Proszę państwa: oto najbardziej niedoceniany piłkarz świata

Jakub Radomski

02 lipca 2026, 08:34 • 10 min czytania 4

Reklama
Proszę państwa: oto najbardziej niedoceniany piłkarz świata

W samej reprezentacji Hiszpanii jest pewnie z siedmiu – ośmiu piłkarzy, którzy biją go na głowę popularnością, trochę efekownością w grze i wyrobioną w mediach marką. Tymczasem nikt nie ma ostatnio takich liczb, jak Mikel Oyarzabal. Napastnik Realu Sociedad to arcymistrz wielkich meczów i piłkarz, którego olbrzymie atuty nie każdy zauważa. Nigdy nie pragnął sławy, poklasku. Chciał po prostu robić swoje. I robi. Na obecnym mundialu najpierw się z niego śmiano, a później w 24 minuty zamknął wszystkim usta. Czy Oyarzabal nie jest dzisiaj najlepszym piłkarzem świata spoza wielkich klubów? Bo najbardziej niedocenianym jest na pewno.

Reklama

1. Mikel Oyarzabal – człowiek od wielkich meczów

Był na boisku od 68. minuty. Kiedy wchodził, nie każdy z kibiców był przekonany, że to on zostanie bohaterem finału EURO 2024. Choć niektórzy jego koledzy z drużyny trochę to przeczuwali. Tuż po śniadaniu, w dniu finału EURO 2024, Mikel Oyarzabal usiadł przy kawie z czterema kolegami klubowymi z Realu Sociedad San Sebastian: obok niego Robin Le Normand, Martin Zubimendi, Mikel Merino i bramkarz Alex Remiro. Podszedł do nich Alvaro Morata i powiedział Oyarzabalowi: „Czuję, że ty dzisiaj strzelisz”. Remiro się do tego przyłączył. I tak właśnie kilkanaście godzin później się stało.

Kiedy pojawiał się na boisku, Hiszpania prowadziła z Anglią 1:0. Zmienił Moratę, selekcjoner Luis de la Fuente potrzebował czegoś innego. Pięć minut później wyrównał Cole Palmer. Zanosiło się na dogrywkę, była 86. minuta. Warto zauważyć, jak wielki udział miał w akcji, która później była tysiące razy prezentowana w Hiszpanii i innych krajach. Piłka w środku pola, Oyarzabal pokazuje się do gry. Dostaje podanie, od razu dostrzega, że na lewej stronie do przodu mknie Mark Cucurella i gra do niego z pierwszej piłki, po czym rusza w pole karne. W idealnym momencie wbiega między angielskich stoperów. Cucurella to widzi, mocno do niego podaje. Oyarzabal idealnie dokłada nogę i piłka jest w siatce. Radość. Ogromna. Wszyscy mają świadomość, że mecz prawdopodobnie został rozstrzygnięty.

Widziałem, że Cucurella jest w biegu, a piłka ode mnie zaraz do niego dotrze. Dlatego pomknąłem w pole karne. Gdy leciała w moją stronę, miałem w głowie myśl: „Dotknij ją, skieruj do bramki”. Kiedy to zrobiłem i wpadła, nie wiedziałem, czy nie byłem na spalonym. Spojrzałem na sędziego liniowego, biegł w stronę środka boiska. Nastąpiło czekanie. Spytałem arbitra głównego: „Wszystko jest w porządku?”. A on w końcu odpowiedział, że tak – w ten sposób o tamtej akcji bramkowej opowiedział Oyarzabal Sidowi Lowe’owi z „Guardiana”.

Reklama

Tak Oyarzabal strzelił gola w finale EURO 2024

Tak Oyarzabal strzelił gola w finale EURO 2024

„Król finałów” – tak jest nazywany urodzony w Eibar zawodnik reprezentacji Hiszpanii. I trudno się dziwić, bo jedna z jego statystyk robi wielkie wrażenie. Okazuje się, że Oyarzabal, choć nie gra w topowym klubie, gdzie o takie wyczyny łatwiej, strzelał gola w każdym wielkim finale, w którym występował:

