Trwają piękne tygodnie „Jacka” Ndiaye – piłkarz, który wcześniej mógł być posądzany o umiejętności, ale jednocześnie też o boiskową głupotę, znalazł balans w byciu lekkoduchem i ostatnio przemawia głównie swoją jakością. Oczywiście, cały czas zdarza mu się zrobić coś dziwnego, ale teraz więcej trzeba mówić o jego golach, które ciągną Motor z dala od czerwonej kreski.
Ndiaye ma niezwykłą serię, bo tylko w tym roku zdobył cztery bramki – z Pogonią, Jagiellonią, Piastem i dziś z Koroną. Wcześniej nie był tak skuteczny, skoro na osiągnięcie takiego samego bilansu potrzebował całego sezonu 24/25. Niemniej Ndiaye to nie tylko gole, ale też niezła technika, przebojowość i umiejętność utrzymania się przy piłce. Gdyby nie zaliczył kiksu, nie byłby sobą – teraz chciał zagrać z fałsza do Czubaka, a wyszła mu laga na bandy reklamowe – ale jako się rzekło, to już tło jego występów, nie pierwszy plan.
Mając go w takiej formie i choćby regularnego Czubaka, który dziś też ukąsił, Motorowi gra się zdecydowanie łatwiej.
Motor Lublin – Korona Kielce 2:0. Nieskuteczni goście
Inna sprawa, że w tym meczu Korona też bardzo rozczarowała. Pierwsza połowa była w jej wykonaniu słabiutka, goście nie zdobyli się na żaden celny strzał i głównie snuli się po boisku. Po przerwie i zmianach wyglądali już lepiej, ale momentami kuriozalnie zawodziła skuteczność.
Taki Stępiński spokojnie mógł mieć trzy gole, ale:
- raz jego strzał z linii wybijali obrońcy
- raz świetnie bronił Brkić
- raz napastnik nie trafił w bramkę
Komentatorzy bardzo chwalili dziewiątkę Korony, że potrafi się znaleźć w polu karnym przeciwnika, ale na końcu jednak goli nie ma, więc z tym chwaleniem… Bez przesady. No bo gdyby miał lepiej nastawiony celownik, Korona mogłaby wręcz zrobić łamaka i wywieźć z Lublina trzy punkty. A nie miał. Pudłował, przegrywał z rywalami.
No, ale też cała Korona może mieć do siebie pretensje, ponieważ gdyby stawiła się na boisku punktualnie, a nie od 46. minuty, to ten mecz wyglądałby inaczej. Ale nikt nie będzie na tyle uprzejmy, by nie korzystać z gapiostwa przeciwników.
Duże brawa dla Motoru. Skuteczność, inteligencja, ale też wielkie serce do walki i poświęcenie – w drugiej połowie przed piłkarzami Korony raz po raz rósł mur, którego ci nie potrafili przebić. Wydawało się, że mają dobre pozycje do strzału, ale nie – zaraz leciał na wślizgu ktoś z blokiem. A jeśli piłka przeszła, bardzo czujny w bramce był Brkić, który obronił pięć uderzeń, w tym na przykład fenomenalnie próbę Sotiriou.
I Motor zrównał się z Koroną punktami. Ach, nasza liga – jedni chwaleni za transfery, drudzy ganieni za ich brak, tymczasem w tabeli różnicy w zasadzie nie ma.
Zmiany:
Legenda
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Żewłakow skomentował transfer Kapuadiego. „Stabilizacja finansowa”
- Joel Pereira wskazał najważniejszy mecz Lecha Poznań
- Rafał Adamski: Utrzymanie to główny cel Legii
Fot. Newspix