Robert Kubica: „Za kółko wróciłem, gdy byłem jeszcze na wózku”

Marcin Ziółkowski

03 kwietnia 2026, 19:39 • 4 min czytania 2

Reklama
Robert Kubica: „Za kółko wróciłem, gdy byłem jeszcze na wózku”

Robert Kubica był gościem Kanału Zero w programie Krzysztofa Stanowskiego pod tytułem Godzina Zero. Ponad trzygodzinna wymiana zdań była nie lada gratką dla fanów polskiego motorsportu, a także kibiców, którzy z zapartym tchem śledzili losy Kubicomanii w pierwszej dekadzie XXI wieku. Niezwykle obiecującą karierę przerwał wypadek na regionalnym rajdzie Ronde di Andora.

Reklama

Kubica w programie wielokrotnie nawiązywał do okresu rehabilitacji i czasu, w którym ponownie wrócił za kółko.

Kubica długo wracał do zdrowia

6 lutego 2011 roku cała sportowa Polska wstrzymała oddech. W niedzielny poranek do kraju zaczęły dochodzić wieści o rajdowym wypadku Roberta Kubicy. Polak stracił kilka litrów krwi i otarł się o śmierć. Do wnętrza jego Skody Fabii S2000 ze stajni DP Autosport wbiła się barierka. Był to o tyle niefortunny incydent, że auto natrafiło na miejsce, w którym ogrodzenie było przerwane na dwie części.

Pilot Jakub Gerber wyszedł z tego zdarzenia bez szwanku. Walka Kubicy o powrót do pełnej sprawności trwała przez kilkadziesiąt miesięcy. Po Ronde di Andora, na start w kolejnym rajdzie zwycięzca GP Kanady 2008 musiał poczekać ponad półtora roku.

Reklama

Od tych wydarzeń upłynęło już 15 lat. Zadra u wielu kibiców jednak pozostała. Kubica po kilku latach w podcaście Beyond The Grid wyjawił, że miał być to dla niego ostatni rajd, ponieważ podpisał już umowę na sezon 2012, która zabraniała mu uczestnictwa w tej formie zawodów. Potwierdził to w rozmowie z Krzysztofem Stanowskim. Chodziło oczywiście o umowę z Ferrari.

Szukałem alternatywy i przewagi nad innymi kierowcami. Tak jak piłkarz próbuje czegoś nowego w treningu. To miał być mój ostatni rajd [Ronde di Andora 2011 – przyp. MZ]. Dwa miesiące wcześniej podpisałem umowę z Ferrari i kontrakt mi na takie coś już nie pozwalał.

– Renault się zgadzało, a pieniądze nie grały roli, tylko to czy mogę brać udział w rajdach. To dawało mi przewagę. Minimum trzy razy w wyścigach z jakiegoś dziesiątego miejsca znalazłem się na podium. Na koniec decyduje kierowca, czy zjechać czy nie. To nie tylko wciskanie gazu.

Reklama

To, czym zaskoczył Kubica, to z kolei czas, w którym wrócił do samochodu. Jak sam wspomniał w rozmowie, chciał uniknąć rozgłosu i czynić postępy w rehabilitacji w sposób spokojny, naturalny. Zwycięzca GP Kanady z 2008 roku już po sześciu miesiącach siedział z powrotem w samochodzie rajdowym.

– Najlepszym momentem był powrót za kierownicę. Robiłem też swoją rehabilitację, dla mózgu. Rzeczy pozytywne dla głowy, najlepsze lekarstwo. Wsiadłem za kółko wcześniej niż ludzie o tym wiedzą. Na zaprzyjaźnionym torze, jeździłem od piątej do siódmej rano. Potrzebowałem ciszy, a wiedziałem, że każdy krok może dać newsa, a przede mną była jeszcze daleka droga.

My lubimy pompować balonik, z którego potem nic nie ma. Starałem się robić wszystko po cichu. Sierpień 2011, pierwszy raz wsiadłem do auta, a byłem na wózku. Najpierw trzy miesiące byłem w łóżku, a potem na wózku. To było auto rajdowe, które miałem w garażu. Mogłem go użyć, bo mogłem zmieniać biegi przy kierownicy [prawdopodobnie chodzi o Skodę Fabię WRC – przyp. MZ]. 90 procent ludzi myślę, że nie byłoby w stanie tego zrobić, w takim czasie.

Polak wrócił do rajdów w ramach rehabilitacji. W Subaru Imprezie S12B WRC wystartował we wrześniowym Ronde Gomitolo di Lana 2012. Zawody wygrał w cuglach. Kubica wystartował w 99 wyścigach F1, w których zanotował jedno pole position, jedno zwycięstwo, a także 12 miejsc na podium. Ścigał się dla BMW Sauber, Renault, Williamsa oraz Alfy Romeo.

Reklama

W 2019 wrócił do F1 po bardzo długiej rehabilitacji z legendarnym zespołem z Grove i zdobył dla niego w GP Niemiec jedyny punkt w całym sezonie. W 2025 Kubica zwyciężył w 24-godzinnym wyścigu Le Mans jako pierwszy Polak w klasyfikacji generalnej.

Cała rozmowa na Kanale Zero.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

Reklama
2 komentarze
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Formuła 1

Reklama