Srebrna Szeremeta, dwa złota Polek. Jedenaście medali dla Polski w PŚ!

Sebastian Warzecha

06 kwietnia 2025, 01:19 • 5 min czytania 14

Srebrna Szeremeta, dwa złota Polek. Jedenaście medali dla Polski w PŚ!

Puchar Świata w Brazylii to pierwsza impreza tej rangi organizowana przez World Boxing, a więc organizację, która przejęła rolę odpowiadającej za kwalifikacje olimpijskie. W Foz do Iguaçu, blisko granicy z Argentyną i Paragwajem, zaprezentowało się 15 Polaków. Aż 11 z nich wróci do kraju z medalami. W tym Julia Szeremeta, która w swojej kategorii wagowej zdobyła srebro.

Reklama

Julia Szeremeta ze srebrem w PŚ. Genialny występ Biało-Czerwonych

Oczywiście, w Brazylii zabrakło reprezentacji kilku krajów i niektóre kategorie były nieco wybrakowane. Taki dorobek medalowy w boksie olimpijskim to jednak i tak ogromny sukces – wystarczy przypomnieć, że na medal igrzysk czekaliśmy w ringu aż 32 lata. W końcu czarną passę przełamała Julia Szeremeta, która swoimi kolejnymi występami wyłącznie potwierdza, że ma ogromny talent. Jednak – jak się okazuje – nie tylko ona. W Brazylii Polacy zapracowali bowiem na prawdziwe medalowe żniwo.

Po medale nie sięgnęli jedynie Nikolas Pawlik (kategoria do 55 kg, odpadł w 1/8), Bartłomiej Rośkowicz (do 65 kg, odpadł w 1/4), Damian Durkacz (do 70 kg, odpadł w 1/8) i Nikodem Kozak (do 80 kg, odpadł w 1/4). Uczciwie dodać trzeba, że dwa krążki były zapewnione od początku – zdobyli je Oliwia Toborek (brąz w kategorii do 75 kg, półfinał był jej pierwszą walką) i Michał Jarliński (ta sama sytuacja i ta sama kategoria u mężczyzn). Poza nimi jednak – na medale trzeba było zapracować.

Reklama

I Biało-Czerwoni to zrobili.

Brązowe krążki zgarnęli jeszcze Natalia Kuczewska w kategorii do 51 kg, Jakub Słomiński w kategorii do 50 kg i Jakub Straszewski w kategorii do 85 kg. Wszyscy żeby znaleźć się w strefie medalowej, musieli wygrać we wcześniejszych rundach. Oni rywalizację w Foz do Iguaçu zakończyli jednak już wczoraj. Z kolei dziś Biało-Czerwonym pozostało do wyboksowania sześć finałów.

Jako pierwsza do ringu weszła Wiktoria Rogalińska w kategorii do 54 kilogramów. I dała takie show, jakiego długo się nie zapomina! W finale przeciwko Yoseline Perez z USA wygrała na kartach punktowych u wszystkich sędziów. 24-letnia Polka przez wszystkie trzy rundy boksowała na dużej intensywności, genialnie wręcz pracując na nogach i popisując się fantastycznym timingiem i uderzeń, i odskoków od rywalki. Perez ani przez moment nie zyskała sobie w tej walce inicjatywy, cały czas musiała za Polką gonić. I jej nie dogoniła.

Niestety, kolejne dwie walki w sesji popołudniowej – rozgrywanej od 14 czasu brazylijskiego – nie poszły po myśli Polaków. Aneta Rygielska (60 kg) boksowała naprawdę na dobrym poziomie z Włoszką Rebeccą Nicoli, ale po wyrównanej walce musiała uznać wyższość rywalki – na kartach punktowych było 3:2 dla Włoszki. Rygielska pokazała się jednak ze świetnej strony i dała nam spore nadzieje na swoje kolejne występy. Podobnie jak Paweł Brach (60 kg). Nasz jedyny reprezentant w finałowych walkach rywalizował z Luisem Oliveirą. Polak wygrał pierwszą rundę, w drugiej lepszy był Brazylijczyk. Stąd Brach postanowił nieco zaryzykować i w efekcie w trzecim starciu nadział się na lewego sierpowego rywala, który powalił go na deski. Nokautu nie było, Brach najpewniej byłby zdolny kontynuować walkę, ale w takiej sytuacji w boksie olimpijskim pojedynki najczęściej się przerywa. I tak – zresztą słusznie – postąpił sędzia.

