Bodo/Glimt pisze historię. Finalista Ligi Mistrzów na deskach!

Marcin Ziółkowski

18 lutego 2026, 23:09 • 4 min czytania 15

Bodo/Glimt pisze historię. Finalista Ligi Mistrzów na deskach!

Bodo/Glimt było skreślane po sześciu kolejkach fazy ligowej Ligi Mistrzów. Tymczasem Norwegowie najpierw pokonali Manchester City, następnie Atletico w Madrycie, a w pierwszym meczu fazy pucharowej także Inter Mediolan. Podopieczni Kjetila Knutsena po raz kolejny napisali wspaniały rozdział europejskiej historii i na rewanż do Włoch udadzą się z dwubramkową zaliczką. Norwegowie wygrali 3:1. Piotr Zieliński zagrał kwadrans i nie pomógł.

Reklama

Bodo/Glimt – Inter Mediolan. Okoliczności meczu

Spotkanie fazy pucharowej to pierwsze tego typu wydarzenie w historii norweskiego klubu. Bodo/Glimt już w premierowej dla siebie edycji Ligi Mistrzów dotarło do najlepszej dwudziestki czwórki. Nagrodą za zwycięstwa w 2026 roku z Manchesterem City oraz Atletico Madryt było starcie z finalistą ostatniej edycji, Interem Mediolan.

Mecz z Włochami był dopiero trzecim o stawkę dla podopiecznych Kjetila Knutsena. Rozgrywki ligowe w Norwegii mają system wiosna-jesień i rozpoczynają się za blisko miesiąc.

Reklama

Mediolańczycy pomimo wygranej w prestiżowym meczu zwanym Derby d’Italia z Juventusem, byli na nagłówkach głównie z uwagi na Alessandro Bastoniego. Defensor dodał sporo od siebie, przez co nabrał sędziego Federico La Pennę, a ten dał drugą żółtą kartkę Pierre’owi Kalulu. Obydwaj Włosi oberwali później w sieci, otrzymując mnóstwo hejtu i pogróżek.

Alessandro Bastoni zabrał głos w sprawie sytuacji z meczu z Juventusem

Inter jako trzeci z zespołów z Półwyspu Apenińskiego miał szansę być pierwszym wygranym w fazie pucharowej. Juventus doznał klęski w Stambule, a Atalanta zasłużenie przegrała w Dortmundzie.

Na mecz do Norwegii nie pojechali choćby Hakan Calhanoglu czy Davide Frattesi. Poczynania kolegów z ławki rezerwowych obserwowali Piotr Zieliński, Federico Dimarco oraz Stefan de Vrij.

Zaskakujące prowadzenie Bodo/Glimt

Goście, wspierani przez grupę 400 kibiców, już w szóstej minucie mogli prowadzić. Henrich Mchitarjan uderzył jednak bardzo niecelnie. Ciut lepiej postarał się Odin Luras Bjortuft, którego strzał głową minął słupek bramki Sommera.

Do niespodziewanego zwrotu akcji doszło w 20. minucie. Podopieczni Knutsena pograli na jeden kontakt, a Kasper Hogh, odgrywając piłkę piętą do Sondre Feta, zrobił mu miejsce. Bastoni był zaskoczony i spóźniony, a 29-letni pomocnik pokonał Yanna Sommera.

Wraz z trwaniem pierwszej połowy Inter dochodził do głosu. Mediolańczycy mieli po drugiej stronie naprawdę trudnego przeciwnika i nie było prostym zadaniem przedrzeć się przez norweskie zasieki. W słupek trafił Matteo Darmian.

W końcu jednak udało się Francesco Pio Esposito. Po dośrodkowaniu z prawej strony, zakręcili się we własnym polu karnym Sjovold i Bjortuft. Zamieszanie wykorzystał były napastnik Spezii. Danielowi Siebertowi podpowiadano jeszcze, że sprawdzane jest potencjalne zagranie ręką, ale na koniec wszystko było w porządku.

Po pierwszej części spotkania można było mieć wrażenie, że jest to starcie między równymi sobie. Pieczołowicie przygotowana murawa hybrydowa, która jest swego rodzaju sekretem Norwegów, miała jednak pomóc po przerwie.

Dwa szybkie ciosy

Nie trzeba było długo czekać na sytuacje podbramkowe. Lautaro Martinez kilkadziesiąt sekund po wznowieniu gry w podbramkowym zamieszaniu trafił w słupek. Kasper Hogh był bliski gola na wagę ponownego prowadzenia, ale górą był Sommer. Mogliśmy pomyśleć – wyrównana potyczka, kompletnie nie widać żadnej różnicy. Bodo/Glimt dawało radę.

A nawet więcej – wyczekało fantastycznych piłkarzy Cristiana Chivu jak pięściarz najwyższej klasy. Dwa błyskawiczne ciosy lekko przygasiły Inter. Najpierw Jens Petter Hauge popisał się trafieniem podobnym do gola Teuna Koopmeinersa ze Stambułu. Były piłkarz Milanu, trzykrotny uczestnik derbów Mediolanu (trzy razy ławka), znakomicie uderzył w okienko bramki Sommera. Na pewno z racji klubowej przeszłości ucieszyło go to podwójnie.

Trzy minuty później Norwegowie wyszli we dwóch na Szwajcara. Ole Blomberg wystawił piłkę do Hogha, a ten podwyższył na 3:1. Kolejna pucharowa sensacja wisiała w powietrzu.

Na ostatni kwadrans na boisku pojawił się Piotr Zieliński. Polak oddał bardzo niecelny strzał i tyle było jego w tym meczu.

Porażka w Norwegii stawia Inter w niekorzystnej sytuacji, ale w rewanżu to właśnie Nerazzurri będą mieć przewagę w postaci ponad 70 tysięcy widzów na trybunach i naturalnej murawy. Mało drużyn wygrało z Bodo na wyjeździe – marne to pocieszenie, ale taka jest futbolowa rzeczywistość, do której dopisano Inter.

Bodo/Glimt – Inter Mediolan 3:1 (1:1)

  • 1:0 – Sondre Fet – 20′
  • 1:1 – Francesco Pio Esposito – 30′
  • 2:1 – Jens Petter Hauge – 61′
  • 3:1 – Kasper Hogh – 64′

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

15 komentarzy
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Liga Mistrzów

Reklama
Reklama