  • Copa Del Rey – 2019/2020: Real pokonał 1:0 Athletic Bilbao, a on trafił z karnego w 63. minucie.
  • Finał igrzysk olimpijskich w Tokio – 2021 rok, Hiszpania co prawda przegrała po dogrywce 1:2 z Brazylią, ale Oyarzabal wyrównał w drugiej połowie.
  • Finał Ligi Narodów – 2021. Podobna historia: skończyło się 2:1 dla Francji, ale to Oyarzabal doprowadził do wyrównania.
  • EURO 2024 – 2:1 z Anglią, o tym meczu już tutaj było.
  • Finał Ligi Narodów 2025 – przeciwko Portugalii. Było 2:2 po 90 minutach, dla Hiszpanii strzelali Martin Zubimendi, też przez lata związany z Realem Sociedad, dziś w Arsenalu, i właśnie Oyarzabal. W karnych wygrała Portugalia.
  • Copa Del Rey, 2026 rok – Real mierzył się w finale z Atletico Madryt. W regulaminowym czasie 2:2, bohater tego tekstu trafił tuż przed przerwą, wykorzystując rzut karny. Doszło do konkursu jedenastek, w którym to jego zespół był górą.

W tym nie może być przypadku.

Reklama

2. Mistrz rzutów karnych

Pewnie już zauważyliście, że część tych ważnych goli to wykorzystywane karne. Po finale Ligi Narodów z 2025 roku de la Fuente mógł pluć sobie w brodę. W 111. minucie zdjął z boiska Oyarzabala, wprowadzając w jego miejsce Moratę. Miał świadomość, że bardzo możliwe są rzuty karne i myślał, że dobrego strzelca jedenastek zamienia na równie dobrego. Tymczasem Morata pomylił się w czwartej serii i kiedy chwilę później Ruben Neves trafił do siatki, Portugalczycy cieszyli się ze zgarnięcia trofeum.

Kiedy Real Sociedad zgarniał w tym roku po karnych Puchar Króla, Oyarzabal nie podszedł do jedenastki, ale tylko dlatego, że nie było go już na boisku. Został zdjęty w drugiej połowie. Tym razem mimo tego udało się wygrać.

Hiszpania w 1/16 finału obecnego mundialu mierzy się z Austrią. Będzie faworytem, ale w tym turnieju nie zachwyca i to może być mecz, w którym skruszenie austriackiego muru i poradzenie sobie z pressingiem ekipy Ralfa Rangnicka zajmie trochę czasu. A może po 120 minutach dojdzie do konkursu jedenastek? Wtedy Oyarzabal, jeśli będzie na boisku, na pewno podejdzie do piłki. Może jako pierwszy, a może w ostatniej kolejce, bo często to właśnie wtedy trenerzy stawiają na najlepszych strzelców. Piłkarz Realu Sociedad ma też charakterystyczny dla siebie sposób wykonywania karnych.

Geir Jordet to ceniony na całym świecie norweski naukowiec, zajmujący się psychologią i piłką nożną. W 2024 roku opublikował świetną książkę „Pressure. Lessons from the psychology of the penalty shoutout”. Wciąż niektórzy piłkarscy eksperci powielają tę bzdurę, że rzuty karne to loteria. Usłyszycie to pewnie nieraz podczas tego turnieju. Nie, nie są loterią, tylko rodzajem gry, w którym liczy się m.in. wiedza, odporność na stres, ale też wypracowanie pewnych technik. Książka Jordeta to najlepsze jak dotąd studium wykonywania jedenastek. A szczególnie ciekawy jest jej rozdział, zatytułowany „Specjaliści”.

Reklama

Jordet zaczyna od tego, że generalnie są dwa sposoby wykonywania karnych. Mamy graczy, którzy raczej nie obserwują, co robi bramkarz, i koncentrują się na tym, żeby uderzyć mocno, w róg, na zasadzie: „Nawet jeśli bramkarz mnie wyczuje, to prawdopodobnie nie zdąży”. Przykładami takich wykonawców mogą być Węgier Dominik Szoboszlai czy reprezentant Nowej Zelandii, Chris Wood, który był na obecnym mundialu. Ale spora grupa zawodników patrzy do końca na ruch bramkarza, chce go wyczekać, np. zwalniając podczas rozbiegu. Jako mistrz tej techniki, spośród słynnych piłkarzy, w książce Jordeta opisany jest Robert Lewandowski, ale Norweg podaje też przykład Diego Armando Maradony, który, kiedy występował w Napoli, podszkolił swoją „goalkeeper-dependent technique” i wykorzystał aż 93% z 58 jedenastek.

