Poznaliśmy drugiego finalistę Pucharu Polski! Drugiego maja na Stadionie Narodowym z Górnikiem Zabrze zmierzy się Raków Częstochowa, który pokazał, że awans można wywalczyć, mimo absolutnie fatalnych 45 minut. Piłkarze Łukasza Tomczyka w imponujący sposób wstali z kolan i odwrócili losy rywalizacji, tworząc przy tym naprawdę kapitalne widowisko.
Raków, licząc okres pracy Łukasza Tomczyka, w Ekstraklasie uzbierał zaledwie dziewięć punktów w 10 meczach. Na takim samym poziomie na wiosnę punktuje Widzew, a gorsze są tylko ekipy Wisły Płock, Cracovii, Radomiaka i Bruk-Bet Termaliki. Gra Medalików też często w ostatnich tygodniach pozostawiała wiele do życzenia, więc po pierwszej połowie półfinału z GieKSą większość – w tym także i my – raczej już skreślała wicemistrzów Polski.
Zwyczajnie nie było argumentów, przemawiających za tym, że Raków będzie w stanie jeszcze się podnieść. A jednak, zamknął nam usta i w kilkanaście minut przerwy, jakby stał się całkowicie nową drużyną. Ekipa spod Jasnej Góry po fenomenalnym boju wywalczyła awans do finału, ale jednocześnie dokonała czegoś może i bardziej istotnego – udowodniła, że to zdecydowanie za szybko, by ją skreślać.
Raków – GKS Katowice 4:4 (4:2 k.). Goście skorzystali z błędów rywala
Raków w pierwszej połowie miał znaczną przewagę w posiadaniu piłki. Tyle że właśnie, samo nabijanie kontaktów z piłką i kolejnych podań nikomu jeszcze sukcesu nie przyniosło. Musi się to przekładać na konkrety, a tym przypadku takich nie zobaczyliśmy. Najgroźniejsze szanse zespół Łukasza Tomczyka miał po błędach przeciwnika.
- Fatalna strata Erika Jirki pod własnym polem karnym – niecelne uderzenie Oskara Repki;
- Następna strata GKS-u na własnej połowie – faul, rzut wolny i strzał Iviego Lopeza, po którym wysilić musiał się Dawid Kudła;
- Złe podanie bramkarza gości – sam na sam niewykorzystane przez Brunesa.
Było też niezłe uderzenie głową Stratosa Svarnasa po rzucie rożnym. I to przez 45 minut byłoby na tyle. W ataku pozycyjnym Raków nie był w stanie sobie wykreować żadnej dobrej okazji na strzał. Mógł bazować jedynie na błędach popełnionych przez rywala oraz stałych fragmentach gry.
A GKS częściej się bronił, ale gdy już wychodził z atakiem, to praktycznie za każdym razem robiło się gorąco pod bramką Oliwiera Zycha. Zwłaszcza w pierwszych minutach bazował na szybkich atakach i stałych fragmentach. Po jednym z nich bardzo ładne uderzenie z dystansu oddał Sebastian Milewski, którym mocno postraszył bramkarza rywala.
Z biegiem czasu Katowiczanie coraz chętniej decydowali się także na próby odbiorów bliżej bramki Rakowa i to okazało się niezwykle skuteczne. Piłkarze gospodarzy popełniali kolejne błędy, gubili się, byli mocno niedokładni, a przeciwnicy skrzętnie z tego korzystali. Pierwszy gol to właśnie odbiór na połowie rywala, świetne zachowanie Nowaka, który podał do pozostawionego bez opieki Jirki. W polu karnym zdążył przyjąć piłkę, jeszcze ją sobie poprawić, spojrzeć jak ustawiony jest bramkarz i wciąż bez nacisku ze strony przeciwnika oddać strzał. Podobnie jak w kilku poprzednich meczach, wyjątkowo bierna postawa defensorów Medalików.
