Reklama

Janczyk z Niemiec: Kadra dziesiątką pisana. Czy Polska będzie zespołem Zielińskiego?

Szymon Janczyk

Autor:Szymon Janczyk

13 czerwca 2024, 20:59 • 8 min czytania 32 komentarzy

Dwanaście lat czekaliśmy na moment, w którym na wielkim turnieju dychę na plecach będzie nosił ofensywny zawodnik. Po czterech turniejach z rzędu, podczas których owiany legendą numer był przypisany Grzegorzowi Krychowiakowi, dziesiątka trafiła do Piotra Zielińskiego. Pozornie nieistotna zmiana, pewna ciekawostka, mówi o reprezentacji Polski więcej niż mogłoby się wydawać.

Janczyk z Niemiec: Kadra dziesiątką pisana. Czy Polska będzie zespołem Zielińskiego?

Nie bawić się w numerologię, żeby wiedzieć, że dziesiątka w futbolu jest liczbą szczególną. Niby Cristiano Ronaldo na numer przewodni swojej kariery wybrał siódemkę i tak się z nią zżył, że uczynił z niej część swojego znaku. Może i część wybitnych napastników miało tak samo bliskie relacje z dziewiątką. Nie umniejsza to jednak magii numeru dziesięć, na myśl o którym od razu możemy sypać jak z rękawa nazwiskami jego słynnych posiadaczy.

Messi.

Baggio.

Maradona.

Reklama

Ronaldinho.

Jacek Kiełb.

Dziesiątka kojarzy się z najlepszymi technikami w zespole, zdobywcami Złotych Piłek. Język futbolu ułożono zresztą dokładnie tak, że trenerzy używają tej liczby, gdy opowiadają o ofensywnym pomocniku, więc wszystko składa się w logiczną całość.

W reprezentacji Polski mieliśmy jednak dziwną przypadłość powierzania dziesiątek piłkarzom, którzy skupiali się raczej na rozbijaniu niż budowaniu. Jeśli kopali, to prędzej rywali, nie piłkę. Nikt nie myślał nawet o tym, żeby Mariusza Lewandowskiego czy Radosława Kałużnego tytułować mianem deep playmaker lub doszukiwać się w nich podobieństw do ustawianego w roli registy Andrei Pirlo.

Rzecz jasna dyszkę nie zawsze otrzymywali przedstawiciele rasy defensywny bulterier, ale jednak: gdy po długim rozbracie z wielkimi turniejami jechaliśmy do Korei Południowej i Japonii, koszulkę z numerem dziesięć założył właśnie Kałużny, zabijaka z Energie Cottbus.

Wtedy można było to jeszcze zgonić na wspomnianą rozłąkę: tak długo nas w wielkiej piłce nie było, że nie zorientowaliśmy się, że sporo pozmieniało się względem minionych lat, gdy numery rozdzielała FIFA, więc dycha trafiła nawet do Adama Musiała. Wymówka ta nie zadziała już jednak w kontekście mundialu w Katarze.

Reklama

Może z biało-czerwoną dziesiątką jest po prostu tak, jak ze słynną kwestią z „Kapitana Bomby”. Ty to chyba lubisz.

Piotr Zieliński przejął „10” po Grzegorzu Krychowiaku. Symboliczna zmiana w reprezentacji Polski?

Przez lata dziesiątka na plecach Grzegorza Krychowiaka wcale nas jednak nie mierziła, nie kłuła w oczy, nie powodowała alergicznej reakcji, że jak to tak – przecinak z tak dostojnym numerem? Dyskusja wylęgła się w zasadzie przypadkiem, jako wątek poboczny. Towarzyszył jej postępujący zjazd formy Krychowiaka, z którym zresztą ten problem bezpośrednio się łączy.

Nie dość, że dychę daliśmy piłkarzowi defensywnemu, to jeszcze akurat takiemu, który nie tyle ma niewiele wspólnego z wirtuozerią, ile wręcz kojarzy się z hamulcowym całego zespołu. Absurd do kwadratu.

Było w tym jednak coś szczególnego, że regres biało-czerwonych i dyspozycja Krychowiaka były w zasadzie pokrywającymi się liniami. Zupełnie tak, jakby futbolowi bogowie działali w myśl założenia, że dziesiątka wszędzie oznacza playmakera, człowieka, który wręcz reprezentuje umiejętności oraz pomysł na grę całej drużyny. I tak Argentyna osiągnęła poziom Messiego, sięgając po upragnione złoto, a my stoczyliśmy się na level solidnego ligowca z bliskowschodnich rozgrywek.

Niby cały czas poruszamy się wokół lekko naciąganej teorii, ale ma ona zaskakująco wiele wspólnego z faktami. Krychowiak faktycznie był odzwierciedleniem naszej niemocy. Nie dlatego, że w wypowiedziach twardo trzymał się filozofii niedasizmu, raz za razem zaprzeczając, że można grać w piłkę inaczej niż powolnie, ostrożnie, będąc schowanym za podwójną gardą. Z takim gościem w centrum boiskowych wydarzeń po prostu ciężko było robić coś innego.

