Rozdarty Luis Enrique. Serce w Barcelonie, umysł w Paryżu

Wojciech Górski

01 października 2025, 14:09 • 6 min czytania 0

Rozdarty Luis Enrique. Serce w Barcelonie, umysł w Paryżu

Luis Enrique kocha Barcelonę całym sercem. Ale jako trener Paris Saint-Germain będzie musiał zrobić wszystko, by raz jeszcze, tak jak w kwietniu 2024 roku, pokonać ją w Lidze Mistrzów. Wówczas, deklarując miłość do Barcelony, krytykował Xaviego Hernandeza, twierdząc, że kataloński styl gry prezentuje bardziej jego PSG. Dziś docenia Hansiego Flicka, czekając na ekscytujące spotkanie. – To dwie podobne drużyny. Wygra ta, która będzie miała piłkę – zapowiada. Wieczorem czeka nas piłkarska uczta.

Reklama

Kliknij tutaj i oglądaj Ligę Mistrzów w Canal+

Liga Mistrzów w Canal+

Reklama

W okolicach lotniska Adolfo Suarez Madrid-Barajas, zaledwie 12 kilometrów na zachód od stadionu Bernabeu, krążył samochód z przyciemnianymi szybami. W środku, otoczony tylko przez najbliższych doradców, siedział Luis Enrique, właśnie kończąc swój pięcioletni rozdział w Realu Madryt.

Decyzję o odejściu podjął już jakiś czas wcześniej. Nie otrzymał od Królewskich satysfakcjonującej go propozycji przedłużenia umowy, ale czarę goryczy przelało co innego. Brak powołania nawet do kadry meczowej w jednym ze spotkań. Trener Jorge Valdano stwierdził, że piłkarzowi przyda się odpoczynek.

Jestem teraz tak wypoczęty, że mógłbym grać do sześćdziesiątki albo siedemdziesiątki – rzucił wściekły Enrique, a w jego głowie decyzja zapadła: Nadszedł ostateczny koniec przygody z Realem Madryt.

To właśnie tam, na parkingu podmardyckiego lotniska – bez wielkiej ceremonii, fleszy aparatów i wiwatujących kibiców, za to z szumem silników i hałasem odlotów – miało dojść do symbolicznego momentu. Podpisania kontraktu z Barceloną, największym rywalem Królewskich.

Choć sfinalizowanie potajemnej umowy długo trzymano w sekrecie, to przejście Enrique do Dumy Katalonii szybko stało się tajemnicą poliszynela. W mediach czekano na oficjalne potwierdzenie, niechęć kibiców Królewskich narastała, a w Barcelonie czuć było ekscytację. Zwłaszcza, że architektem transferu był sam Johan Cruyff, osobiście zabiegający o sprowadzenie Enrique.

Tym samym 26-letni Hiszpan stał się zaledwie szóstym piłkarzem, który bezpośrednio odszedł z Realu do Barcelony. Dwa przypadki miały miejsce blisko sto lat wcześniej (Luciano Lizarraga i Enrique Normand), jeden miał miejsce w latach 40. (Josep Canal), jeden w latach 60. (Lucien Muller), a jeden rok wcześniej (Robert Prosinecki).

Odejście Luisa Enrique z 1996 roku do dziś pozostaje ostatnim takim transferem. I wyjątkowo wybija się na tle pozostałych.

Luis Enrique: Real? Chciałbym, żeby przegrywali każdy mecz

Chciałbym, żeby przegrywali każdy mecz – wypalił na temat Królewskich Enrique zaledwie dwa miesiące po tym, jak został trenerem Barcelony. Niechęć do madryckiego klubu pielęgnował od chwili odejścia, niemal na równi z ubóstwianiem swojego nowego miejsca pracy.

– Mój czas w Madrycie były jak presezon, który przygotował mnie na to, co może się wydarzyć, gdy podpiszę kontrakt z Barceloną – twierdził jeszcze jako zawodnik. A to tylko jeden z kilku cytatów wartych przytoczenia.

