Robert Lewandowski wskoczył wczoraj na pierwsze miejsce w klasyfikacji najstarszych strzelców w europejskich barażach o udział w finałach mistrzostw świata. Choć był na jej podium już za bramkę zdobytą cztery lata temu ze Szwecją. Niestety, nie jest już liderem, bo niecałe pół godziny później wyprzedził go inny doświadczony zawodnik, który jest już po czterdziestce. W paru innych spotkaniach strzelali też wczoraj gracze urodzeni nawet przed poprzednim mundialem w USA. Młodzi wchodzą bardzo aktywnie nie tylko do naszej reprezentacji, ale stare wygi wciąż pokazują, że trafianie do siatki przeciwnika to coś, czego się nie zapomina. Wielka szkoda tylko, że świadkiem legendarnych wyczynów Lewego na trybunach jest żenująca cisza oglądaczy meczu na Stadionie Narodowym.
Najstarsi strzelcy w europejskich barażach o udział w mistrzostwach świata
Pierwsze europejskie baraże o mundial w dzisiejszym rozumieniu tego słowa odbyły się w 1997 roku. My byliśmy od nich daleko, bo jak mogło być inaczej, gdy w grupie eliminacyjnej mieliśmy Włochów i Anglików? Trafiali w nich do bramki zawodnicy urodzeni jeszcze w połowie lat sześćdziesiątych. „Nowa” Jugosławia wprost rozgromiła Węgrów strzelając im w dwumeczu… dwanaście goli, z czego trzy w pierwszych dziesięciu minutach. Drugiego strzelił gracz Valencii Miroslav Dukić, który załapał się jeszcze do kadry starej Jugosławii sprzed jej rozpadu.
Jeszcze starsza była irlandzka legenda Manchesteru United – Denis Irwin, który w Leeds grał już w 1984 roku! Strzelił gola w meczu barażowym z Belgią – jednego ze swoich czterech w zielonym trykocie. To okazało się być za mało, bo rywale mieli Luca Nilisa. Cztery lata starszy od Dukicia i Irwina był prawie 36-letni Ray Houghton, który zaliczył honorowe trafienie w rewanżu na Stadionie Króla Baudouina I. Także on nie był jakimś superstrzelcem, bo zaliczył poza tym tylko pięć goli w 73 meczach dla Irlandii.
Houghton był najstarszym strzelcem w europejskich barażach aż do 2022 roku. Wyprzedzał o ponad trzy lata całkiem imponujący peleton pościgowy. Po 32. urodzinach strzelali bowiem gracze w znacznej mierze legendarni: Belg Marc Wilmots w 2001 roku, cztery lata później Czech Vladimir Smicer, po nim Francuz William Gallas, a w 2013 roku zarówno Zlatan Ibrahimović, jak i Grek Dimitris Salpingidis.
Przed Katarem stare wygi wróciły do gry
Play-0ffy przed mundialem w Katarze przyniosły jednak znaczne przetasowania w czołówce klasyfikacji. W pierwszej szóstce pojawiły się aż trzy nowe nazwiska.
W czerwcowych, opóźnionych przez wojnę bojach Ukrainy najpierw w półfinale przeciwko Szkocji trafił prawie 33-letni Andrij Jarmołenko. Następnie ten sam zawodnik zaliczył w finale z Walią trafienie samobójcze, które po meczu eksperci FIFA uznali jednak za gola… Garetha Bale’a z rzutu wolnego. Walijczyk jest o trzy miesiące starszy od Ukraińca.
Gareth Bale’s goal to beat Ukraine 1-0 in the World Cup playoff Final 🏴🇺🇦 https://t.co/vHvBtkgRTr pic.twitter.com/gfPjUUQ88s
— Callum Williams (@Callumw_15) November 21, 2025
Jednak starsi od nich zawodnicy strzelali już w marcowych barażach. Robert Lewandowski bramkę przeciwko Szwecji strzelił wtedy mając ponad 33,5 roku. Oznaczało to, że został wtedy trzecim najstarszym strzelcem w play-offach. Liderem tego zestawienia został bowiem pięć dni wcześniej Burak Yilmaz.
