Śląsk Wrocław coraz bliżej Ekstraklasy. Pięć bramek i dobre widowisko w Mielcu

Marcin Ziółkowski

25 kwietnia 2026, 21:41 • 4 min czytania 13

Reklama
Śląsk Wrocław coraz bliżej Ekstraklasy. Pięć bramek i dobre widowisko w Mielcu

Do końcowych rozstrzygnięć w Betclic 1. lidze coraz bliżej. Po piątkowym remisie Wisły Kraków z Puszczą Niepołomice, Śląsk Wrocław miał misję, aby po raz kolejny na wiosnę zmniejszyć dzielący go do Białej Gwiazdy dystans. Misja Mielec zakończona została powodzeniem. Po meczu pełnym emocji Wrocławianie wygrali z walczącym o utrzymanie zespołem Ireneusza Mamrota 3:2. Bohaterem widowiska został Michał Mokrzycki, który dzięki premierowej bramce dla nowej drużyny zapewnił jej wygraną w 82. minucie. Ekstraklaso, Śląsk już puka do twych drzwi!

Reklama

Śląsk i Stal – wielkie firmy, ale różne priorytety

Stal Mielec i Śląsk Wrocław przed spotkaniem miały ten sam cel krótkoterminowy – trzy punkty w meczu na stadionie im. Grzegorza Laty. Mimo to, do końca sezonu oba zespoły planowały osiągnąć zupełnie co innego. Mielczanie bronią się przed drugim z rzędu spadkiem, a Wrocławianie już po roku są blisko powrotu do Ekstraklasy.

I to właśnie ligowy wicelider dominował w pierwszym kwadransie w Mielcu, ale nie przełożyło się to na zmianę wyniku. Maciej Gostomski nie miał chwili wytchnienia, ale… to gospodarze wyszli na prowadzenie. Znakomitą akcję przeprowadził Paweł Kruszelnicki. Wychowanek Zagłębia Lubin pomknął z prawego skrzydła do środka, zabawił się z obrońcami Śląska i pokonał Michała Szromnika.

Reklama

Od tego momentu dynamika meczu się zmieniła, aczkolwiek nie trzeba było długo czekać na to, aż obrona Stali znów da się zapamiętać z negatywnego powodu. Ręka jednego z obrońców dała przyczynek do odgwizdania jedenastki. Przemysław Banaszak się nie pomylił i było 1:1 po 21. minutach.

Stal Mielec grała od momentu swojego pierwszego gola całkiem nieźle. Gospodarze nawiązywali walkę z drużyną walczącą o powrót do Ekstraklasy i nie można powiedzieć, aby Mielczanie prezentowali dużo niższy poziom sportowy. Potwierdzili to świetnym wykorzystaniem rzutu rożnego. Hubert Matynia dośrodkował na dalszy słupek, a piłkę głową trafił w szesnastce Bartosz Szeliga. Wykorzystał doskonale niemoc defensorów rywala i doprowadził ich do niemałego zaskoczenia. Stal Mielec znów była na prowadzeniu.

Nieskuteczność Wrocławian się zemściła, ale do końca meczu nadal było daleko. W międzyczasie, poważnego urazu doznał Jost Pisek, który w pobliżu sędziego i w dynamice akcji źle stanął. Zastąpił go jeszcze przed przerwą Adrian Bukowski. Ponownie jednak Mielczanie nie popisali się w tyłach. Israel Puerto bardzo spóźniony zaatakował wślizgiem rywala. Arbiter Jenda ponownie wskazał na jedenasty punkt od bramki i Banaszak piąty raz w sezonie skutecznie wykonał rzut karny.

Reklama

Spotkanie w pierwszej połowie było bardzo dynamiczne i działo się sporo. Zdecydowanie był to dobry wybór dla postronnego widza. Niestety, po przerwie piłkarze potrzebowali trochę czasu, aby się rozkręcić. Głównymi wykonawcami ataków w Mielcu stali się goście. Stal przede wszystkim skupiała się na efektywnej defensywie. Jedną sytuację miał choćby były zawodnik Arsenalu, Michał Rosiak. I to właśnie on był bohaterem kolejnej akcji bramkowej.

Reklama

Po tym, gdy pokonał kilka metrów z piłką, w pobliżu szesnastki odegrał on do lepiej ustawionego Michała Mokrzyckiego. Były piłkarz Łódzkiego Klubu Sportowego uderzył po ziemi, a futbolówka po koniuszkach palców Macieja Gostomskiego wpadła do siatki. Tym oto sposobem Śląsk pierwszy raz w tym meczu objął prowadzenie.

I nie oddał go już do końca, mimo wysiłków Stali w końcówce. Śląsk po meczu w Mielcu ma pięć punktów straty do liderującej Wisły Kraków. Ekstraklasa coraz bliżej dla dwóch wielkich firm!

Stal Mielec – Śląsk Wrocław 2:3 (1:2)

  • 1:0 – Paweł Kruszelnicki – 18′
  • 1:1 –  Przemysław Banaszak – 21′(k)
  • 2:1 –  Bartosz Szeliga – 32′
  • 2:2 – Przemysław Banaszak – 45+4′(k)
  • 2:3 –  Michał Mokrzycki – 82′

CZYTAJ WIĘCEJ O POLSKIEJ PIŁCE NA WESZŁO:

Fot. Newspix

13 komentarzy
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Betclic 1. Liga

Reklama