Co za czas, by żyć! Dwóch Polaków… na ławce Interu. Nie żebyśmy spodziewali się dziś czegoś innego, ale dla niezakochanych we włoskiej piłce polskich kibiców derby Mediolanu zdecydowanie zyskały na znaczeniu dopiero w drugiej połowie. Wcześniej oglądaliśmy razem z nimi spotkanie niezłe, choć nieporywające i przy okazji pozbawione dodatkowego smaczku. Choć nadal z tyłu głowy dudniło nam, że to przecież starcie wielkich firm.
Nie wszystkie szlagiery od razu porywają tłumy. O ile każdy pobuja się do krawczykowego „Parostatku”, o tyle chętnych do dzikiego pląsu przy „Boten Anna” znajdziemy już trochę mniej. Czasem trafi się nuta lepsza, czasem trochę gorsza. Nie fałszywa – po prostu lubiana przez nas trochę mniej. Cały czas jednak zachować należy szacunek do ponadczasowych klasyków i we włoskiej Serie A jest kilka spotkań o takim właśnie statusie. Nikt nie podważa wyjątkowości derbów Mediolanu rozgrywanych zawsze przy wypełnionym po brzegi stadionie.
Gdy grają wielcy, to zasługują na wielkie zainteresowanie. Nawet jeśli przez jakiś czas nie mogą zdobyć gola, bo i tak wszyscy wiedzą, że koniec końców będziemy świadkami czegoś naprawdę zjawiskowego.
Milan – Inter 1:1. Derby w starym, włoskim stylu
Fajnie się patrzy na zawodników ze ścisłego europejskiego topu, którzy realizują plan trenera na mecz i dowodzą, że z najlepszymi w składzie można zdziałać więcej. Simone Inzaghi ma w Interze ten przywilej, że pakę udało im się tam zmontować wprost doskonałą. O ile przez pierwsze pół godziny gry mecz można było uznać za co najwyżej średni, to wysłany później przez Nerazzurrich sygnał do ataku nieco podkręcił nam tempo. Inter zaatakował odważniej i dzięki paru konkretnym akcjom udało się otworzyć rywalizację – Milan nie chciał pozostać dłużny, więc zobaczyliśmy zaskakujący celnością strzał Reijndersa z dystansu i parę nieudanych rajdów Leao. Przez pierwsze czterdzieści cztery minuty nie doczekaliśmy się jednak żadnego konkretu.
Były próby i parę przebitek realizatora na twarz niepocieszonego Lautaro Martineza, ale piłka nie znalazła się w siatce ani razu. Jeśli jednak nosicie w sercu calcio, to wiecie, że nie zawsze to gole decydują o temperaturze spotkania rozgrzewającego całą Lombardię, a może i całe Włochy. Czasem stadion w stan ekstazy może wprawić strata w środku pola.
Rossoneri na prowadzeniu, Dumfries w szoku
Na przerwę piłkarze schodzili kompletnie rozedrgani, bowiem tuż przed kończącym pierwszą połowę gwizdkiem sędziego wynik otworzył wspominany już Reijnders. Gol Holendra był efektem nieudanej akcji Interu, który zgubił piłkę gdzieś w środku pola i potem ślamazarnie odbudowywał szyki obronne. Te powolne ruchy wykorzystał, a któż inny miałby to zrobić, Leao – Portugalczyk popędził lewą stroną boiska, przyjął dograną do niego piłkę i po chwili wstrzelił ją w pole karne rywali. Tam interweniował jeszcze Sommer, lecz futbolówka wylądowała pod nogami Reijndersa, a ten wiedział, co należy z nią zrobić.
Na tak straconą bramkę Nerazzurri mogli zareagować jedynie irytacją – wcześniej zawiązali parę składnych akcji i wydawało się, że to oni są odrobinę bliżej gola. Oko kamery uchwyciło tylko wściekłego Dumfriesa, który nie miał nawet szans pomóc w obronie i do szatni schodził wyraźnie poirytowany. Grą swoją, kolegów, Milanu. A przede wszystkim wynikiem.