Turek urodził się 15 lipca 1985 roku. Jest jednym z zaledwie dwóch graczy, którzy występowali we wszystkich czterech najmocniejszych klubach w Turcji: stambulskiej wielkiej trójce i Trabzonsporze. Zaczynał w Antalyi już w 2002 roku. Już wcześniej grał w kadrze młodzieżowej, a w dorosłej wystąpił jeszcze przed mundialem w Niemczech w 2006 roku. Zaliczył tylko dwa wielkie turnieje (Euro 2016 i 2020), ale żadnych mistrzostw świata. Jego trafienie w barażach w 2022 roku przeciwko Portugalii było wyłącznie golem kontaktowym. Ostatecznie rywale wygrali 3:1. Yilmaz miał wtedy prawie 37 lat i do wczoraj był najstarszym strzelcem w play-offach.
26 marca – dzień trzydziestolatków
W czwartek do listy barażowych strzelców po trzydziestce dopisało się aż sześć nazwisk. Daleko do tego niespełna 28-letniemu strzelcowi hattricka Viktorowi Gyokeresowi. Znalazł się za to na niej Patrick Schick. Trafił z jedenastu metrów, dzięki czemu w ogóle doszło do konkursu rzutów karnych, w których Czesi okazali się być lepsi od Irlandii także dzięki kolejnemu trafieniu legendy Bayeru Leverkusen.
Mniej szczęścia miał gracz Mallorki Martin Valjent. Po trzydziestce strzelił swojego pierwszego w karierze gola dla reprezentacji Słowacji. Niestety po prawdziwym thrillerze lepsze okazało się Kosowo. Schick w finale zmierzy się z 32-letnim Christianem Norgaardem, który strzelił czwartą bramkę w meczu, w którym Dania rozgromiła Macedonię Północną. Gracz Arsenalu także nie miał dotąd inklinacji ofensywnych. Był to jego dopiero drugi gol reprezentacyjny w karierze.

Dziewięć lat temu Schick mierzył się z Norgaardem w Tychach podczas młodzieżowych mistrzostw Europy
W czwartek miał jednak miejsce pierwszy baraż od 1997 roku, w którym gole dla jednego kraju strzelili dwaj zawodnicy po trzydziestce! 29 lat temu poza wspominanym Dukiciem dla Jugosławii trafił też wielki Dejan Savicević (właściwie, to wówczas było takich graczy aż trzech, bo trzydziestkę przekroczył też Branko Brnović). Dość niesamowicie wygląda fakt, że dokonali tego w pierwszych… dziesięciu minutach pierwszych europejskich play-offów w historii. Od tego czasu nikt tego nie powtórzył… do tego czwartku.
Teraz drugim takim krajem została Polska! Dzięki trafieniom naszych wspaniałych: Roberta Lewandowskiego i Piotra Zielińskiego. Gracz Interu znalazł się na piętnastym miejscu najstarszych strzelców w historii baraży. Jeszcze bardziej zaimponował Robert, który wskoczył na pozycję lidera, wyprzedzając o prawie rok Buraka Yilmaza.
Robertowi Lewandowskiemu należy się od nas znacznie więcej niż żenada na trybunach Narodowego
Zdecydowanie nie chodzi mi o to, by w negatywny sposób wypominać wiek naszym gwiazdom. Bardzo cieszy mnie, że nie skończyli reprezentacyjnej kariery. Chyba wszyscy zgodzimy się, że bez nich nie bylibyśmy już w walce o mundial. Podkreślam szacunek, jaki mam dla faktu, że wciąż im się chce. Szczególnie, że przed Lewandowskim nie strzelał w barażach nikt starszy od niego. Tym bardziej smuci fakt, że otrzymuje za to wprost żenujący poziom dopingu na Stadionie Narodowym.
