Reklama

Francuzi na barykadach. Polityka wygrała z futbolem

Paweł Marszałkowski

Autor:Paweł Marszałkowski

17 czerwca 2024, 12:09 • 12 min czytania 94 komentarzy

Francuska ziemia trzęsie się od tygodnia. Tuż przed mistrzostwami Europy polityka zepchnęła futbol na drugi plan. W sobotę doszły wstrząsy wtórne. I znów zrobiło się głośno o piłce. – Sytuacja jest bardzo, bardzo poważna – ogłosił Marcus Thuram. – To kluczowy moment w historii kraju – dodał Kylian Mbappe. I żaden z nich nie miał na myśli meczu z Austrią. Głośno o piłce zrobiło się tylko dlatego, że piłkarze wypowiedzieli się o polityce.

Francuzi na barykadach. Polityka wygrała z futbolem

„Świat jest miejscem niebezpiecznym nie tylko z powodu tych, którzy czynią zło, ale również tych, którzy na to patrzą i nic nie robią.”

***

Niedziela, 9 czerwca. 23:12. W Bordeaux właśnie zakończył się ostatni sprawdzian reprezentacji Francji przed EURO 2024. Bezbramkowy remis z Kanadą. Trójkolorowi schodzą do szatni i sięgają po telefony. Powiadomień więcej niż zwykle. Nie dowierzają.

Niedziela, 9 czerwca. 20:00. W Paryżu ogłaszają wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego. Nad Sekwaną wygrywa skrajnie prawicowa partia Zjednoczenie Narodowe (31,4 procent głosów). Republikańska koalicja prezydenta Emmanuela Macrona zdobywa zaledwie 14,6 procent. To bezpośrednia czerwona kartka, jednak ukarany nigdzie się nie wybiera.

Reklama

Pokerzysta z Pałacu Elizejskiego

Dokładnie 68 minut po ogłoszeniu wyników, Marcon rozwiązał francuski parlament i rozpisał nowe wybory na 30 czerwca i 7 lipca. We Francji szok.

Triumfuje Marie Le Pen. To właśnie córka Jean-Marie Le Pena stoi za sukcesem Zjednoczenia Narodowego – pogrobowca Frontu Narodowego. Nazwę partii zmieniono w 2018 roku. Trzy lata później funkcję lidera powierzono 25-letniemu Jordanowi Bardelli.

Podręcznikowy rebranding. Po co? Otóż Front Narodowy (FN) powszechnie uważany był za partię populistyczną i skrajnie nacjonalistyczną. Najczęściej zestawiano ją ze słowami „rasistowska” i „szowinistyczna”. Jeśli chcecie zobrazować sobie założyciela FN Jean-Marie Le Pena, musicie dodać Grzegorza Brauna do Janusza Korwin-Mikkego i pomnożyć razy sto. Gość nie miał hamulców. Dlatego jego córka od lat harowała nad zmianą wizerunku.

Marine Le Pen i Jordan Bardella

Reklama

Le Pen wzorowo wykorzystała nastroje panujące w ojczyźnie Fabiena Bartheza i Erica Cantony. Francuzi są wściekli. Powody? Całe mnóstwo. Wzrost cen, zubożenie, imigracja, brak poczucia bezpieczeństwa, problemy w edukacji i tak dalej. No i postawa Macrona wobec wojny na Ukrainie. Może przede wszystkim to. W Paryżu nie chcą umierać za Kijów. Jak widać po wynikach, Francuzom niekoniecznie przeszkadza fakt, że jeszcze niedawno stosunki Le Pen z Putinem były niemal romantyczne.

Tak więc Francja jest w głębokim kryzysie politycznym i społecznym. Tym większym zaskoczeniem była pokerowa zagrywka Macrona. Niepopularny we francuskim społeczeństwie prezydent stawia wszystko na jedną kartę. Zapowiedział walkę o przyszłość Francji. Walkę na śmierć i życie. Albo republika (czyli demokracja) albo Le Pen (czyli gasimy światło) – daje do zrozumienia Macron. I wzywa do wielkiej mobilizacji.

