Wyszarpany w ostatniej akcji remis 3:3 z Evertonem nikogo w Manchesterze City nie cieszy. Nawet jeśli piłkarze Pepa Guardioli, a także Mikela Arteta wygrają wszystkie pozostałe ligowe mecze, Arsenal będzie miał dwa punkty przewagi. Szkoleniowiec The Citizens stwierdził, że przed wyjazdem do Liverpoolu jego zespół miał wszystko w swoich rękach, a teraz karty rozdaje już ekipa z północnego Londynu.
City na własne życzenie straciło punkty
Dopiero po raz drugi w historii Everton nie przegrał domowego starcia z Manchesterem City Pepa Guardioli. Wcześniej w niebieskiej części Merseyside Hiszpan nie wygrał tylko w styczniu 2017 roku, gdy jego pierwszy wyjazd na Goodison Park skończył się oklepem 0:4. Pierwsza wizyta City na Hill Dickinson Stadium zakończyła się remisem 3:3, choć po 60 minutach nie zanosiło się na potknięcie gości. Ostatnie pół godziny podstawowego czasu było jednak komedią pomyłek defensorów City, a w szczególności Marka Guehiego i Abdukodira Khusanova.
Guehi asystował przy golu Thierno Barrego na 1:1, a już chwilę wcześniej przez jego nieporozumienie z Matheusem Nunesem oko w oko z Gigim Donnarummą stanął Iliman Ndiaye. Z kolei gol na 2:1 padł po rzucie rożnym, który wziął się z ratowania przez Guehiego Uzbekowi tyłka, bo ten dał sobie odebrać piłkę. A przy bramce na 3:1 złamał linię spalonego. Pierwszego w karierze zwycięstwa nad Guardiolą David Moyes jednak nie odniósł, bowiem tuż wznowieniu gry bramkę kontaktową zdobył Haaland, a w doliczonym czasie dublet ustrzelił Doku.
„Mieliśmy wszystko w naszych rękach, teraz już nie”
Nawet jeśli Manchester City za tydzień pokona w zaległym meczu Crystal Palace, i tak będzie tracić do Arsenalu dwa punkty. Oczywiście przy założeniu, że oba kluby nie potkną się w najbliższy weekend. The Citizens podejmą walczący o Ligę Mistrzów Brentford, a Arsenal zagra we wschodnim Londynie z otwierającym strefę spadkową West Hamem. Po finale Pucharu Anglii City czeka wyjazd do również bijącego się o Champions League Bournemouth, a na koniec sezonu na Etihad przyjedzie Aston Villa – być może cztery dni po finale Ligi Europy.
Z kolei Arsenal ostatni domowy mecz w sezonie rozegra ze zdegradowanym już Burnley, a w finałowej kolejce zmierzy się w południowym Londynie z Crystal Palace, które prawdopodobnie będzie się szykować do finału Ligi Konferencji. Rozkład jazdy teoretycznie przemawia na korzyść Arsenalu, ale Guardiola nie chce załamywać rąk, choć przyznaje, że jego zespół nie rozdaje już kart. – Przed tym meczem wszystko było w naszych rękach, teraz już nie jest. Idziemy naprzód i zobaczymy, co się wydarzy. Teraz przygotowujemy się na Brentford.
🚨⚠️ Pep Guardiola’s reaction to Man City conceding two goals in 5 minutes. pic.twitter.com/BM9Tjv2mej
— Fabrizio Romano (@FabrizioRomano) May 4, 2026
„Lepiej mieć punkt niż nie mieć”
Niczym swego czasu Rafał Ulatowski Guardiola uważa, że „lepszy remis niż… porażka”, choć „lepiej byłoby wygrać”. – Mieliśmy momentum, w którym strzeliliśmy dwa gole, a gol na 3:3 był niesamowity. W pierwszej połowie byliśmy wyjątkowi, ale po przerwie oni zrobili krok naprzód. Graliśmy dobrze, ale może nie tak, jak zamierzaliśmy w pierwszej połowie. Straciliśmy pierwszą bramkę, a potem drugą z rzutu rożnego, z których oni są bardzo dobrzy. David Moyes lubi stałe fragmenty. Było dużo okazji do kontr, więc stwarzaliśmy sobie okazje.
Guardiola powiedział też, że Everton to „bardzo trudny przeciwnik”, który jest „niesamowicie agresywny”. Ta agresja szczególnie we znaki się dała, gdy tuż po pierwszym golu Doku Michael Keane wjechał wślizgiem w belgijskiego skrzydłowego. VAR analizował faul stopera Evertonu, ale pokazana przez Michaela Olivera żółta kartka nie zamieniła się w czerwoną. Guardiola był pytany w Sky Sports o tę sytuację, ale uznał, że „nie jego rolą” jest to oceniać. Stwierdził, że „ocenę pozostawia ekspertom”. Wymowna była jednak chwila milczenia przed jego odpowiedzią.
— follow @bernardooooV3 (@rayanmediia) May 4, 2026
Dzięki remisowi z wiceliderem Everton wskoczył do górnej części tabeli, ale gdyby utrzymał prowadzenie, byłby nie dziesiąty, a dziewiąty i traciłby tylko dwa punkty do szóstego miejsca, które może dać Ligę Mistrzów. Premiowane awansem do Champions League będzie, jeżeli Aston Villa utrzyma piąte miejsce i przy tym wygra Ligę Europy. Na arenie międzynarodowej Everton ostatni raz zagrał w sezonie 2017/18, a w Pucharze Europy od sezonu 1970/71. Do końca sezonu na rozkładzie ma Crystal Palace, Tottenham i domowy mecz z Sunderlandem.
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Szalony mecz w Liverpoolu! Moyes podał Arsenalowi pomocną dłoń
- Dla obecnej Chelsea nawet rezerwy Nottingham Forest to za dużo
- Sędzia Premier League raz daje za to czerwo, innym razem nie
fot. Newspix
