Lubański, Stępiński, Kozłowski… Losy najmłodszych debiutantów w historii

Michał Kołkowski

26 marca 2026, 13:28 • 15 min czytania 5

Reklama
Lubański, Stępiński, Kozłowski… Losy najmłodszych debiutantów w historii

17 lat, 10 miesięcy i 6 dni – w takim dokładnie wieku Oskar Pietuszewski może zadebiutować w seniorskiej reprezentacji Polski. Jeśli piłkarz FC Porto dostanie w czwartek szansę od Jana Urbana w meczu barażowym z Albanią, na liście najmłodszych debiutantów w dziejach Biało-Czerwonych wyprzedzi między innymi Ernesta Wilimowskiego, Andrzeja Iwana czy Arkadiusza Milika. Postanowiliśmy zatem przyjrzeć się bliżej rankingowi zawodników, którzy w najszybszym tempie zaistnieli w drużynie narodowej. Znajdziemy bowiem w tym zestawieniu zarówno niekwestionowane legendy polskiego futbolu, jak i graczy, którzy w ostatecznym rozrachunku wielkiej roli w kadrze jednak nie odegrali.

Stawiasz 2 zł na gola Polski z Albanią i zgarniasz bonus 500 zł za trafiony typ – kliknij tu i sprawdź szczegóły promocji dla nowych graczyPolska vs Albania - promocja Superbet

Zacznijmy od tych piłkarzy, których Pietuszewski – nawet jeśli pojawi się dziś na boisku – w rankingu nie wyprzedzi.

Najmłodsi debiutanci w historii reprezentacji Polski. Pietuszewski może wskoczyć do czołówki

Oto pięciu najmłodszych debiutantów w dziejach polskiej kadry:

Reklama
  • Włodzimierz Lubański – 16 lat, 6 miesięcy i 7 dni
  • Kacper Kozłowski – 17 lat, 5 miesięcy i 12 dni
  • Marek Saganowski – 17 lat i 6 miesięcy
  • Wacław Sąsiadek – 17 lat, 7 miesięcy i 13 dni
  • Mariusz Stępiński – 17 lat, 8 miesięcy i 21 dni

źródło: Transfermarkt

Liderem rankingu od przeszło sześciu dekad jest i pewnie jeszcze długo pozostanie Włodzimierz Lubański. 4 września 1963 roku 16-letni wówczas napastnik Górnika Zabrze zadebiutował w wygranym przez Biało-Czerwonych aż 9:0 sparingu z reprezentacją Norwegii i za jednym zamachem klepnął również rekord w kategorii najmłodszego strzelca w dziejach drużyny narodowej. Trafił bowiem do siatki w 34. minucie spotkania, podwyższając prowadzenie polskiej ekipy na 3:0. Nieco wcześniej asystował zresztą przy bramce na 2:0, której autorem był Eugeniusz Faber, więc wśród najmłodszych asystentów pan Włodzimierz także jest numerem jeden.

Mecz towarzyski z Norwegią rozegrany został w Szczecinie, czyli w mieście, które może się Lubańskiemu mocno kojarzyć ze wspaniałymi debiutami. Wprawdzie swój pierwszy mecz na najwyższym poziomie ligowym napastnik rozegrał w Zabrzu, ale rywalem Górnika była wówczas Arkonia Szczecin. Gospodarze wygrali 4:0, a późniejszy złoty medalista olimpijski uświetnił debiut golem, mimo że pojawił się na boisku dopiero w 72. minucie spotkania.

Prawdziwy wonderkid.

Reklama

Lubański o rekordzie Ishaka: Cieszę się, że polska piłka idzie do przodu

– Wiadomość, że zostaję powołany do reprezentacji kraju, była dla mnie jednak bardzo dużą niespodzianką. Zostałem zaproszony do sekretariatu klubu. Sekretarz przekazał mi informację, że decyzją Polskiego Związku Piłki Nożnej powołano mnie do reprezentacji kraju na mecz z Norwegią. Podkreślał, że PZPN i polskie piłkarstwo liczy na mnie jako młodego zawodnika. Chodzi o to, żebym się zapoznał z atmosferą reprezentacji kraju. Usłyszałem: „Włodku, nie licz na to, że będziesz zaraz grał w reprezentacji. Jedziesz tam po to, żeby zapoznać się z atmosferą, żeby zobaczyć, jak to wszystko wygląda. Pamiętaj, że to jest wyróżnienie”. Tak jak mówiłem, czułem się dość zaskoczony, ale też z drugiej strony bardzo, bardzo szczęśliwy – wspomina Lubański w książce „Życie jak dobry mecz”.

