Manchester City naciska na Arsenal. Nowe transfery robią swoje

Patryk Idasiak

11 lutego 2026, 22:30 • 4 min czytania 0

Manchester City naciska na Arsenal. Nowe transfery robią swoje

Manchester City udanie nakręcił się zwycięstwem na Anfield i cały czas wywiera presję na Arsenalu. Tym razem gładko uporał się z Fulham, wygrywając 3:0 na Etihad Stadium. Wszystkie bramki padły jeszcze w pierwszej połowie. W drugiej części The Citizens – klasycznie – przestali grać. Mieli jednak Marca Guehiego, który postawił jednoosobową ścianę w obronie, co skończyło się czystym kontem. 

Reklama

Trudno byłoby powtórzyć spektakl, który obie ekipy zafundowały na Craven Cottage. W pewnym momencie było tam 5:1 dla Obywateli i… omal nie wypuścili tej przewagi! Gospodarze strzelili trzy gole, a w doliczonym czasie Josko Gvardiol wybił piłkę z linii. To byłby strzał na 5:5. Warto sobie odświeżyć tamto widowisko.

Reklama

Manchester City nakręcony po meczu z Liverpoolem

Od początku Fulham kusiło los kolejnymi stratami, choć trzeba oddać, że Manchester City skutecznie naciskał pressingiem i takie błędy wymuszał. Najbliżej powodzenia był Phil Foden, który w 11. minucie posadził na siedzeniu przeciwnika, ale też musiał uderzać zdecydowanie słabszą, prawą nogą. Na pewno ustawiony w drugiej linii Anglik należał do najaktywniejszych piłkarzy, ale grał też trochę niechlujnie.

Wychowanek musiał coś udowodnić, bo w ostatnich 13 meczach zanotował… zero goli i zero asyst. To aż niewyobrażalne, dlatego też przeciwko Liverpoolowi obserwował cały mecz z poziomu ławki rezerwowych.

Trochę w przypadkowy sposób, ale The Citizens w końcu potwierdzili dominację i dobrą dyspozycję. Kto miał to zrobić, jak nie Semenyo? Jest to bowiem prawdziwy kat Fulham, nikogo tak często w Premier League nie karci. Tym razem wykorzystał asystę od przeciwnika, bo Sander Berge dość kiepsko wybijał piłkę. Zareagował wślizgiem i zdobył swoją 14. bramkę w tym sezonie Premier League, a szóstą przeciwko Fulham ogólnie.

Semenyo nie tylko karci tego przeciwnika bramkami, ale też asystami. W 30. minucie skrzydłowy zanotował drugi konkret przy golu. Ładnie w tempo wypuścił grającego ostatnio na pozycji środkowego pomocnika Nico O’Reilly’ego, a ten sprytną podcinką pokonał Bernda Leno i Manchester City spokojnie prowadził już dwiema bramkami.

Przyjemnie patrzyło się na poczynania Obywateli z piłką przy nodze. Zmieniali pozycje, byli ruchliwi i nieuchwytni. Goście głównie tylko biegali. Jedna dobra kontra i celny strzał Harry’ego Wilsona to były ich wszystkie konkrety w pierwszej połowie. Zespół Marco Silvy nie fatygował się specjalnie, by atakować, a Manchesterowi… w zasadzie wszystko wychodziło. Wydaje się też, że na dobre przełamał się Erling Haaland, bo strzelił tym razem gola z gry. Ostatnie dwa jego gole w Premier League (Brighton i Liverpool) to skutecznie wykorzystane jedenastki.

Asystował… Phil Foden, który tym samym przełamał fatalną passę.

W pierwszej części gry doszło jeszcze do kontrowersyjnej sytuacji. Okazuje się, że VAR w przypadku identycznych sytuacji jest bardzo niekonsekwentny. Kiedy Michael Keane szarpał za włosy Tolu Arokodare, to wyleciał z czerwoną kartką. Tutaj Tete zrobił to samo z Semenyo i… nic. Gramy dalej. 

Sytuacja nie zaważyła na wyniku, bo było już 3:0, ale… pokazuje, że dwie podobne sytuacje są interpretowane skrajnie inaczej. Jeszcze, żeby nikt tego nie oglądał, a tutaj normalnie analizowali wszystko na VAR.

Zresztą sędziowie i w drugą stronę powinni podjąć inną decyzję. Phil Foden śmiało zasłużył na asa kier za taki brzydki stempel.

 

Manchester już tylko bronił. Marc Guehi znów pokazał, że jest kozakiem

Manchester City wyłącza się w drugich połowach. Tak jest bardzo często, przez co stracił punkty z Tottenhamem czy Chelsea. Nieistniejący w pierwszej części meczu Liverpool też nagle się obudził chwilę po gwizdku. Wydaje się to świadoma, choć często gubiąca strategia. Znów The Citizens zadowolili się wynikiem do przerwy i nie atakowali już z taką ochotą. Ba, nie atakowali nawet w ogóle.

Guardiola zdjął z boiska Erlinga Haalanda jeszcze w przerwie, a po godzinie Matheusa Nunesa i Bernardo Silvę, a więc mocno eksploatowanych piłkarzy.

Jedyny wniosek po drugiej połowie jest taki: Liverpool ma czego żałować. Dlaczego? Bo Marc Guehi to absolutny kozak. Znów przewidywał, wybijał i był ciągle w odpowiednim miejscu. Czyste konto to w dużej mierze jego zasługa. Fulham w drugiej połowie próbowało, ale kończyło się za każdym razem na tym, że pojawiała się ściana w postaci angielskiego obrońcy. Manchester City za to w ataku kompletnie odpuścił. Oddał w drugiej połowie… jeden strzał. Nie miało to jednak znaczenia z tak dysponowanym liderem defensywy.

Manchester City – Fulham 3:0

  • 24′ Semenyo – 1:0
  • 30′ O’Reilly – 2:0
  • 39′ Haaland – 3:0

CZYTAJ WIĘCEJ O PREMIER LEAGUE NA WESZŁO:

Fot. Newspix

0 komentarzy
Patryk Idasiak

Jeżeli akurat nie pisze o piłce nożnej, to na pewno o niej czyta lub z kimś o niej rozmawia. Człowiek paradoksów, bo z jednej strony ma zarośnięte pajęczyną, osławione zero tituli, a z drugiej... mnóstwo tituli w ostatnich latach. Co to oznacza? Że mocniej bije jego serce, gdy na bramkę strzela Kamil Grosicki lub Erling Haaland. Ten mniej znany z rodziny Idasiak. Pogadasz z nim o filmowych klasykach lub starych teleturniejach. Uważa "Lot nad kukułczym gniazdem" za najwybitniejsze dzieło w historii. Chciałby zagrać kiedyś w "Milionerach", ale paraliżuje go możliwość ośmieszenia się na pierwszym pytaniu dotyczącym kulinariów. Może się przełamie, daj mu Boże.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Polecane

Reklama
Reklama