Sesję wieczorną dla Polaków otwierała z kolei ta, której występ naturalnie przyciągał najwięcej uwagi. Julia Szeremeta (57 kg) jak burza przeszła przez poprzednie rundy. W finale mierzyła się z reprezentantką gospodarzy, Jucielen Romeu. I jak wyrównany był to pojedynek, niech świadczy fakt, że na kartach punktowych mogliśmy zobaczyć wyniki od 30:27 dla Polki, po ten sam rezultat, ale w drugą stronę. Niestety, sytuacja była właściwie przegrana po dwóch starciach. Szeremeta już wtedy wiedziała, że przegrywa 18:20 u trzech sędziów. Żeby wygrać, potrzebowałaby posłania rywalki na deski, a że to nie przyszło, no to została ze srebrem. Wywalczyła je jednak po świetnym turnieju i naprawdę dobrej walce finałowej.

Po Szeremecie w ringu zaprezentowała się najmłodsza z towarzystwa – Kinga Krówka (65 kg). 19-letnia Polka miała jednak piekielnie trudne zadanie, bo po drugiej stronie stała Sacha Hickey, czyli – według portalu BoxRec – najlepsza zawodniczka na świecie w tej kategorii wagowej. I cóż, było widać, że obie są na różnych poziomach. Choć nie można odmówić Polce waleczności – momentami potrafiła nawet odpowiedzieć na mocne i szybkie ciosy Brytyjki – to jednak w ogólnym rozrachunku walka szła na konto jej rywalki, która pewnie wygrała u wszystkich sędziów. Srebro Krówki i tak jest jednak świetnym rezultatem, który pozytywnie nastraja na przyszłość.

Humory na koniec dnia – drugim złotem dla Polski w tym PŚ – zdecydowanie poprawiła nam Barbara Marcinkowska (75 kg). 21-latka potwierdziła tym samym, że jest w światowej czołówce swojej kategorii wagowej i powinna bać się jej każda rywalka. W finale uległa jej starsza o rok Lekeisha Pergoliti z Australii. Na kartach punktowych wynik był co prawda wyrównany (3:2 dla Polki), jednak obserwując przebieg pojedynku, można było odnieść wrażenie, że to naszej reprezentantce niezmiennie bliżej jest do sukcesu i ostatecznie tak uznali też sędziowie – zresztą tak naprawdę już po dwóch rundach. Bo tak jak Julia Szeremeta wiedziała w tym momencie, że wygrać raczej nie wygra, tak Marcinkowska zdawała sobie sprawę, że triumf ma niemal zapewniony.

I faktycznie po złoto sięgnęła. Jej medal sprawił, że Polacy z Brazylii wrócą z bilansem 2-4-5 i 11 krążkami na 15 prób.

Po prostu miło patrzyć, jak nasz boks olimpijski idzie w ostatnich latach do góry. I oby się nie zatrzymywał.

Fot. Newspix

Czytaj więcej o boksie:

14 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Boks

Boks

Agnieszka R. oskarżona! Była mistrzyni świata stanie przed sądem

Maciej Piętak
13
Agnieszka R. oskarżona! Była mistrzyni świata stanie przed sądem
Boks

Zmarł polski mistrz olimpijski. Był „złym chłopcem Stamma”

Sebastian Warzecha
7
Zmarł polski mistrz olimpijski. Był „złym chłopcem Stamma”
Reklama
Reklama