Maks, na jaki było nas stać, to daleki przerzut.

Krychowiak miał rację, nie dało się grać inaczej, ale powodem tego stanu rzeczy był on, a nie dziesięciu gości, którzy go otaczali. W zasadzie dziewięciu, bo gdy do Grześka dorzucimy Kamila Glika, otrzymamy kompletną odpowiedź na pytanie o to, czemu jakakolwiek próba przejęcia inicjatywy lub choćby nacisku na przeciwnika, oznaczałaby dla nas jedynie większe kłopoty.

Przy czym podkreślmy, że zero w tym złośliwości. Obaj zapisali piękną kartę w kadrze, a gdy jeszcze światowe trendy w pomieszaniu z wiekiem nie uwypuklały tak mocno ich wad, byli silnym punktem drużyny narodowej. Świetnie jednak widzieć, że gdy zmieniły się czasy, mamy na to jakąś odpowiedź. Tak się składa, że znów kojarzy się ona właśnie z dziesiątką.

Czyli z Piotrem Zielińskim.

Reprezentacja Polski jak Piotr Zieliński? Zespół Probierza zaczyna go przypominać

Marzyliśmy – ok, ja marzyłem! – o momencie, w którym reprezentacja Polski zyska twarz Piotra Zielińskiego. Nie o tym, żeby coś przeskoczyło mu w głowie. Bardziej, żeby coś przeskoczyło w głowie trenerom, którzy go prowadzą, bo chociaż zgodzę się, że Piotr zawsze będzie kojarzył się z gościem, który nie wykorzystał w pełni swojego potencjału (szok, jak wielu zawodników wymienia go jako najlepszego piłkarza, jakiego spotkali), że nazbyt często był to ktoś dobry wtedy, kiedy idzie, a nie taki, który ciągnie resztę w momencie kryzysu, to ciężko bezmyślnie rozgrzeszać selekcjonerów, zrzucając całą winę na Zielińskiego.

Co ten biedny chłopak miał grać, skoro zamiast dać mu lejce, preferowano kopanie nad jego głową, jakby futbolówka potrzebowała AN-124, żeby dostać się w okolice pola karnego naszego rywala?

Już podczas mundialu w Katarze dowodziłem, że ciężko wymagać od Zielińskiego rozgrywania, skoro jest pod grą zdecydowanie rzadziej niż w Napoli. Nie było sensu oczekiwać od niego, żeby w obydwu zespołach pełnił podobną rolę, skoro z własnej woli wybieraliśmy sposób gry, w którym jego rola była mocno ograniczona, żeby nie powiedzieć wręcz, że zredukowana do minimum.

Kadencja Michała Probierza jest jednak zwrotem w przeciwnym kierunku. Wajcha została przestawiona, Zieliński jest coraz częściej wykorzystywany w procesie budowania akcji, w środku pojawiają się też ludzie, z którymi może pograć w piłkę tak, że nie odczuwa wielkiej różnicy, gdy na treningu zakłada czerwoną koszulkę zamiast niebieskiej. Nie chcę popadać w hurraoptymizm i wieszczyć, że na dobre zerwaliśmy z łatką drużyny reaktywnej, ale, kurczę, zespół Probierza zaczyna przesiąkać stylem swojej dziesiątki tak, jak przesiąknął nim skład, w którym z dychą na plecach grał Krychowiak.

Co więcej, kwitnie też sam Piotrek. Za nami fatalne eliminacje, jemu samemu można wytknąć prosty błąd w Mołdawii, który uruchomił jeden z najwiekszych kataklizmów, jakie przeżyła ta kadra. Mamy tez jednak drugą stronę medalu. „StatsBomb” klasyfikuje środkowych pomocników w eliminacjach EURO 2024 i Zieliński jest w tych tabelkach:

  • najlepszy, kiedy patrzymy na pass OBV, czyli zwiększenie szans na zdobycie bramki poprzez podania
  • trzynasty, gdy zerkamy na przewidywane asysty z gry (bez SFG)
  • piąty, kiedy mowa o deep progressions, a więc podaniach, dryblingach i wejściach z piłką przy nodze w tercję ataku

To przecież nie bierze się z przypadku, nie jest efektem doszukiwania się u niego jakichś ukrytych atutów, które można dostrzec tylko dzięki istnieniu wymyślnych kategorii. Zgodzimy się przecież, że Zieliński więcej kreuje, częściej dostarcza konkrety w ofensywie, po prostu robi przewagę, właśnie tak, jak pokazują liczby: przybliżając piłkę do szesnastki rywala.

Zieliński przejmie rolę Lewandowskiego. Przyciągnie zainteresowanie rywali

Wydaje się więc, że nareszcie doczekaliśmy momentu, w którym Piotr Zieliński jest mózgiem tej drużyny, centrum operacji wszelakich. Jego rola już urosła, a pod nieobecność Roberta Lewandowskiego może być tylko lepiej. To znaczy: z jednej strony Zieliński stracił piłkarza o podobnej klasie, co naturalnie sprawia, że tej dwójce łatwiej jest ze sobą współpracować na boisku. Ktoś jednak musi jego rolę przejąć i jeśli szukamy w polu gościa, który będzie absorbował uwagę i stanie się „pierwszym do wykluczenia” dla rywali, to mówimy właśnie o Zielińskim.

