Górnik Zabrze wywiązał się z roli faworyta i choć styl pozostawiał bardzo dużo do życzenia, to fakty są takie, że ekipa z Roosevelta awansowała do finału Pucharu Polski i ma szansę na pierwsze trofeum od 1988 roku.
Powiedzmy sobie wprost – to był koszmarny mecz do oglądania. Zawisza Bydgoszcz jest trzecioligowcem, jasne, ale tym bardziej można się było spodziewać, że w takim dniu jego zawodnicy zagrają, jakby jutra miało nie być. Dla podopiecznych Adriana Stawskiego był to przecież najważniejszy moment w ich karierze.
Górnik Zabrze w finale Pucharu Polski
Pod tym kątem gospodarze rozczarowali. Nawet nie dali sobie szansy, żeby coś wydarzyło się pod bramką Marcela Łubika. Jeden rzut wolny Wojciecha Szumilasa, po którym piłka wylądowała na bocznej siatce to zdecydowanie za mało.
Zawisza nie potrafił stosować wysokiego pressingu, nie wychodziły mu kontry. Nawet stałe fragmenty tym razem okazały się bezużyteczne, co najlepiej pokazała sama końcówka.
Wyrzut z autu na wysokości pola karnego Górnika – jeden piłkarz Zawiszy nabił drugiego, zaczyna Łubik.
Po chwili ostatni rzut wolny – nie było dośrodkowania, a na koniec poszło niecelne podanie do boku i aut dla gości.
Chyba jednak piłkarze trzecioligowca nie wytrzymali mentalnie rangi wydarzenia.
Co do Górnika, po wyjściowym składzie widać było, że Michal Gasparik nie zamierza stosować półśrodków. Poza nieobecnym przez żółte kartki Chłaniem (zastąpił go Ambros) Słowak wystawił najmocniejsze armaty. Nie przełożyło się to jednak na jakość.
Zabrzanie kontrolowali mecz w defensywie, ale z przodu byli mizerni. Nawet zwycięskiego gola strzelili po farfoclu. Janża wstrzelił piłkę w pole bramkowe, gdzie uderzał Sadilek i po drodze nabił jeszcze Dimiego, co zmyliło Michała Oczkowskiego.
Górnik Zabrze na prowadzeniu po 45 minutach półfinałowego spotkania STS Pucharu Polski! 👇
🔴📲 🆃🆁🅰🅽🆂🅼🅸🆂🅹🅰 👉 https://t.co/lUeQ2r9I9V pic.twitter.com/An62uwgebQ
— TVP SPORT (@sport_tvppl) April 8, 2026
To był jedyny godny uwagi moment w pierwszej połowie. Naprawdę, jeśli spaliście, niczego więcej w tym czasie nie przegapiliście.
Zawisza Bydgoszcz bez sytuacji
Po zmianie stron Górnik był odrobinę kreatywniejszy, co przełożyło się na niezłe sytuacje Lisetha i Lukoszka. Pierwszy został zablokowany przez ofiarnie interweniującego Sebastiana Golaka, drugi wygonił się od bramki i strzelił już tak, że bramkarz nie miał prawa skapitulować.
W przeciwieństwie do wydarzeń na będącej w fatalnym stanie murawie, mieliśmy znakomitą atmosferę na trybunach. Nadkomplet, ponad 20 tys. widzów, ludzie bawili się bez względu na to, co akurat działo się na boisku.
Marzenie spełnione. Jestem na półfinale Pucharu Polski
Nie ma bata, że tu jest 20 000 osób. Wszystkie przejścia zajęte. Nikt nie sprawdzał biletów, jak za starych dobrych czasów. Nadkomplet pic.twitter.com/juI0jqn3Uy— AbsurDB (@DbAbsur) April 8, 2026
Uznajmy, że piłkarze Gasparika chcieli awansować w sposób możliwie najbardziej ekonomiczny, pamiętając, że już w sobotę grają na wyjeździe z Legią Warszawa.
Cel osiągnęli, Górnik po raz pierwszy od 2001 roku zameldował się w finale Pucharu Polski. Przepustki na grę w Europie są już naprawdę na wyciągnięcie ręki. Zawisza wraca do trzecioligowej rzeczywistości i postara się o to, żeby od nowego sezonu rywalizować już w Betclic 2. Lidze.
Zawisza Bydgoszcz – Górnik Zabrze 0:1 (0:1)
- 0:1 – Ikia Dimi 32′
Fot. Newspix