Liverpool sprał Galatasaray, a Salah odetchnął. Marciniak jedynie przy linii

Marcin Ziółkowski

18 marca 2026, 23:12 • 4 min czytania 5

Reklama
Liverpool sprał Galatasaray, a Salah odetchnął. Marciniak jedynie przy linii

Liverpool potrzebował odrobić jedynie gola straty. Trochę mu zajęło, by otworzyć worek z bramkami, ale wpakował aż cztery. Trafił także i Mohamed Salah, choć spudłował wcześniej karnego. Już w przerwie zszedł za to bohater pierwszego meczu – Victor Osimhen, grający blisko 40 minut z problemem z ręką. Innym zaskoczeniem była niedyspozycja Szymona Marciniaka, który był desygnowany do poprowadzenia meczu na Anfield. A tu nagle zobaczyliśmy… Pawła Raczkowskiego. 

Okoliczności meczu

Liverpool nie ma za sobą dobrego tygodnia. Wpadka zarówno w Stambule, jak i ligowym meczu z Tottenhamem napędziła tylko złości przed rewanżem z Turkami. Pod nosem mógł się za to uśmiechać Okan Buruk, który wygrał trzy ostatnie mecze z Liverpoolem, a w ojczyźnie mógł zauważyć wielką wpadkę Fenerbahce z Karagumrukiem Filipa Mladenovicia.

Były pomocnik tureckiej kadry najpierw w 2006 roku sam strzelił gola The Reds w meczu fazy grupowej, no i już jako trener pokonał w tym sezonie zespół Arne Slota dwa razy. Wszystkie te mecze odbyły się jednak w Stambule, a Buruk chciał koniecznie wygrać na angielskiej ziemi. Rewanż 1/8 finału był świetną okazją, aby także to osiągnięcie odblokować.

Zaskakująca okazała się obecność Pawła Raczkowskiego w roli sędziego głównego. Szymon Marciniak z nie do końca znanej przyczyny spędził 90 minut w roli sędziego technicznego. Można podejrzewać, że chodzi o niedawne problemy Polaka z nogą. Miał on zabieg w zimowej przerwie od Ekstraklasy.

Reklama

Problemy Osimhena i Salaha

Wszystko już na początku źle się zaczęło dla gości. Po kilku minutach spotkania Victor Osimhen upadł na rękę i potrzebował pomocy. Potem wyraźnie doskwierał mu ból.

Szoboszlai przekuł pierwszą dobrą okazję w tym meczu na bramkę. Świetnie dograł w stronę pola karnego Alexis Mac Allister, a były piłkarz RB Lipsk uderzył z tzw. „pierwszej piłki”. Była 25. minuta, a Liverpool już odrobił jednobramkową stratę.

Reklama

Spory fragment gry stanowiły przerwy, finalnie Raczkowski doliczył aż sześć minut. Wracając jeszcze do samej gry – Galatasaray prawie nie istniało. Owszem, dziesięciu piłkarzy Buruka biegało, Osimhen walczył głównie z bólem ręki, ale swoją robotę bardzo dobrze wykonywał jedynie bramkarz Ugurcan Cakir. Turek w sytuacji sam na sam był lepszy od Salaha. Szoboszlai także mógłby mieć dublet, gdyby nie golkiper gości.

A Egipcjanin? Nie miał dobrego dnia. W doliczonym czasie pierwszej połowy nie wykorzystał rzutu karnego. Sprokurował go Ismael Jakobs, który spóźnił się na skraju szesnastki.

Reklama

Dominacja Liverpoolu była niepodważalna. Aktywność wykazywał Hugo Ekitike, ake brakowało co nieco Floriana Wirtza. Niemiec i tak w porównaniu z Turkami wygenerował realne zagrożenie, ale kibice na pewno liczyli na więcej.

The Reds oddali 15 strzałów (osiem celnych) w pierwszej części gry, Turcy mieli zaledwie trzy uderzenia i mogli się cieszyć, że nie przegrywali wyżej i w ogóle jeszcze „żyli” w tym dwumeczu.

Liverpool w trybie blitzkrieg. Miazga po angielsku

W przerwie Buruk zdecydował się zdjąć z boiska Sachę Boeya, a także Victora Osimhena, którego ból ręki prawdopodobnie zrobił się nie do zniesienia. W ich miejsce pojawili się Leroy Sane, a także Noa Lang.

Pierwszy kwadrans po przerwie to istna nawałnica okazji The Reds. Hugo Ekitike i Ryan Gravenberch błyskawicznie wypunktowali Cakira. Ich gole padły w 52. i 53. minucie. Przy obu golach spory udział miał Salah, który w drugiej połowie znacząco się poprawił. Turcy byli znokautowani i zamroczeni. W zasadzie The Reds w przeciągu dwóch minut „zamknęli” ten dwumecz. Rywal został znokautowany.

Reklama

Mogło być wyżej, ale Paweł Raczkowski odgwizdał spalonego. Tym samym wstydu uniknął Wilfried Singo, który umieścił piłkę we własnej bramce. Iworyjczyk nie miał jednak za wiele czasu na docenienie działań polskich sędziów.

Mohamed Salah pomimo złego występu, w końcu strzelił swojego gola. Uderzenie zza pola karnego z lewej nogi w okienko, firmóweczka i całe Anfield Road wpadło w ekstazę. Jakże potrzebny był to gol dla pewności siebie Egipcjanina.

Reklama

Do końca meczu wydarzyło się niewiele, choć Liverpool ciągle próbował. Kolejny po Osimhenie piłkarz uszkodził sobie rękę. Noa Lang niefortunnie wpadł na bandę i opuścił murawę na noszach. Nie był to zdecydowanie dzień Galatasaray.

The Reds zakończyli spotkanie z 32 strzałami na bramkę. Alisson Becker był bezrobotny – Turcy mieli tylko jedną celną próbę. To była absolutna różnica klas. Galatasaray niewiele zrobiło na Anfield, a w zasadzie wyglądało, jakby liczyło na najniższy wymiar kary. Nie broniło nawet za dobrze tej jednobramkowej przewagi i zasłużenie przegrało.

Reklama

W ćwierćfinale Anglicy zagrają z Paris Saint-Germain i tam już będzie trudniej. Mecze odbędą się 7 i 14 kwietnia, pierwszy z nich w Paryżu.

Liverpool FC – Galatasaray SK 4:0 (1:0)

  • 1:0 – Dominik Szoboszlai – 25. minuta
  • 2:0 – Hugo Ekitike – 52. minuta
  • 3:0 – Ryan Gravenberch – 53. minuta
  • 4:0 – Mohamed Salah – 62. minuta

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

5 komentarzy
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Liga Mistrzów