Polityka? Nie, merci 

Na wezwanie odpowiedzieli reprezentanci Francji. Raczej niespodziewanie. Sytuacje, w których piłkarze angażowali się politycznie, można policzyć na palcach jednej ręki. Zazwyczaj ograniczali się do wspólnej fotki po zdobyciu któregoś z trofeów i szybko wracali na bezpieczną odległość.

Kilka razy zdarzyło się, że polityka dopadła Trójkolorowych i nie mieli, dokąd uciec. Wówczas zabierali głos. Albo przynajmniej próbowali.

Jak na przykład w 1978 roku podczas mistrzostw świata w Argentynie, gdzie okrutną dyktaturę sprawował generał Jorge Videla. Francuzi, podobnie jak Polacy, mierzyli się wówczas z gospodarzami. 23-letni Dominique Rocheteau próbował przekonać kolegów z zespołu, by wspólnie z nim wyrazili sprzeciw wobec reżimu. Chodziło o sprzeciw symboliczny – założenie czarnych opasek podczas odgrywania hymnów. Chętnych było tylko czterech piłkarzy. – Nie chcemy mieszać piłki nożnej z polityką – deklarowali pozostali. Ostatecznie podczas hymnów opaskę założoną miał wyłącznie kapitan.

Jorge Videla podczas mistrzostw świata w 1978 roku

Nie lecimy do Argentyny, aby spotkać się z reżimem. Lecimy spotkać się z narodem – odpowiedział selekcjoner Michel Hidalgo, zapytany, dlaczego nie wspiera starań Rocheteau’a. Hidalgo był wyjątkowo ostrożny, ponieważ na kilka dni przed wylotem omal nie został porwany przez napastników, którzy ogłosili, że chcieli w ten sposób zwrócić uwagę na „obłudny współudział Francji w dostarczaniu sprzętu wojskowego do Argentyny”.

Od razu nasuwają się o wiele mniej odległe w czasie mistrzostwa świata w Katarze i temat tęczowych opasek. Gdy okazało się, że FIFA nie ma zamiaru wyrażać zgody na gest wspierający mniejszości seksualne, Hugo Lloris – mimo początkowych chęci – machnął ręką. – Kiedy jesteśmy we Francji i witamy obcokrajowców, często chcemy, aby przestrzegali naszych zasad i szanowali naszą kulturę. Zrobię to samo w Katarze. Później mogę się z ich pomysłami zgadzać lub nie, ale muszę to szanować – powiedział kapitan Trójkolorowych.

Ej, czarni grają dla Francji

Zdecydowanie bardziej wygadani byli Aime Jacquet i Didier Deschamps.

W 1996 roku Jean-Marie Le Pen wciąż miał się dobrze jako lider Frontu Narodowego. Podczas mistrzostw Europy rozgrywanych w Anglii stwierdził publicznie, że w reprezentacji Francji występuje „zbyt wielu czarnych” i dodał, że zapewne zgłosili się po obywatelstwo dla wygody. Jacquet i Deschamps postanowili odpowiedzieć. Ówczesny selekcjoner stwierdził, że narodowe barwy były godnie reprezentowane, zaś obecny zwrócił się bardziej bezpośrednio. – Le Pen jak zwykle opowiada bzdury! – wykrzyczał wściekły Deschamps.

Le Pen nie zbaczał jednak z obranej drogi i głosił swoje mądrości przy kolejnych okazjach. Choćby dziesięć lat później, podczas mundialu w Niemczech. – W tej drużynie nie rozpoznaję Francji. Myślę, że trener przesadził z proporcjami kolorowych zawodników. Być może powinien zachować w tej kwestii większą powściągliwość i nie dawać się ponieść swoim przekonaniom ideologicznym – zasugerował ojciec Marie Le Pen. Na co Raymond Domenech odpowiedział krótko: – W polityce jest za dużo idiotów. Zwłaszcza on.