GieKSa na prowadzeniu w Częstochowie! ⚽️
🔴📲 🆃🆁🅰🅽🆂🅼🅸🆂🅹🅰 👉 https://t.co/oR918HyREo pic.twitter.com/KcjfPY00Ai
— TVP SPORT (@sport_tvppl) April 9, 2026
Tych strat Rakowa na własnej połowie było jednak znacznie więcej. Po fatalnym zachowaniu Iviego Lopeza, w doskonałej okazji znalazł się Nowak, ale jakby litując się nad byłym zespołem, uderzył niecelnie. Kolejna zbliżona sytuacja, to kąśliwy strzał Jirki, z którym zdołał poradzić sobie Zych.
W końcu gospodarze się doigrali, a to za sprawą Oskara Repki. Były piłkarz GieKSy najpierw przez swoją nieuwagę w bardzo prosty sposób stracił piłkę, a chwilę później był mocno spóźniony, przy próbie powstrzymania Nowaka. Bezsprzeczny karny, który pewnie został wykorzystany przez Arkadiusza Jędrycha.
Pierwsza odsłona pod dyktando GKS-u! ⚽️⚽️:0⃣ dla GieKSy
🔴📲 🆃🆁🅰🅽🆂🅼🅸🆂🅹🅰 👉 https://t.co/oR918HyREo pic.twitter.com/xfSEv29Bfj
— TVP SPORT (@sport_tvppl) April 9, 2026
Imponująca przemiana Rakowa dała dogrywkę
Po przerwie mogliśmy odnieść wrażenie, jakby w czerwonych koszulkach na boisko wybiegli kompletnie inni piłkarze, niż ci, którzy grali przez pierwsze 45 minut. Raków wyglądał jakby w przerwie sztab szkoleniowy użył czarodziejskiej różdżki i stworzył całkiem nowy zespół. To błyskawicznie dało efekty. Najpierw – w końcu – szybka, składna akcja, kilka wymienionych podań i po dobrym wykończeniu Brunesa gospodarze złapali kontakt.
Chwilę później niezwykle ambitnie powalczył Paweł Dawidowicz i udało mu się wywalczyć rzut rożny dla swojego zespołu. Dośrodkowanie Ameyawa, główka Racovitana i drugie trafienie Medalików. Nie minęło nawet pięć minut drugiej połowy, a już znów tablica wyników pokazywała taką samą wartość dla obu stron.
Football, bloody hell! 2⃣:2⃣, Drodzy Państwo!
🔴📲 🆃🆁🅰🅽🆂🅼🅸🆂🅹🅰 👉 https://t.co/oR918HyREo pic.twitter.com/2fh5tdiuyJ
— TVP SPORT (@sport_tvppl) April 9, 2026
Kolejne fragmenty drugiej połowy pokazały, że te dwa trafienia nie były dziełem przypadku, tylko rzeczywiście, na boisku jest już kompletnie inny Raków. Już nie notował tylu strat, nie pozwalał rywalowi na tak wiele i zaczął znacznie lepiej radzić sobie w ataku. Całkowicie przejął kontrolę i regularnie niepokoił Dawida Kudłę. GKS był bezradny niczym Raków w pierwszej odsłonie i tylko odpierał kolejne ataki. Była choćby kolejna dobra próba Brunesa.
Piłkarze Łukasza Tomczyka w końcu dopięli swego. Mocno pechowa interwencja Martena Kuuska, ale ręka i podyktowany rzut karny nie podlegał dyskusji. Piłkę uderzoną z 11. metra przez Brunesa odbił Kudła, tyle że szczęście znów było po stronie gospodarzy. Dobitkę wykorzystał Lamine Diaby-Fadiga. Mimo sporych wątpliwości, sędziowie VAR uznali, że bramka została zdobyta zgodnie z przepisami.
𝐎𝐋𝐁𝐑𝐙𝐘𝐌𝐈𝐀 𝐊𝐎𝐍𝐓𝐑𝐎𝐖𝐄𝐑𝐒𝐉𝐀❗
𝐂𝐳𝐲 𝐠𝐨𝐥 𝐑𝐚𝐤𝐨𝐰𝐚 𝐩𝐨𝐰𝐢𝐧𝐢𝐞𝐧 𝐛𝐲𝐜́ 𝐮𝐳𝐧𝐚𝐧𝐲❓
📲 Oglądaj online ▶️ https://t.co/oR918HyREo pic.twitter.com/KitT4XHzFF
— TVP SPORT (@sport_tvppl) April 9, 2026
Raków naprawdę grał dobrze, mógł się podobać, wydawało się, że w pełni kontroluje przebieg spotkania, ale zemściło się to, jak słabo wyglądał w pierwszej części. Gdyby nie tylko jeden gol przewagi, to nie musiałby do samego końca drzeć o końcowy wynik. A tak, wystarczyło, że w polu karnym rywala świetnie odnalazł się Adam Zrelak. Po jego uderzeniu znów mieliśmy remis.