– Nie mam dobrych wspomnień z pobytu w Madrycie – deklarował wprost. – W Barcelonie czułem się jak w domu. Bo tak było w istocie: stała się moim domem – dodawał. Innym razem podkreślał:

– Gdy widzę naklejki lub kadry z tv z tamtego czasu [gry w Realu – przyp.], wydaje mi się, że dziwnie wyglądam w bieli. Myślę, że niebiesko-bordowy bardziej mi pasuje.

– W Realu nie czułem się wystarczająco doceniany, a w Barcelonie od pierwszego dnia wiedziałem, ze trafiłem we właściwe miejsce.

W Barcelonie Enrique przez cztery lata grał u boku Luisa Figo, po jego podaniach zdobył zresztą dziesięć bramek. Gdy Portugalczyk wykonał odwrotny manewr, zmieniając Katalonię na stolicę Hiszpanii, podczas jednego z meczów w jego kierunku poleciał odcięty łeb świni. Enrique nie spotkał tak ekstremalny przypadek nienawiści, lecz w Madrycie błyskawicznie stał się wrogiem publicznym numer jeden.

Zwłaszcza, że sam podgrzewał atmosferę i nieustannie prowokował madryckich fanów.

– Tysiące ludzi lżyło mnie, gdy tylko wyszedłem na rozgrzewkę, ale to mnie nie deprymowało. Jeśli już, to tylko mnie motywowało – mówił, puszczając oko do kibiców. – Jako piłkarz Barcelony czuję satysfakcję, gdy cały stadion gwiżdże na ciebie.

Gdy rok po transferze w El Clasico zdobył bramkę pięknym uderzeniem zza pola karnego, celebrował ją tak, jakby właśnie zdobył mistrzostwo świata. Dumnie naciągnął koszulkę Barcelony pokazując całemu światu barwy drużyny, która właśnie prowadziła z Realem. Z podobną ekspresją, podbiegając od kibiców Barcy, celebrował wszystkie gole zdobyte w klasykach.

– Moja celebracja jasno pokazuje, jak bardzo chciałem tu strzelić. Nie chodziło tylko o to, że objęliśmy prowadzenie. Chodziło o to, że strzeliłem gola na Bernabeu – podpalał jeszcze po meczu.

Na pretensje ze strony madrytczyków odpowiadał:

– Jeśli będą chcieli, mogę płakać, kiedy strzelę im gola.

Enrique-selekcjoner. Na Euro nie wziął żadnego zawodnika Realu

Gdy lata później podpisał kontrakt z Barceloną jako szkoleniowiec, nie krył, że właśnie spełniają się wszystkie jego marzenia.

– Nie mam żadnych wątpliwości, że jestem w najlepszej drużynie, w najlepszym klubie, z najlepszymi graczami, z moją rodziną. Bardzo się z tego cieszę – mówił na jednej z konferencji.

W ciągu trzech lat zdobył z klubem dziewięć trofeów, w tym słynny tryplet z 2015 roku, pokonując Juventus 3:1 w berlińskim finale Ligi Mistrzów. To ostatnie trofeum Champions League, które zdobyła Duma Katalonii.

Gdy odchodził, tłumaczył to – jak Guardiola – przeciągłym zmęczeniem i wypaleniem intensywną pracą. Uznał, że jego cykl trenerski (Guardiola prowadził FCB rok dłużej) właśnie dobiegł końca, a klub potrzebuje świeżego impulsu.

– Jeśli opuszczam Barcelonę, mój dom, gdzie mam świetny kontakt z klubem i z zawodnikami, to wyłącznie z powodu zmęczenia, potrzebuję się zregenerować. Nie myślę o innych drużynach – tłumaczył na konferencji prasowej, gdy ogłaszał swoje odejście.

Pożegnanie Luisa

Rok później został selekcjonerem reprezentacji Hiszpanii. Na Euro 2020 nie powołał… żadnego zawodnika Realu Madryt.

W Hiszpanii wybuchła burza, bo wśród odstawionych był choćby walczący z urazami Sergio Ramos, w kadrze zabrakło też miejsca dla Daniego Carvajala czy Marco Asensio.

