W tle odbywających się wyborów prezydenckich, a także nadchodzącego rewanżu z Newcastle w Lidze Mistrzów, w tzw. międzyczasie Barcelonie przyszło rywalizować z Sevillą. Hansi Flick i spółka osiągnęli wszystkie swoje cele – z nawiązką powetowali sobie październikową porażkę z Andaluzyjkami, przedłużyli serię zwycięstw na Camp Nou i utrzymali czteropunktową przewagę w tabeli nad Realem Madryt. Niezadowolony może być tylko Robert Lewandowski, który zakończył kolejny mecz bez gola.
Gospodarze nie mogli wymarzyć sobie lepszego początku. Wszystko za sprawą Joao Cancelo, który był jak Midas – czego się nie dotknął w obrębie szesnastki rywali, zamieniał na rzut karny. Jego dwa rajdy w pole karne zakończyły się właśnie dwoma jedenastkami podyktowanymi na korzyść Barcy.
Inna sprawa, że nie mówilibyśmy o zasługach Cancelo w kreowaniu strzałów z jedenastu metrów, gdyby nie błędy indywidualne obrońców Sevilli. Najpierw Djibril Sow przegrał walkę o pozycję i powalił wbiegającego Portugalczyka, a następnie Jose Angel Carmona chyba zapomniał, że gra w piłkę nożną, a nie ręczną i po prostu zatrzymał atak wypożyczonego z Al-Hilal obrońcy nienaturalnie ułożoną ręką.
FC Barcelona – Sevilla. Festiwal strzelecki na Camp Nou. Tylko bez udziału Lewandowskiego
W idealnym świecie w tym miejscu najprawdopodobniej pisalibyśmy o dublecie Roberta Lewandowskiego. Ten jednak od pewnego czasu został odsunięty przez Hansiego Flicka od wykonywania strzałów z wapna. W tym sezonie Polak ewidentnie zatracił swój zmysł strzelecki i aż dwukrotnie nie wykorzystał karnego – z Sevillą właśnie w październiku, a po ostatnim pudle, fatalnym zresztą, z Atletico w grudniu trener Barcy powierzył egzekucję jedenastek Raphinhi. Brazylijczyk po raz kolejny utwierdził Flicka w przekonaniu, że była to słuszna decyzja, bo Vlachodimos musiał dwa razy wyciągać piłkę z własnej siatki.
Dominacja FC Barcelony! Najpierw drugiego karnego trafia Raphinha, następnie Dani Olmo trafia na 3:0! Popis ekipy Hansiego Flicka ⚽
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/kfk01HK0fo pic.twitter.com/27N1uJoVln
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) March 15, 2026
Lewandowski z kolei potwierdził, że jest kompletnie bez formy. Kapitan reprezentacji Polski dostał kredyt zaufania od Flicka i wyszedł w podstawowym składzie. Co więcej, rozegrał pełne 90 minut, a Ferran Torres przesiedział całe spotkanie na ławce rezerwowych. „Lewy” miał więc zapewnione wręcz cieplarniane warunki, by udowodnić swoją wartość i wpisać się na listę strzelców.
Tyle teoria, bo w praktyce wyglądało to już znacznie gorzej. Lewandowski rozegrał jeden z najgorszych meczów w tym sezonie. W pierwszej połowie zmarnował dwie okazje – najpierw skiksował daleko obok bramki po uderzeniu wolejem z powietrza, a następnie nieczysto trafił w piłkę głową tuż przed bramką rywali. Ale najgorsze pudło zaliczył pod koniec meczu, gdy przestrzelił w sytuacji sam na sam.
Liczby mówią same za siebie. Lewandowski oddał cztery strzały, zmarnował dwie stuprocentowe okazje, miał ledwie 29 kontaktów z piłką, z czego tylko 3 w polu karnym przeciwnika, a do tego dwa razy dał się złapać na ofsajdzie.
Polski snajper był odcięty od podań kolegów i długimi momentami wyłączony z gry, jak przy golu na 3:1, kiedy to Dani Olmo wbiegł w strefę, w której powinien znajdować się „Lewy”, ale go nie było. W efekcie to Hiszpan mógł świętować gola. A gdy już wreszcie znalazł się tam, gdzie być powinien, jak przy trafieniu Cancelo na 5:1, to wówczas Portugalczyk zdecydował się sam wykończyć swój rajd zamiast obsłużyć podaniem lepiej ustawionego przed bramką Polaka.
Dominacja trwa w najlepsze! Cancelo strzela, 5:1 dla FC Barcelony! 🔥
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/kfk01HK0fo pic.twitter.com/OknCzrwkDe
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) March 15, 2026
Sevilla na deskach. Dogrywka przy urnach wyborczych
Odpowiedzialność za strzelanie bramek wziął na swoje barki Raphinha, który w drugiej połowie zanotował trzecie trafienie. W skompletowaniu hat-tricka pomógł mu rykoszet, bo zanim piłka zatrzepotała w siatce, odbiła się od nogi Gudelja.
Sevilla w obronie była dziurawa, a w ofensywie bezzębna. Sprzymierzeńcem Andaluzyjczyków okazał się… Xavi Espart. 18-latek zadebiutował w podstawowym składzie Barcelony, ale debiutu raczej nie będzie zaliczał do udanych. W pierwszej połowie nie upilnował Oso, a w doliczonym czasie gry to właśnie jego stroną goście wyprowadzili akcję, po której padła bramka Sowa.
Duma Katalonii zrealizowała wszystkie swoje cele. Po pierwsze, powetowała sobie z nawiązką październikową porażkę 1:4 na Sanchez Pizjuan. Po drugie, przedłużyła imponującą serię zwycięstw przed własną publicznością w lidze – to czternasta wygrana z rzędu w LaLiga. Po trzecie wreszcie, utrzymała czteropunktową przewagę w tabeli nad drugim Realem Madryt.
Teraz w stolicy Katalonii mogą przygotowywać się do rewanżu z Newcastle o awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Zanim to jednak nastąpi, na Camp Nou poznają prezydenta klubu. Będzie nim ubiegający się o reelekcję Joan Laporta lub Victor Font. Wyniki głosowania, które odbywa się w tę niedzielę, poznamy późnym wieczorem.
FC Barcelona – Sevilla 5:2 (3:1)
- 9′ Raphinha – 1:0
- 21′ Raphinha – 2:0
- 38′ Olmo – 3:0
- 45’+3 Oso – 3:1
- 51′ Raphinha – 4:1
- 60′ Cancelo – 5:1
- 90’+2 Sow – 5:2
CZYTAJ WIĘCEJ O HISZPAŃSKIEJ PIŁCE NA WESZŁO:
- Gol Gulera z własnej połowy! Real rozbił pogrążone w kryzysie Elche
- Brazylijczykowi nie powiodło się w Realu Madryt. „Grałem do świtu”
- Joan Laporta o Lewandowskim: Powinniśmy być mu wdzięczni
Fot. Newspix