Poprawka. Solidni Polacy w Sapporo. Mamy punktowy debiut!

Sebastian Warzecha

18 stycznia 2026, 08:18 • 3 min czytania 7

Poprawka. Solidni Polacy w Sapporo. Mamy punktowy debiut!

Po sobotnim konkursie w Sapporo, podczas którego Polacy zdobyli ledwie osiem punktów, trener Wojciech Topór – szkoleniowiec kadry B, który do Japonii pojechał w miejsce Macieja Maciusiaka – przepraszał za tak słaby wynik. Po dzisiejszych zawodach przepraszać nie będzie musiał, bo Biało-Czerwoni zaprezentowali się lepiej. Nie był to co prawda konkurs jak wyjęty z marzeń, ale wystarczająco solidny, by być usatysfakcjonowanym poziomem prezentowanym przez naszych zawodników. W tym Klemensa Joniaka, który zdobył pierwszy punkt PŚ w karierze.

Reklama

Skoki. Joniak z pierwszym punktem, trzech Polaków w TOP 20

Zacząć musimy jednak od minusa. A tym jest Aleksander Zniszczoł. Licznik Olka w tym sezonie PŚ wciąż bowiem tyka i w swoim dziewiątym starcie w zawodach najwyższej rangi, Zniszczoł nadal nie zdobył choćby punktu. To katastrofalna statystyka i jeśli tak dalej pójdzie, to możliwe, że po raz pierwszy od zimy 2018/19 skończy on sezon bez choćby jednego punktu w Pucharze Świata. Co kibice zresztą pewnie chętnie mu wypomną, bo Olek nadal u wielu jest na cenzurowanym.

Ale to już inny temat, wspominany tu wielokrotnie. A że po niedzielnych zawodach w Sapporo mamy kilka powodów do zadowolenia, to zostawmy już Zniszczoła w spokoju.

Reklama

Zamiast tego wspomnijmy – bo warto – o pierwszym w karierze punkcie Klemensa Joniaka. Punkcie, bo 20-latek zajął 30. miejsce. Jasne, nie jest to wynik wyjątkowy, ale to punkcik wypracowany – Klemens nieźle spisywał się w Pucharze Kontynentalnym, rósł od roku czy dwóch, do tej pory jednak nie udawało mu się wejść na poziom, który pozwoliłby zgarnąć choćby ten jeden punkt w PŚ. W Sapporo miał nieco szczęścia, ale drugim skokiem – w trudnych warunkach osiągnął 125 metrów, wielu rywali lądowało bliżej – udowodnił, że jest w nim potencjał.

No i fajnie, zawsze to jakiś początek i jakaś nadzieja na kolejną zimę. A tych przecież potrzebujemy i to bardzo.

Do drugiej serii awansowali też Maciej Kot (27.), Kacper Tomasiak (17.) i sklasyfikowany niespodziewanie wysoko Dawid Kubacki (13.). Poprawili się dwaj pierwsi – Kot po dobrym skoku na 131,5 metra przesunął się na 20. lokatę, pokazując tym samym, że trapiące go problemy żołądkowe to już najpewniej przeszłość. Tomasiak osiągnął świetne 134,5 metra, ale niestety nie udało mu się zaatakować najlepszej dyszki i skończył na 12. miejscu. Dla niego jednak i tak był to ważny konkurs, bo wczoraj nie wszedł przecież do drugiej serii. Po raz kolejny w tym sezonie udowodnił jednak, że słabszy skok danego dnia to nie zapowiedź obniżki formy, a po prostu drobna wpadka.

Cieszyć może się też Kubacki, który spadł, ale tylko o dwie lokaty. Oddał dwa solidne skoki – 129,5 i 127,5 m – i zajął 15. miejsce. To jego zdecydowanie najlepszy wynik tej zimy i najlepszy w ogóle od Willingen z zeszłego sezonu, gdy skończył 14. Forma Dawida idzie więc w ostatnim czasie w górę. Na razie nieznacznie, ale jednak.

Co istotne – po konkursie poinformowano, że skład na igrzyska olimpijskie ostatecznie ogłoszony zostanie 22 stycznia, po zatwierdzeniu przez zarząd PZN. Na to, kogo do Włoch zabierze Maciej Maciusiak, będziemy musieli więc poczekać jeszcze kilka dni. Pewniakiem jest Kacper Tomasiak, a ostateczna rozgrywka o pozostałe miejsca powinna wydarzyć się pomiędzy Kamilem Stochem, Pawłem Wąskiem (premiuje go ranking olimpijski), Dawidem Kubackim oraz Maciejem Kotem.

Czterech skoczków na dwa miejsca. Trudny wybór.

Fot. Newspix

Czytaj więcej o skokach:

7 komentarzy

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń

Najnowsze

Anglia

Koniec trenera Rooneya? Podejmie pracę tylko w dwóch klubach

Braian Wilma
1
Koniec trenera Rooneya? Podejmie pracę tylko w dwóch klubach
Anglia

Xabi Alonso gotów odrzucić ofertę. „Będzie miał lepsze opcje”

Antoni Figlewicz
0
Xabi Alonso gotów odrzucić ofertę. „Będzie miał lepsze opcje”
Reklama

Polecane

Anglia

Koniec trenera Rooneya? Podejmie pracę tylko w dwóch klubach

Braian Wilma
1
Koniec trenera Rooneya? Podejmie pracę tylko w dwóch klubach
Anglia

Xabi Alonso gotów odrzucić ofertę. „Będzie miał lepsze opcje”

Antoni Figlewicz
0
Xabi Alonso gotów odrzucić ofertę. „Będzie miał lepsze opcje”
Reklama
Reklama