Trener Szeremety: Był test, którego one nie przeszły, a później dalej mogły startować

Szymon Szczepanik

Opracowanie:Szymon Szczepanik

13 sierpnia 2024, 12:54 • 4 min czytania

Trener Szeremety: Był test, którego one nie przeszły, a później dalej mogły startować

Julia Szeremeta osiągnęła znakomity wynik podczas igrzysk w Paryżu, gdzie wyboksowała srebrny medal w kategorii do 57 kg. Nie milkną jednak głosy po finale z udziałem Polki, której rywalką była Lin Yu-Ting. Wczoraj na antenie TVP Sport głos w sprawie zabrał Tomasz Dylak, trener bokserskiej kadry kobiet. – Na pierwszy rzut oka te osoby nie wyglądają jak kobiety, ale to bardzo ciężka sytuacja, bo w przeszłości też były pięściarki, które wyglądały dość męsko i startowały. Tu największym problemem jest to, że był test, którego one nie przeszły, a później dalej mogły startować – powiedział Dylak.

Reklama

Przypomnijmy, że Międzynarodowe Stowarzyszenie Boksu (IBA) w marcu ubiegłego roku zdyskwalifikowało Tajwankę przez to, że według badań IBA nie przeszła ona testu płci. Problemem jest to, że IBA nie podała do wiadomości o jakie testy chodzi, a cała sprawa posiada podtekst polityczny. Więcej na ten temat pisaliśmy w tym miejscu.

Wczoraj na kanale YouTube TVP Sport gośćmi Piotra Jagiełły była Julia Szeremeta oraz jej trener Tomasz Dylak.

Reklama

– Ja się od tego odcięłam, nie skupiałam się nad tym, co się dzieje wokół, tylko co dzieje się w Paryżu. Wiedziałam, że boksuję z przeciwniczką, która była zawieszona, ale ja po prostu wchodziłam do ringu i robiłam swoje. Jak mówiłam – przyjechałam po medal. Chciałam wyjść i powalczyć o złoto – skomentowała zamieszanie wokół finałowej przeciwniczki Szeremeta.

Dodajmy, że na mediach społecznościowych Julii pojawiły się treści sugerujące, że Lin Yu Ting jest mężczyzną. Ten temat nie został poruszony w programie, lecz na łamach Interii trener Dylak stwierdził, że Julia na czas igrzysk oddała prowadzenie swojego konta na Instagramie w ręce koleżanki, która udostępniła kontrowersyjne memy.

W rozmowie z TVP Sport Dylak odniósł się jednak do samej walki finałowej swojej podopiecznej, oraz osoby jej rywalki:

– To była ciężka sytuacja dla nas jako sztabu. Dla Julki może mniej, bo ona nie za bardzo się tym interesowała. Ona wchodzi do ringu i chce się w nim dobrze bawić. Ale dla nas jet to problem, o którym nie chcemy za bardzo mówić, bo jednak jesteśmy trenerami. Mamy przygotować nasze podopieczne do tego, aby w ringu dały z siebie wszystko. Ale jednak znamy te zawodniczki i wiedzieliśmy o tym, jaka jest sytuacja. One niecałe dwa lata wcześniej zostały zawieszone, bo nie przeszły testu płci. Później nigdzie nie startowały i nagle zostały dopuszczone do kwalifikacji do igrzysk olimpijskich. Bez testów, by jednak mogli zmienić badania i powiedzieć, że to są w stu procentach kobiety – stwierdził Dylak.

ZERO RYZYKA do 50zł – zwrot 100% w gotówce w Fuksiarz.pl

– Z drugiej strony, my nie jesteśmy osobami, które powinny decydować o tym, kto jest kobietą, kto mężczyzną i czy dana osoba powinna startować na igrzyskach. Tym powinien zająć się MKOl. To tam powinna znajdować się osoba, która o tym zdecyduje jeśli jest taka kontrowersyjna sytuacja i napływa dużo sygnałów od innych trenerów, że coś tutaj jest nie tak – mówił dalej polski szkoleniowiec.

Dylak zauważył też, że Imane Khelif (której zarzuty także dotyczyły) oraz Lin Yu-Ting nie są pierwszymi przypadkami kobiet w boksie, których męski wygląd wywołuje spore kontrowersje w środowisku: – Na pierwszy rzut oka te osoby nie wyglądają jak kobiety, ale to bardzo ciężka sytuacja, bo w przeszłości też były pięściarki, które wyglądały dość męsko i startowały. Tu największym problemem jest to, że był test, którego one nie przeszły, a później dalej mogły startować.

37-latek zakończył swoją wypowiedź myślą, że nie ma zamiaru szukać powodu w przegranej walce w kontrowersjach związanych z płcią pięściarki z Tajwanu: – Uciekam od tego, by zrzucać winę za przegraną na to, że ta osoba [Lin Yu-Ting – dop. red.] nie powinna walczyć. My wchodzimy do ringu i obojętnie kto by to był, chcemy wygrać. W tym momencie to my nie wykonaliśmy zadania. Niestety, w tej walce przegraliśmy. Ale jeżeli mielibyśmy rewanż za tydzień czy dwa, to wyszedłbym do tego pojedynku z nowym planem i nadzieją, że my go wygramy – zakończył Polak.

Fot. Newspix

Czytaj też:

Szymon Szczepanik

Pierwszy raz na stadionie żużlowym pojawił się w 1994 roku, wskutek czego do dziś jest uzależniony od słuchania ryku silnika i wdychania spalin. Jako dzieciak wstawał na walki Andrzeja Gołoty, stąd w boksie uwielbia wagę ciężką, choć sam należy do lekkopółśmiesznej. W zimie niezmiennie od czasów małyszomanii śledzi zmagania skoczków, a kiedy patrzy na dzisiejsze mamuty, tęskni za Harrachovem. Od Sydney 2000 oglądał każde igrzyska – letnie i zimowe. Bo najbardziej lubi obserwować rywalizację samą w sobie, niezależnie od dyscypliny. Dlatego, pomimo że Ekstraklasa i Premier League mają stałe miejsce w jego sercu, na Weszło pracuje w dziale Innych Sportów. Na komputerze ma zainstalowaną tylko jedną grę. I jest to Heroes III.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Boks

Boks

Agnieszka R. oskarżona! Była mistrzyni świata stanie przed sądem

Maciej Piętak
13
Agnieszka R. oskarżona! Była mistrzyni świata stanie przed sądem
Boks

Zmarł polski mistrz olimpijski. Był „złym chłopcem Stamma”

Sebastian Warzecha
7
Zmarł polski mistrz olimpijski. Był „złym chłopcem Stamma”
Reklama
Reklama