Jordet podaje też przykłady mniej oczywistych zawodników, mniej medialnych, którzy obserwują bramkarza i uzależniają od niego swoją decyzję, a jednocześnie są w tym znakomici. Wskazuje trzech piłkarzy, których mamy na obecnym mundialu: Meksykanina Raula Jimeneza, Anglika Ivana Toneya (nie zdziwcie się, jak w jakimś meczu Anglii wejdzie na boisko np. w 119. minucie) i właśnie Oyarzabala, który w 2024 roku miał wykorzystanych 89% z 36 jedenastek.

Patrzę na rzut karny Oyarzabala z ostatniego finału Pucharu Króla. Nie zwalnia znacząco podczas rozbiegu, robi to raczej minimalnie. Ale spogląda w ułamku sekundy na ruchy bramkarza. Ten ląduje przy jednym słupku, a piłka w przeciwnym rogu. Pewność wykonania robi duże wrażenie.

Reklama

3. Życiowa forma

Na początku obecnego mundialu Oyarzabal stał się obiektem krytyki, nawet trochę szydery. Wystarczyła jedna liczba – okazało się, że w meczu z Republiką Zielonego Przylądka (0:0) został pierwszym zawodnikiem na mistrzostwach świata od 1966 roku, który przez 30 minut ani razu nie dotknął piłki.

Tytuł z jednego z polskich portali: „Najgorsze pół godziny w karierze? Gwiazdor zawstydzony na mistrzostwach świata. To nie żart”.

Reklama

Czy najgorsze? Rywal z Afryki zaskakująco mądrze się bronił, a druga linia Hiszpanów i skrzydłowi skrajnie nie mieli pomysłu, jak złamać zasieki obronne przeciwnika i jak wykorzystać piłkarza, którego mają z przodu. Piłkarza wyjątkowego, bo to, co stało się przez te 30 minut, było wyjątkiem od reguły. To nie jest przykład Cristiano Ronaldo, z którym reprezentacja Portugalii ewidentnie męczy się na boisku, a dwa gole CR7 z Uzbekistanem (5:0) zafałszowały obraz i wynikały raczej z beznadziejnej postawy w defensywie zespołu z Azji. Przeciwko Kolumbii wrócił już Cristiano, który nie daje nic swojej drużynie. Można się tylko dziwić, że Roberto Martinez nie spróbował w grupie wariantu np. z Goncalo Guedesem i Rafaelem Leao, którzy daliby dużo więcej szybkości i mogliby zamieniać się pozycjami.

W Hiszpanii jest inaczej. Jak w kolejnym meczu, przeciwko Arabii Saudyjskiej (4:0), zareagował Oyarzabal? Najlepiej jak się dało. W 10. minucie wyszedł na pozycję, pomknął z piłką i idealnie wyłożył ją do Lamine’a Yamala. Asysta. W 21. minucie zachował się sprytnie w polu karnym i pokonał bramkarza. Minęło ledwie 120 sekund i zawodnik Realu Sociedad pokazał, jak świetnie pilnuje linii spalonego – dzięki temu Hiszpania uniknęła ofsajdu, a on z bliska trafił do siatki. Dwa gole i asysta, w niecałe 24 minuty. To był koncert Oyarzabala, który przed przerwą mógł nawet ustrzelić hat-tricka. Chciał zrobić to jak wirtuoz i przelobować bramkarza po jego błędzie. Trafił w poprzeczkę.

Oyarzabal (z lewej) cieszy się z gola strzelonego Arabii Saudyjskiej

Oyarzabal (z lewej) cieszy się z gola strzelonego Arabii Saudyjskiej

Reklama

Bilans Hiszpana w narodowych barwach robi wrażenie. W 56 meczach zdobył 27 bramek, czyli trafia niemal w co drugim meczu. Do tego 12 asyst. Ale jeszcze większe wrażenie robią liczby Oyarzabala w reprezentacji Hiszpanii od 23 marca ubiegłego roku i meczu przeciwko Holandii w ćwierćfinale Ligi Narodów:

  • 14 spotkań
  • 14 goli
  • siedem asyst

Zachwycamy się podobnymi dokonaniami w wykonaniu Erlinga Haalanda czy Kyliana Mbappe, tymczasem tak w ostatnim czasie prezentuje się wciąż pozostający w cieniu (ale chyba dobrze mu tam) gracz Realu Sociedad.

Oyarzabal to prawdopodobnie dzisiaj najbardziej niedoceniany piłkarz świata. A może nawet najlepszy piłkarz świata spoza tych, grających w wielkich klubach?