– Dosłownie dzień przed meczem dowiaduję się – nie była to oficjalna informacja, raczej rodzaj przecieku – że najprawdopodobniej dostanę szansę gry w meczu z Norwegią. Oczywiście nie przespałem nocy, taki byłem podniecony i zdenerwowany przyznał Lubański, z którym rozmawiał Michał Olszański.

Włodzimierz Lubański

Reklama

Starszyzna dość ciepło przyjęła nastoletniego napastnika.

– Miałem wtedy za sobą okres wielkich prób w Górniku, a co za tym idzie – pewne doświadczenie, w jaki sposób trzeba się w takich sytuacjach zachować, jak podejść do starszych zawodników. Poza tym na mecz z Norwegią jechaliśmy z Górnika Zabrze w kilka osób. Miałem więc obok siebie kolegów z drużyny, ludzi, których dobrze znałem i na których mogłem polegać. W sumie to wejście do reprezentacji kraju było łatwiejsze aniżeli tamto do Górnika, odbyło się niejako w sposób naturalny. Decydujące były treningi, to, co pokazywałem na boisku. Gdy starsi koledzy zobaczyli, co potrafię, to po prostu mnie zaakceptowali – twierdzi Lubański.

Ciekawe, że później trenerom Lubańskiego trochę się w mediach obrywało za przesadne eksploatowanie młodego zawodnika. Piłkarz Górnika nabawił się bowiem niepokojących problemów z sercem, które początkowo wyglądały wręcz na zagrażające jego dalszej karierze.

– Ni stąd, ni zowąd zacząłem narzekać na dolegliwości sercowe – opowiada Lubański w cytowanym już wywiadzie. – Miałem trudności z wchodzeniem po schodach, a po którymś meczu nawet zasłabłem. Trafiłem więc na badania. Pierwsza diagnoza: pasożyt przewodu pokarmowego, nie była trafiona. Później stwierdzono zapalenie mięśnia sercowego. Wysłano mnie do kliniki w Krakowie, do profesora Leona Tochowicza. Tam przeprowadzono szereg badań specjalistycznych i okazało się, że w wyniku jakiejś niewyleczonej grypy osłabieniu uległ mój mięsień sercowy. W Krakowie mnie wyleczono, ale by wszystko skontrolować, zrobiono mi cewnikowanie serca. Wprowadzono mi rurkę do serca i sprawdzono, czy nie ma jakichś wad. Trzeba było stwierdzić, czy nie istnieją przeciwwskazania do kontynuowania przeze mnie kariery. Po tygodniach rekonwalescencji i pobycie w sanatorium okazało się, że z sercem jest wszystko w porządku.

Reklama

Kacper Kozłowski wszedł do kadry z przytupem. Ale furory w niej na razie nie zrobił

Powspominaliśmy czasy zamierzchłe, to teraz pora na historię najnowszą. Drugie miejsce wśród najmłodszych debiutantów w dziejach reprezentacji Polski zajmuje bowiem Kacper Kozłowski, którego mocnym wejściem do drużyny narodowej ekscytowaliśmy się całkiem niedawno, bo w 2021 roku. 28 marca Kozłowski pojawił się na boisku w 73. minucie starcia z Andorą (3:0), stoczonego w ramach eliminacji do mistrzostw świata w Katarze. – Od dziecka marzy się o tym, żeby zagrać na najwyższym poziomie, a tym bardziej w kadrze narodowej. Spełniłem jedno ze swoich marzeń – mówił po spotkaniu Kozłowski na antenie Polsatu Sport. – Jeszcze rok temu mogłem ich [reprezentantów Polski – przyp. red.] pooglądać w telewizji, a teraz z nimi współpracuję na boisku. Nie miałem żadnego stresu, bo pracuję nad tym i czuję się dobrze z tym. Będę pracował tak jak do tej pory. Mocno trenuję i myślę, że jeszcze niejedną szansę dostanę.

Kozłowski a Pietuszewski. Powołanie nie ma znaczenia, transfer już tak

Nieco wcześniej, bo w maju 2019 roku, Kozłowski został też najmłodszym debiutantem Ekstraklasy w XXI wieku. Po raz pierwszy zagrał w seniorskiej drużynie Pogoni Szczecin mając zaledwie 15 lat, 7 miesięcy i 3 dni. Później przebili go jednak Kacper Urbański, Jędrzej Hanuszczak oraz Igor Pieprzyca.

Tak czy owak, selekcjoner Paulo Sousa ewidentnie miał do gracza „Portowców” słabość. Przygoda Kozłowskiego z kadrą nie skończyła się zatem na debiucie. Przed EURO 2020 nastolatek dostał dwie szanse w meczach towarzyskich, a już na samym turnieju wystąpił w meczach z Hiszpanią i Szwecją. Tym samym Kozłowski stał się najmłodszym piłkarzem, który pojawił się na boisku w meczu mistrzostw Europy. Potem ten rekord odebrał mu nie kto inny, tylko Lamine Yamal.

Reklama

I problem tylko w tym, że tutaj pomału kończą się dokonania Kozłowskiego w drużynie narodowej.

Kacper Kozłowski

No, przynajmniej jak do tej pory. Po mistrzostwach Starego Kontynentu w 2021 roku Kacper zagrał jeszcze jeden mecz w eliminacjach do MŚ 2022 (zaliczył dwie asysty w zwycięskiej potyczce z San Marino), a kolejny jego występ w seniorskiej kadrze to już kadencja Jana Urbana i sparing z Nową Zelandią. Późniejsze spotkania Biało-Czerwonych – te ważniejsze (z Litwą, Holandią i Maltą) – Kozłowski spędził natomiast w gronie rezerwowych, a wśród powołanych na baraże w ogóle go nie ma. To wciąż młody zawodnik, niespełna 23-letni, regularnie grający w lidze tureckiej. Jest więc szansa, że kibice reprezentacji Polski będą jeszcze mieli z niego pociechę. Nie sposób jednak nie zauważyć, że kariera Kozłowskiego – z wielu powodów – na przestrzeni ostatnich lat kompletnie wytraciła impet.

Saganowski i Stępiński również zaczęli szybko. Ale ich kariery potoczyły się inaczej

W podobnym tonie można w sumie opowiedzieć o Mariuszu Stępińskim, który plasuje się na piątym miejscu wśród najmłodszych debiutantów w dziejach polskiej drużyny narodowej. 2 lutego 2013 roku Waldemar Fornalik dał mu szansę w towarzyskim starciu z reprezentacją Rumunii, zakończonym triumfem Biało-Czerwonych 4:1 (mecz rozegrano w ramach zgrupowania w Hiszpanii). Mecz ten jest jednak trochę problematyczny od strony formalnej. PZPN uznaje go bowiem za oficjalne spotkanie, ale FIFA już nie, ponieważ rywale Polaków – ogarnięci szałem eksperymentów kadrowych – przekroczyli dopuszczalną liczbę zmian.

Reklama

Niewątpliwie był to jeden z tych meczów testowych reprezentacji, które trudno traktować w stu procentach poważnie. Obie drużyny wystąpiły w totalnie przypadkowych zestawieniach, a Stępiński w całym tym zamieszaniu spędził na murawie zaledwie sześć minut, kiedy emocje spadły już naprawdę poniżej zera.

Później napastnik zaliczył jeszcze w seniorskiej kadrze trzy występy, zresztą wszystkie w sparingach. Summa summarum rozegrał więc w reprezentacji Polski cztery mecze, co przekłada się na zaledwie pół godziny spędzone na boisku z orłem na piersi. Z drugiej jednak strony, Stępiński załapał się do grona powołanych mistrzostwa Europy do Francji, więc – jakkolwiek spojrzeć – uczestniczył w najbardziej udanym dla Biało-Czerwonych turnieju w XXI wieku.

Jako statysta, ale zawsze.

Po powrocie na polskie boiska Stępiński zapewniał, że chce swoją grą dać do myślenia selekcjonerowi reprezentacji Polski. Na razie napastnik legitymuje się jednak dorobkiem czterech goli w ośmiu występach w Ekstraklasie. To zdecydowanie zbyt mało, by znów myśleć o nim w kontekście kadry.

Reklama

Mariusz Stępiński

Jeśli zaś chodzi o Marka Saganowskiego, to on zadebiutował w reprezentacji Polski 1 maja 1996 roku w zremisowanym 1:1 sparingu z reprezentacją Białorusi. Nie był to rzecz jasna występ, z którego podopieczni Władysława Stachurskiego mogli być dumni. Zwłaszcza że wcześniej kadra przerżnęła też towarzysko z Japonią (0:5), przegrała z Chorwacją (1:2) i zremisowała ze Słowenią (0:0). W efekcie selekcjoner, który dał 17-letniemu Saganowskiemu szansę… wyleciał ze stanowiska.

Nie uratowała Stachurskiego nawet wyjazdowa wygrana 1:0 z zawsze groźną reprezentacją ligi Hongkongu.

– Jest to chyba nasze miejsce w szyku – smucił się Jacek Laskowski w końcowej fazie meczu z Białorusią. Stachurskiego za taktyczne decyzje w mediach otwarcie krytykował później Tomasz Wieszczycki, wymownej wypowiedzi po beznadziejnym starciu z Białorusinami udzielił Andrzej Juskowiak. Napastnik przyznał, że w obawie o swoje zdrowie… zagrał na 50% możliwości, ponieważ dopiero co dogadał swój transfer do Borussii Moenchengladbach i nie chciał, by przypadkowy uraz skomplikował mu życie. Co tu dużo mówić – widać było wyraźnie, że wielu reprezentantów po prostu miało dość przyjazdów na kadrę.

Reklama

Oliwy do ognia dolał też jak zawsze szczery do bólu Wojtek Kowalczyk, zdradzając kulisy przyznania mu opaski kapitańskiej. – Na rozruchu trener pyta, kto chce opaskę. Zgłosiłem się sam, bo miałem najwięcej meczów w kadrze – wspominał „Kowal”. Umówmy się, że w takiej atmosferze nieopierzonemu Saganowskiemu niełatwo było pozytywnie się zaprezentować w narodowych barwach. Potrafimy sobie wyobrazić przyjemniejsze okoliczności do debiutu.

„Piechniczek na Księżyc!”, czyli historia nieudanego powrotu

Antoni Piechniczek, który postanowił wtedy wynurzyć się z cienia i zastąpił Stachurskiego na ławce trenerskiej, początkowo również stawiał jednak na Saganowskiego. Nastolatek wystąpił nawet w pierwszym meczu eliminacji do mistrzostw świata we Francji, tym przegranym przez Biało-Czerwonych 1:2 z Anglikami na Wembley. Później jednak „Sagan” przestał otrzymywać powołania. Zmieniło się to dopiero za kadencji Janusza Wójcika, no ale wtedy Saganowski uległ z kolei poważnemu wypadkowi motocyklowemu, który wyhamował całą jego karierę. Co nie oznacza, że zakończył jego występy w narodowych barwach.

Marek Saganowski

Reklama

Tak właściwie, to wręcz przeciwnie. Najlepsze czasy dla Saganowskiego w reprezentacji miały dopiero nadejść. Napastnik przebijał się bowiem do zespołu narodowego – można rzec – falami. Pojawiał się i znikał. Pograł trochę w nieudanych eliminacjach do EURO 2004, błysnął dubletem w meczu z Azerbejdżanem (8:0) w 2005 roku, zaliczył parę występów w walce o wyjazd na mistrzostwa Europy do Austrii i Szwajcarii, no i wreszcie moment kulminacyjny: wystąpił we wszystkich trzech spotkaniach na tym historycznym, choć nieudanym dla nas turnieju. A potem jeszcze przypomniał sobie o nim Waldemar Fornalik, krótko po EURO 2012. Sam Saganowski uważa jednak, że najwięcej miałby reprezentacji Polski do zaoferowania podczas mundialu w Niemczech. Gdyby tylko Paweł Janas zabrał go na tę imprezę.

Saganowski dla Weszło: Byłem o krok od FC Porto. Wszystko popsuł Janas

– Wydawało mi się, że mam wielkie szanse, żeby jechać. Z tego co pamiętam, to poza mną regularnie grał wówczas tylko Maciek Żurawski, a u pozostałych napastników tak różowo już to nie wyglądało. Z mojej perspektywy? Uważam, że zostałem skrzywdzony przez selekcjonera – opowiadał Saganowski na łamach Weszło. – Nie dostałem jednak powołania… Pamiętam, że byłem bardzo rozczarowany. Byłem na wcześniejszych zgrupowaniach, niespełna miesiąc przed mistrzostwami w meczu z Wyspami Owczymi zdobyłem bramkę i wszyscy mówili, żebym już się pakował na turniej. A później wydarzyło się, co się wydarzyło. Byłem jednym z tych zawodników, którzy w dziwnych okolicznościach nie pojechali na mistrzostwa. 

Najmłodsi strzelcy w historii reprezentacji Polski. Znowu Lubański!

No i zostaje nam Wacław Sąsiadek, z omawianego grona postać zdecydowanie najmniej znana. Urodzony we Lwowie, a po II wojnie światowej związany z takimi klubami jak Pogoń Katowice, Legia Warszawa i Polonia Bytom. W reprezentacji kraju zadebiutował 17 października 1948 roku w zwycięskim meczu towarzyskim z Finlandią (1:0) na Stadionie Wojska Polskiego. Triumf Biało-Czerwonym zapewnił wówczas legendarny Gerard Cieślik.

Reklama

Sąsiadek wielką gwiazdą polskiej drużyny w ostatecznym rozrachunku nie został, choć niewątpliwie należał do wyróżniających się piłkarzy swojej generacji. W sumie jego bilans zatrzymał się jednak na trzech oficjalnych występach w kadrze. No ale dopiero Włodzimierz Lubański pozbawił go statusu najmłodszego debiutanta w historii reprezentacji Polski. Dziennikarz Paweł Czado opowiada też w mediach społecznościowych o szalonych przygodach Sąsiadka i pozostałych kadrowiczów, związanych z wyjazdem na mecz z… Albanią w maju 1950 roku. – Dziś nikt już o tym nie pamięta, ale wtedy polscy piłkarze omal… nie zginęli w katastrofie lotniczej! Niedługo po starcie w samolot uderzył piorun i w efekcie zapaliła się kabina pilotów. Pan Sąsiadek opowiadał mi, że jakimś cudem udało się im ugasić ten pożar, a potem wykazali się kunsztem: bez łączności radiowej lądowali awaryjnie w Budapeszcie. Wtedy ludzie byli z żelaza. Piłkarze otrzepali się po przygodzie i polecieli na mecz do Tirany. Nikomu nie przyszło do głowy go odwoływać. Padł remis 0:0, ale zawodnicy nie wyrzucali sobie przesadnie tego wyniku.

Jeśli zaś chodzi o sam debiut, to „Przegląd Sportowy” – jak przytacza TVP Sport – był dla 17-letniego Sąsiadka dość łagodny.

Wacław Sąsiadek – pierwszy gwiazdor młodzieżowych reprezentacji

– Powiedzmy z miejsca, że młody gracz Pogoni katowickiej wprowadził się zupełnie nieźle. Podobało nam się to, że nie speszył się pierwszym odpowiedzialnym występem. Nie czuł się bynajmniej w skromnej roli terminatora, czekającego na dyspozycję majstrów. Posiadał dużo inicjatywy i bystrości. Szedł odważnie za każdą piłką i starał się utrzymywać kontakt ze swoim łącznikiem. Oddał kilka piłek do środka miękko, ale nieco za krótko. Po przerwie był mniej wyzyskiwany, mimo że stał chwilami zupełnie wolny. W tym okresie podania jego były parokrotnie zbyt niskie i wpadały na nogi przeciwników.

Reklama

Dziennikarze „Przeglądu” polecili jednak debiutantowi dodatkowe treningi strzałów i wrzutek. – Sąsiadek jest bezsprzecznie talentem, powinien nad sobą pracować a przede wszystkim nad dośrodkowaniem, które jest zasadniczym elementem każdego skrzydłowego. Powinien też ćwiczyć strzał, gdyż parokrotnie znajdował się w sytuacjach, które nakazywały zaryzykować. Pewną ilość błędów należy odpisać z uwagi na nowe otoczenie i brak zgrania.

Spójrzmy teraz na listę najmłodszych debiutantów w historii reprezentacji, ale już z uwzględnieniem ich całościowych dokonań w kadrze.

TOP10 najmłodszych debiutantów w historii reprezentacji Polski:

  • Włodzimierz Lubański – 16 lat, 6 miesięcy i 7 dni – łącznie: 75 meczów (48 goli)
  • Kacper Kozłowski* – 17 lat, 5 miesięcy i 12 dni – łącznie: 7 meczów (0 goli)
  • Marek Saganowski – 17 lat i 6 miesięcy – łącznie: 35 meczów (5 goli)
  • Wacław Sąsiadek – 17 lat, 7 miesięcy i 13 dni – łącznie: 3 mecze (0 goli)
  • Mariusz Stępiński* – 17 lat, 8 miesięcy i 21 dni – łącznie: 4 mecze (0 goli)
  • Oskar Pietuszewski – 17 lat, 10 miesięcy i 6 dni
  • Ernest Wilimowski – 17 lat, 10 miesięcy i 28 dni – łącznie: 22 mecze (21 goli)
  • Mieczysław Balcer – 17 lat, 11 miesięcy i 29 dni – łącznie: 10 meczów (8 goli)
  • Tadeusz Zastawniak – 18 lat, 1 miesiąc i 3 dni – łącznie: 8 meczów (0 goli)
  • Herbert Kulawik – 18 lat, 5 miesięcy i 1 dnień – łącznie: 3 mecze (0 goli)
  • Andrzej Iwan – 18 lat, 6 miesięcy i 27 dni – łącznie: 29 meczów (11 goli)

* – kariera w drużynie narodowej trwa

Ciekawe, że w tym gronie jest tylko jeden medalista mistrzostw świata, czyli rzecz jasna świętej pamięci Andrzej Iwan. Choć można oczywiście zakładać, że Włodzimierz Lubański także miałby na koncie medal (kto wie, czy nie złoty) MŚ 1974, gdyby nie ta przeklęta kontuzja w eliminacjach.

A oto zestawienie najmłodszych debiutantów w bieżącym stuleciu.

TOP10 najmłodszych debiutantów w reprezentacji Polski w XXI wieku:

  • Kacper Kozłowski – 17 lat, 5 miesięcy i 12 dni – łącznie: 7 meczów (0 goli)
  • Mariusz Stępiński – 17 lat, 8 miesięcy i 21 dni – łącznie: 4 mecze (0 goli)
  • Oskar Pietuszewski – 17 lat, 10 miesięcy i 6 dni
  • Arkadiusz Milik – 18 lat, 7 miesięcy i 14 dni – łącznie: 73 mecze (17 goli)
  • Bartosz Kapustka – 18 lat, 8 miesięcy i 15 dni – łącznie: 21 meczów (3 gole)
  • Grzegorz Krychowiak – 18 lat, 10 miesięcy i 15 dni – łącznie: 100 meczów (5 goli)
  • Karol Linetty – 18 lat, 11 miesięcy i 16 dni – łącznie: 47 meczów (5 goli)
  • Piotr Zieliński – 19 lat i 15 dni – łącznie: 105 meczów (16 goli)*
  • Jakub Kamiński – 19 lat i 3 miesiące – łącznie: 27 meczów (3 gole)*
  • Filip Rózga – 19 lat, 3 miesiące i 7 dni – łącznie: 2 mecze (0 goli)*
  • Ariel Borysiuk – 19 lat, 3 miesiące i 19 dni – łącznie: 12 meczów (0 goli)

* – stan na: 25.03.2026

Widać wyraźnie, że nie ma wśród nastoletnich debiutantów reguły. Znajdziemy w zestawieniu późniejsze gwiazdy drużyny narodowej, na czele z Piotrem Zieliński czy Grzegorzem Krychowiakiem, ale również graczy, którzy pełnego potencjału w kadrze nigdy nie uwolnili, jak choćby Karol Linetty. No a taki Ariel Borysiuk to w zasadzie z niczego nie dał się w reprezentacji Polski zapamiętać. Zresztą zaraz za TOP10 są choćby Marcin Burkhardt, Rafał Wolski czy Michał Karbownik.

To na dokładkę: najmłodsi strzelcy bramek w dziejach Biało-Czerwonych. Jako się rzekło, ponownie z Lubańskim w fotelu lidera.

TOP10 najmłodszych strzelców w historii reprezentacji Polski:

  • Włodzimierz Lubański – 16 lat, 6 miesięcy i 7 dni – Polska 9:0 Norwegia (sparing)
  • Ernest Wilimowski – 17 lat i 11 miesięcy – Szwecja 4:2 Polska (sparing)
  • Mieczysław Balcer – 18 lat i 17 dni – Polska 2:0 Turcja (sparing)
  • Bartosz Kapustka – 18 lat, 8 miesięcy i 15 dni – Polska 8:1 Gibraltar (el. ME 2016)
  • Arkadiusz Milik – 18 lat, 9 miesięcy i 16 dni – Macedonia 1:4 Polska (sparing)
  • Karol Linetty – 18 lat, 11 miesięcy i 16 dni – Polska 3:0 Norwegia (sparing)
  • Dariusz Dziekanowski – 19 lat, 1 miesiąc i 16 dni – Polska 6:0 Malta (el. MŚ 1982)
  • Ewald Urban – 19 lat, 2 miesiące i 10 dni – Rumunia 0:5 Polska (sparing)
  • Piotr Zieliński – 19 lat, 2 miesiące i 25 dni – Polska 3:2 Dania (sparing)
  • Franciszek Pytel – 19 lat, 3 miesiące i 16 dni – Polska 2:1 Łotwa (sparing)

Miejmy więc nadzieję, że Oskar Pietuszewski – jeśli dostanie taką szansę od Jana Urbana – już dziś zaistnieje we wszystkich tych rankingach. I że, podobnie jak choćby w przypadku wielokrotnie tu wspominanego Włodzimierza Lubańskiego, będzie to jedynie początek wspaniałej kariery w narodowych barwach.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

fot. NewsPix.pl

5 komentarzy
Michał Kołkowski

Za cel obrał sobie sportretowanie wszystkich kultowych zawodników przełomu XX i XXI wieku i z każdym tygodniem jest coraz bliżej wykonania tej monumentalnej misji. Jego twórczość przypadnie do gustu szczególnie tym, którzy preferują obszerniejsze, kompleksowe lektury i nie odstraszają ich liczne dygresje. Wiele materiałów poświęconych angielskiemu i włoskiemu futbolowi, kilka gigantycznych rankingów, a okazjonalnie także opowieści ze świata NBA. Najchętniej snuje te opowiastki, w ramach których wątki czysto sportowe nieustannie plączą się z rozważaniami na temat historii czy rozmaitych kwestii społeczno-politycznych.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Piłka nożna

PZPN z apelem do kibiców. „Przyjdź wcześniej i zabierz dowód”

Jan Broda
2
PZPN z apelem do kibiców. „Przyjdź wcześniej i zabierz dowód”
Ligue 1

A jednak. Mecz o mistrzostwo Ligue 1 przełożony mimo protestu

Jan Broda
0
A jednak. Mecz o mistrzostwo Ligue 1 przełożony mimo protestu
Piłka nożna

Ultrasi Albanii bojkotują baraż z Polską. W tle konflikt z federacją

Jan Broda
4
Ultrasi Albanii bojkotują baraż z Polską. W tle konflikt z federacją

Mistrzostwa Świata 2026