bluzę Adidasa na Gwiazdkę. Pamiętam Zlatana wykupującego całą stronę w „LA Times”. Pamiętam lato Messiego, kiedy o Miami mówił dosłownie cały świat. Każdy z tych transferów zrobił więcej szumu niż Lewy. Każdy. I to mnie właśnie gryzło.

Reklama

Uwagę da się zmierzyć, i to z kilku stron naraz. Liczba artykułów w światowych mediach (globalny monitor GDELT). Archiwum „New York Timesa” — ten sam dziennik od dekad, więc można uczciwie porównywać epoki. Google Trends, czyli czego ludzie szukają. Wikipedia, czyli czyj biogram sprawdzają. I Reddit, czyli o czym gadają kibice MLS. Zawsze to samo okno: pierwszy tydzień od oficjalnego ogłoszenia.

Jak media opakowały transfer Roberta Lewandowskiego do MLS? Analiza publikacji

„New York Times”: o Beckhamie w 2007 roku — 17 tekstów w tydzień, i to w czasach, gdy Twitter dopiero raczkował. O Sonie — 12. O Lewandowskim — 3.

Wikipedia: biogram Ibrahimovicia po ogłoszeniu transferu skoczył czternastokrotnie, Sona trzydziestopięciokrotnie, Lewandowskiego — niecałe trzykrotnie.

Reklama

Reddit, forum r/MLS: wątki o Messim zebrały w tydzień 1899 komentarzy, o Lewandowskim — 99. Lokalna telewizja w Chicago wrzuciła materiał „dlaczego Lewandowski wybrał Fire”: po kilkunastu godzinach 11 tysięcy wyświetleń. Jedenaście tysięcy. W trzymilionowym mieście.

 

Gdziekolwiek nie spojrzę, ten sam obraz: cisza.

Reklama

Mistrzostwa świata przeszkodziły w promocji transferu Lewandowskiego?

Pierwsza myśl: mundial. Ogłoszenie wypadło 29 czerwca, w samym środku pierwszych od 1994 roku mistrzostw świata w USA. Media zajęte, kibice zajęci, więc sprawa zamknięta?

No właśnie nie do końca. Bo teoretycznie mundial powinien Lewandowskiemu POMAGAĆ. Ameryka ogląda teraz piłkę jak nigdy w historii. Kiedy turniej startował, konkurencją były jeszcze finały NBA, którymi Ameryka żyła. Ale w połowie lipca? Jedyny wielki sport, jaki się teraz w USA odbywa, to sezon zasadniczy baseballu — a sezon zasadniczy baseballu ma z reguły atmosferę czytelni. Sto sześćdziesiąt dwa mecze, trybuny wyludnione, atmosfera pikniku. Kalendarz sportowy jest pusty, piłka nożna jest na topie — i w ten idealny moment wjeżdża trzeci najlepszy piłkarz w historii kontynentu. Boost? Nie ma boostu.

Rozwiązanie tej zagadki jest trochę smutne: uwaga kibica to nie balon, który się dowolnie rozciąga, tylko tort, który się kroi. W trakcie mundialu cały tort zjada turniej. Liga MLS dostaje okruchy. Mam na to zresztą twardy dowód w danych: jedyny inny wielki transfer ogłoszony w środku mundialu — Rooney do D.C. United w 2018 roku — to drugi najcichszy przypadek w całym moim zestawieniu. W „New York Timesie” zasłużył wtedy na dwa artykuły. Dwa.

Jest i drugi winowajca. Najwięcej ludzi na świecie szukało w tym roku informacji o Lewandowskim nie w dniu podpisania kontraktu z Chicago, tylko 16 – 18 maja — kiedy żegnał się z Camp Nou. Pożegnanie wywołało ponad dwa razy większe zainteresowanie niż powitanie. Świat swoje emocje wobec Lewego skonsumował w maju: były łzy, była feta, było 199 goli w 192 meczach dla Barcelony. Potem zostało już tylko pytanie „dokąd poleci”, a odpowiedź „Chicago” media obgryzały tygodniami, zanim stała się oficjalna. W dniu ogłoszenia do opowiedzenia nie zostało nic.

Reklama

Transfer to nie danie główne? Jak rosło zainteresowanie gwiazdami w MLS

Co ciekawe, identyczny wzór widać u Thomasa Müllera: pożegnanie z Bayernem — wielkie halo, transfer do Vancouver Whitecaps — wzruszenie ramion. Wygląda na to, że gdy legenda odchodzi z wielkiego klubu za darmo, świat żegna ją raz. Na pożegnaniu. Do tego dochodzi proza rynku: Son przyszedł do LA rok wcześniej z Tottenhamu za rekordowe 26,5 miliona dolarów, a rekordy robią nagłówki same z siebie.

Lewandowski wylądował w Chicago 14 lipca, z paparazzi na Okęciu i stypą na O’Hare. Ameryka? Biogram na Wikipedii drgnął z jedenastu-dwunastu tysięcy odsłon dziennie na trzynaście. W Google przylot był wart 29 punktów wobec 100 w dniu ogłoszenia. Drgnięcie, nie fala.

Reklama

Najlepszy amerykański dzień Lewego to dopiero oficjalna prezentacja 15 lipca: 22 tysiące odsłon Wikipedii i 52 punkty Google — czyli wciąż mniej niż samo ogłoszenie i mniej więcej ćwierć tego, co zrobiło majowe pożegnanie z Barceloną. W całym tygodniu po przylocie ani jeden dzień nie przebił dnia ogłoszenia. Krótko mówiąc: nawet lądowanie trzeciego najlepszego piłkarza w historii kontynentu nie zrobiło na Ameryce wrażenia.

Los dopisał do tego jeszcze puentę. Debiut, zaplanowany na czwartek przeciwko Vancouver i Müllerowi na Soldier Field, został przełożony z powodu dymu znad kanadyjskich pożarów lasów. Nowy termin wypada na środę, na wyjeździe z Interem Miami.

Czy to wszystko jest więc wyrokiem? Nie sądzę. Historia MLS uczy, że pierwsze wrażenie robi się tu dwa razy. Zainteresowanie Zlatanem eksplodowało naprawdę nie po ogłoszeniu, tylko po cudownym golu w debiucie w MLS — wtedy jego biogram na Wikipedii skoczył dwudziestosześciokrotnie. Rooneya Ameryka pokochała nie na konferencji prasowej, tylko po słynnym sprincie i asyście w meczu z Orlando (kto nie widział, polecam zobaczyć). Lewandowski swoją drugą szansę na pierwsze wrażenie dostanie już zapewne w tym tygodniu.

Reklama

DOMINIK STECUŁA

Autor jest politologiem, wykładowcą na Uniwersytecie Stanu Ohio, gdzie bada m.in. uwagę mediów. Dane: GDELT Project, archiwum nytimes.com, Google Trends, Wikimedia pageviews API, Reddit r/MLS; wszystkie porównania w oknie pierwszego tygodnia od oficjalnego ogłoszenia transferu. 

fot. Newspix

Reklama
16 komentarzy

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Rosły stoper zagra w Ekstraklasie! Potrafi odnaleźć się pod bramką rywala

Mikołaj Duda
0
Rosły stoper zagra w Ekstraklasie! Potrafi odnaleźć się pod bramką rywala

Inne ligi zagraniczne

Reklama