Cyrk na kółkach. Hiszpańskie sędziowanie wymyka się logice

Wojciech Górski

17 lutego 2026, 15:04 • 8 min czytania 27

Cyrk na kółkach. Hiszpańskie sędziowanie wymyka się logice

Parę dni temu Paweł Paczul i Kuba Białek wzięli pod lupę sędziowanie w Ekstraklasie, a mianowicie – interpretacje zagrania ręką w polu karnym. No i co? No i wyszło im, że decyzje arbitrów przypominają rzut monetą. Ale chłopaki – piszę to teraz do Was – nie martwcie się. Zawsze mogło być gorzej. Na przykład jak w Hiszpanii.

Reklama

Kliknij tutaj i załóż konto z kodem promocyjnym WESZLOCPLUS, zweryfikuj konto, wpłać 40 zł i otrzymasz kod na 3 miesiące darmowe C+ z  Ligą Mistrzów! Promocja Superbet na Canal+

„Piłkarze, trenerzy i kibice Ekstraklasy żyją w ciągłej loterii, mianowicie – jeszcze nie co spotkanie, ale już coraz bliżej, sędziowie losują decyzję, czy jest zagranie ręką, czy nie ma. Potem się tłumaczą, dlaczego tak, a nie inaczej, często mają też wsparcie wśród ekspertów, ale to jest w gruncie rzeczy żart, iluzja. Wydaje się, że wszystko zależy od dnia i humoru arbitra” – pisał ostatnio Paweł Paczul, podając przykłady podyktowanych i niepodyktowanych rzutów karnych za zagranie ręką w Ekstraklasie.

Reklama

W podobne tony uderzał Kuba Białek, który swój materiał wideo zaczął od rzutu monetą – orzeł: mamy rzut karny, reszka: karnego nie ma.

Ale o ile sędziowie w Polsce wciąż jeszcze walczą o modny ostatnio #SzacunekDlaArbitra, tak w Hiszpanii chyba już się poddali. Bo, co by nie mówić o sędziowaniu w naszym kraju, skala tego co dzieje się ostatnio w La Liga przekracza wszystkie przyjęte normy.

A będąc bardziej dosadnym: hiszpańskie sędziowanie to istny cyrk na kółkach. Nie pomogły mu nawet masowe zwolnienia wśród arbitrów VAR i w zarządzie Komitetu Technicznego Sędziów tuż przed rozpoczęciem sezonu.

Faul na Kounde widziany z kosmosu

Pretekst do dzisiejszego tekstu dał wczorajszym popisem Cesar Soto Grado, arbiter meczu Girony z Barceloną. Gospodarze pokonali Dumę Katalonii 2:1, z tym, że decydująca bramka padła, gdy Claudio Echeverri nadepnął na nogę Julesa Kounde.

I okej, może na boisku sędziemu podobne przewinienie mogło gdzieś umknąć, ale w powtórkach faul jest widoczny tak ewidentnie, że dostrzegliby go nawet członkowie misji kosmicznych. Przewinienie widzieli wszyscy oglądający: poza ekipą sprawdzającą akurat VAR.

Żeby było zabawniej – z decyzją o faulu zgadzałby się sam Echeverri, który w pomeczowym wywiadzie dla DAZN wypalił bez ogródek:

– Odgwizdanie faulu za takie zagranie? Spoko, zrozumiałbym. Ale na szczęście przyznali nam wygraną.

A internauci już zauważyli, że ten sam sędzia przed rokiem anulował bramkę dla Barcelony za niemal identyczne zagranie Kounde.

Jeszcze pół biedy, gdyby była to odosobniona sprawa lub miała znikomy wpływ na sytuację w meczu albo w tabeli. Ale tym razem błąd arbitra może realnie wpłynąć na losy walki o mistrzostwo. Dzięki przegranej Barcelony Real Madryt „odskoczył” jej na dwa punkty w ligowej tabeli.

Osiem minut VAR-u i skarga do RFEF

A to przecież dopiero początek listy zarzutów, która w ostatnich miesiącach urosła w Hiszpanii do rozmiarów podręcznika pod nazwą „Jak nie sędziować meczów piłkarskich”.

