Reklama

Czechy i hokej, czyli niewytłumaczalna miłość

Kacper Marciniak

Autor:Kacper Marciniak

29 maja 2024, 17:57 • 10 min czytania 31 komentarzy

Ponad trzy miliony widzów przed telewizorami. Do tego pół miliona korzystających z transmisji online. Takie zainteresowanie budził w Czechach finał mistrzostw świata w hokeju, który gospodarze wygrali. A przecież mieszka tam niespełna 11 milionów osób. Skąd się wziął i jak się objawia fenomen tej dyscypliny w kraju naszych południowych sąsiadów?

Czechy i hokej, czyli niewytłumaczalna miłość

Trudno mówić o wielkiej sensacji. Choć Czechy nie mają takiego zaplecza jak Kanada oraz Stany Zjednoczone (które nawet w trakcie play-offów NHL są w stanie wysłać na mistrzostwa bardzo mocne zespoły), to podczas każdej imprezy hokejowej należą do szerokiego grona faworytów. Tym razem sięgnęły po złoto. Po raz pierwszy od 2010 roku.

Jeśli jednak „sensacja” nie jest właściwym słowem, to już „zaskoczenie” pasuje bardziej. Tłumaczy nam to Adrian Kowal z portalu „nhlw.pl”:

– Oczekiwania były duże. Ale już możliwości skromniejsze niż u Szwedów, Kanadyjczyków czy Amerykanów. Natomiast pojawiła się spora motywacja, mobilizacja. Wszyscy czescy zawodnicy, którzy tylko mogli, bo pokończyły się ich sezony w NHL – na czele z Davidem Pasternakiem – dołączyli do kadry na MŚ. To, że jednak ostatecznie zdobyli złoto, jest w świecie hokejowym postrzegane jako niespodzianka.

Już przed samym finałem, z niżej notowaną Szwajcarią, w Pradze wyraźnie pachniało jednak złotem. Świadczyły o tym wspomniane wyniki oglądalności. Decydujący mecz hokeistów leciał w osiemdziesięciu dwóch procentach odbiorników w Czechach (dane krajowej telewizji). O olbrzymim zainteresowaniu świadczyła też frekwencja: w trakcie finału trybuny były oczywiście wypełnione do ostatniego miejsca (17413 kibiców), ale warto spojrzeć też na szerszy obraz.

Reklama

Mecze czempionatu bowiem obejrzało z trybun łącznie 797727 (!) widzów, co jest rekordem wszech czasów, jeśli chodzi o wszystkie edycje mistrzostw świata. A poprzedni najlepszy wynik? Też należał do Czechów. W 2015 roku zmagania najlepszych reprezentacji świata w Pradze i Ostrawie obserwowało 741690 osób.

Nie mogło zresztą być inaczej. Polacy mogą pochwalić się tym, że jak inni potrafią ugościć siatkarzy oraz skoczków narciarskich z całego świata. A Czesi są miejscem docelowym, jeśli chodzi o zorganizowanie prawdziwego, hokejowego święta.

Zainteresowanie, które przewyższa… możliwości

Swego czasu można było trafić na dane, że w Czechach zarejestrowanych jest około 100 tysięcy zawodowych hokeistów, co odpowiadałoby jednemu procentowi całej populacji. Te liczby należało jednak uznać za mocno podkręcone. Prawdopodobnie uwzględniały wszystkich możliwych zawodników: od tych dawno emerytowanych, do tych, dla których przygoda z hokejem zakończyła się, zanim w ogóle zdążyła się rozwinąć.

Obecnie pojawiają się nieco trafniejsze obliczenia, w których tę liczbę plasuje się w okolicach 27 tysięcy. Taki wynik i tak jednak musi robić wrażenie, kiedy weźmiemy pod uwagę, że hokej nie jest sportem, który możemy uprawiać zawsze i wszędzie. Raz, że potrzebny nam jest do niego odpowiedni sprzęt, a dwa, lodowisko, które wcale nie musi być „na wyciągnięcie ręki”.

Natomiast, odpowiadając na klasyczne pytanie – co jest w Czechach sportem narodowym?

Reklama

– To są takie dyskusje barowe – mówi nam Grzegorz Rudynek, dziennikarz „Przeglądu Sportowego”, od lat zakochany w Czechach. – Czy piłka nożna, czy hokej? Zdania są podzielone, ale ciekawie wyjaśnił mi to przed mistrzostwami świata Dominik Hasek. Jeśli chodzi o rozgrywki klubowe, to Czesi bardzo interesują się rywalizacją Sparty oraz Slavii Praga i to bije popularnością wszystko. Ale w przypadku reprezentacji: tu już hokejowa budzi większe zainteresowanie. Tę dyskusję można też skrócić do tego, że latem króluje piłka, a zimą hokej.

– Pytałem też przed mistrzostwami o to Arona Chmielewskiego, który na co dzień gra w Czechach i zdobywał mistrzostwa z Trzyńcem – kontynuuje Rudynek. – Odpowiedział podobnie. Jeśli chodzi o rywalizację reprezentacyjną, to wygrywa hokej, a przypadku klubów – większe zainteresowanie wzbudza piłka nożna.

