Lech, może Legia. Kto powinien (jeśli w ogóle) kupić Fornalczyka?

Kamil Warzocha

28 kwietnia 2025, 15:47 • 6 min czytania 49

Reklama
Lech, może Legia. Kto powinien (jeśli w ogóle) kupić Fornalczyka?

Czy Mariusz Fornalczyk na ten moment to jeden z najbardziej ekscytujących skrzydłowych w Ekstraklasie? Tak, tu raczej wszyscy będziemy zgodni. Ale czy ten sam Fornalczyk to materiał na piłkarza klubu z czołówki, w dodatku wartego zapłacenia ponad miliona euro? No, tutaj mogłyby już pojawić się wątpliwości. A one raczej nie zmaleją, im częściej gracz Korony będzie przymierzany na przykład do marki formatu Lecha Poznań.

Reklama

Oczywiście nie jest tak, że z góry skreślamy Fornalczyka i nadajemy mu sufit na poziomie drużyny ze środka tabeli Ekstraklasy. Ale w odniesieniu do informacji, że „Kolejorz” jest zainteresowany sprowadzeniem 22-latka, kibic Lecha ma absolutne prawo podejrzliwie spoglądać na działania swoich włodarzy.

Powodów jest kilka. Zaczynając choćby od tego, że w Poznaniu raczej nie mają zwyczaju sięgać po młodych piłkarzy z polskiego rynku. Sami potrafią ich wychować i okej, jest to logiczne i nie ma co tego krytykować. Nawet jeśli zdarzają się okazje rynkowe, po które mógłby schylić się także Lech.

–

Mariusz Fornalczyk w Lechu? Rozważamy, czy to ma sens

Lech do takich ruchów nie przywykł. My z kolei nie jesteśmy przekonani (i pewnie nie tylko my), czy aby na pewno Fornalczyk to dzisiaj wielka okazja, która powinna spędzać komuś sen z powiek. Kupić, nie kupić, odpuścić, sprzątnąć go sprzed nosa innemu klubowi – nie, w Poznaniu do tak daleko idących rozważań raczej nie dochodzi. I nie musi, zwłaszcza że skrzydłowy Korony swoje kosztuje.

Reklama

No i nie wygląda na to, żeby ktoś miał się o niego zabijać. Bo, jak podał Damian Smyk z goal.pl, jego klauzula wykupu sięga miliona i kilkuset tysięcy euro. Patrzymy na historię transferów „Kolejorza” i… on nigdy nie wydał za piłkarza z rodzimego rynku więcej niż 500 tysięcy euro. Tyle zapłacił za Macieja Gajosa i Daniego Ramireza. A żeby pozwolić sobie na małe szaleństwo z Fornalczykiem (szaleństwo z perspektywy Lecha), musiałby wydać więcej niż za Velde czy Sousę, czyniąc piłkarza Korony swoim trzecim najwyższym transferem w historii klubu.

Poza tym w sezonie 2025/2026 Fornalczyk będzie miał 23 lata. To już taki wiek, w którym Lech stara się sprzedawać swoich piłkarzy i właśnie na takich – patrząc na historię transferową – zarabiał najwięcej. A jak wiemy, zielone tabelki w Excelu to w Poznaniu rzecz traktowana z czcią większą niż mistrzostwa Polski.

10 największych transferów Lecha i wiek zawodników w momencie odejścia:

  • Jakub Moder do Brighton – 21 lat
  • Jakub Kamiński do Wolfsburga – 20 lat
  • Michał Skóraś do FC Brugge – 23 lata
  • Jan Bednarek do Southampton – 21 lat
  • Robert Lewandowski do BVB – 21 lat
  • Kamil Jóźwiak do Derby – 22 lata
  • Kristoffer Velde do Olympiakosu – 24 lata
  • Dawid Kownacki do Sampdorii – 20 lat
  • Łukasz Teodorczyk do Dynama Kijów – 23 lata
  • Artjoms Rudnevs do Hamburga – 24 lata

W przypadku takiego Michała Skórasia padały argumenty, że wchodzi  w „przejrzały” wiek jak na standardy Lecha, mimo że miał 23 lata. Velde, choć odszedł jako 24-latek, ugruntował swoją pozycję w europejskich pucharach i stał się w Poznaniu kozakiem. Podobnie kiedyś Teodorczyk czy Rudnevs, a patrząc ogółem na transfery wychodzące powyżej 1 mln euro, tylko trzech odchodzących zawodników Lecha miało więcej niż 23-24 lata. To Jesper Kalstroem, Tamas Kadar i Rafał Murawski.