Co to jest za mecz! W Częstochowie czeka nas 𝐝𝐨𝐠𝐫𝐲𝐰𝐤𝐚! 🙉
🔴📲 🆃🆁🅰🅽🆂🅼🅸🆂🅹🅰 👉 https://t.co/oR918HyREo pic.twitter.com/IKr9kjvMXR
— TVP SPORT (@sport_tvppl) April 9, 2026
GKS był nawet o krok, by w doliczonym czasie gry zadać decydujący cios. W polu karnym po kontakcie z Racovitanem upadł Borja Galan. Sędzia początkowo odgwizdał spalonego, jednak po analizie VAR okazało się, że ofsajdu nie było, ale przewinienia rumuńskiego stopera gospodarzy również. Tylko to spowodowało, że kwestia awansu do finału w podstawowym czasie pozostała nierozstrzygnięta.
Wielkie emocje w dogrywce i bramkarz bohaterem serii rzutów karnych
Długo się wydawało, że w dogrywce oba zespoły będą grały już na przeczekanie. Przeważy stawka spotkania i zmęczenie, które było mocno widoczne u wielu zawodników. W pierwszej części dokładnie tak to wyglądało. Tylko że ostatni kwadrans tej 120-minutowej rywalizacji znów dostarczył kolejne wielkie emocje tego wieczoru. Najpierw po rzucie wolnym trafił Leonardo Rocha – swoją drogą, niezwykle symboliczne, że akurat on – ale to zamiast podłamać GieKSę, dało jej sporo animuszu do ataku.
Goście rzucili wszystkie siły do ofensywy i to w końcu dało oczekiwany rezultat. Kapitalne uderzenie z dystansu Emana Markovicia sprawiło, że oglądaliśmy już ósmą bramkę w tym meczu i jednocześnie doprowadziło to do serii rzutów karnych.
W końcowej batalii Raków pokazał swoją wyższość. Gospodarze pewnie wykorzystali wszystkie swoje próby, a bohaterem tego widowiska został Oliwier Zych. Najpierw przez 120 minut kilkukrotnie swoimi interwencjami ratował zespół, a w serii jedenastek popisał się kolejnymi dwoma skutecznymi paradami. Wyczuł interwencję Erika Jirki oraz Sebastiana Milewskiego, czym wprowadził wicemistrzów Polski do wielkiego finału Pucharu Polski.
Raków Częstochowa – GKS Katowice 4:4 (3:3, 0:2), rzuty karne: 4:2
- 0:1 – Erik Jirka 21′
- 0:2 – Arkadiusz Jędrych 41′
- 1:2 – Jonatan Braut Brunes 47′
- 2:2 – Bogdan Racovitan 49′
- 3:2 – Lamine Diaby-Fadiga 67′
- 3:3 – Adam Zrelak 90+3′
- 4:3 – Leonardo Rocha 112′
- 4:4 – Eman Marković 117′
Rzuty karne:
- 1:0 Rocha – gol,
- 1:1 Jędrych – gol,
- 2:1 Diaby-Fadiga – gol,
- 2:2 Nowak – gol,
- 3:2 Struski – gol,
- 3:2 Jirka – niewykorzystany,
- 4:2 Racovitan – gol,
- 4:2 Milewski – niewykorzystany.
Czytaj więcej o Pucharze Polski na Weszło:
- Gasparik szczęśliwy po awansie. Zdradził historię kibica
- Górnik w finale Pucharu Polski. Zawisza nawet nie dał sobie szansy
- Gasparik – specjalista od krajowych pucharów. Osiągnął piąty kolejny finał