Po zerwaniu przez PZPN współpracy ze stowarzyszeniem „To My Polacy”, któremu udało się rozruszać doping na naszych spotkaniach, na Narodowy powróciła atmosfera festynu i dożynek. Nie chodzi nawet o wtopę organizatorów z hymnem narodowym. Na stadionie panowała przerażająca cisza przerywana czasem przez Albańczyków. Druzgocącym wspomnieniem pozostanie dla mnie Robert (ale także Piotrek) bezskutecznie domagający się wsparcia od trybun. Z wywiadu pomeczowego wynikało, że Lewandowski wręcz uronił łezkę. Zdaje sobie bowiem sprawę, że mógł to być jego ostatni mecz na tym obiekcie. Wielkie europejskie gwiazdy mogą w takich momentach liczyć na huraganowy doping swoich fanatycznych trybun. Ale nie nasi. Do nich skierowane są głównie żenujące kartony z napisem „Daj koszulkę!”.
Patrząc na reakcje fanów pod moim wpisem na portalu X, chyba wielu podziela moje zdanie. Szkoda, że tylko na Narodowym są w zdecydowanej mniejszości.
Całe życie dajesz wszystko z siebie dla kadry, jesteś najlepszym piłkarzem w historii 35mlnowego narodu, osiągasz prawie wszystko w piłce
I prosisz tylko o jedno. O chwilę dopingu dla reprezentacji w walce o mundial
A w zamian otrzymujesz milczące 50000 osób i kartki dej koszulkę pic.twitter.com/2EAbUhOwIj— AbsurDB (@DbAbsur) March 26, 2026
Czterdziestolatek!

Dzeko w walce z Zielińskim 6 lat temu
Na szczycie listy najstarszych strzelców Robert przetrwał jednak zaledwie… 23 minuty. W końcówce meczu Bośni w Cardiff wyrównującego gola strzelił bowiem nie kto inny, a Edin Dzeko! A przecież ledwie dziesięć dni temu peany na jego cześć wznosił Sebastian Warzecha z okazji czterdziestych urodzin. Oczywiście nie swoich, tylko Bośniaka. O ile Zieliński urodził się jeszcze przed poprzednim mundialem 1994 w USA , a Lewandowski przez turniejem Italia 1990, to Dzeko przyszedł na świat przed mistrzostwami w Meksyku 1986, na których występował przecież Jan Urban.
Mnie najbardziej podoba się to, że Dzeko nie rozmienia się na drobne gdzieś w Zatoce Perskiej, a zdecydował się przywrócić Schalke tam, gdzie ich miejsce.
Dzeko może jednak zapisać się w historii Schalke w bardzo podobny sposób – pomagając wrócić do tej elity, do której, jak sam mówi, Die Königsblauen przynależą. Jeśli to zrobi (a Schalke nadal przewodzi tabeli), to zostanie gwiazdą tego zespołu. Nawet jeśli odejdzie po sezonie, będzie tam pamiętany na długo. A gdyby został na jeszcze rok, powalczył o kolejne bramki w Bundeslidzie, to kto wie – może czeka go nawet status legendy.
Dzeko poprzeczkę zawiesił wysoko. Jest starszy od Lewandowskiego o 2,5 roku. A przecież zagra jeszcze w finale o mundial z Włochami. Zatem, panie Robercie: czekamy na gole w barażach o mundial w 2030 roku!
CZYTAJ WIĘCEJ PO MECZU POLSKA – ALBANIA:
- Klątwa przełamana! Podnieśliśmy się pierwszy raz od 2007 roku
- FENOMENALNY Szymański. Najlepszy mecz w kadrze! [OCENY POLAKÓW]
- Zieliński: Gol Albanii tylko nas podrażnił. Wygraliśmy dla Polski
- Rózga i Pietuszewski pod lupą. Obaj zrobili swoje
Fot. Newspix