Reklama

Futbol, cholera jasna!

Jakub Białek

Autor:Jakub Białek

30 czerwca 2024, 21:06 • 5 min czytania 11 komentarzy

Anegdota Pawła Zarzecznego o selekcjonerze świeżo upieczonych ćwierćfinalistów mistrzostw Europy: „Anglia przegrała kiedyś z Niemcami. Gareth Southgate nie strzelił karnego i mówił wszędzie: cały kraj mi wybaczył, rozumieją, jest OK, nic się nie stało. Dwa dni później do redakcji pisze jeden gość: nie wiem, co ten Southgate wygaduje. Tak się składa, że jestem jego sobowtórem. Dostałem dwa razy po ryju, osiemnaście razy ludzie nabluzgali mi w sklepie, to się ciągnie”. Sobowtórze Garetha Southgate’a, trzymaj się ciepło. Znów wywinąłeś się katu spod topora.

Futbol, cholera jasna!

Angielski kibic z dumą prezentuje swój owłosiony bebzon. Wdzięczy się do innych ludzi, w ręku trzyma kubek z piwem, ruchy ma niezgrabne, a więc prawdopodobnie – jak większość Anglików w ten ponury dzień w ponurym Gelsenkirchen – od rana dba o dobre nawodnienie. „It’s coming home” – taki napis stworzył maszynką do golenia na swym owłosionym bebechu. W najczarniejszych snach nie przypuszczał, że „it’s coming home” aż do piątej minuty doliczonego czasu gry będzie oznaczało plany reprezentacji Anglii na najbliższy poniedziałek.

Kiedy sędzia techniczny poinformował wszystkich o sześciu minutach doliczonego czasu gry, przez Arena Auf Schalke przeszły przeraźliwe gwizdy. Trybuny już nawet nie wierzyły. To się nie mogło skończyć przewrotką Bellinghama w doliczonym czasie gry. Takie scenariusze są za tanie. Futbolowi bogowie, którzy rozpisali takie rozstrzygnięcie w scenariuszu, zostaną posądzeni o zbyt wybujałą wyobraźnię. Do pełni kiczu brakowało już tylko gola Słowaków w ostatniej minucie dogrywki. Ale to nie futbolowi bogowie będą grillowani przez dziennikarzy „The Sun” i innych angielskich brukowców. Gareth Southgate – mimo, że awansował właśnie do ćwierćfinału mistrzostw Europy, na których nie przegrał żadnego meczu – będzie dalej równany z ziemią. Przecież gdyby arbiter doliczył cztery minuty, a nie sześć, Anglia pakowałaby właśnie walizki. Uratował ją błysk geniuszu Bellinghama. Tylko dlatego „Synowie Albionu” grają dalej.

Anglicy wyglądali dziś tak, jakby każdy z osobna grał z jakimiś ciężarkami na nogach. Sam Bellingham niczym nie przypominał dynamicznego kreatora gry z Realu Madryt, aż do jednej z ostatnich akcji podstawowego czasu gry rzecz jasna. Przegrywał pojedynki. Pokładał się przy kontakcie. Posyłał anemiczne wrzutki. Skasował wślizgiem rywala, a potem nie rozumiał, skąd wziął się gwizdek. W decydującym momencie zachował się jak rasowy piłkarz „Królewskich”. Znamy doskonale ten madrycki gen z Ligi Mistrzów – możesz przez cały mecz grać padakę i nie mieć nic do powiedzenia, ale w kluczowym momencie w końcówce i tak zrobisz swoje. Bellingham doskonale zna takie scenariusze z Klasyków – oba z tego sezonu rozstrzygnął przecież osobiście w doliczonym czasie gry.