4. Skromność, która bierze się z jego historii

Inter, Juventus, Tottenham, Manchester City, PSG, Lazio. No i oczywiście Barcelona. Te kluby na przestrzeni lat miały być mniej lub bardziej zdeterminowane, żeby go ściągnąć, ale Oyarzabal ciągle pozostaje graczem Realu Sociedad, którego jest wychowankiem. W wywiadach powtarza, że jest szczęśliwy w Kraju Basków, Real to jego ukochany klub, dlatego nie ma potrzeby odchodzenia na siłę.

Reklama

Jego przywiązanie to tej drużyny, a także osobowość, która trochę idzie z tym w parze, tak opisał Lowe na łamach „Guardiana”:

„To było symboliczne, że właśnie on dał Hiszpanii wygraną w finale EURO. Wychowanek, chłopak z regionu, idealne uosobienie wspólnego triumfu, który dzieli z innymi i robi to bez żadnego rozgłosu. Nie potrzebuje sławy. Oyarzabal sam o sobie mówi, że jest cichym i powściągliwym człowiekiem. Nie jest gwiazdą medialną, nie stoi też za nim żadne silne piłkarskie lobby. Mikel dorastał jako kibic Realu Sociedad. Jako mały chłopiec chodził z ojcem na mecze Eibar – klubu z rodzinnego miasta – w którym występował na wypożyczeniu młody David Silva. Jego pragnieniem stało się zostanie piłkarzem i trafienie kiedyś właśnie do Realu. Mówił, że to było marzenie, ale jednocześnie nie potrafił sobie nawet wyobrazić, że to się dzieje. Dziś można go nazwać legendą tego klubu”.

W 2024 roku na finał EURO Hiszpania wyszła w składzie, w którym 10 piłkarzy z pola reprezentowało 10 różnych drużyn klubowych. Ale w drugiej połowie z ławki weszło trzech graczy Realu Sociedad: Oyarzabal, Merino i Zubimendi.  Spotkanie w pierwszym składzie rozpoczął Le Normand. Cieszyli się wspólnie. Po zakończeniu meczu fotograf Pablo Garcia zrobił zdjęcie całej piątce (dołączył rezerwowy bramkarz Realu i kadry, Alex Remiro), na którym celebrują wygraną z pucharem.

Radość po golu w meczu z Anglią. Oyarzabal i Nico Williams

Reklama

Radość po golu w meczu z Anglią. Oyarzabal i Nico Williams

Oyarzabal dla „Guardiana”: – Możliwość dzielenia tego doświadczenia z czwórką kumpli, z którymi spędziło się lata w futbolu, to coś wyjątkowego. Ale my jako Hiszpania, jako cały zespół, zaufaliśmy sobie od samego początku tamtego EURO. To ja zdobyłem decydującą bramkę, ale tak naprawdę ten gol należał do każdego.

Cały on.

To jego pierwsze mistrzostwa świata. Na turnieju w Katarze Oyarzabala zabrakło, bo zerwał więzadła i pauzował przez dziewięć miesięcy. Miał wielką motywację, by walczyć o powrót. By znów pojawić się w kadrze i pojechać z nią na wielki turniej.

Reklama

Właśnie na nim jest. EURO już wygrał, a teraz czas na coś jeszcze większego. Oyarzabal nie chce światła reflektorów czy nagłówków w mediach, ale pragnie pucharu.

JAKUB RADOMSKI 

Fot. Newspix.pl 

*Nowi gracze często zaczynają od bonusów bez depozytu. W czasie mundialu są one dostępne u wielu bukmacherów.

Reklama

 

4 komentarze
Jakub Radomski

Bardziej niż to, kto wygrał jakiś mecz, interesują go w sporcie ludzkie historie. Najlepiej czuje się w dużych formach: wywiadach i reportażach. Interesuje się różnymi dyscyplinami, ale najbardziej piłką nożną, siatkówką, lekkoatletyką i skokami narciarskimi. W wolnym czasie chodzi po górach, lubi czytać o historiach himalaistów oraz je opisywać. Wcześniej przez ponad 10 lat pracował w „Przeglądzie Sportowym” i Onecie, a zaczynał w serwisie naTemat.pl.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Mundial 2026

Reklama
Mundial 2026

Stracone pokolenie? Belgowie to raczej mistrzowie w odrabianiu strat

AbsurDB
10
Stracone pokolenie? Belgowie to raczej mistrzowie w odrabianiu strat