Po sobotnim konkursie w Sapporo, podczas którego Polacy zdobyli ledwie osiem punktów, trener Wojciech Topór – szkoleniowiec kadry B, który do Japonii pojechał w miejsce Macieja Maciusiaka – przepraszał za tak słaby wynik. Po dzisiejszych zawodach przepraszać nie będzie musiał, bo Biało-Czerwoni zaprezentowali się lepiej. Nie był to co prawda konkurs jak wyjęty z marzeń, ale wystarczająco solidny, by być usatysfakcjonowanym poziomem prezentowanym przez naszych zawodników. W tym Klemensa Joniaka, który zdobył pierwszy punkt PŚ w karierze.
Skoki. Joniak z pierwszym punktem, trzech Polaków w TOP 20
Zacząć musimy jednak od minusa. A tym jest Aleksander Zniszczoł. Licznik Olka w tym sezonie PŚ wciąż bowiem tyka i w swoim dziewiątym starcie w zawodach najwyższej rangi, Zniszczoł nadal nie zdobył choćby punktu. To katastrofalna statystyka i jeśli tak dalej pójdzie, to możliwe, że po raz pierwszy od zimy 2018/19 skończy on sezon bez choćby jednego punktu w Pucharze Świata. Co kibice zresztą pewnie chętnie mu wypomną, bo Olek nadal u wielu jest na cenzurowanym.
Ale to już inny temat, wspominany tu wielokrotnie. A że po niedzielnych zawodach w Sapporo mamy kilka powodów do zadowolenia, to zostawmy już Zniszczoła w spokoju.
Zamiast tego wspomnijmy – bo warto – o pierwszym w karierze punkcie Klemensa Joniaka. Punkcie, bo 20-latek zajął 30. miejsce. Jasne, nie jest to wynik wyjątkowy, ale to punkcik wypracowany – Klemens nieźle spisywał się w Pucharze Kontynentalnym, rósł od roku czy dwóch, do tej pory jednak nie udawało mu się wejść na poziom, który pozwoliłby zgarnąć choćby ten jeden punkt w PŚ. W Sapporo miał nieco szczęścia, ale drugim skokiem – w trudnych warunkach osiągnął 125 metrów, wielu rywali lądowało bliżej – udowodnił, że jest w nim potencjał.
No i fajnie, zawsze to jakiś początek i jakaś nadzieja na kolejną zimę. A tych przecież potrzebujemy i to bardzo.
Do drugiej serii awansowali też Maciej Kot (27.), Kacper Tomasiak (17.) i sklasyfikowany niespodziewanie wysoko Dawid Kubacki (13.). Poprawili się dwaj pierwsi – Kot po dobrym skoku na 131,5 metra przesunął się na 20. lokatę, pokazując tym samym, że trapiące go problemy żołądkowe to już najpewniej przeszłość. Tomasiak osiągnął świetne 134,5 metra, ale niestety nie udało mu się zaatakować najlepszej dyszki i skończył na 12. miejscu. Dla niego jednak i tak był to ważny konkurs, bo wczoraj nie wszedł przecież do drugiej serii. Po raz kolejny w tym sezonie udowodnił jednak, że słabszy skok danego dnia to nie zapowiedź obniżki formy, a po prostu drobna wpadka.
Nie było lepszego skoku Polaka w ten japoński weekend 🏋️💪😤
Kacper Tomasiak.
2. seria na Okurayamie.
Oglądamy.#skijumpingfamily #Sapporo pic.twitter.com/FwcbU3FDzl— Eurosport Polska (@Eurosport_PL) January 18, 2026
Cieszyć może się też Kubacki, który spadł, ale tylko o dwie lokaty. Oddał dwa solidne skoki – 129,5 i 127,5 m – i zajął 15. miejsce. To jego zdecydowanie najlepszy wynik tej zimy i najlepszy w ogóle od Willingen z zeszłego sezonu, gdy skończył 14. Forma Dawida idzie więc w ostatnim czasie w górę. Na razie nieznacznie, ale jednak.
Co istotne – po konkursie poinformowano, że skład na igrzyska olimpijskie ostatecznie ogłoszony zostanie 22 stycznia, po zatwierdzeniu przez zarząd PZN. Na to, kogo do Włoch zabierze Maciej Maciusiak, będziemy musieli więc poczekać jeszcze kilka dni. Pewniakiem jest Kacper Tomasiak, a ostateczna rozgrywka o pozostałe miejsca powinna wydarzyć się pomiędzy Kamilem Stochem, Pawłem Wąskiem (premiuje go ranking olimpijski), Dawidem Kubackim oraz Maciejem Kotem.
Czterech skoczków na dwa miejsca. Trudny wybór.
Fot. Newspix