Manchester United Carricka mknie jak TGV. Kolejna wygrana

Patryk Idasiak

07 lutego 2026, 15:47 • 3 min czytania 0

Manchester United Carricka mknie jak TGV. Kolejna wygrana

Manchester United za kadencji Michaela Carricka jest w świetnej formie i właśnie znowu to potwierdził. Tym razem nie skompromitował się, grając w przewadze jednego zawodnika i dość spokojnie pokonał Tottenham. Kluczowa dla przebiegu spotkania okazała się czerwona kartka Cristiana Romero, który w brutalny sposób potraktował Casemiro. Chwilę po tym Bryan Mbeumo trafił na 1:0, a w drugiej połowie wynik na 2:0 ustalił Bruno Fernandes. 

Reklama

W pierwszym kwadransie Tottenham grał całkiem odważnie i mógł się podobać – oddał kilka strzałów na bramkę Senne Lammensa. Wszystko zmieniła sytuacja z 29. minuty. Spóźniony Cristian Romero w bardzo brzydki sposób zaatakował Casemiro. Argentyńczyk nawet nie protestował. Od razu wiedział, że przegiął. Kartka nie wynikała z jakiegoś chamstwa, a po prostu ze spóźnionej interwencji. Romero zmartwił się nawet o zdrowie przeciwnika, oddał opaskę Van de Venowi i posłusznie opuścił murawę.

No i wtedy kibicom Manchesteru United mógł przypomnieć się ten fatalny mecz z Evertonem. Niemal 80 minut gry bicia głową w mur w przewadze skończyło się… porażką 0:1. Tym razem obyło się bez kompromitacji. Zdziesiątkowany kontuzjami Tottenham nie był w stanie kompletnie niczego wykreować. Jeden strzał Xaviego Simonsa po błędzie obrony to w zasadzie wszystko. Zresztą, wystarczy spojrzeć na same statystyki z drugiej połowy:

Reklama
  • Manchester United – 13 strzałów, siedem celnych
  • Tottenham – dwa strzały, zero celnych

Manchester United ma już cztery wygrane z rzędu

10 minut po czerwonej kartce dla Cristiana Romero do siatki trafił precyzyjnym strzałem po ziemi Bryan Mbeumo. Czerwone Diabły zaskoczyły przeciwników szybkim i sprytnym wykonaniem rzutu rożnego. Kobbie Mainoo wyłożył piłkę Mbeumo jak na tacy i Manchester United mógł odetchnąć, spychając gdzieś w kąt koszmary ze spotkania z Evertonem.

Bliski podwyższenia wyniku na 2:0 jeszcze przed przerwą był Casemiro, ale Guglielmo Vicario ładnie pofrunął i wybił piłkę na rzut rożny. Warto dodać, że włoski bramkarz był tego dnia najjaśniejszym punktem swojego zespołu. Zatrzymał też w czysty sposób próbującego go minąć Amada Diallo, a w drugiej połowie efektownie obronił strzały Luke’a Shawa oraz Diogo Dalota.

W pewnym momencie Manchester United trochę… igrał z losem. Bo choć goście niczego specjalnie nie byli w stanie wykreować, to przy skromnym prowadzeniu jeden błąd omal nie kosztował zespołu Carricka straty bramki. Kiedy Bruno Fernandes podwyższył prowadzenie na 2:0 w 81. minucie, to już stało się jasne, że Manchester nie wypuści tutaj trzech punktów.

Zwycięstwo mogło być jeszcze bardziej okazałe, ale w ostatniej akcji meczu Benjamin Sesko „okradł” z asysty Bruno Fernandesa. W kontekście zwycięstwa nie miało to jednak znaczenia.

Mecz z West Hamem na Stadionie Olimpijskim będzie wyjątkowy. Człowiek o imieniu i nazwisku Frank Ilett może być niesłychanie rozchwytywany. Dzięki swojemu wyzwaniu uzbierał już prawie milion obserwujących na Instagramie. Niemal 500 dni czeka na ostrzyżenie swojej bujnej już czupryny i jeszcze nie miał tak ogromnej okazji. Manchester United zagra o piąte zwycięstwo z rzędu, które zamknęłoby jego challenge. Klub zapewne wykorzysta słynnego kibica marketingowo. Nie ma innej opcji.

Tottenham ma gigantyczny problem

A Tottenham? Jak spojrzymy na listę kontuzji, to brakuje łóżek szpitalnych. Nie było przecież Dejana Kulusevskiego, Lucasa Bergvalla, Rodrigo Bentancura, Mohammeda Kudusa, Jamesa Maddisona, Pedro Porro i Richarlisona, a jeszcze z kontuzją zszedł Destiny Udogie i za czerwoną kartkę trzy mecze pauzy czekają Romero.

Za chwilę Thomas Frank będzie miał na ławce rezerwowych samych dzieciaków, a sytuacja w tabeli nie rozpieszcza. Europejskie puchary uciekają.

CZYTAJ WIĘCEJ O PREMIER LEAGUE NA WESZŁO:

Fot. Newspix

0 komentarzy

Jeżeli akurat nie pisze o piłce nożnej, to na pewno o niej czyta lub z kimś o niej rozmawia. Człowiek paradoksów, bo z jednej strony ma zarośnięte pajęczyną, osławione zero tituli, a z drugiej... mnóstwo tituli w ostatnich latach. Co to oznacza? Że mocniej bije jego serce, gdy na bramkę strzela Kamil Grosicki lub Erling Haaland. Ten mniej znany z rodziny Idasiak. Pogadasz z nim o filmowych klasykach lub starych teleturniejach. Uważa "Lot nad kukułczym gniazdem" za najwybitniejsze dzieło w historii. Chciałby zagrać kiedyś w "Milionerach", ale paraliżuje go możliwość ośmieszenia się na pierwszym pytaniu dotyczącym kulinariów. Może się przełamie, daj mu Boże.

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama
Reklama