Nie ma przypadku w tym, że niektóre drużyny uznajemy za dobre, a niektóre za słabe. Stal udowodniła dziś, że czasem wyżej dupy po prostu nie podskoczysz. Naprawdę starała się urwać Pogoni punkty, lecz w drugiej połowie, dosyć brutalnie, zostało jej pokazane miejsce w szeregu. Wygrała dziś mityczna indywidualna jakość, co do tego nie mamy wątpliwości.
Stal Mielec nie wygląda jak drużyna do spadku. Powinniście uznać to zdanie za opinię, ale niedaleko leży ona od niepodważalnej prawdy objawionej – podopieczni Janusza Niedźwiedzia mają wszystko, co pozwala wierzyć w udaną walkę o ligowy byt. Jest determinacja, jest pomysł na grę i wydaje się, że jest też trochę jakości. Trochę. Nie na tyle dużo, żeby zaczynać grę od własnej bramki serią omijających pressing rywali krótkich podań.
Chyba że za serię uznamy już dwa podania.
Złośliwości na bok, bo nie tylko ten jeden aspekt gry decyduje o obrazie meczu. Mielczanie najwięcej zyskują tym, że faktycznie zdają się być drużyną – tydzień temu przekonała się o tym Jagiellonia, dziś trudów rywalizacji na terenie ekipy z Podkarpacia doświadczyła Pogoń, która zamiast z rozpędu wpaść w pole karne kolejnego rywala, musiała uzbroić się w cierpliwość.
Stal – Pogoń 1:2. Sztuka powstrzymywania
Chwalimy tak Stal i chwalimy, a przecież piłkarze trenera Niedźwiedzia zmarnowali kilka dobrych okazji. W pierwszej połowie mogli przynajmniej raz ukąsić gości. I nie chodzi o to, że Krykun przyjmował w jednej akcji piłkę na dwumetrowym spalonym i nawet chwilę później trafił do siatki, bo nie tą jedną akcją zapisała się w naszej pamięci ekipa z Mielca.
Blisko gola był Esselink, w trudnej sytuacji, ale jednak.
Dobrze dogrywał do Krykuna Dadok, który w ogóle rozegrał dziś fajny mecz.
No i wszyscy oni dziś zostawili po sobie, znowu, niezłe wrażenie. Biorąc pod uwagę jaki rozkład jazdy zgotował im los na początku ligowej wiosny, mogą z całą mocą powiedzieć, że zimą udało się coś wypracować. Przez jakiś czas podejrzewaliśmy nawet, że dziś ta praca zaowocuje zdobyczą punktową.
Pogoń raczej niezbyt nachalnie atakowała bramkę mielczan. Po prostu nie miała jak, bo wydarzenia na boisku przeważnie kontrolowała Stal, która nie miała zamiaru dopuścić Portowców nawet do jakiejś półszansy i słusznie, bo takiemu Grosickiemu to i ćwierćszansa czasem wystarczy.
Jakość zawsze się obroni
Z naprawdę dobrej postawy pracującej na punkty Stali urodził nam się mecz pod wezwaniem jednego, przyspieszającego grę podania. Ważną rolę w pierwszej akcji bramkowej Pogoni, tak tak, Pogoni, odegrał Smoliński, który wykreował taką właśnie ćwierćszansę Grosickiemu. Lider Portowców popędził skrzydłem, szybciutko dograł w pole karne rywali do Koulourisa, a ten pokazał, dlaczego niezmiennie uznajemy go za jednego z najlepszych napastników w Ekstraklasie.
Aż przykro było patrzeć na bezradnego w starciu z Grekiem Sengera. Koulouris ustawił sobie obrońcę jak totalny szef.
Dogranie Grosickiego ze skrzydła i pewne wykończenie Koulourisa, czyli klasyk w wykonaniu Pogoni!
Jak odpowie Stal? Mecz trwa w CANAL+ SPORT 3 i w serwisie CANAL+: https://t.co/zr8n1cU2RX pic.twitter.com/ippPTUFZAN
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) February 16, 2025
Udowodnił też kolejny raz, że nawet jeśli robisz naprawdę wiele, to nadal może to być za mało. A potem rywali postanowił dobić jeszcze, dosłownie i w przenośni, Przyborek.
Mielczanie zdołali w ostatnich chwilach meczu odpowiedzieć golem honorowym Matrasa i nawet zafundowali nam wszystkim choć trochę ciekawą końcówkę. Nic im to jednak nie dało, bo planem było zdobycie punktów, a nie tytułu “fajnej drużyny”. Jeśli jednak podopieczni trenera Niedźwiedzia dalej będą tacy uparci, to o utrzymanie nie powinni się w ogóle martwić.
Zmiany:
Legenda
WIĘCEJ O TEJ KOLEJCE EKSTRAKLASY:
- Legia ujarzmiła Puszczę, ale trybuny mają rację – do tytułu potrzeba więcej jakości
- Znów działo się w meczu Radomiaka, ale punktów ponownie nie ma
- Śląsk rozbija absolutnie beznadziejny, katastrofalny, marny Widzew
Fot. Newspix