Goncalo Feio po meczu nie krył rozczarowania decyzją sędziego w meczu przeciwko Koronie. Przypomnijmy, że Legia zremisowała 1:1. Straciła bramkę po błędzie Gabriela Kobylaka, a minutę później czerwoną kartkę zobaczył Ryoyu Morishita.
Szczególnie wyrzucenie Japończyka z boiska pokrzyżowało plany warszawian. – Nie będę komentował decyzji sędziego – mówił Feio. – Zgadzam się, że był to kluczowy moment meczu, w którym dostaliśmy czerwoną kartkę. Od razu mówię, że nie mam żadnych pretensji do Ryoyi Morishity, który nigdy mnie nie okłamał. Wystarczyło zobaczyć jego reakcję, by wiedzieć, że dotknął piłkę.
Legia grała w dziesiątkę, czego nie było widać, bo Korona nie potrafiła wykorzystać przewagi. – W dziesięciu dalej byliśmy lepszą drużyną. Trafiliśmy na 1:1, mieliśmy karnego na 2:1 – trzeba go strzelić, my tego nie zrobiliśmy. Weszliśmy w drugą połowę poprzez sytuację sam na sam z bramkarzem, której nie potrafiliśmy zamienić na gola.
Pomysł ekipy Jacka Zielińskiego na ten mecz był prosty – gra z kontry i liczenie na błąd obrońców Legii. – Wiedzieliśmy, że Korona prawdopodobnie będzie grała z kontry, w której będą uczestniczyli Długosz, Fornalczyk, Dalmau. Zdawaliśmy sobie sprawę, że Paweł Wszołek najprawdopodobniej poradzi sobie z szybkością tego ostatniego, jeśli chodzi o asekurację ataku – mamy też szybkich stoperów, którzy będą najczęściej z napastnikiem Korony lub będą wzajemnie się asekurować.
Żółtą kartkę otrzymał także Goncalo Feio. Dziennikarze próbowali dopytać o nią trenera, ale zbyt wiele się nie dowiedzieli. – To nie pytanie do mnie. Sam nie dam sobie żółtej kartki. Dostałem ją, gdy byłem ustawiony plecami i rozmawiałem z moimi asystentami.
WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Najbardziej polskie kluby w Europie. Feyenoord i Panathinaikos coraz wyżej
- Jagiellonia w królewskich barwach. Mistrz Polski i sekrety wyjątkowych strojów
- Grał przeciwko Messiemu, teraz jest w Jagiellonii. „Chcę walczyć o wszystkie cztery trofea”
Fot. Newspix