Weźmy pod uwagę choćby niedawny mecz Barcelony z Atletico w półfinale Pucharu Króla. Tam arbitrzy zafundowali piłkarzom niemal ośmiominutową przerwę na analizę VAR (!), po której nikt chyba do końca nie wiedział, co się wydarzyło.

Związek tłumaczył się później awarią systemu półautomatycznego wykrywania spalonego, wobec czego sędziowie musieli narysować linię ręcznie. Ta wskazała minimalnego spalonego Cubarsiego, choć… mnożyły się wątpliwości, czy została wyrysowana prawidłowo i w którym momencie piłka faktycznie po raz ostatni odbija się od Lewandowskiego.

Bo czy patrząc na to zdjęcie jesteśmy w stanie w stu procentach stwierdzić, że sędziowie podjęli prawidłową decyzję?

Spalony Cubarsiego w meczu Atletico Madryt - FC Barcelona

Pewności, że narysowane linie są pozbawione marginesu błędu nie mają przecież nawet sami sędziowie (patrz: niedawny margines tolerancji w Anglii). Znów mamy więc sytuację, w której VAR zamiast rozwiewać wątpliwości, jedynie je pogłębia.

– To bałagan. Ile trzeba było czekać? Siedem minut? Siedem minut, żeby coś znaleźli. Dla mnie od początku było jasne, że nie ma spalonego, a oni zobaczyli coś innego. Nie ma komunikacji i to jest bardzo złe – grzmiał po spotkaniu Hansi Flick, a Barcelona złożyła oficjalną skargę do RFEF, a więc hiszpańskiej federacji.

Mecze bez VAR

Ale żeby nie wybrzmiało, że sugerujemy spisek, mający na celu skrzywdzenie Barcelony. Nie trzeba daleko szukać, by znaleźć sytuacje, w której Dumie Katalonii pomógł… brak systemu VAR. Jak choćby w sierpniowym meczu z Rayo Vallecano, gdzie już przed meczem obie drużyny zostały poinformowane, że VAR może… po prostu nie działać.

No i nie zadziałał, gdy na początku meczu arbiter podyktował kontrowersyjny rzut karny po starciu Pablo Chavarrii z Laminem Yamalem.

Aha, powód awarii systemu VAR? Zbyt słabe gniazdko elektryczne.

Mecze z VAR

A gdy VAR działa – też bywa ciekawe. W jednych meczach sędziowie odgwizdują minimalne, milimetrowe spalone, o różnicach podejmowanych na granicy percepcji ludzkiego oka. A jednocześnie pozostałe drużyny mają pretensje o brak podobnej dokładności w innych spotkaniach. Trudno oprzeć się wrażeniu, że technologia w Hiszpanii nie tyle porządkuje futbol, co dodaje mu nowej warstwy absurdu.

Dla przykładu spalone wykryte przez VAR podczas spotkań Barcelony z Realem Sociedad z tego sezonu (VAR anulował aż cztery gole) i poprzedniego:

Absurd przybiera też inne formy, a na niektórych z nich Barcelona wydatnie korzystała. Jak choćby we wrześniowym meczu z Mallorką, kiedy sędziowie zaliczyli bramkę Ferrana Torresa, choć jeden z przeciwników leżał na murawie po trafieniu w głowie.

Wówczas stała się rzecz niespotykana – i CTA (Komitet Techniczny Sędziów) przyznał się do rażącego błędu.

– Właściwą decyzją było przerwanie gry. Bezpieczeństwo zawodnika jest najważniejsze, a wszystko inne na drugim miejscu – mówiła wówczas Marta Frias, rzeczniczka organizacji.

Innymi słowy – błąd był oczywisty, tylko nikt nie naprawił go w czasie rzeczywistym.

Najgorzej sędziowane El Clasico od lat”

Kontrowersje dotyczą rzecz jasna nie tylko spotkań Barcelony, choć siłą rzeczy te z udziałem jej piłkarzy oraz graczy Realu Madryt, są najgłośniejsze. Więc nic dziwnego, że po kwietniowym El Clasico w finale Pucharu Króla większość komentarzy poświęcona była pracy arbitrów.

„Najgorzej sędziowane El Clasico od lat” – grzmiała hiszpańska prasa, a sędziowski profil Archivo VAR doliczył się aż czterech rażących błędów sędziowskich. Najwięcej mówiło się o zdarzeniach między Ferranem Torresem a Aurelienem Tchouamenim – i brakiem czerwonej kartki dla piłkarza Realu po faulu, gdy Hiszpan wychodził na czystą pozycję, oraz braku podyktowania rzutu karnego za zagranie Francuza ręką.

