Drągowski: Za dużo było gadania, gdzie powinniśmy być

Marcin Ziółkowski

21 lipca 2026, 15:53 • 3 min czytania 7

Reklama
Drągowski: Za dużo było gadania, gdzie powinniśmy być

Bartłomiej Drągowski po wielu latach europejskich wojaży wrócił wiosną do Polski. Do niedawna trzeci bramkarz naszej reprezentacji został jedną z twarzy odradzającego się Widzewa, który po przejęciu przez Roberta Dobrzyckiego ma ogromne ambicje. Pierwszy pełny sezon dopiero przed bramkarzem, ale przyznaje on wprost: sezon 2025/26 był bardzo trudny, a Aleksandar Vuković spełnił jego oczekiwania w roli trenera.

Reklama

Drągowski pełen nadziei. Docenia doświadczenie walki o utrzymanie

Widzew utrzymał się w lidze, a Drągowski pomimo przeciętnego początku, potem spisywał się solidnie. Już w pierwszym meczu mógł zachować się lepiej przy bramce Bartosza Mazurka. Sam bramkarz uznaje, że poza tym golem, nie prezentował się w Ekstraklasie źle, po prostu nie było szału i obyło się bez poważnych błędów.

– Powiedziałbym, że runda była w porządku. Nie popełniłem wielu poważnych błędów. Mogłem zachować się lepiej w meczu z Jagiellonią, pamiętam sytuację z pierwszą straconą bramką po moim powrocie. Wymagam od siebie znacznie więcej. W rundzie wiosennej byliśmy pośród tych drużyn, które straciły najmniej bramek w lidze. To pokazuje, że nie było źle, ale wiem, że stać mnie na więcej.

Reklama

Bramkarz z reprezentacji Polski nie chce składać obietnic przed sezonem. Jest zdania, że to zgubiło trochę jego drużynę w ostatnich 12 miesiącach. Celem jest wykorzystanie lekcji pokory do tego, aby osiągnąć jak najlepszy wynik w rozgrywkach 2026/27.

– W poprzednim sezonie za dużo było rozmów, gdzie powinniśmy być i o co powinniśmy walczyć. Dlatego nie będę mówił, które miejsce możemy zająć.

– Każdego ten czas nauczył przede wszystkim pokory, że nie wystarczy dawać z siebie 100 procent, jeśli chce się realizować założone cele. Ten sezon pokazał nam również, że siła tkwi w zespole, co sobie udowodniliśmy na finiszu.

Reklama

Drągowski wskazał też, co jego zdaniem spowodowało zawiłości pod kątem formy sportowej całego zespołu. Bez wahania wskazał na liczne roszady na wielu polach.

– Nie grałem jeszcze w klubie, w którym nie byłoby presji (…) Trudno mi powiedzieć, co było główną przyczyną problemów w poprzednim sezonie. Złożyło się na to wiele czynników. Było mnóstwo zmian, przyszło wielu nowych zawodników, dochodziło do zmian trenerów, dyrektorów sportowych. Trudno oczekiwać, że zespół w świetle ciągłych roszad będzie świetnie funkcjonował.

Nie zabrakło wspomnienia w rozmowie o Aleksandarze Vukoviciu. Drągowski jest zdania, że Serb był idealną osobą do Widzewa na tak trudny moment. Przyznał wręcz, że wyciągnął zespół z kolan, co sugeruje, że nie tylko ligowa pozycja, ale i morale w zespole stały na niskim poziomie.

Reklama

– Wiedziałem, czego mogę się po trenerze spodziewać. Kończył karierę właściwie wtedy, gdy ja ją zaczynałem, więc trochę znałem jego charakter. Liczyłem, że zrobi dokładnie to, co ostatecznie zrobił – wyciągnie zespół z bardzo trudnej sytuacji i pomoże nam utrzymać się w lidze (…) Kiedy walczysz o utrzymanie, liczy się przede wszystkim skuteczność.

– Właśnie takiego szkoleniowca wtedy potrzebowaliśmy. Potrafił podnieść zespół z kolan.(…) Liczyłem tylko, że stanie się to znacznie wcześniej niż w ostatniej kolejce. Życie napisało jednak inny scenariusz, na szczęście z happy endem.

 

Reklama

Fot. Newspix

7 komentarzy
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama