Natalia Bukowiecka zdobyła srebro w biegu na 400 metrów. Liczy, że uda jej się dołożyć do tego kolejny medal – tym razem w sztafecie. W rozmowie z dziennikarzami mówiła o nowym formacie rozgrywania swojej konkurencji – z dwoma biegami w finale, emocjach z tym związanych i występie, który… być może był jej ostatnim na HMŚ.
Natalia Bukowiecka: „Czuję się spełniona”
Natalia dobiegła do mety jako pierwsza w każdym swoim biegu, również tym w finale, gdzie w świetnym stylu ograła Lieke Klaver, która mocno rozpoczęła i narzuciła szybkie tempo. Czas Polki? 50,83 s, wyrównanie własnego rekordu Polski sprzed trzech lat. Naturalnie padło więc pytanie: czy nie żal, że nie udało się urwać nawet tej jednej setnej sekundy, żeby swój rekordowy wynik poprawić?
– Nie. Mogłabym może pobiec szybciej, ale te biegi w poprzednim dniu też mnie nieco kosztowały. Dziś to był bieg bardziej taktyczny, może jakbym zaczęła szybciej, to bym pobiegła szybciej? Ale chciałam dobiec pierwsza, nie chciałam się szarpać i się przepychać – mówiła Natalia. Faktycznie, przepychania udało jej się uniknąć. Po zejściu do wewnętrznej biegła druga, ale potem dobrze wyczuła moment i obiegła Holenderkę po zewnętrznej, pewnie wygrywając.
– Kibice nieśli. Jak wyszłam na ostatnią prostą, to czułam ten doping. Chciałam dać z siebie wszystko, żeby powalczyć o najlepszy czas – mówiła Natalia, która ten czas faktycznie wykręciła bardzo dobry.
Dziwna formuła, dwa finały… 𝐀𝐋𝐄 𝐉𝐄𝐒𝐓 𝐌𝐄𝐃𝐀𝐋 𝐃𝐋𝐀 𝐍𝐀𝐓𝐀𝐋𝐈𝐈 𝐁𝐔𝐊𝐎𝐖𝐈𝐄𝐂𝐊𝐈𝐄𝐉 😍 pic.twitter.com/aIAWcMaZwx
— TVP SPORT (@sport_tvppl) March 21, 2026
A potem? Potem pozostało siedzieć i czekać na to, co stanie się w drugim biegu. Bo zwyciężczynią miała być ta zawodniczka, która osiągnie najszybszy czas z całej ósemki – w obu finałach biegły po cztery zawodniczki. Jak to czekanie wyglądało?
– Ja sobie po prostu odpoczywałam, ale to był mega długi czas, trudno się oglądało ten drugi bieg, bo trzeba było zostawić to wszystko w czyichś rękach. Nie możesz powalczyć, nie możesz nic z tym zrobić. Było to dziwne, nie jest to korzystne dla nikogo. Rozmawiałam z trenerami, z zawodniczkami i nikt nie był zadowolony z tej formuły. Nie można bezpośrednio walczyć o medale, trochę się zabiera też tę radość – bo ja dobiegłam i powinnam się móc cieszyć, a się nie cieszyłam. Potem już tak, miałam rundę honorową, ale na początku jest nieco zabrany ten moment radości. I kibice, i zawodnicy, i trenerzy – nikt nie jest z tego zadowolony. Mam nadzieję, że się to już nie powtórzy – stwierdziła Natalia.
Gdy tak czekała, wydawało się, że będzie trzecia, bo w drugim biegu dwie zawodniczki – Norweżka Henriette Jaeger i Czeszka Lurdes Gloria Manuel – wysforowały się na prowadzenie i znakomicie otworzyły, mając na półmetku czas dużo lepszy od tego Lieke i Natalii. Na ostatnim wirażu Norweżka się jednak potknęła, straciła rytm i zwolniła. Została więc tylko Manuel, której udało się znacząco pobić życiówkę, a co za tym idzie – wygrać.
Natalia miała więc srebro.