Jean-Marie Le Pen

Zdecydowanie więcej zdań poświęcił Le Penowi Lilian Thuram. – To typ osoby, która włącza telewizję, widzi amerykańską drużynę koszykarską i zastanawia się: „Ej, czarni grają dla Ameryki? Co jest grane?!” – stwierdził francuski obrońca. Po czym dodał już całkiem serio: – Kiedy wychodzimy na boisko, robimy to jako Francuzi. Wszyscy. Kiedy ludzie świętowali nasze zwycięstwo, świętowali nas jako Francuzów, a nie czarnych czy białych. Nie ma znaczenia, czy jesteśmy czarni, czy nie, ponieważ jesteśmy Francuzami. Mam tylko jedną rzecz do powiedzenia panu Le Penowi. Cała francuska drużyna jest bardzo, bardzo dumna z tego, kim są. Moglibyśmy zaprosić go, żeby przekonał się osobiście, ale chyba miałby zbyt wiele do stracenia, zmieniając zdanie, prawda?

Zgromadzeni dziennikarze podsumowali wypowiedź reprezentanta Francji brawami.

Lilian Thuram mówił najwięcej. Niektórzy twierdzą, że również najmądrzej. To zawodnik, który w ostatnich 25 latach zdecydowanie najczęściej angażował się we Francji w kwestie polityczne i społeczne.

Ta partia nie może wygrać

Sobota, 15 czerwca. 11:59. Salę konferencyjną na stadionie w Paderborn wypełniają dziennikarze. Marcus Thuram jest gotowy. Nic nie przygotował, ale wszystko przemyślał. Wie, że nadszedł moment, w którym będzie musiał to powiedzieć. Od tygodnia każdego pytają o to samo.

Pod pewnymi względami to wyjątkowe zgrupowanie. Na każdej z konferencji prasowych poruszano tematy polityczne. Do tej pory, siedzący za stołem zawodnicy, wymigiwali się lub mówili ogólnikami.

W środę obecny był Dayot Upamecano: – Nie przyszedłem tu rozmawiać o polityce, tylko o piłce nożnej.

W czwartek pojawił się Ousmane Dembele: – We Francji zawyły syreny alarmowe. Uważam, że musimy się zmobilizować i zagłosować. Oglądałem dziś wiadomości i zauważyłem, że połowa wyborców nie głosowała. Chcę przekazać ludziom: „Idźcie głosować!”.

Wypowiedź Dembele była pierwszym sygnałem, że Trójkolorowi chcieliby powiedzieć coś więcej. W ostatnich latach niektórzy z nich byli aktywni w kwestiach społecznych. W czerwcu ubiegłego roku Kylian Mbappe, Aurelien Tchouameni czy Jules Kounde potępili postrzelenie 17-letniego Nahela i jednocześnie apelowali o wstrzymanie zamieszek. W ostatnich miesiącach kilku z reprezentantów okazało publiczne wsparcie mieszkańcom Strefy Gazy. Ale krajowej polityki – poza apelami profrekwencyjnymi – nikt nie komentował. Aż do soboty.

Sytuacja jest bardzo, bardzo poważna – zaczął Marcus Thuram. – Rzeczywistość jest smutna. W telewizji codziennie pojawiają się komunikaty, które mają pomóc Zjednoczeniu Narodowemu. Tak jak powiedział Ousmane, musimy zmotywować wszystkich do głosowania. Jako obywatele, każdy z nas, musimy walczyć, aby ta partia nie wygrała kolejnych wyborów.

