Lazio wytrzymało napór Atalanty. Bramkarz obronił cztery karne!

Marcin Ziółkowski

22 kwietnia 2026, 23:58 • 5 min czytania 0

Reklama
Lazio wytrzymało napór Atalanty. Bramkarz obronił cztery karne!

W rewanżowym półfinale Atalanta – Lazio w ramach Coppa Italia piłkarze długo kazali czekać na rozstrzygnięcie. La Dea mimo znaczącej dominacji nie dała rady zamknąć sprawy w 90 minutach. Remis 1:1 oznaczał dogrywkę, a i ta nie przyniosła rozstrzygnięcia. W serii jedenastek bohaterem został Edoardo Motta, który 2026 rok zaczynał w dole tabeli Serie B. Były golkiper Reggiany obronił cztery strzały rywali! Lazio w majowym finale na własnym stadionie zagra z rozpędzonym Interem Mediolan. Nicola Zalewski zagrał 70 minut, a Adrian Przyborek nie podniósł się z ławki rezerwowych.

Reklama

Okoliczności meczu

Obydwie drużyny mogły na tym etapie potraktować rozgrywki Pucharu Włoch jako próbę ratowania sezonu. Atalancie ligowe TOP 4 odjechało na dziewięć punktów, a dla Rzymian była to jedyna realna okazja na grę w pucharach w przyszłym sezonie. W pierwszym półfinałowym spotkaniu między obydwiema drużynami był remis 2:2. Wszystkie gole padły wtedy po przerwie i zagwarantowały nam na papierze sporo emocji przed rozpoczęciem rewanżu.

Atalanta mocno atakująca. Zalewski aktywny, ale nieskuteczny

Pierwsza połowa sugerowała, że emocje w dwumeczu mogą skończyć się dość prędko. Gospodarze nie chcieli pozostawiać sprawy awansu przypadkowi. Produkowali okazję za okazją, ale byli średnio przekonujący w fazie wykańczania. Po 10 minutach dwie sytuacje miał Nicola Zalewski. Raz nie trafił dobrze w piłkę głową, a za drugim razem uderzył bezpośrednio w Edoardo Mottę.

Reklama

Po 19 minutach statystyka strzałów wynosiła 6:0 dla La Dei. Zawarte w tym było wszystko. Lazio postawiło na szczelną i nisko ustawioną defensywę. Do pewnego stopnia była to metoda skuteczna, ale tylko przez pryzmat wyniku. Atalanta zawodziła przy wykańczaniu. Obok bramki uderzali choćby Zappacosta czy Krstović. Goście rzadko pojawiali się w okolicach szesnastego metra od bramki Carnesecchiego.

Akcje wyglądały nieźle, ale brakowało ostatniego elementu układanki – gola. W Lazio brakowało z kolei wielu rzeczy, ale na pewno nie ambicji, by szczelnością w tyłach doprowadzić do szczęśliwego zakończenia. Rzymianie liczyli na łut szczęścia w postaci rzadkich, ale udanych wypadów pod bramkę rywala. Tego jednak nie było.

Reklama

Chaosu ciąg dalszy. Atalanta przez nieskuteczność musiała grać dogrywkę

Atalanta nie ustępowała w swoich próbach. Lazio ponownie przez większość czasu robiło za tło. Jedno z wejść piłkarza gości bardzo nie spodobało się zarówno poszkodowanemu – Lorenzo Bernasconiemu – jak i Raffaele Palladino. Poirytowany szkoleniowiec otrzymał żółtą kartkę, a wahadłowy został zmieniony.

Wydawało się, że upragnione trafienie dla gospodarzy wreszcie padło w 62. minucie. De Ketelaere dośrodkował w pole karne, a Mario Gila… nabił się w rękę. Edoardo Motta piłki nie złapał, a gdy miał już ją w zasięgu rąk, to odebrał mu ją Nikola Krstović. Czarnogórzec wystawił futbolówkę do Edersona, a ten trafił do siatki. Produkowali, produkowali i wyprodukowali. Choć mocno pomógł w tym błąd rywala.

Reklama

Trafienie na wagę awansu?

Nic z tego. Andrea Colombo po długiej analizie podjął jednak decyzję o anulowaniu bramki. Zachowanie Krstovicia uznano jako faul, co wywołało pewne kontrowersje. Motta stracił kontrolę nad piłką, którą miał już w ręce.

