Reklama w formie sektorówki. Netflix jak ultrasi na stadionie

Jan Broda

Autor:Jan Broda

03 kwietnia 2026, 22:09 • 3 min czytania 2

Reklama
Reklama w formie sektorówki. Netflix jak ultrasi na stadionie

Współczesny futbol jest zdominowany przez napędzający go pieniądz. To truizm, jednak warto go przypomnieć już na wstępie, bo nie mamy dobrych informacji dla piłkarskich romantyków. Niewykluczone, że wkrótce nawet stadionowe oprawy przestaną być sposobem ekspresji ultrasów, a staną się nową bronią marketingu w postaci reklamy zachęcającej nas do konsumpcji. To właśnie przypadek Birmingham City, Netflixa i Peaky Blinders. 

Reklama

Podczas meczu domowego Birmingham City z Blackburn w Championship (0:1), kibice zgromadzeni na St. Andrew’s byli świadkami sceny, która na pierwszy rzut oka wyglądała jak klasyczna, oddolna inicjatywa kibiców. No właśnie, na pierwszy rzut oka. O co w ogóle chodzi?

Reklama w formie sektorówki. Netflix jak ultrasi na stadionie

Na trybunie Tilton Road rozpostarto gigantyczną sektorówkę przedstawiającą wizerunki klubowych legend. Obok podobizn m.in. Trevora Francisa i Jude’a Bellinghama, w centrum oprawy znalazł się… aktor Cilian Murphy, który wcielił się w rolę Tommy’ego Shleby’ego w serialu „Peaky Blinders”. Całość została opatrzona napisem „Legendy nigdy nie umierają”. To część współpracy, jaką klub podjął z Netflixem w celu promocji kultowej produkcji, która rozsławiła miasto Birmingham na cały świat.

Reklama

Od Peaky Blinders do przestępczej stolicy Anglii. Historia gangów Birmingham [REPORTAŻ]

Steven Knight, twórca „Peaky Blinders”, mówił przed meczem: – Nie jest tajemnicą, że jestem dumnym synem Birmingham, więc to partnerstwo jest mi niezwykle bliskie. Połączenie „Peaky Blinders” i Birmingham City Football Club to wspaniały mariaż rozrywki, kultury i sportu. Pokonywanie przeciwności losu, bycie autentycznym i posiadanie tej szorstkiej determinacji, którą może potwierdzić każdy Bluenose, to cechy ewidentnie obecne zarówno u Tommy’ego, jak i w samym klubie. Zobaczenie tych dwóch światów łączących się w Wielki Piątek będzie niesamowitym widowiskiem, które, mam nadzieję, sprawi kibicom ogromną radość!

No cóż, okazuje się, że nie wszystkim. Problem bowiem w tym, że to, co zwykle jest manifestacją tożsamości lokalnej społeczności, tym razem stało się de facto billboardem reklamowym, będący częścią starannie zaplanowanej akcji marketingowej. Nic dziwnego, że cała akcja wzbudziła kontrowersje i wywołała burzę w mediach społecznościowych.

Nasuwa się pytanie: czy we współczesnym futbolu naprawdę wszystko jest już na sprzedaż? Nawet sektorówka? Z punktu widzenia tradycyjnej kultury kibicowskiej przypadek z Birmingham to niepokojący precedens, zwiastujący pełną komercjalizację ostatniego symbolu ruchu ultras, który dotąd był omijany przez szpony wielkich korporacji. Aż do dzisiaj.

Reklama

Pomijając już fakt ordynarnej reklamy, mówimy o absurdalnym i pełnym sprzeczności paradoksie. Birmingham, czyli wciąż najbardziej niebezpieczne miasto w Anglii, z dumą powołuje się na… gangsterskie dziedzictwo w imię popkulturowej promocji. To tak, jak gdyby na stadionie Napoli wywiesić podobiznę Pietro Savastano z serialu Gomorra. Albo gdyby Palermo wstawiło na oprawę Toto Riinę.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

 

2 komentarze
Jan Broda

Pasją do futbolu zaraził go tata, za co jest mu dozgonnie wdzięczny - głównie dlatego, że pierwszym meczem, jaki zaliczył z trybun, był bezbramkowy paździerz Wisły ze Śląskiem jesienią 2010 roku. Skoro przetrwał tamto 0:0, przetrwa już wszystko. Dumny wychowanek Bronowianki Kraków, którego nieuchronny marsz po Złotą Piłkę brutalnie zweryfikował chroniczny brak talentu i drewniane nogi. Zamiast więc w piłkę grać, zaczął o niej pisać. Z wykształcenia politolog, którego bardziej niż cyrk odbywający się w Sejmie interesuje wpływ rządów Nicolae Ceaușescu na sukcesy Steauy Bukareszt w latach 80. XX wieku. Kręci go piłkarski plankton, outsiderskie historie spoza mainstreamu i wersy Kaza Bałagane. Baczny obserwator zjawisk na styku świata sportu i brudnej dyplomacji. Z ciekawości nauczył się kilku języków, w tym rumuńskiego, ale najwięcej do powiedzenia ma chyba po polsku. W przeszłości związany m.in. z Tygodnikiem „Piłka Nożna".

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne ligi zagraniczne

Reklama