Komplet Polaków w II rundzie Australian Open! Hubert Hurkacz dołączył

Sebastian Warzecha

20 stycznia 2026, 11:53 • 5 min czytania 3

Komplet Polaków w II rundzie Australian Open! Hubert Hurkacz dołączył

Nie był to – łagodnie rzecz ujmując – Hubert Hurkacz z United Cup. Polak był bardziej pasywny, miał większe problemy ze swoją grą niż wcześniej w Sydney. Ale im dalej w mecz z Zizou Bergsem, tym bardziej widoczne napięcie z niego schodziło. Dodajmy do tego kłopoty zdrowotne rywala i mamy awans. W dodatku historyczny.

Reklama

Hubert Hurkacz lepszy od Zizou Bergsa. Jest komplet Polaków w II rundzie!

Hubert Hurkacz w turnieju wielkoszlemowym nie grał od ubiegłorocznego Roland Garros, gdy w pierwszej rundzie łatwo pokonał go Joao Fonseca. A niedługo potem zawiesił granie w ogóle – aż do tegorocznego United Cup, gdzie wrócił w wielkim stylu. Ale o tym wspominałem na Weszło już wielokrotnie. Podkreślę więc tylko, że Hubert występami w tym reprezentacyjnym turnieju bardzo, ale to bardzo rozbudził nasze nadzieje.

Reklama

Zaznaczać przed dzisiejszym starciem trzeba było jednak również, że Hurkacz w Szlemie i poza Szlemem to na ogół dwie różne osoby. Jak pisałem w tekście zapowiadającym jego dzisiejszy mecz:

„Nawet gdybyśmy chcieli być łagodni i odjąć Hurkaczowi pierwszych siedem szlemów w karierze – gdy nie był rozstawiony i dopiero wchodził do świata wielkiego tenisa – to i tak zostanie nam 13 wywrotek na etapie pierwszych dwóch rund. I często, bardzo często były to fatalne wręcz wpadki. Porażki z Tennysem Sandgrenem (RG 2020), Botikiem Van De Zandschulpem (RG 2021), Ilią Iwaszką (US 2022) czy niemalże emerytowanym Andreasem Seppim (US 2021) fanom Huberta mogą śnić się po nocach”.

A takich wpadek było przecież więcej. Hurkacz miał tendencję do porażek w pierwszych rundach nawet wtedy, gdy trafiał na rywali notowanych znacznie niżej. Tymczasem Zizou Bergs takim nie był. To 43. gość na świecie, ostatnio na fali, który prezentuje bardzo solidne granie. Dobry serwis, dobre poruszanie się, świetna umiejętność generowania prędkości zagrań z głębi kortu, a dzięki temu – bardzo dobre przejścia z defensywy do ofensywy.

Belg zaskakiwał już w karierze wielu wyżej notowanych rywali. Hubert w pewnym sensie by się do nich zaliczał – rankingowo po kontuzjach zajmuje obecnie co prawda miejsce niższe, ale potencjalnie sufit ma jednak znacznie wyżej.

Tyle że początkowo tego nie pokazywał.

Hubi: wersja wielkoszlemowa

Zaczęło się właśnie tak, jak to często w Szlemach, gdy Hurkacz wychodził na kort – czyli słabo. Nie zostało w Hubercie bowiem nic z tego, jak grał w United Cup. Nie atakował, nie przejmował inicjatywy, był pasywny. Przy życiu trzymał go głównie serwis, natomiast na returnie na ogół nie był w stanie zagrozić Belgowi. Bergs korzystał na tym umiejętnie, ale że podanie Huberta jest wielkim atutem samym w sobie, no to ostatecznie doszło w tym pierwszym secie do tie-breaka.

I tak szczerze pisząc… powinien go wygrać Hubert.

