Pierwszy ćwierćfinalista tegorocznego mundialu to zarazem pierwszy w historii zespół z Afryki, który dwukrotnie dotarł do najlepszej ósemki mistrzostw świata. Czarny Ląd dekadami czekał na reprezentanta, który na stałe zagości w globalnej czołówce. Doczekało się go za sprawą drużyny złożonej z piłkarzy… wychowanych w Europie.
***
Mundiary to nasz pamiętniczek, cykl codziennych tekstów komentujących to, co wydarzyło się na Mistrzostwach Świata 2026.
***
Marokańska międzynarodówka była historią już podczas mundialu w Katarze. Furorę robił wtedy wychowany w Holandii Sofyan Amrabat, o którym barwnie opowiadali mi jego pierwsi trenerzy. Czternastu urodzonych poza Marokiem piłkarzy dołożyło ogromną cegiełkę do sukcesu, jakim był półfinał mundialu i ostatecznie czwarte miejsce. Cztery lata po tych wydarzeniach marokańska kadra to jednak jeszcze większy misz-masz produktów europejskiego systemu szkolenia.
- Sześciu urodzonych we Francji,
- sześciu urodzonych w Hiszpanii,
- trzech urodzonych w Holandii,
- dwóch urodzonych w Belgii,
- jeden urodzony w Kanadzie.
Tak wygląda skład, który poleciał na mundial za Oceanem. Ale to dopiero wstęp do opowieści o tym, jak bardzo Maroko stoi Europą.
Mistrzostwa Świata 2026. Maroko znów szokuje, skład rodem z Europy
Ważniejsze od tego, kto jest powołany, jest przecież to, kto gra. W kadrze Maroka znajduje się siedmiu zawodników urodzonych w ojczyźnie. To wciąż najbardziej liczna grupa w tej bandzie. Tyle że gdy musimy ułożyć jedenastkę piłkarzy, którzy rozegrali największą liczbę minut na mundialu, według miejsca urodzenia wygląda ona tak:
- Kanada, Hiszpania, Francja, Belgia, Hiszpania, Francja, Holandia, Hiszpania, MAROKO, Hiszpania, Francja.
Rozszerzmy to o rezerwowych, wyliczmy wszystkich, którzy uzbierali przynajmniej sto minut i sytuacja wcale się nie poprawi. Czwórkę najczęściej wchodzących z ławki zawodników stanowią faceci urodzeni i wychowani w Holandii (dwóch), Francji oraz Maroku. Dwoma rodzynkami, którzy dorastali wśród piasków pustyni i odgrywają istotną rolę w zespole, są:
- Azzedine Ounahi – wychowanek Raja Casablanca;
- Soufiane Rahimi – wychowanek Raja Casablanca.
Nawet owiana sławą (w sumie słusznie) królewska akademia Mohammeda VI nie zdołała wcisnąć tam choćby pojedynczego przypadku. Nie musi się jednak wstydzić, bo nie przegrywa z płotkami. Trochę łatwiej zrozumieć sukces Maroka, gdy uzmysłowimy sobie, że o sile tego zespołu stanowią wychowankowie:
- Realu Madryt,
- KRC Genk,
- Malagi,
- Ajaksu Amsterdam,
- Anderlechtu,
- Barcelony,
- Tuluzy,
- Nancy,
- Lille.

Chadi Riad i Achraf Hakimi grali w akademiach Barcelony i Realu Madryt
Nie dziwi fakt, że to Maroko było pierwszym w historii mistrzostw świata zespołem, który zestawił na boisku jedenastu piłkarzy urodzonych poza krajem, który reprezentują. Przypadki jednostek, które decydowały się na zmianę barw narodowych, zdarzały się i na pierwszych turniejach, natomiast Marokańczycy odblokowali zupełnie inny poziom. I to wtedy, gdy większość spodziewała się takiego manewru ze strony innego zespołu na amerykańskim mundialu.
Jak Maroko wyrwało talenty lepszym od siebie?
Przypadków drużyn narodowych, w których skauting i rekrutacja odgrywają kluczową rolę, jest na tym mundialu kilka. Nie można jednak porównać przykładowego Curacao, które też przecież polega na wyszukiwaniu w Holandii zawodników związanych linią krwi z tym krajem, do Maroka. Maroko to reprezentacja kraju, która jest w stanie realnie rywalizować o duże talenty z europejskimi nacjami. Może nie zgarnie największych diamentów, ale ostatnio świetny artykuł BBC przybliżył ten temat przed meczem z Holandią.
Marokańczycy rozmieścili swoich skautów w Belgii, Francji, Hiszpanii oraz Holandii. Czyli w miejscach, gdzie diaspora była znacząca. Ale też w Niemczech i Skandynawii, żeby nie umknął absolutnie nikt. Skauci pracowali na pełen etat, byli kluczowymi pracownikami federacji – wyjaśniał to w „Guardianie” Osian Roberts, były szef tego działu.
Ciekawe, że obserwatorzy nie skupili się tylko na ocenie umiejętności czy potencjału młodych chłopaków. Okazywane przez nich zainteresowanie, budowanie relacji, realne wsparcie rodzin, przekładało się na wzmacnianie przywiązania do ojczyzny przodków, co w przyszłości miało odegrać fundamentalną rolę przy wyborze reprezentacji kraju. To dlatego ci, na których terenie działali marokańscy „agenci”, byli wyjątkowo niezadowoleni ze sposobów ich pracy.