– Nigdy nie patrzę na klub, z którego pochodzi zawodnik. Interesuje mnie tylko to, co wnosi do reprezentacji – odpierał zarzuty „Lucho”, wskazując na kryzys tamtejszych gigantów. Z Barcelony powołał zaledwie trzech zawodników, z Atletico Madryt – tylko dwóch.

Enrique: krytyka Xaviego, docenienie Flicka

Jako trener Paris Saint-Germain Enrique mierzył się już ze swoim ukochanym klubem. I nawet go pokonał. Starcie miało miejsce w ćwierćfinale Ligi Mistrzów sezonu 2023/24, a choć PSG przegrało pierwsze spotkanie 2:3, to w rewanżu na Camp Nou ograło gospodarzy aż 4:1 i awansowało do półfinału.

A Enrique już przed meczem podpalił publikę, krytykując styl gry ekipy Xaviego.

Kto lepiej reprezentuje ducha Barcelony? Bez wątpienia ja. To nie jest opinia, spójrzcie na dane, jeśli chodzi o posiadanie piłki, okazje bramkowe, wysoki pressing, tytuły, trofea. Niektórzy mogą mieć inne zdanie, ale bez wątpienia ja.

Ale przed meczem z ekipą Hansiego Flicka 55-letni Hiszpan zmienia już narrację, doceniając zmianę katalońskiej ekipy.

– Drużyna Hansiego Flicka podoba mi się od samego początku. Jest zgodna z filozofią piłkarską Barçy. Nie spekuluje, atakuje, dobrze broni, przesuwa linię, dostosowuje się… To drużyna, którą uwielbiam. Wiecie, że jestem kibicem Barçy i socio. Oglądam wszystkie mecze, bo sprawia mi to przyjemność – mówił na przedmeczowej konferencji.

– To ekscytujące i fascynujące grać przeciwko drużynie o podobnym nastawieniu, która gra na wysokim poziomie i ma trenera, którego znam od dawna. Mamy tę samą filozofię – staramy się wygrać. To dwie podobne drużyny. Jutro wygra drużyna, która będzie miała piłkę – dodawał.

Enrique zmierzy się w środę z klubem, których kocha całym sercem. Ale znów będzie próbował go pokonać.

– Od lat darzę Barcelonę ogromną miłością i jestem z niej dumny. Ale mój zawód i klub, który mi zaufał, są najważniejsze – deklaruje.

Początek spotkania w środę o godzinie 21. Warto włączyć. Historia Luisa Enrique jest tylko jednym z powodów.

CZYTAJ WIĘCEJ O LIDZE MISTRZÓW NA WESZŁO:

Fot. Newspix.pl

0 komentarzy

Uwielbia futbol. Pod każdą postacią. Lekkość George'a Besta, cytaty Billa Shankly'ego, modele expected Goals. Emocje z Champions League, pasja "Z Podwórka na Stadion". I rzuty karne - być może w szczególności. Statystyki, cyferki, analizy, zwroty akcji, ciekawostki, ludzkie historie. Z wielką frajdą komentuje mecze Bundesligi. Za polską kadrą zjeździł kawał świata - od gorącej Dohy, przez dzikie Naddniestrze, aż po ulewne Torshavn. Korespondent na MŚ 2022 i Euro 2024. Głodny piłki. Zawsze i wszędzie.

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

La Liga

La Liga

Barcelona drżała do końca, ale ma półfinał! Słaby Lewandowski

Jakub Radomski
51
Barcelona drżała do końca, ale ma półfinał! Słaby Lewandowski
La Liga

Zdążył się już pożegnać. Real zablokował jego transfer

Braian Wilma
0
Zdążył się już pożegnać. Real zablokował jego transfer
La Liga

Kolejne miasto powalczy o organizację finału Ligi Mistrzów

Maciej Piętak
2
Kolejne miasto powalczy o organizację finału Ligi Mistrzów
Reklama
Reklama