Gdy wchodził do UFC, był niepokonany i zachwycali się nim wszyscy – od trenerów w klubie, po Danę White’a i fanów. Przegrał na wejściu, owszem, ale walka z Gurmanem Kutateladze była tak dobra (i kontrowersyjna w werdykcie), że zachwyty nie ustały. Z czasem jednak kariera Mateusza Gamrota za Oceanem nieco wyhamowała. I wydaje się, że dziś w nocy Polak dostanie ostatnią szansę na to, by pokazać się z najlepszej strony i przedłużyć marzenia o pasie.
Mateusz Gamrot w walce o przyszłość. Czy wygra?
– Zeszła mi z głowy presja rajdu po pas, teraz chcę dawać widowiskowe walki, zadowalać fanów i federację, a to złoto wciąż jest w mojej głowie, ale jeśli ma ono przyjść, to przyjdzie – mówił w rozmowie z Polsatem Sport Gamrot. To ciekawe podejście, na tym etapie kariery być może lepsze… ale równocześnie to ten moment, gdy Gamer nie ma już zbyt wiele czasu.
Na karku ma 35 lat. Jasne, w ostatnich latach otrzymywaliśmy w UFC dowody na to, że pas można zdobywać i później. Ale to głównie w wagach cięższych od tej, w której występuje „Gamer”. Jeśli więc chcieć jeszcze zdobyć pas mistrzowski, trzeba to zrobić stosunkowo szybko. A do tego – trzeba wygrywać i to wygrywać widowiskowo.
Tym bardziej, jeśli za rywala dostaje gościa, którego nie ma w TOP 15 rankingu UFC, kiedy sam Gamrot jest w nim na 8. miejscu.
A takim właśnie przeciwnikiem jest Esteban Ribovics, z którym dziś w nocy zmierzy się polski fighter. Dla Argentyńczyka będzie to siódma walka w UFC, wygrał pięć z nich. W ostatnich trzech ma bilans 2-1, ale w każdej otrzymywał bonus za walkę wieczoru. Wiadomo więc, że walczy niezwykle efektownie – to urodzony stójkowicz – i łatwo dać z nim dobry pojedynek. A dla Gamrota powinien być to cel, jeden z dwóch.
Bo Polak po pierwsze musi wygrać. A po drugie – zrobić to efektownie. Pokazać, co potrafi. Najlepiej skończyć rywala przed czasem, bo tego nie zrobił od dziewięciu walk (nie licząc starcia z Rafaelem Fizjewem, gdzie rywal doznał kontuzji), udowadniając tym samym, że jego ambicje wciąż są duże i powinien dostać sporą walkę – choćby pojedynek z Paddym Pimblettem (szóstym w rankingu), o który nalega od jakiegoś czasu.
W każdym razie: ważna jest wygrana, ale i styl. Bo ostatnie pojedynki w wykonaniu Gamera nie zachwyciły.
Kręta droga
Po porażce w debiucie, Gamrot wygrał cztery kolejne walki, ale w końcu wyhamował go Beneil Dariush, który wyraźnie pokonał Polaka na punkty. Potem znów było w miarę dobrze – trzy wygrane, choć raczej bez zachwytów, a jeden z nich to w dodatku ten przerwany triumf nad Fizjewem. Wreszcie przytrafiła się trzecia porażka – z Danem Hookerem. Kontrowersyjna, podobnie jak pierwsza w UFC, część obserwatorów twierdziła, że Polak powinien wygrać.
Jeden sędzia zresztą – również. Ale dwóch wskazało na Australijczyka.
Trzeba przyznać zresztą, że ma w tej karierze w UFC Gamer nieco pecha. Tu przegra minimalnie, tutaj źle ułożą się wyniki innych starć i stworzą niekorzystne dla niego zestawienia. Czasem sam sobie nie pomagał, przez niektóre starcia przechodząc bez efektu „wow”. Wiele nie stracił na ostatniej porażce – z Charlesem Oliveirą, na terenie Brazylijczyka. Tę walkę wziął na dwa tygodnie przed, w ramach zastępstwa.