26-latek nie powiedział, na kogo zamierza głosować, ale wyraźnie dał do zrozumienia przeciwko komu. Jednak na tym nie zakończył. – Myślę, że we francuskim zespole wszyscy podzielają moje zdanie. Mam taką nadzieję. Rozumiem, że niektórzy wypowiedzieli się o konieczności udziału w wyborach, ale moim zdaniem to nie wystarczy. Musimy również opowiedzieć, jaka była nasza droga i sygnalizować, jak poważna jest sytuacja – zakomunikował napastnik Interu Mediolan. I doprecyzował: – Nie mam wątpliwości, że wszyscy reprezentanci podzielają moją wizję pewnych rzeczy. Jesteśmy w wolnym kraju i każdy powinien robić to, co uważa za słuszne. Stoję przed wami i mówię pewne rzeczy. Inni mogą tego nie mówić, ale powtarzam: nie mam wątpliwości, że wszyscy myślą tak jak ja.

Nocne rozmowy z ojcem

Jaka była więc droga Marcusa Thurama do chwili, w której wygłosił najbardziej polityczny apel w historii francuskiej piłki?

Marcus jest starszym z synów Liliana. Urodził się w 1997 roku w Parmie. Jako czterolatek wylądował w Turynie, a dziesiąte urodziny świętował już w Barcelonie. W 2001 roku dołączył do niego brat Khephren. O przeprowadzkach decydowała kariera ich ojca.

Lilian Thuram urodził się na Gwadelupie. Do Paryża przeniósł się wraz z rodziną, gdy miał dziewięć lat. Wcześniej uczęszczał do międzynarodowej szkoły, w której błyskawicznie opanował trzy języki. Wielokulturowość Marcus musiał odziedziczyć w genach. Imię otrzymał na cześć Marcusa Garveya, jamajskiego aktywisty i prekursora panafrykanizmu.

W 2021 roku Lilian Thuram udzielił wywiadu magazynowi „L’Equipe”, w którym powiedział: – Chcę, żeby moje dzieci analizowały społeczeństwo, w którym żyją i rozumiały, że mogą powiedzieć „nie” oraz że prawdziwa wolność nie polega na akceptowaniu wszystkiego i pragnieniu wszystkiego. Dorastanie oznacza także umiejętność odmawiania.

Rodzinny dom Marcus opuścił ze wspomnieniem wielogodzinnych rozmów z ojcem. Dyskusji na przeróżne tematy, pytań i wymian argumentów.

Lilianowi zależało, by nauczyć synów samodzielnego myślenia i ciekawości świata – opowiada jeden z przyjaciół rodziny Thuramów, cytowany przez dziennik „L’Equipe”. I dodaje: – Nie zrozumiemy tego, co zrobił Marcus, jeśli nie poznamy jego charakteru. To osoba, która zawsze buduje więzi między ludźmi. Robi to poprzez uśmiech, żarty, lekkość. Nie ma znaczenia, kim jesteś i skąd pochodzisz, on i tak będzie traktował cię, jak kogoś bliskiego. Wartości wyznawane przez skrajną prawicę są sprzeczne z jego osobowością.

Osoby z otoczenia 26-latka podkreślają, że jego wystąpienie nie było agresywne i wynikało z troski o francuskie społeczeństwo.

„Świat jest miejscem niebezpiecznym nie tylko z powodu tych, którzy czynią zło, ale również tych, którzy na to patrzą i nic nie robią” – to cytat przypisywany Albertowi Einsteinowi, choć według niektórych teorii w rzeczywistości jest wariacją słów irlandzkiego filozofa i polityka Edmunda Burke’a: „Do triumfu zła trzeba tylko tego, żeby dobrzy ludzie siedzieli bezczynnie”. Tak czy inaczej w rodzinie Thuramów są to zdania istotne.

Kto głośniejszy, ten lepszy

Nawet nie godziny, a minuty wystarczyły, by na słowa Marcusa Thurama zareagowali politycy. W sobotnie popołudnie wystartował partyjny Tour de France.

