Franz idzie na zachód trenować bandę amatorów

redakcja

Autor:redakcja

02 stycznia 2016, 12:25 • 2 min czytania

Reklama
Franz idzie na zachód trenować bandę amatorów

To już trzy lata jak Jahn Regensburg sięgnął po honorowego prezesa stowarzyszenia polskich prawdziwków i przebierańców, Franka Smudę. Praca w Niemczech – pal licho, że tylko w 2. Bundeslidze – to marzenie wielu polskich trenerów i ciężko z tym polemizować. „Franz” swój sen o Niemczech spełnił, poszedł do ostatniej ekipy w tabeli, już powoli witającej się z niższym poziomem rozgrywkowym, w dodatku bez żadnej kasy na transfery. Trochę żenua – można by wtedy pomyśleć przez moment, bo przecież mowa o człowieku, który dopiero co prowadził poważną reprezentację na dużym turnieju, aż swoje trzy grosze wtrąciłby zdrowy rozsądek: – A czy ten prawdziwek zasłużył na coś więcej?

Reklama

Smuda w roli strażaka – równie dobrze można by do tego zadania zaangażować kółko lokalnych podpalaczy i piromanów a efekt byłby ten sam. „Franz” poradził sobie w Niemczech… zgodnie z oczekiwaniami. Przyklepał spadek, swoje wziął i poleciał ze stołka – tak jak wszyscy się tego spodziewali. Bilans jego cudotwórstwa w Ratyzbonie przedstawia się następująco:

– w piętnastu meczach wygrał tylko raz, oprócz tego trzy razy podzielił się punktami. W pozostałych spotkaniach zbierał baty,

– przed Smudą drużyna traciła do miejsca gwarantowanego utrzymanie ledwie siedem punktów, po jego interwencji – aż 16,

– wszyscy w Ratyzbonie łapali się za głowy dziwiąc się, że gorzej od poprzedniego trenera punktować jednak można,

Reklama

– gorszy wynik w lidze od niego wykręcił ostatnio tylko jakiś anonimowy trener w sezonie 2001/2002, po czym musiał zakończyć karierę,

– publicznie jechali z nim nie tylko dziennikarze, ale i piłkarze, których prowadził,

– po sobie pozostawił tyle, że kazał przebudować szatnię,

– za główną przyczynę swojego niepowodzenia podaje fakt, że miał do czynienia z bandą amatorów, mimo że w jego drużynie znalazłoby się kilku poważnych graczy, których później chciał nawet ściągnąć do Polski.

Reklama

„Franz” po wyrzuceniu na zbity pysk odejściu z Regensburga czuł się mimo wszystko dość zadowolony z siebie. Wygadywał, że zostawił drużynę dokładnie na tym samym miejscu w tabeli, co w momencie, gdy ją obejmował. Czyli – że jeszcze bardziej się nie obsunął. Zaczynał osiemnasty, to i wyjechał jako osiemnasty. Brawo!

„Franz”, tak zupełnie szczerze… Wróć do roboty, bez ciebie jakoś tak smutno!

Najnowsze

Reklama
Mundial 2026

Ochoa skończył tu, gdzie zaczął. „Warto było przeżyć tę ostatnią chwilę”

Patryk Idasiak
1
Ochoa skończył tu, gdzie zaczął. „Warto było przeżyć tę ostatnią chwilę”

Weszło

Reklama