Zgadzamy się chyba, że po ostatnich turniejach reprezentacja Polski ma twarz Wojciecha Szczęsnego, który ratował nas z tarapatów tak często, że nikt już nie pamięta, iż niegdyś był tym wielkim pechowcem, któremu zawsze coś nie wyszło, dla którego takie imprezy były wręcz zmorą. Liczę jednak, że ten turniej nie będzie jedynie turniejem Szczęsnego.

Zakładam w ciemno, że pracy będzie miał sporo. Przez wzgląd na grupowych rywali, ale też na naszą dyspozycję, bo podczas gdy słusznie zadowalamy się odważniejszą i bardziej proaktywną postawą z przodu, wciąż zbyt wiele dzieje się na tyłach, gdzie pożarów nie brakuje. Myślę jednak, że nie będzie to impreza tylko i wyłącznie Szczęsnego. Słucham wypowiedzi kadrowiczów, którzy cieszą się z tego, jaką metamorfozę przeszliśmy i wierzę, że gdy przyjdzie co do czego, nagle nie zapadną się pod ziemię, uciekając w pozornie bezpieczną pasywność.

Bo niska obrona zwiększa szanse tylko z pozoru. Jak możesz poprawić swoją pozycję, gdy dobrowolnie częściej wpuszczasz mocniejszego od siebie w okolice własnej bramki?

Nie oczekuję odwagi tak wielkiej, że wręcz naiwnej, ale liczę na to, że Michał Probierz to wszystko właściwie wyważy. Ustawiając za plecami Piotra Zielińskiego Bartosza Slisza zyska defensywnego pomocnika, którego nie mieliśmy w późnym Krychowiaku. Zdolnego pokrywać ogromne przestrzenie, bardziej dynamicznego, agresywnego. Ekslegionista ma swoje wady, jednak pozwolił odmienić środek. Dokooptowanie Zielowi Jakuba Modera czy Sebastiana Szymańskiego uzupełnia natomiast wachlarz możliwości czysto piłkarskich.

Reprezentacja Polski jest dziś namiastką samego Zielińskiego i niech tą dziesiątką będzie też na mistrzowskim turnieju. Miło byłoby jednak, gdyby Piotrek trochę odczarował swój numer, bo Krychowiak swoją drogą, Kałużny swoją, ale w obecnym stuleciu zdarzało się już, że dychę na plecach nosili potencjalni kreatorzy. Podczas historycznych, pierwszych dla nas mistrzostw Europy, otrzymał ją Łukasz Garguła, który nawet nie pokazał się na boisku. Kolejne EURO, czyli to, które gościliśmy na polskich stadionach, to natomiast Ludovic Obraniak, który skończył turniej bez gola czy asysty.

Piotr Zieliński ma więc wyjątkową szansę, żeby zostać dziesiątka naszych marzeń i sprawić, że ten numer w końcu będzie nam się kojarzył tak, jak reszcie świata – z czymś specjalnym, pozytywnym, wyjątkowym.

WIĘCEJ O REPREZENTACJI POLSKI:

fot. FotoPyK

Nie wszystko w futbolu da się wytłumaczyć liczbami, ale spróbować zawsze można. Żeby lepiej zrozumieć boisko zagląda do zaawansowanych danych i szuka ciekawostek za kulisami. Śledzi ruchy transferowe w Polsce, a dobrych historii szuka na całym świecie - od koła podbiegunowego przez Barcelonę aż po Rijad. Od lat śledzi piłkę nożną we Włoszech z nadzieją, że wyprodukuje następcę Andrei Pirlo, oraz zaplecze polskiej Ekstraklasy (tu żadnych nadziei nie odnotowano). Kibic nowoczesnej myśli szkoleniowej i wszystkiego, co popycha nasz futbol w stronę lepszych czasów. Naoczny świadek wszystkich największych sportowych sukcesów w Radomiu (obydwu). W wolnych chwilach odgrywa rolę drzew numer jeden w B Klasie.

Rozwiń

Najnowsze

Igrzyska

Amerykanie postawili się kadrze Grbicia. Wilfredo Leon: „Spokojnie. Na igrzyskach będzie dobrze””

Jakub Radomski
1
Amerykanie postawili się kadrze Grbicia. Wilfredo Leon: „Spokojnie. Na igrzyskach będzie dobrze””

EURO 2024

Igrzyska

Amerykanie postawili się kadrze Grbicia. Wilfredo Leon: „Spokojnie. Na igrzyskach będzie dobrze””

Jakub Radomski
1
Amerykanie postawili się kadrze Grbicia. Wilfredo Leon: „Spokojnie. Na igrzyskach będzie dobrze””

Komentarze

32 komentarzy

Loading...