Raul Gonzalez, czyli jeden z tych, o których nie da się mówić źle

redakcja

Autor:redakcja

27 czerwca 2015, 11:35 • 2 min czytania

Raul Gonzalez, czyli jeden z tych, o których nie da się mówić źle

Są piłkarze, którzy swoim zachowaniem, życiorysem, ale też postawą na boisku po prostu nie mogą wzbudzać negatywnych emocji. Alessandro Del Piero, Paolo Maldini, Andrea Pirlo. I oczywiście Raul. Największa legenda Realu Madryt naszych czasów. Żywy symbol Blancos, wyborny strzelec, fantastyczny piłkarz i chyba przede wszystkim dobry człowiek. Aż trudno uwierzyć, ale dziś obchodzi już 38. urodziny. 

Reklama

A jeszcze nie tak dawno brylował w ataku z Fernando Morientesem, albo pracował do pary z Ronaldo. Oczywiście tym Brazylijskim. A potem w bardzo mętnej atmosferze odchodził z klubu, któremu oddał przecież całego siebie. Podobnie jak kilka lat wcześniej Fernando Hierro, po cichu, bez wielkiej pompy, honorowo. W Madrycie nikt nie był w stanie obiecać mu wyjściowej jedenastki, a patrzenie na Raula grzejącego ławę nie było sprawą łatwą. Wydawało się, że pozostanie Blanco do końca. Trudno było wyobrazić sobie go w innych barwach. A jednak, górę wzięła sportowa ambicja i biały zamienił na niebieski, trafiając do Schalke.

Pamiętajmy, że Raul uciszał Camp Nou zanim to jeszcze stało się modne.

Reklama

W Niemczech również zostawiał za sobą pozytywne fluidy. Oprócz tego, że będąc po trzydziestce od razu został jedną z gwiazd Bundesligi, to był też przykładem dla młodych. Od zawsze w stu procentach profesjonalny. Nawet kiedy wylądował na Półwyspie Arabskim, zawsze zostawał i dodatkowo ćwiczył po treningach, kompletnie zawstydzając młodych Katarczyków. – Dawał kapitalny przykład. Raul nigdy nie powiedział: ej, młody, skocz mi po piłkę, bo grałem w Realu Madryt. Często było na odwrót. Sam podawał ją chłopakowi i mówił: strzelaj, ja popatrzę i postaram się podpowiedzieć – opowiadał nam Wojciech Ignatiuk, który miał przyjemność pracować z nim w Al-Sadd.

Nie będziemy pisać o tym, że jako nastolatek przeniósł się z Atletico do Realu z powodu likwidacji grup młodzieżowych. Ani tego, że po każdej zdobytej bramce całował obrączkę. To wie każdy. Napiszemy, że był piłkarzem wyjątkowym, wielozadaniowym, niebywale wszechstronnym. Wielkim sportowcem i nieprzeciętnym człowiekiem. Brzmi trochę jak nekrolog, ale umówmy się, że w New York Cosmos to już bardziej zabawa niż poważny futbol.

Jedyne czego może żałować, to że spóźnił się na największe sukcesy reprezentacji Hiszpanii i nigdy niczego z nią nie wygrał.

Najnowsze

Reklama

Weszło

Reklama
Reklama