Przetarg na prawa do Ekstraklasy. Krajobraz przed burzą 

Jakub Białek

25 lutego 2026, 15:29 • 7 min czytania 60

Przetarg na prawa do Ekstraklasy. Krajobraz przed burzą 

Już za kilka miesięcy negocjacje w sprawie nowego kontraktu na pokazywanie Ekstraklasy od sezonu 27/28 wejdą w decydującą fazę. Faworytem w tym wyścigu jest jak zwykle Canal+, choć na ten moment rozbieżności pomiędzy oczekiwaniami nadawcy i ligi wydają się być całkiem duże. Na tyle duże, że pachnie patem i trudnymi negocjacjami, z których jedna ze stron może wyjść poobijana. Kto wygra to przeciąganie liny?

Reklama

Obecny kontrakt potrwa do końca sezonu 26/27. W ramach tej rekordowej umowy, telewizja płaci ponad milion złotych za prawo do transmitowania jednego (!) meczu Ekstraklasy. Cały czteroletni kontrakt jest warty 1,3 miliarda złotych, a Canal+ wypłaca za niego…

  • w sezonie 23/24: 310 mln zł (z czego 280,2 mln zł trafiło do klubów)
  • w sezonie 24/25: 320 mln zł (z czego 298 mln zł trafiło do klubów klubów)
  • w sezonie 25/26: 330 mln zł (z czego 290 mln zł ma planowo trafić do klubów)
  • w sezonie 26/27: 340 mln zł (300 mln zł ma planowo trafić do klubów)

Telewizja dzieli się obecnie kosztami z TVP, która posiada sublicencję na pokazywanie jednego wybranego meczu w kolejce.

Reklama

Źródło: Raport Finansowa Ekstraklasa Grant Thornton

Nowy kontrakt telewizyjny – Ekstraklasa chce pobić rekord

Jak słyszymy, w siedzibie telewizji transmitującej Ekstraklasę panuje przekonanie, że już obecny kontrakt nie odpowiada rynkowej wartości produktu, czyli pisząc wprost – został trochę przepłacony. Kiedy stacja go negocjowała, znajdowała się pod ścianą. Dopiero co straciła wtedy bowiem swoje srebro rodowe, czyli prawa do ligi angielskiej, które posiadała ponad dwadzieścia lat. Premier League trafiła wówczas w ręce Viaplay, które zaliczyło bardzo mocne wejście na polski rynek i wysyłało sygnały, że jest żywo zainteresowane również przejęciem praw do pokazywania polskiej ligi.

Canal+ nie pokazywało jeszcze wtedy Ligi Mistrzów, więc tamten kontrakt o Ekstraklasę oznaczał wręcz być albo nie być na rynku. I to między innymi słaba pozycja negocjacyjna – mimo braku innych oferentów – sprawiła, że telewizja wykrwawiła się na rekordowe 1,3 mld zł, by utrzymać produkt, który ma w swojej ofercie od 1994 roku. Obecnie Canal+ znajduje się w zupełnie innym położeniu – ma Ligę Mistrzów i ligę angielską na wyłączność, więc utrata Ekstraklasy nie zatopiłaby stacji, choć oczywiście byłaby gigantycznym ubytkiem.

Po drugiej stronie negocjacyjnego stołu jest spółka Ekstraklasa SA, która z nowego kontraktu chce wycisnąć znacznie więcej niż z obecnego. Nieoficjalnie słyszymy za kulisami, że władze ligi mogą oczekiwać nawet 100 mln zł więcej w skali sezonu. Średnia cena za pokazanie jednego meczu może wynieść więc około 1,4 mln zł.

Proces sprzedaży praw oficjalnie już się rozpoczął. Składanie ofert przewidziane jest na okres przed mistrzostwami świata, czyli maj-czerwiec, a cała procedura ma zamknąć się w ostatnim kwartale 2026 roku. Temat prowadzony jest przez władze Ekstraklasy SA oraz dwóch przedstawicieli rady nadzorczej ligi – Karola Klimczaka oraz Wojciecha Strzałkowskiego.

Platformy streamingowe zawalczą o Ekstraklasę?

