Natalia Bukowiecka była jedną z faworytek do polskiego medalu HMŚ. I udało jej się ten medal zdobyć. W biegu na 400 metrów – rozgrywanym na nowych zasadach – zdobyła srebro. Mamy drugi polski medal halowych mistrzostw świata w Toruniu!
Natalia Bukowiecka srebrną medalistką HMŚ!
Natalia Bukowiecka wczoraj wygrała oba swoje bieg – ten w eliminacjach i ten w półfinale. Potem rozdała nieco autografów kibicom, bo „rano ich nieco olała, chcąc się zregenerować” i przyszła do mediów. – Chyba kosztował mnie mniej sił niż poranny, jest okej. Było szybciej niż rano, starałam się utrzymać to tempo, bo wiedziałam, że rywalki mogą być bardziej wymagające. Próbowałam też zachować siły. Teraz trzeba się wyspać – mówiła.
Czy się wyspała, wszyscy mieli się przekonać dopiero po przebiegniętych przez nią 400 metrach. Choć samo wyspanie się, a wyspanie się na medal – to też dwie różne sprawy. A Natalia, wiadomo, w medal właśnie celowała.
Ponieść ją do niego mogło – o ile potrzebowała dodatkowej motywacji – to, co stało się w sesji porannej. Polska sztafeta mieszana 4×400 metrów dobiegła wtedy co prawda czwarta do mety, ale przez dyskwalifikację Jamajki zdobyła medal. Brązowy, ale cenny, bo mikst debiutował na halowych mistrzostwach świata, tak więc napisali Polacy jakąś historię. Natalii nie było w składzie, bo być jej nie mogło – nie było mowy o tym, by przed indywidualnym finałem (i mając w perspektywie kobiecą sztafetę jutro) biegała jeszcze tę mieszaną.
Zresztą ze zrozumieniem podchodziła do tego jej – pod nieobecność Bukowieckiej – liderka, czyli Justyna Święty-Ersetic, która, mimo medalu, sugerowała wręcz, że mikst niekoniecznie powinien był się w programie mistrzostw znaleźć.
– Albo wróćmy do schematu, gdy mistrzostwa trwają cztery dni, albo wycofajmy sztafetę. Bo to konflikt interesów i trudno jest to pogodzić. Żadna czterystumetrówka, która pobiegnie dziś indywidualnie w finale, nie pobiegła w tej sztafecie. Ja biegałam pięć biegów w trzy dni i proszę mi wierzyć, że dochodziłam do siebie bardzo długi czas. To jest trudna sytuacja – mówiła. Niemniej: wyrażała nadzieję, że medal sztafety poniesie i tę kobiecą jutro, i Natalię w biegu solowym.
I chyba poniosło… choć nie na złoto.
NATALIA BUKOWIECKA 🇵🇱 WICEMISTRZYNIĄ ŚWIATA NA 400 METRÓW🥈‼️
Ależ to była rywalizacja, szkoda, że nie bark w bark, ale już zostawmy to teraz!
Mamy drugi medal, mamy srebro🥈🔥
📸TVP Sport pic.twitter.com/G1Ui20kfN4
— Sportowy Rytm Dnia (@SportowyRytm) March 21, 2026
Świetny bieg, ale pozostało czekać
50,83 s. Tyle wyniósł czas Natalii Bukowieckiej w finale 400 metrów. Biegu, który wygrała, wyprzedzając Lieke Klaver. Holenderka, jak to ona – zaczęła mocno, ale Natalia znakomicie ją potem wyczekała i wyprzedziła na ostatniej prostej. To równocześnie czas, który do dziś był rekordem Polski. I nim pozostanie, ale Natalia wyrównała własny czas sprzed trzech lat, a to już samo w sobie wielkie osiągnięcie.
Pozostawał jednak jeden szczegół.
Po swoim biegu Natalia musiała bowiem… czekać. Bo nowe zasady 400 metrów w hali są takie, że rozgrywane są dwa finały – i oba mają po cztery zawodniczki. U mężczyzn, którzy biegali tak wcześniej, na podium ostatecznie stanęli wyłącznie biegacze z drugiego finału, co mogło zmartwić i Polkę, i jej koleżanki. Pytaniem pozostawało czy to przypadek, czy jednak miało to wszystko jakieś znaczenie. W tym przypadku – taką mieliśmy nadzieję – miało się okazać, że przypadek.
Bo zdolna pobiec tak szybko wydawała się tylko Henriette Jaeger z Norwegii, która wykręciła w tym sezonie 50,62 s, a jej rekord życiowy jest od tego rezultatu nawet lepszy (50,44 s). Świetnie też biegała Czeszka Lurdes Gloria Manuel, która w Toruniu ustanowiła nową życiówkę – 50,96 s. One dwie miały atakować wynik Natalii, na papierze nikt więcej.
Miały jedną przewagę: wiedziały, że muszą pobiec naprawdę szybko, by walczyć o złoto. Równocześnie jednak wiele się mogło w tym biegu wydarzyć, każde zawahanie, potknięcie, właściwie wszystko – mogło mieć znaczenie.
Pozostawało więc siedzieć na pufie, którą przygotowali organizatorzy i… czekać.
Czeska sensacja, polskie srebro!
Skończyło się to wszystko w najmniej spodziewany sposób. Norweżka, która prowadziła bieg i zmierzała po złoto, potknęła się na ostatnim wirażu i nie była w stanie dobiec w czasie potrzebnym na walkę o medal. Zrobiła to za to… Lurdes Gloria Manuel! Czeszka (i tak: to Czeszka, owszem, ma angolsko-rosyjskie korzenie, ale urodziła się i wychowała w Czechach) wykręciła nową życiówkę, 50,76 s. I wygrała ze znacznie, ale to znacznie bardziej renomowanymi rywalkami – Bukowiecką i Klaver, które w efekcie też stanęły na podium.
Mamy więc drugi medal na tych mistrzostwach. Wciąż nie złoto, na które polujemy od 2018 roku, ale jednak – biorąc pod uwagę czas Natalii – trudno na to srebro jakkolwiek narzekać.
Polscy kibice mogą świętować… a przecież to jeszcze nie koniec tego wieczora.
Fot. Newspix
Czytaj więcej o HMŚ na Weszło:
- Ewa Swoboda po dobry wynik. „Najpierw zrobić, potem mówić”
- Jakub Szymański chce złota HMŚ. „Od półfinału na 110 procent”
- Natalia Bukowiecka liczy na medal HMŚ. „Chciałabym się zmęczyć”
- „Jezu, jestem taka szczęśliwa!”. Święty-Ersetic po medalu sztafety