Reklama

Kierunek poznański budzi wątpliwości, Fornalczyk mimo wszystko też

Oczywiście nie odkrywamy Ameryki, sugerując, że młodszy piłkarz to potencjalnie większy i łatwiejszy zysk. Ale całe to tło transferowe właściwie buduje swego rodzaju okienko z presją dla Lecha i Fornalczyka. To znaczy: gdyby „Kolejorz” pokusił się o skrzydłowego Korony najbliższego lata, wypadałoby, żeby w ciągu roku – maksymalnie dwóch lat – tenże Fornalczyk stał się gwiazdą zespołu.

Możecie posądzać nas o brak wyobraźni, ale wybaczcie: taka wizja przy grających Walemarku i Gholizadehu nas nie przekonuje. Zwłaszcza, że w odwodzie jest też 19-letni Lisman, a Lech znany jest z tego, że potrafi i lubi wypromować młodych zawodników. Zwłaszcza że wielu piłkarzy wymienionych w tym tekście potrzebowało dość dużo czasu, żeby dawać odpowiednią jakość.

Ale to wcale nie musi oznaczać, że Fornalczyk nie zasłużył na krok do przodu w swojej karierze. Po prostu wydaje się, że przede wszystkim ze względu na wiek i fakt, że zaczął wykorzystywać potencjał trochę za późno, poznański pociąg mógł mu odjechać. Transfer do Lecha przez wymienione powody wygląda więc na razie bardziej jak medialny temat.

A przecież nie wspomnieliśmy jeszcze o jednej kwestii, czyli trwałości formy Fornalczyka. Ile ona potrwa? Czy to nie pierwszy i nie ostatni dobry sezon? Czy 4 gole i 2 asysty w 26 meczach, osadzone w kontekście, że to dopiero pierwszy sensowny rok 22-latka, sprawiają, że warto zapłacić prawie 1,5 mln euro?

Reklama

Lech musi sobie te kwestie porządnie przemyśleć. Przy czym niepodważalnym i osobnym faktem jest, że wartość Fornalczyka w oczach innych klubów, które chętniej spoglądają na polski rynek, naturalnie rośnie. Dlatego, mimo wszystko, można spodziewać się zmiany w karierze Fornalczyka już tego lata. O ile on sam poczuje pewność, że ten sezon to nie przypadek na tle wcześniejszych, bardzo niemrawych. A wręcz przeciwnie: że to fajny początek nowej, lepszej wersji.

Fornalczyk powinien udowodnić, że nie jest już jeźdźcem bez głowy w lepszym środowisku

Inne liczby niż bramki i asysty oraz efektowność w grze (patrz: na przykład gol z dystansu z Jagiellonią) stoją po stronie Fornalczyka. Fakty są takie, że skrzydłowy Korony Kielce to:

  • top 5 najczęściej dryblujących zawodników ligi
  • top 5 z największą liczbą udanych dryblingów
  • top 20 pod kątem liczby pojedynków w całej lidze
  • top 20 w średniej wykonanych sprintów na mecz

Nikt nam nie powie, że to wszystko nie czyni Fornalczyka interesującym piłkarzem, wartym rozważenia przez czołówkę Ekstraklasy. Z drugiej strony – taki transfer nie każdemu może pasować. Zakładając, że Lech mógłby nagiąć swój wzór postępowania, bo zagra w pucharach i będzie potrzebował dodatkowego skrzydłowego, szczególnie przy scenariuszu z wypożyczeniem Lismana, niech będzie, że właśnie Lech to potencjalny kierunek nr 1. Może się jednak okazać, że jeden z wyłącznie dwóch, bo:

  • W Pogoni na razie krucho z kasą. Mimo że na taki powrót przy starzejącym się Grosickim na pewno by nie narzekali
  • Jagiellonii daleko do wydawania takich pieniędzy jak 1-1,5 mln euro, zwłaszcza z dużym ryzykiem, a takim Fornalczyk nadal jest
  • W Rakowie, do którego tego typu transfer pasowałby w teorii, w praktyce nie miałby racji bytu ze względu na system gry Papszuna

Jeśli Lech nie za takie pieniądze, to może przepalająca je Legia?