Real też nie pozostawał bierny. W lutym zeszłego roku także składał oficjalną skargę do RFEF po meczu z Espanyolem, a w niej aż huczało od poważnych oskarżeń. Padły w niej m.in. zdania o tym, że mecz:

  • „stanowił ukoronowanie całkowicie zdyskredytowanego systemu sędziowania”,
  • „sędziowanie osiągnęło poziom manipulacji i zafałszowania, którego nie można ignorować”.

Do skargi został dołączony też czterostronicowy list otwarty, w którym Królewscy równali z ziemią miejscowych arbitrów.

Gdzie w tym logika?

We wrześniu Królewscy poszli krok dalej, zapowiadając skierowanie oficjalnej skargi do FIFA. To wszystko po kuriozalnej sytuacji, gdy w meczu z Realem Sociedad sędzia Gil Manzano wyrzucił z boiska Deana Huijsena za przerwanie korzystnej akcji rywala.

Po meczu CTA przyznało, że sędzia popełnił w tej sytuacji błąd, zawiesiło nawet arbitra VAR, ale jednocześnie… odrzuciło odwołanie Realu Madryt wobec przymusowej pauzy Huijsena.

Logiczne, prawda?

To wówczas Real Madrid TV wyemitował film, pokazujący kontrowersje z innych meczów Królewskich sędziowanych przez Manzano oraz sędziego VAR Figueroi Vazqueza. Upust emocjom dał też Florentino Perez:

– Poziom hiszpańskiego sędziowania jest niedopuszczalny. To hańba – grzmiał w listopadzie zeszłego roku, odwołując się jeszcze do sprawy Negreiry. – To także niedopuszczalne, że Barcelona, z jakiegokolwiek powodu, płaciła wiceprezesowi związku sędziów ponad 8 mln euro przez co najmniej 17 lat!

Zwolnienia w CTA i sprawa Negreiry

Kulminacją zamieszania wokół hiszpańskich arbitrów były grupowe zwolnienia przeprowadzone latem zeszłego roku, po zakończeniu sezonu 2024/25. Najpierw pracę straciło sześciu sędziów VAR, później CTA zwolnił cały zarząd komitetu sędziowskiego. Tylko że rewolucja zmieniła tyle, że nie zmieniło się nic. Kontrowersje wciąż mnożą się jak grzyby po deszczu.

A nad wszystkim wciąż unosi się sprawa Negreiry, czyli afery korupcyjnej, która jeszcze mocniej podkopała zaufanie do hiszpańskiego arbitrażu.

Jeśli więc w Ekstraklasie decyzje sędziów przypominają rzut monetą, to w Hiszpanii problem wydaje się głębszy – dotyczy już nie pojedynczych decyzji, lecz samego systemu ich podejmowania

Patrząc na to, co dzieje się w ostatnich miesiącach w La Liga można więc chyba jedynie odetchnąć z ulgą i powiedzieć: zawsze mogło być gorzej.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

27 komentarzy
Wojciech Górski

Uwielbia futbol. Pod każdą postacią. Lekkość George'a Besta, cytaty Billa Shankly'ego, modele expected Goals. Emocje z Champions League, pasja "Z Podwórka na Stadion". I rzuty karne - być może w szczególności. Statystyki, cyferki, analizy, zwroty akcji, ciekawostki, ludzkie historie. Z wielką frajdą komentuje mecze Bundesligi. Za polską kadrą zjeździł kawał świata - od gorącej Dohy, przez dzikie Naddniestrze, aż po ulewne Torshavn. Korespondent na MŚ 2022 i Euro 2024. Głodny piłki. Zawsze i wszędzie.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

La Liga

La Liga

Flick nie szuka wymówek po porażce. „Nie jesteśmy w dobrej formie”

Braian Wilma
1
Flick nie szuka wymówek po porażce. „Nie jesteśmy w dobrej formie”
La Liga

Barcelona nie pozbierała się po Atletico. Porażka w derbach

Braian Wilma
58
Barcelona nie pozbierała się po Atletico. Porażka w derbach
Reklama
Reklama