Grał dla reprezentacji Anglii. Teraz walczy o weteranów wojennych i ich rodziny

Marcin Ziółkowski

04 czerwca 2026, 10:15 • 4 min czytania 4

Reklama
Grał dla reprezentacji Anglii. Teraz walczy o weteranów wojennych i ich rodziny

Terry Butcher w swoim czasie był cenionym reprezentantem Anglii. Czasem był zbyt waleczny, o czym świadczy choćby zakrwawiona koszulka i bandaż na głowie podczas meczu ze Szwecją w 1989 roku. Ten obrazek obiegł cały piłkarski świat zanim ludzkość dowiedziała się czym jest wiral. Butcher przyznaje jednak, że wracanie do tego momentu jest dla niego zawstydzające, woli być zapamiętany z innych rzeczy, a prawdziwymi bohaterami są ludzie tacy jak jego syn.

Reklama

Chris Butcher służył dla narodu i poniósł z tego tytułu niestety bardzo poważne konsekwencje. Teraz jego ojciec pomaga nie tylko weteranom wojennym, ale i ich rodzinom.

Terry Butcher – wielkie serce na boisku i poza nim

Reprezentował barwy narodowe 77 razy. Na wielkie turnieje powoływano go trzykrotnie, a w 1990 przez część mundialu we Włoszech był nawet angielskim kapitanem. W 1986 roku, gdy Maradona okiwał połowę kadry wyspiarzy na murawie, był jednym z nich. To on jako ostatni próbował powstrzymać go przed samym golem.

Na Wyspach Brytyjskich legendarne stały się ujęcia z Butcherem w zakrwawionej koszulce. Na fotografiach wygląda jakby brał udział w jakiejś ogromnej bijatyce, a to wszystko wzięło się jedynie z owiniętego bandażami czoła. Butcher z racji na boiskową rolę często główkował, co spowodowało, że rana się pogłębiała i bandaże tego nie wytrzymywały.

Reklama

Jak przyznał, czuje się zawstydzony, gdy wraca pamięcią do meczu ze Szwecją. Uważa, że wartymi docenienia są inni ludzie. Tacy, którzy faktycznie robią coś bardziej istotnego od kopania świńskiego pęcherza.

– Zawsze się zawstydzam, gdy ludzie o tym mówią, bo uważam, że każdy Anglik na moim miejscu zachowałby się dokładnie tak samo. Nie chciałem, aby mnie zdjęto. Walczyłem jak diabli, abym pozostał na placu gry. Oczywiście teraz reguły gry się trochę zmieniły i myślę, że to dobrze. To nie było po prostu bycie odważnym, to była moja praca.

Jego syn Chris (najstarsze z dzieci) dołączył w 2008 roku do armii, w tym samym czasie co książę Harry. Służył w Królewskiej Artylerii w randze kapitana. Niestety, po działaniu dla ojczyzny w Iraku i Afganistanie, Chris Butcher nabawił się PTSD, a więc zespołu stresu pourazowego. Przyczyniło się to do jego przedwczesnej śmierci w 2017 roku w wieku 35 lat, do której doszło wskutek problemu z sercem oraz działania leków mających pomóc mu z tym właśnie problemem.

Reklama

Najstarszy z dzieci Butchera po powrocie do kraju „nawiedzany” był głównie przez głosy cierpiących kolegów i cywilów. Właśnie przez to próbował skończyć z sobą wcześniej aż trzykrotnie. Terry Butcher znalazł martwego syna pomiędzy łóżkiem a ścianą, w sypialni. Tego dnia, życie 67-letniego reprezentanta Anglii zmieniło się na zawsze.

– Chris był odważny, bo robił coś nie tylko trudnego, ale też przy okazji igrał z losem w kwestiach życia i śmierci. To zdecydowanie coś innego od tego, co sam robiłem. W końcu to na koniec i tak była tylko gra, na litość boską! Nie jestem bohaterem, ja tylko kopałem piłkę. Tacy jak on to prawdziwi bohaterowie – powiedział były piłkarz na premierze dokumentu „Invisible Wounds”, który za kilka dni będzie emitowany w telewizji w Wielkiej Brytanii.

Reklama

Aktualnie, Terry zajmuje się m.in. pomocą weteranom wojennym i ich rodzinom. W ramach akcji Combat2Coffee, chce choćby przedstawić ludziom swój przykład z życia i dać im psychologiczne wsparcie w trudnych chwilach, których sam przeżył jako rodzic bez liku. Butcher jako facet, który stracił dziecko w wyniku skutków PTSD, chce zapewnić rodzinom oraz weteranom wojennym wsparcie, którego sam Chris nie otrzymał w swoim czasie. Między innymi dlatego też powstał wspomniany wyżej dokument telewizyjny.

– Chcę w pełni wykorzystać to, że jestem osobą publiczną. Chce się upewnić, że odpowiednio upamiętnimy Chrisa i zadbamy o pomoc dla ludzi. Na koniec chcę dać ludziom nadzieję i myślę, że ona istnieje.

Reklama

– Wierzę, że ludzie zapamiętają mnie właśnie z tego powodu (…) Jego batalie nie były półfinałami mundialu, wielkimi turniejami czy zwycięstwami. U niego chodziło o to, aby wrócić żywym, a także do formy, normalnego życia. To mu się niestety nie udało.

 

Fot. Newspix

Reklama
4 komentarze
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne reprezentacje

Reklama