Ryzykował, ale też doceniono to, że się odważył. Gdyby wytrzymał dłużej, pewnie nawet zyskałby coś w ramach docenienia. Ale Oliveira został pierwszym w karierze Gamrota rywalem, który go poddał i to już w drugiej rundzie. I to nieco skomplikowało sprawy.
Bo fakt, że Gamrot otrzymał walkę z Ribovicsem, może wskazywać, że jest traktowany raczej jako zawodnik, który ma testować tych niżej notowanych, a nie atakować wyższe pozycje w rankingu. Stąd ta – o czym już wspomnieliśmy – potrzeba wygrania efektownego. Jeśli po prostu wygra, decyzją, po niezbyt ciekawym pojedynku, w żadnym razie sobie nie pomoże.
Zresztą ogółem pewnie nie pomaga sobie tak, jakby mógł – bo Polak to ten typ fightera, który weźmie każdą walkę. A czasem w UFC warto się postawić, dorzucić jakąś propozycję i powiedzieć: „chcę kogoś na co najmniej swoim poziomie”. Po coś w końcu te rankingi są. Z drugiej strony – szefostwo UFC musi doceniać faceta, który zawsze wyjdzie do tego oktagonu. Szkoda tylko, że docenia go dając walki „poniżej”, a nie „powyżej”.
Ale może da się to jeszcze zmienić?
Scenariusz marzeń
Jeśli zdarzy się wygrana i to efektowna, to miejmy nadzieję, że w amerykańskiej federacji faktycznie Gamrota wtedy postanowią wynagrodzić. Odpowiednim sposobem byłoby starcie z kimś z TOP 10 rankingu. Idealne mogłoby być wspomniane starcie z Pimblettem, o które Polak zabiega.
Dlaczego? Bo to fighter na papierze gorszy od niego, a wyżej notowany.
Pimblett w styczniu przegrał z Justinem Gaethjem w walce o tymczasowy pas mistrzowski, co zresztą – tak się wydaje – było starciem nieco „ponad stan” dla Anglika. Równocześnie jednak Pimblett pozostaje bardzo medialną postacią, lubianą przez fanów, jego walki przyciągają uwagę. Takie starcie w tym momencie kariery to dla Mateusza – i chyba zdaje sobie z tego sprawę – pojedynek wymarzony.
CZYTAJ TEŻ: PADDY PIMBLETT. ULUBIONY FIGHTER TWOJEJ MATKI
Bo medialne, bo jedno z łatwiejszych wyzwań w TOP 10 rankingu, bo dające szansę na to, by pójść w górę. I w to trzeba celować. A jeśli nie w starcie z Anglikiem, to gdzieś czają się pojedynki z Renato Molcano, a może i rewanż z Danem Hookerem (odpowiednio 9. i 7. w rankingu wagi lekkiej). Na pewno nie ma co sięgać do TOP 5, bo Gamrota po prostu na żądanie takiej walki teraz nie stać.
Tej nocy trzeba zrobić pierwszy krok. Za kilka miesięcy – drugi. Jeśli oba postawi pewnie, to wtedy będzie mógł walczyć o swoje w pojedynkach znacznie większych od tego, który czeka go dziś w nocy.
I choć bardzo, ale to bardzo trudno wyobrazić sobie, że mógłby dobić się do walki o pas w tak mocno obsadzonej wadze, to do odważnych świat należy.
Oktagon czasem też.
Fot. Newspix
Czytaj również na Weszło:
- Polak w 28 sekund znokautował rywala! Dostał pokaźny bonus
- Niezwykły wyczyn Polaka w UFC. Wygrał w ostatniej sekundzie
- Błachowicz wróciłz zaświatów. Druga taka walka w karierze Polaka