🔴⚫️ 𝐀𝐂 𝐌𝐈𝐋𝐀𝐍 𝐏𝐑𝐎𝐖𝐀𝐃𝐙𝐈 𝐖 𝐃𝐄𝐑𝐁𝐀𝐂𝐇! 💥
Tijjani Reijnders pakuje piłkę do siatki z najbliższej odległości! ⚽️
Jak odpowie Inter? 🤔 Zapraszamy na drugą połowę do Eleven Sports 1! 🔥 #włoskarobota 🇮🇹 pic.twitter.com/FMLbOBwEI5
— ELEVEN SPORTS PL (@ELEVENSPORTSPL) February 2, 2025
Szarża Interu i dzielny Milan
Sposobem na poprawienie wyniku – jedynym niezawodnym – jest zdobycie gola. Inter wyszedł na drugą połowę z przekonaniem, że jest drużyną lepszą i bez większych problemów znajdzie drogę do bramki Maignana. Francuz miał dziś jednak sporo szczęścia i dzięki pracy jego i jego kolegów z linii defensywnej Milan wytrzymał pierwszy kwadrans po zmianie stron.
Wielu mówi, że to właśnie ten najgorszy okres, że wtedy przegrywający rywale są najgroźniejsi. Dziś Inter był jednak bezzębny – głośno ryczał, lecz ugryźć nie potrafił. Pechowy, obijający słupek Thuram, nieprzekonujący Martinez, brak wsparcia z mocnych zwykle bocznych sektorów.
Nic tylko zrobić jakieś zmiany, prawda?
Zalewski. Debiut i wielki moment Polaka
Pierwsze ruchy przy linii bocznej zaczęły się po godzinie gry. Wówczas na boisku zameldował się między innymi Piotr Zieliński i niewiele brakło, a już sekundy później razem z kolegami cieszyłby się z gola na 1:1. Lautaro Martinez próbował jeszcze protestować, ale sędzia pozostawał nieugięty – jego zdaniem asystujący Dumfries faulował w tej akcji obrońcę i Inter zamiast remisu dostał kolejną pokaźną dawkę frustracji.
Na nerwy Nerazzurrich kiepskim lekarstwem był zatrzymany przez słupek bramki strzał Bissecka czy kolejne wejścia w pole karne Carlosa Augusto. Mecz z każdą chwilą wymykał się Interowi spod kontroli. A tu kolejny słupek. I następny.
Inzaghi chciał ratować sytuację wprowadzeniem na boisko Nicoli Zalewskiego. Polak dostał od trenera kwadrans w swoim mediolańskim debiucie i… zbawił Nerazzurrich! W doliczonym czasie gry przytomnie zgrał klatką piersiową do lepiej ustawionego de Vrija, a ten wreszcie pokonał Maignana i dał Interowi wyrwany odwiecznym rywalom remis.
🤯 𝐀𝐒𝐘𝐒𝐓𝐀 🇵🇱 𝐍𝐈𝐂𝐎𝐋𝐈 𝐙𝐀𝐋𝐄𝐖𝐒𝐊𝐈𝐄𝐆𝐎 𝐖 𝐃𝐄𝐁𝐈𝐔𝐂𝐈𝐄! 💥
Stefan De Vrij trafia do siatki w doliczonym czasie gry, a piłkę dogrywa mu reprezentant Polski! 👏
Co za wejście, co za historia! 🔝👏 #włoskarobota 🇮🇹 pic.twitter.com/408yPf5KwX
— ELEVEN SPORTS PL (@ELEVENSPORTSPL) February 2, 2025
Niech to wybrzmi odpowiednio głośno – Nicola Zalewski przyłożył dziś rękę do wywalczonego remisu Interu w meczu, który jest dla Włochów czymś więcej, niż kolejnym ligowym spotkaniem. To taki ich „Parostatek”, a Polak odegrał na nim rolę kogoś więcej niż szeregowego majtka.
AC Milan – Inter Mediolan 1:1 (1:0)
- 1:0 – Reijnders 45′
- 1:1 – de Vrij 90’+3
WIĘCEJ O WŁOSKIEJ PIŁCE:
- Co czeka Urbańskiego w Monzy? Opisujemy klub, którym zauroczył się Berlusconi
- Mistrzowie świata z 2006 roku to trenerscy farmazoniarze. Najlepszy pracuje w… Chorwacji
- Ranking Polaków w Serie A za rundę jesienną. Tak źle nie było od kilku lat
- Nieoczywisty lider i kandydat do mistrzostwa. Napoli pokazuje, że defensywny futbol żyje i ma się dobrze
Fot. Newspix