Jako pierwszy do boju o atencję 70 milionów Francuzów ruszył sekretarz Francuskiej Partii Komunistycznej Fabien Roussel, który w publicznym liście wezwał wszystkich reprezentantów Francji do mobilizacji przeciwko dojściu do władzy przez Zjednoczenie Narodowe: „Wiem, że macie więcej do stracenia niż do zyskania. Reprezentujecie nas na boisku i poza nim. Lepiej niż ktokolwiek inny uosabiacie braterstwo. Jesteście ikonicznym odzwierciedleniem naszego kraju. Sytuacja jest zbyt poważna. Przypomnijcie sobie czas, gdy jako dzieci byliście w szatni wśród przyjaciół rozmaitego pochodzenia geograficznego i społecznego”.

Potem poszło błyskawicznie.

Chloe Ridel, rzeczniczka Partii Socjalistycznej: „Jego stanowisko jest czymś znakomitym. Potrzebujemy mocnych głosów społeczeństwa obywatelskiego, przemawiających do młodych ludzi, zwłaszcza w sytuacji, gdy na Zjednoczenie Narodowe głosowało 32 procent osób w wieku 18–24 lat”.

Marine Tondelierem, liderka Ekologów: „To deklaracja adekwatna do sytuacji. Jesteśmy pozytywnie zaskoczeni, ponieważ wiemy, że sportowcy niekoniecznie lubią opuszczać swoją strefę komfortu”.

Clement Beaune, ustępujący poseł Odrodzenia, partii Emmanuela Macrona: „W tak poważnym momencie nikt nie może pozostawać na uboczu. Zaangażowanie się wielkich sportowców jest odważne i konieczne”.

Do sobotniej wypowiedzi rzecz jasna odnieśli się również przedstawiciele Zjednoczenia Narodowego. Odpowiedzialny za kwestie sportowe Aleksandar Nikolic wyraził ubolewanie i poprosił Thurama o skupienie się na boisku: „To niefortunne, że zmuszamy graczy do zajmowania określonego stanowiska, przez co nie skupiają się na piłce nożnej. Sportu nie można upolityczniać”.

Rzecznik partii sterowanej przez Marine Le Pen, Julien Odoul, napisał: „Obywatel Marcus nigdy nie wyraził ani słowa swojego przygnębienia, gdy Thomas, Lola i wszystkie inne młode ofiary zostały zmasakrowane przez szumowiny. Mam dość tych uprzywilejowanych nauczycieli, którzy uważają Francuzów za imbecyli!”.

W swoim wpisie Odoul odniósł się do zamordowanych we Francji nastolatków.

Do sprawy odniosła się również francuska federacja piłkarska (FFF). W opublikowanym w sobotni wieczór komunikacie związek podkreślił swoją neutralność oraz neutralność francuskiej reprezentacji: „Każdy z zawodników mógł swobodnie wyrazić zdanie, zgodne z własnymi przekonaniami i wrażliwością. Jako federacja jesteśmy bardzo przywiązani do wolności słowa oraz postaw obywatelskich, dlatego popieramy wezwania do głosowania, co stanowi nasz obowiązek wobec demokracji”.

Komunikat zakończył się słowami wsparcia skierowanymi do selekcjonera Didiera Deschampsa, jego sztabu oraz do „skoncentrowanych i zdeterminowanych” zawodników, którzy w poniedziałek rozpoczną grę na turnieju w Niemczech.

Kluczowy moment w historii

Komunikat związku został opublikowany po telefonicznej konsultacji prezesa federacji Philippe’a Diallo z Antoine’em Griezmannem oraz Kylianem Mbappe. O czym dokładnie panowie rozmawiali? Nie wiadomo. Wiadomo za to, co wydarzyło się kolejnego dnia.

Na dobę przed spotkaniem z Austrią na konferencji prasowej pojawili się kapitan Trójkolorowych, a więc Mbappe, a także selekcjoner Didier Deschamps. Wszyscy we Francji wiedzieli, że pytania o mecz będą drugorzędne. Wiedział to również Kylian.