Reklama

W angielskiej ekipie nie funkcjonował praktycznie nikt. Harry Kane posyłał balony obok bramki. Phil Foden kipiał z frustracji. Jego wrzutka do napastnika Bayernu nie kończy się nawet celnym strzałem? Ciska rękami z całej siły o murawę. Kane znów pudłuje, tym razem nożycami? Piłkarz City bezradnie klęka na murawie. A kiedy już trafił do siatki zaraz po zmianie stron, co chwilę później odwołał VAR, złapał piłkę w ręce, po czym ją odrzucił – wolał celebrować gola niż pośpiesznie wrócić w kierunku połowy boiska i dać kolegom sygnał „panowie, jeszcze jest robota do zrobienia”. Jordan Pickford wyszedł na rozgrzewkę pewny siebie, pozersko żuł gumę, rozsyłał uśmieszki, zagrzewał kibiców, a później ten sam Pickford w 54. minucie goni w kierunku własnej bramki, dziękując niebiosom, że strzał Słowaków z połowy boiska przechodzi obok słupka.

Kibicom z Wysp co chwilę się ulewało. Jeszcze w pierwszej połowie brytyjskie trybuny śpiewają. Ale druga? Większość ogląda mecz w ciszy i z niedowierzaniem. Kiedy angielscy piłkarze udają się do szatni na przerwę, towarzyszą im przeraźliwe gwizdy. Ekscentryczny Anglik siedzący niedaleko mnie krzyczy po każdej niekorzystnej decyzji sędziego: fuck off! Pod koniec meczu po kilka razy: „fuck off! fuck off! fuck off!”, zupełnie jakby sędzia miał go usłyszeć. Po meczu zdejmuje koszulkę, śpiewa, uwiecznia ten moment telefonem.

Sceny.

To naprawdę była dla Anglików droga z piekła do nieba.

Trudno wytłumaczyć, co tak właściwie dzieje się z angielską reprezentacją. Prześlizgnęła się przez fazę grupową – zdarza się, niektóre drużyny powoli się rozpędzają na dużych turniejach. Ale dzisiaj nie było już przecież miejsca na żadną pomyłkę, a Anglicy byli o włos od powrotu do domu mając przeciwko sobie – dosłownie, to nie szydera – starych Słowaków. Peter Pekarik? 37 lat i 122 minuty w Bundeslidze. Więcej zagrał już na tym Euro niż przez cały sezon ligowy. Juraj Kucka? 37-latek ze Slovana Bratysława. Bramkę strzelił im 30-letni Ivan Schranz, który w Slavii Praga częściej zaczyna na ławce niż w podstawowym składzie. Zrobił to na takim spokoju, jakby codziennie wchodził jak w masło w obronę stworzoną z graczy Premier League. Piruety na boisku kręcił Lukas Haraslin, który obił się od Serie A i wrócił na bardziej lokalny rynek, do czeskiej Sparty. To naprawdę jest – w skali Europy – druga liga. Nawet mimo niezwykle solidnego Milana Skriniara czy harującego jak mróweczka Stanislava Lobotki, którego wielu umieszczało w najlepszej jedenastce fazy grupowej.

Szkoda Słowaków. To byłaby dla nich piękna historia. Zrobili tyle, ile mogli. Nie wystarczyło. Cała Anglia może odetchnąć z ulgą. Zwłaszcza sobowtór Garetha Southgate’a.

Reklama

WIĘCEJ O EURO 2024: 

Fot. newspix.pl

Ogląda Ekstraklasę jak serial. Zajmuje się polskim piłkarstwem. Wychodzi z założenia, że luźna forma nie musi gryźć się z fachowością. Robi przekrojowe i ponadczasowe wywiady. Lubi jechać w teren, by napisać reportaż. Występuje w Lidze Minus. Jego największym życiowym osiągnięciem jest bycie kumplem Wojtka Kowalczyka. Wciąż uczy się literować wyrazy w Quizach i nie przeszkadza mu, że prowadzący nie zna zasad. Wyraża opinie, czasem durne.

Rozwiń

Najnowsze

Francja

Media: Szykuje się domino transferowe wśród napastników czołowych europejskich klubów

Radosław Laudański
0
Media: Szykuje się domino transferowe wśród napastników czołowych europejskich klubów

1/8

Ekstraklasa

Debiutant mistrzem kraju, drugoligowiec zdobywcą pucharu. Czy to się może dobrze skończyć?

AbsurDB
18
Debiutant mistrzem kraju, drugoligowiec zdobywcą pucharu. Czy to się może dobrze skończyć?

Komentarze

11 komentarzy

Loading...