„Relacje między federacjami Holandii i Maroka się zmieniły. Dyrektor techniczny Pim Verbeek wyjaśniał, że rekrutacja wykracza daleko poza samego zawodnika. Argumentował, że rodzina odgrywała równie ważną rolę przy podejmowaniu decyzji. Zawodnicy tacy jak Khalid Boulahrouz i Ibrahim Afellay nadal wybierali Holandię, ale nawiązywanie bliskich więzi na długo przed wyborem kadry, zaczęło się objawiać. Symbolem zmian był Hakim Ziyech. Gdy wybrał Maroko, wielu Holendrów zareagowało zdziwieniem. Ten moment zmienił postrzeganie sytuacji po obu stronach” – czytamy w BBC.
Ziyecha można uznać za niespełniony talent, natomiast w jego ślady poszli Noussair Mazraoui i Sofyan Amrabat – kluczowe postaci reprezentacji kraju. BBC stawia tezę, że obaj znaleźliby się w kadrze Holandii na mundial. Podobnie jak Ismael Saibari, który wychował się w PSV, choć akurat on nie ma paszportu holenderskiego, lecz belgijski. Eksperci są jednak przekonani, że gdyby go miał, Ronald Koeman nie mógłby go pominąć.
Tymczasem także za ich sprawą Oranje się z turniejem pożegnali.
Maroko napisze historię? Dwa półfinały z rzędu byłyby wynikiem elitarnym
Ismael Saibari, który stał się objawieniem tegorocznych mistrzostw świata i za moment przedstawi się światu jako zawodnik Bayernu Monachium, swego czasu wspomniał, że Roberto Martinez nakłaniał go do zmiany decyzji oraz przyjęcia powołania do reprezentacji Belgii, ale odmówił. Działo się to wtedy, gdy Walid Regragui sugerował, że Saibari nie załapie się do składu na mundial w Katarze, jeśli nie zacznie regularnie grać. Ofensywnemu zawodnikowi otworzono więc furtkę do łatwego wyjścia z sytuacji, przejścia do kadry pewnie nawet silniejszej, jednak stanowczo odmówił.
– Pomyślałem, że to byłoby fantastyczne, ale wybrałem Maroko – stwierdził sam zainteresowany.

Ismael Saibari po golu dla Maroka.
To, że Marokańczycy za sprawą skutecznej rekrutacji wybierają reprezentowanie kraju przodków zamiast europejskich potęg, to nie mrzonka. Jasna sprawa, że wybrzmiałoby to o wiele mocniej, gdyby taką decyzję podjął Lamine Yamal (podobno rozważał taką opcję), nie Ismael Saibari, ale nie od razu Kraków zbudowano. Dwie dekady temu nikt nie uwierzyłby, że na taki ruch zdecyduje się nawet Saibari, więc kto wie, co będzie za kolejne dziesięć lat?
Gdyby Maroko pociągnęło obecną passę i zostało dwukrotnym półfinalistą, nie tylko ćwierćfinalistą, dołączyłoby do naprawdę ekskluzywnego grona państw, które potrafiły minimum dwa razy z rzędu dotrzeć do najlepszej czwórki mundialu. Bo pojedyncze wystrzały – Korea Południowa, nawet Bułgaria – miały przecież miejsce, ale dwa tak udane turnieje to już sygnał pewnej konsekwencji. Zwłaszcza gdy spojrzymy na listę drużyn, którym dotychczas się to udało:
- RFN/Niemcy – czterokrotnie;
- Włochy – trzykrotnie;
- Brazylia – trzykrotnie;
- Holandia – dwukrotnie;
- Francja – dwukrotnie;
- Argentyna, Chorwacja, Urugwaj – po razie.
Anglia czy Hiszpania to kraje, które dominują dyskusję o futbolu, które odegrały w jego historii znaczącą rolę. Ich na liście nie ma, one mogą ustąpić Marokańczykom. Możecie uznać to za mało znaczącą statystykę, ciekawostkę, ale jest to jakiś dowód na wyzwanie, które Maroko rzuca światu. Tylko na tym turnieju był to zespół, który zawstydzał Brazylię, który wyeliminował Holandię.
W dodatku zrobił to w stylu, którego nie ma sensu zestawiać z pomysłem na grę z Kataru. Wtedy Marokańczycy oddawali piłkę rywalowi, czekali na kontrataki. Przede wszystkim świetnie bronili oraz wykonywali rzuty karne. Wraz z przebudową kadry zmienił się profil taktyczny drużyny, która teraz piłkę trzyma tak długo, jak tylko się da. Maroko to czwarty zespół po Hiszpanii, Argentynie i Niemczech pod względem liczby podań na mecz, ale wciąż chętnie korzysta z szybkości i dynamiki Saibariego czy Haikimiego.
Ogromnym atutem okazał się Brahim Diaz, który robi to, czego latami oczekiwano od Ziyecha. Rozgrywa, dyryguje, kreuje. Maroko odkryło dla nas nie tylko Saibariego – objawieniem tego mundialu jest przecież Ayyoub Bouaddi, nastolatek, który oczarował świat w meczu z Brazylią. Bilal El Khannous był z kadrą w Katarze, ale teraz jego rola urosła: to kolejny złoty dzieciak, chłopak, który ma potencjał na grę w topowych klubach.
Z turnieju na turniej Maroko dostarcza nam coraz większą liczbę chłopaków, na których warto zawiesić oko. Zdecydowanie można ich uznać za zespół, który aspiruje do światowej czołówki na dłużej.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
SZYMON JANCZYK
fot. Newspix