– Oczywiście jutrzejszy mecz jest bardzo ważny, ale są sprawy jeszcze ważniejsze. Przede wszystkim jesteśmy obywatelami – rozpoczął. A jego kolejne zdania są dziś cytowane przez wszystkich Francuzów: – Marcus wyraził swoją opinię, a ja jestem po jego stronie. Jesteśmy w kluczowym momencie historii naszego kraju. Myślę, że nie można się izolować od świata, który nas otacza. Chcę zwrócić się do wszystkich Francuzów, a zwłaszcza do młodego pokolenia. Myślę, że możemy coś zmienić. Widzimy, że skrajne ugrupowania są dziś u progu władzy i mamy możliwość zdecydowania o przyszłości naszego kraju. Dlatego wzywam wszystkich młodych ludzi, aby szli głosować. Mam nadzieję, że mój apel dotrze do jak największej liczby osób. Francja to kraj tolerancji, szacunku i różnorodności, to jest niezaprzeczalne. Każdy głos ma znaczenie i nie można tego lekceważyć. Mam wielką nadzieję, że dokonamy dobrego wyboru i 7 lipca nadal będziemy mogli nosić reprezentacyjną koszulkę z dumą.

Po kapitanie wypowiedział się selekcjoner, któremu przypomniano jego słowa o Le Penie z 1996 roku. – Czekałem aż to wyciągniecie. W tamtym momencie Le Pen zaatakował bezpośrednio naszą reprezentację. Powiedziałem to, ponieważ atakował zespół, a ja byłem kapitanem. Dziś jesteśmy zjednoczeni i zrobimy wszystko, aby tak pozostało – zadeklarował Deschamps.

Całkiem nowy kraj

O słowach Marcusa Thurama mówiło się w całej Francji. Teraz o Francji mówi się na całym świecie. Mbappe wiedział, co robi. Nie ma odwrotu. Reprezentanci Francji stanęli na barykadzie. Nie tylko stanęli, ale i wzięli w dłonie narodowe sztandary.

30 czerwca, podczas pierwszej tury wyborów, Francuzi teoretycznie mogą grać mecz 1/8 finału. Półfinał i finał odbędą się już po drugiej turze. Jeśli Trójkolorowi dotrą do najlepszej czwórki, lecz ich apele nie przyniosą oczekiwanego efektu, mogą wrócić do całkiem innej ojczyzny.

CZYTAJ WIĘCEJ O EURO 2024:

Fot. Newspix

Kaszub. Urodził się równo 44 lata po Franciszku Smudzie, co może oznaczać, że właśnie o nim myślał Adam Mickiewicz, pisząc słowa: „A imię jego czterdzieści i cztery”. Choć polskiego futbolu raczej nie zbawi, stara się pracować u podstaw. W ostatnich latach poznał zapach szatni, teraz spróbuje go opisać - przede wszystkim w reportażach i wywiadach (choć Orianą Fallaci nie jest). Piłkę traktuje jako pretekst do opowiedzenia czegoś więcej. Uzależniony od kawy i morza. Fan Marka Hłaski, Rafała Siemaszki, Giorgosa Lanthimosa i Emmy Stone. Pomiędzy meczami pisze smutne opowiadania i robi słabe filmy.

Rozwiń

Najnowsze

Igrzyska

Amerykanie postawili się kadrze Grbicia. Wilfredo Leon: „Spokojnie. Na igrzyskach będzie dobrze””

Jakub Radomski
1
Amerykanie postawili się kadrze Grbicia. Wilfredo Leon: „Spokojnie. Na igrzyskach będzie dobrze””

EURO 2024

Igrzyska

Amerykanie postawili się kadrze Grbicia. Wilfredo Leon: „Spokojnie. Na igrzyskach będzie dobrze””

Jakub Radomski
1
Amerykanie postawili się kadrze Grbicia. Wilfredo Leon: „Spokojnie. Na igrzyskach będzie dobrze””

Komentarze

94 komentarzy

Loading...