– Ja kompletnie nie wiedziałam, jaki miałyśmy czas na 200, ale znałam swój czas na koniec biegu – opowiadała Polka. – Widziałam, że mocno zaczęły, że będą miały dobre czasy, ale wiedziałam, że mogą się pogubić, bo tak to jest, jak się mocno zaczyna. Miały też jednak mocne biegi w nogach, aczkolwiek widać, że Czeszka była bardzo dobrze przygotowana. Jej wygrana? Nie jest to zaskoczenie, wiedziałam, że będzie mocna, widziałam ją wcześniej, już latem szybko biegała. Jest też młoda, pewnie dobrze znosi trudy tego turnieju.
Bukowiecka gratulowała więc rywalce i wypowiadała się o niej bardzo ciepło, tym bardziej, że była zadowolona ze swojego występu… ale nadal trochę bolało ją to, że mogła się biegowi Manuel i Jaeger tylko przyglądać. Nogi rwały się, żeby rywalizować z nimi bezpośrednio.
– Żałuję tylko jednej rzeczy – że nie biegłyśmy razem, bo uważam, że ten bieg mógłby się inaczej potoczyć. Nie mówię, że bym wygrała, bo to jest sport, natomiast miałam siły na koniec i w takiej bezpośredniej rywalizacji mogłabym powalczyć o złoto. Oczywiście mogłabym też skończyć bez medalu, ale to byłoby bardziej przejrzyste i sprawiedliwe, satysfakcjonujące.
Ostatni start na hali?
Ale cóż, zasady były, jakie były, nic się z tym nie zrobi. Pozostało cieszyć się ze srebra, tym bardziej, że to pierwszy indywidualny medal z imprezy halowej u Natalii. Do tej pory sięgała po takie tylko w sztafetach. I dlatego z tego srebra bardzo się cieszyła… tym bardziej, że – jak ostrzega – mogły to być ostatnie HMŚ w jej karierze.
– Za dwa lata są igrzyska, pewnie powtórzę cykl sprzed Paryża [Natalia odpuściła wtedy sezon halowy – przyp. red.]. A potem? Nie wiem, co się będzie działo z moją karierą sportową. Nie jest to pewne, że będę startowała w HMŚ, bo myślę, że po trzydziestce będę sobie ceniła zdrowie. Dlatego chciałam zdobyć ten medal, bo mogą to być ostatnie halowe mistrzostwa –mówiła. Choć, jak dodawała, kusić będą ją pewnie halowe mistrzostwa Europy (za rok). Bo to ostatnia wielka impreza, na której jeszcze nie stała indywidualnie na podium.
Gdyby tam się udało, skompletowałaby wszystko, co w świecie lekkiej atletyki możliwe. Ma brąz igrzysk, ma srebro mistrzostw świata, ma złoto mistrzostw Europy i srebro HMŚ. Zostały tylko HME, więc to mocny argument za tym, by za rok na tej hali pobiegać. Choć i bez tego nie jest źle. – Czuję się spełniona. Brakowało tego medalu na hali – mówiła Natalia.
Mogła się więc tym cieszyć… ale nie za długo. Bo myśleć musiała też do przodu. Wraz z koleżankami ma powalczyć o kolejny medal, tym razem w sztafecie 4×400 metrów kobiet, która zamknie te mistrzostwa, a zaczynać będzie się o 20:47 22 marca (w pierwszej sesji są też eliminacje). Temat tego biegu Natalia komentowała krótko:
– Mamy świetną sztafetę, dziś dziewczyny zaprezentowały się super, Justyna i Ania pobiegły bardzo dobrze. Inne dziewczyny też są w dobrej formie, możemy powalczyć o medal.
Fot. Newspix
Czytaj więcej o HMŚ na Weszło:
- Jakub Szymański po złocie: „Będę miał wywalone”
- Natalia Bukowiecka ze srebrem HMŚ! Niespodziewany triumf Czeszki
- Mamy to! Jakub Szymański mistrzem świata
- „Jezu, jestem taka szczęśliwa!”. Święty-Ersetic po medalu sztafety