Władze Ekstraklasy liczą na to, że do przetargu stanie więcej niż jeden podmiot, co mocno podpompowałoby ich pozycję negocjacyjną. Póki co Marcin Animucki wysyła medialne sygnały, że spółka wcale nie jest skazana na Canal+ i chętnie stanie do rozmów z każdym innym nadawcą, co z jego punktu widzenia jest zupełnie naturalnym ruchem.

– Nasza oferta będzie skierowana szeroko — zarówno do podmiotów operujących w Polsce, jak i tych, które zaczęły pokazywać różnego rodzaju rozgrywki sportowe na swoich platformach streamingowych. Można tutaj wymienić Disney+, Paramount, Amazon czy DAZN – zapowiada Animucki w „Przeglądzie Sportowym”.

Polski rynek wciąż czeka na sukces platformy streamingowej na polu sportowym. Jak dotąd jedyną firmą, która mocno zaznaczyła się w naszym kraju, jest Viaplay, która w czerwcu ubiegłego roku zawinęła się już znad Wisły. Nieśmiałe wejście do Polski zalicza DAZN, który pokazywał ostatnio Klubowe Mistrzostwa Świata.

Platforma pozostawiła po sobie jednak złe wrażenie we Francji i Belgii, wycofując się z transmitowania ligi francuskiej po zaledwie roku, a z ligi belgijskiej po kilku miesiącach. Niepokojący jest zwłaszcza przykład z Belgii, gdzie DAZN podpisało pięcioletni kontrakt, przebijając konkurencję, lecz nie dogadało się z operatorami telewizyjnymi w sprawie wejścia na ich dekodery, więc mogło dystrybuować ligę jedynie za pośrednictwem swojej aplikacji, co uznało za nieopłacalne. Dyrektor zarządzający DAZN Belgia tłumaczył, że „żadna firma nie może być zmuszona do działalności, która skończy się stratą finansową”. Co znamienne, DAZN przerwał tę współpracę w trakcie trwania sezonu.

Disney+ pokazuje na polskim rynku kobiecą Ligę Mistrzów. W swoim portfolio ma także La Ligę w Wielkiej Brytanii czy Ligę Europy i Ligę Konferencji w Danii i Szwecji. Paramount pozyskał niedawno prawa do Ligi Mistrzów w Anglii i Niemczech. Amazon z kolei według danych Ampere Analiysis ma zostać największym inwestorem w prawa sportowe w 2026 roku na świecie, odpowiadając za 27 procent globalnych nakładów o wartości 3,8 mld dol. Platforma pokazuje od jedenastu lat NBA w Stanach Zjednoczonych czy Ligę Mistrzów w Niemczech, Włoszech i Wielkiej Brytanii. W grze może być jeszcze Netflix, który przymierza się do pokazywania wielu mocnych imprez sportowych.

Żadna z tych platform nie zaznaczyła się jeszcze mocniej na polskim rynku. Rozpoczęcie szerszej działalności od zakupu największych praw ligowych w kraju byłoby ruchem nie tylko mocnym, ale też zupełnie niespodziewanym. Każda z tych firm niewątpliwie ma budżet, żeby stanąć w szranki z Canal+, więc nie można wykluczać tej ewentualności. Nawet, jeśli Ekstraklasa nie zaufa finalnie żadnej z tych platform, może użyć ich zainteresowania do windowania stawki dla obecnego nadawcy. Streaming już teraz jest powszechną formą odbioru Ekstraklasy – 26 procent widzów naszej ligi używało w sezonie 24/25 aplikacji Canal Plus Online bądź TVP Sport Online.

Na dziś naturalnym rywalem dla Canal+ wydaje się być jednak Polsat, który od sezonu 24/25 stracił Ligę Mistrzów na rzecz francuskiego nadawcy i przyciąga masowego widza piłki obecnie jedynie Ligą Konferencji i Ligą Europy (zupełnie niszową, gdy nie grają w niej polskie zespoły). W ostatnim czasie telewizja straciła też na rzecz TVP I ligę i Puchar Polski. Kto wie, może teraz zechce włączyć się do wyścigu o produkt, który znacząco poprawiłby pozycję stacji na rynku.

Dlaczego wartość praw do Ekstraklasy rośnie?