No i zostaje Legia, ostatni kierunek w ramach przeskoku w Ekstraklasie. Taki, który byłby w stanie pogodzić ideologię klubu (transfer wewnętrzny), nie gryzłby się tak mocno z finansowym zaciskaniem pasa jak w Jagiellonii i nie zostałby wykluczony przez niedopasowanie do taktyki.

Reklama

Sęk w tym, że nie słyszeliśmy (jeszcze?) o zainteresowaniu Fornalczykiem ze strony Legii. Poza tym nie zdziwilibyśmy się, gdyby w stolicy zrazili się po ściągnięciu Kacpra Chodyny czy Wahana Biczachczjana, czyli najnowszych nabytkach z Polski na boki boiska. Przy obu tych jegomościach dzisiejsza wersja Fornalczyka miałaby pewniejszy plac, z mniejszym problemem na regularne granie od. 1 minuty niż na przykład w Lechu.

No więc, widzicie, to nie jest oczywisty temat. Jakaś saga z udziałem Fornalczyka będzie, to właściwie pewne. Ale może się okazać, że jak Lech zacznie kręcić nosem ze zrozumiałych sobie przyczyn, opcje w Polsce ograniczą się niemal do zera. A wtedy sam Fornalczyk będzie musiał zadać sobie kilka ważnych pytań. Czy już w 2025 roku porwać się na zagraniczną przygodę – a nie oszukujmy się, nie byłby to atak na topowe ligi – czy może poszukać spokojniejszej kontynuacji w Kielcach, która też mogłaby przynieść mu na przykład testowe powołanie do reprezentacji Polski.

CZYTAJ WIĘCEJ O FORNALCZYKU:

Fot. Newspix

Reklama
49 komentarzy
Kamil Warzocha

W Weszło od początku 2021 roku. Filolog z licencjatem i magister dziennikarstwa z rocznika 98’. Niespełniony piłkarz i kibic FC Barcelony, który wzorował się na Lionelu Messim. Gracz komputerowy (Fifa i Counter Strike on the top) oraz stały bywalec na siłowni. W przyszłości napisze książkę fabularną i nakręci film krótkometrażowy. Lubi podróżować i znajdować nowe zajawki, na przykład: teatr komedii, gra na gitarze, planszówki. W pracy najbardziej stawia na wywiady, felietony i historie, które wychodzą poza ramy weekendowej piłkarskiej łupanki. Ogląda przede wszystkim Ekstraklasę, a że mieszka we Wrocławiu (choć pochodzi z Chojnowa), najbliżej mu do dolnośląskiego futbolu. Regularnie pojawia się przed kamerami w programach “Liga Minus” i "Weszlopolscy".

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Raków był już dogadany na duży transfer. Kontuzja pokrzyżowała plany

Mikołaj Duda
0
Raków był już dogadany na duży transfer. Kontuzja pokrzyżowała plany
Ekstraklasa

Angel Rodado zagra dla… reprezentacji Polski? „To byłby zaszczyt”

Mikołaj Duda
11
Angel Rodado zagra dla… reprezentacji Polski? „To byłby zaszczyt”

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Raków był już dogadany na duży transfer. Kontuzja pokrzyżowała plany

Mikołaj Duda
0
Raków był już dogadany na duży transfer. Kontuzja pokrzyżowała plany
Ekstraklasa

Angel Rodado zagra dla… reprezentacji Polski? „To byłby zaszczyt”

Mikołaj Duda
11
Angel Rodado zagra dla… reprezentacji Polski? „To byłby zaszczyt”