Dwa razy zyskiwał przewagę małego przełamania. Dokładając do tego wspomniany już serwis, powinien był ją utrzymać. Ale nie utrzymał. Ani za pierwszym, ani za drugim razem. A potem – w kluczowym momencie – dołożył podwójny błąd serwisowy. Bergs musiał z tego skorzystać i to zrobił. Zgarnął pierwszego seta, był na fali. Wydawał się naładowany pozytywną energią, chętny walczyć. Kontrast do Huberta, który wrócił do tego, co dobrze znaliśmy – był nieco ospały, apatyczny. Zdarzało się, że dyskutował z boksem, ale bez werwy.

Boks tymczasem zagrzewał go do walki. I tej walki trochę w drugim secie się wreszcie pojawiło.

Były to wczesne sygnały, ale Hurkacz momentami jednak przesuwał się bliżej, szukał kolejnych rozwiązań. Starał się momentami przejąć jednak inicjatywę w akcji, nie grać tylko zza linii końcowej. Wychodziło różnie… ale to i tak było coś, co mogło cieszyć, bo wiele było meczów Hurkacza w przeszłości, gdy tych prób nie było w ogóle. Te w drugim secie co prawda ostatecznie nic nie dały – przełamanie nie przyszło – ale znów doszło do tie-breaka.

A w nim tym razem, minimalnie, lepszy był Hubi. Obejrzeliśmy też pierwsze większe oznaki frustracji Belga. Generalnie więc: szło to w dobrym kierunku. Pozostawało wierzyć, że Hubert to wykorzysta.

Im dalej w mecz, tym lepiej

I wykorzystał. Zizou Bergs nieco obniżył loty, za to Hubert sprawiał wrażenie, jakby wraz z wygranym setem, spadł mu z ramion spory ciężar. Teraz to już był Polak zmierzający w stronę tego, co pokazywał w meczach z Alexandrem Zverevem czy Taylorem Fritzem, gdy pokonywał znacznie wyżej notowanych rywali. Był pewniejszy swego, lepiej rozgrywał akcje na dystansie. Częściej atakował, częściej trafiał przy linii. Grał precyzyjniej, dokładniej, nie bał się tego.

Jasne, dalej zdarzały się punkty przegrane z jego winy. Ale to były przynajmniej takie punkty, w których faktycznie grał na swoich warunkach. A dla Huberta – mającego doskonałe warunki do tego, by przejmować inicjatywę – to ważne.

Do tego doszły problemy zdrowotne Belga, który kilkukrotnie w czasie meczu prosił o pomoc fizjoterapeutów, a z czasem było widać, że stara się coraz bardziej skracać wymiany. Nieco obniżyła się też jakość jego podań, a podniosła dzięki temu ta returnowa w wykonaniu Hurkacza. Efekt był taki, że w szóstym gemie seta Hubert miał break pointa i jeszcze go nie wykorzystał… ale dwa gemy później już tak. Chwilę później z kolei wyserwował sobie partię i prowadził 2:1.

Czwarty set zaczął się z kolei od maratońskiego gema, w którym Hubert nie wykorzystał trzech break pointów… a po chwili miał miejsce kolejny taki, w którym Bergs nie wykorzystał czterech szans na przełamanie! To był jednak tylko początek. Potem wszystko poszło dobrze znanym torem – obaj serwowali dość skutecznie, wygrywali swoje gemy. Aż do – powtórka z poprzedniego seta – ósmego gema. Hubert wtedy przełamał rywala. A potem wygrał seta.

I mecz.

A co za tym idzie – wszedł do drugiej rundy. I był to szósty polski awans w tym turnieju do drugiej rundy… co nie zdarzyło się w całej historii naszego tenisa. Nigdy w jednym turnieju wielkoszlemowym nie mieliśmy tylu reprezentantów naraz na tym etapie.

To piękne czasy naszego tenisa, serio. A przecież mogą trwać dalej.

Kolejne mecze Polaków? O 1 w nocy na korty w Melbourne wyjdą Linda Klimovicova i Kamil Majchrzak, z kolei około 9 rano w środę Magda Linette i Magdalena Fręch.

Fot. Newspix

Czytaj więcej o meczach Polaków w Australian Open na Weszło:

3 komentarze

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

Polecane

Reklama
Reklama