Trzeba było szukać powodzenia dalej, ale i Lazio zaczynało dochodzić do głosu. Po drugiej stronie boiska Tijjani Noslin uderzył poza światło bramki, ale domagał się rzutu karnego. Colombo zaskoczył, bo stwierdził, że Scalvini ręką nie zagrał, choć powtórki pokazywały co innego. Kolejna kontrowersja.

Atalanta nabijała kolejne strzały do statystyk, ale pod bramką było bez zmian. Aż dotarliśmy do 84. minuty i rzutu rożnego dla Rzymian, tej jedynej okazji, której tak pragnęli goście. Dobra wrzutka w pole karne doleciała do Alessio Romagnolego, a ten uprzedził Berata Djimsitiego na piątym metrze. Lazio było już bardzo blisko pierwszego od 2019 roku finału (wtedy w pokonanym polu zostawili… Atalantę Gasperiniego), ale…

Reklama

Tak jak w słynnym powiedzeniu o przełamaniu nieskuteczności i teorii z ketchupem – także w Bergamo nagle coś przeskoczyło. Nikola Krstović dwie minuty później w okolicach szesnastki wystawił piłkę Pasaliciowi, który zameldował się na boisku kwadrans wcześniej. Stadion w Bergamo oszalał, było 1:1! Uratowali to. Przynajmniej chwilowo…

Kilka minut po wejściu na boisko bohaterem mógł zostać Gianluca Scamacca. W piątej minucie doliczonego czasu gry uderzył głową, a Edoardo Motta zbił piłkę na słupek.

Reklama

Dogrywka? Zdecydowanie mniejsza aktywność gospodarzy, ale za to już pierwsza dobra próba w dogrywce wylądowała w siatce. Odgwizdano jednak spalonego Zappacosty. Warto jednak powiedzieć o akcji, bowiem wyszła ona całkiem zgrabnie. De Ketelaere dośrodkował na dalszy słupek, wiekowy Włoch zgrał głową w centrum pola karnego, a z bliska do siatki trafił Giacomo Raspadori, kolejny ze zmienników. Atalanta więc miała więcej bramek nieuznanych niż prawidłowych (2:1).

30 minut nie przyniosło rozstrzygnięcia, a jedynie trzy próby po stronie Atalanty. Lazio planowało przetrwać jak najdłużej się da – i udało się. Coppa Italia ponownie dostarczyła emocji w fazie półfinałowej. Końcówka starcia Interu z Como w Mediolanie przyniosła trzy błyskawiczne trafienia Nerazzurrich, w Bergamo z kolei rzuty karne.

Reklama

Lazio sprawiło sensację. Motta bohaterem

I wtedy stało się to, za co kochamy futbol. Niespodzianka dużego rozmiaru. Edoardo Motta obronił cztery rzuty karne, niczym Matwiej Safonow w finale ostatniego Pucharu Interkontynentalnego FIFA. Jego wyższość musieli uznać Gianluca Scamacca, Davide Zappacosta, Mario Pasalić, a także Charles De Ketelaere. Trafił jedynie Giacomo Raspadori, który strzelał jako pierwszy. Marco Carnesecchi także wyjął jedenastkę, ale tylko jedną, Nuno Tavaresa. Próba Danilo Cataldiego wylądowała na słupku.

Gościom wystarczyły dwa trafienia na cztery strzały i to był koniec. Wszystko załatwił w zasadzie Edoardo Motta, który jeszcze jesienią był piłkarzem Reggiany. Zespołu, który dziś jest ostatni w Serie B. To ci dopiero koleje losu!

Atalanta Bergamo – SS Lazio 1:1, k. 1:2 (0:0, 1:1,1:1)

  • 0:1 – Alessio Romagnoli – 84′
  • 1:1 – Mario Pasalić – 86′

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO O WŁOSKIEJ PIŁCE:

Fot. Newspix

0 komentarzy
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
La Liga

Barcelona postawiła kolejny krok do mistrzostwa. Kontuzja Lamine’a Yamala

Braian Wilma
2
Barcelona postawiła kolejny krok do mistrzostwa. Kontuzja Lamine’a Yamala

Piłka nożna

Reklama
La Liga

Barcelona postawiła kolejny krok do mistrzostwa. Kontuzja Lamine’a Yamala

Braian Wilma
2
Barcelona postawiła kolejny krok do mistrzostwa. Kontuzja Lamine’a Yamala