1,3 mld złotych, jakie ostatnio kosztowały prawa do Ekstraklasy, niektórzy uważają za nierynkową kwotę. Z drugiej strony, skoro taka kwota już padła, władze ligi mają mocne argumenty, żeby przy obecnym przetargu windować swoje oczekiwania. Kiedy rozstrzygały się losy praw na lata 2023-2027, Ekstraklasa była około trzydziestego miejsca w rankingu UEFA. Dziś jest na dwunastym miejscu z realną perspektywą na wejście do pierwszej dziesiątki. Do Ligi Konferencji dostały się ostatnio cztery nasze zespoły.

Rośnie jednak nie tylko wartość sportowa, ale tak naprawdę każdy parametr – pieniądze wydane na transfery, frekwencja na trybunach, zainteresowanie w mediach społecznościowych i oglądalność. Według raportu Grant Thornton, w sezonie 24/25 Ekstraklasę obejrzało 50,6 mln widzów, a dla porównania w sezonie 21/22 było to jedyne 34,9 mln (ten przelicznik jest oczywiście niezbyt mądry, bo zakłada, że każdy widz to nowa osoba). Średnia publika jednego meczu to 165 tysięcy osób. W sezonie 24/25 najwięcej klientów wybierało Lecha Poznań (średnio 322 tys. widzów) i Legię Warszawa (średnio 310 tys. widzów).

Potencjalny spadek stołecznego klubu z Ekstraklasy bez wątpienia odbiłby się na finalnej wartości kontraktu. Z drugiej strony – do Ekstraklasy prawdopodobnie wróci Wisła Kraków, która również generuje wielkie emocje. Średnia frekwencja w ostatnim sezonie starego kontraktu wynosiła 9428 osób na mecz. W sezonie 25/26 wynosi ona 13 031 widzów.

Wartość nowego kontraktu podbija też budowa Centrum Mediowego na Białołęce, czyli ośrodka, który będzie odpowiadał za zdalną realizację i produkcję meczów Ekstraklasy. Obecnie sygnał trafia bezpośrednio do zaparkowanego pod stadionem wozu transmisyjnego Live Parku, którego obsługa co weekend przemierza setki kilometrów. Scentralizowanie produkcji meczów, podobnie jak przeniesienie systemu VAR do jednego miejsca, ma wznieść produkt na jeszcze wyższy poziom. Jak podaje Animucki w Przeglądzie Sportowym, centrum ma kosztować 15-20 milionów euro. Dla porównania, wóz transmisyjny HD i bus 4K kupione w 2016 i 2018 roku kosztowały odpowiednio 15 mln zł i 25 mln zł.

Nowa siedziba będzie też wyposażona w profesjonalne studia telewizyjne, dzięki czemu Ekstraklasa może stać się samowystarczalnym produktem. Animucki wysyła sygnały, że jedną z alternatyw na nowy przetarg – jeśli nie uda się dogadać z Canal+ czy kimkolwiek innym – może być pokazywanie ligi własnym sumptem, np. jako EkstraklasaTV w modelu subskrypcyjnym. Pomysł wydaje się być na ten moment mało prawdopodobny, ale to kolejny sposób władz ligi na zwiększenie swojej pozycji negocjacyjnej.

Trudno się dziwić Ekstraklasie – czyli spółce, ale też klubom, do których bezpośrednio płynie kasa – że cenią się wyżej niż cztery lata temu. Ideą Canal+ przez lata było systematyczne rozwijanie ligowego produktu. Czy dojdzie kiedyś do momentu, w którym produkt ten stanie się za duży na Canal+?

WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:

Fot. newspix.pl

60 komentarzy
Jakub Białek

Ogląda Ekstraklasę jak serial. Zajmuje się polskim piłkarstwem. Wychodzi z założenia, że luźna forma nie musi gryźć się z fachowością. Robi przekrojowe i ponadczasowe wywiady. Lubi jechać w teren, by napisać reportaż. Występuje w Lidze Minus. Jego największym życiowym osiągnięciem jest bycie kumplem Wojtka Kowalczyka. Wciąż uczy się literować wyrazy w Quizach i nie przeszkadza mu, że prowadzący nie zna zasad. Wyraża opinie, czasem durne.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama
Reklama