Czechy mają też oczywiście infrastrukturę, która sprzyja rozwojowi i utrzymaniu popularności hokeja w kraju. Podczas gdy w Polsce (według IIHF) znajdują się tylko 26 dedykowanych lodowisk, w Czechach jest ich aż 198. Co jednak ciekawe, to i tak… poniekąd za mało. Bo chętnych do śmigania po lodzie za krążkiem jest znacznie więcej.

Tomas Hertl, zawodnik Vegas Golden Knights, wspominał, że w rodzinnym kraju wcale nie miał łatwo z dostaniem się na taflę. – Czasami trenujemy nawet wieczorem, o 19. To nic fajnego, ale nie mamy aż tylu lodowisk. Miejsca do treningów potrzebują zawodowe zespoły, juniorskie drużyny. Każda godzina danego dnia jest dokładnie zaplanowana (cytat za „EP Rinkside”).

Podobnie opisywał to Michael Langr z NHL.com: – Kiedy byłem młody, dzieciaki musiały budzić się na trening około piątej rano. To był jedyny czas, kiedy lodowisko nie było jeszcze zarezerwowane dla starszych zawodników. Wszyscy gracze z mojej generacji – Jaromir Jagr, Martin Straka, Martin Rucinsky i tak dalej – musieli się z tym zmagać (za „EP Rinkside”).

Osobną kwestią jest oczywiście wspomniana dostępność sprzętu. Nie trzeba poddawać się głębokim analizom, aby dojść do wniosku, że nie każde dziecko w Czechach może trafić do hokeja. – To jednak kosztowny sport – dodaje Rudynek. – Kluby finansują swoim młodym zawodnikom sprzęt. Ten potem przechodzi z rocznika na rocznik. Ale jednak potrzeba więcej nakładów i zachodu, żeby pograć w hokeja, niż w piłkę nożną. Tak jak mi to tłumaczyli Czesi: kiedy chłopak ze wsi chce być hokeistą, ale przez brak lodowiska i sprzętu nie ma takiej możliwości, to siłą rzeczy idzie w piłkę nożną.

Jak natomiast możemy wytłumaczyć ten fenomen? Dlaczego Czesi ze wszystkich dyscyplin świata pokochali właśnie sport, którego kolebką jest Kanada?

– Dominik Hasek mówił, że na to czemu hokej jest w Czechach tak popularny, sami Czesi jednoznacznej odpowiedzi nie mają – mówi Rudynek. – I to mimo tego, że już przed drugą wojną światową, w latach trzydziestych rozgrywały się u nich mistrzostwa w tej dyscyplinie. W północnej części Wełtawy, czyli rzeki płynącej przez Pragę, na wyspie znajdowało się bowiem lodowisko, na które przychodziły tysiące ludzi. Tradycje są więc bardzo bogate. Ale czemu w środkowej części Europy znalazł się kraj, który oszalał na punkcie hokeja? To trudno wyjaśnić Haskowi i trudno wyjaśnić historykom.

Złote pokolenie

Jak mogliście już wywnioskować, historia hokejowych sukcesów w Czechach sięga czasów, kiedy ten kraj znajdował się jeszcze pod komunistycznym reżimem. W 1920 roku reprezentacja Czechosłowacji wystąpiła po raz pierwszy na letnich (tak, letnich) igrzyskach olimpijskich. Pod koniec lat czterdziestych wyrosła natomiast na czołową hokejową siłę globu i w kolejnych dekadach była w stanie rywalizować na imprezach mistrzowskich z Kanadą, Szwecją czy ZSRR.

Łącznie do 1993 roku udało jej się uzbierać trzydzieści medali mistrzostw świata, a także osiem krążków igrzysk (z wyjątkiem Antwerpii w 1920 roku – wyłącznie zimowych). Co natomiast miało miejsce po wspomnianej dacie? Oczywiście nastąpił rozpad Czechosłowacji, który międzynarodowa federacja zinterpretowała w ten sposób: Czechy pozostały w hokejowej elicie, a Słowacja wypadła do puli „C” i musiała rywalizować w niżej notowanych rozgrywkach.

„Nie rezygnujesz z tego, co kochasz”. Jaromir Jagr ma 50 lat i dalej gra w hokeja

Wkrótce w kraju naszych sąsiadów miało narodzić się tak zwane „złote pokolenie”. Kojarzymy je w dużej mierze ze względu na legendarnego Jaromira Jagra, ale w latach 90. Czechy miały więcej gwiazd: Milana Hejduka, Petra Svobodę, Martina Strakę, Roberta Reichela czy przede wszystkim Dominika Haska. Wszyscy w 1998 roku sięgnęli w Nagano po złoty medal olimpijski.

– Poza Jagrem trzeba wspomnieć o Dominiku Hasku – mówi Adrian Kowal. – Legendarny zawodnik, wymieniany przez praktycznie wszystkich w TOP 3 najlepszych bramkarzy w historii hokeja, a według niektórych nawet postać numer jeden na swojej pozycji. Bronił w niekonwencjonalny sposób, wymykał się technicznym ramom. Był jednak znakomity w tym, co robił. Jest zresztą też bardzo interesującym człowiekiem, do dzisiaj zaangażowany w świecie hokeja czy polityki w Czechach.

Jak możemy natomiast zdefiniować postać Jagra? Czech słynie z tego, że mimo przekroczonej pięćdziesiątki jest dalej aktywnym hokeistą, występującym (choć ostatnio dość sporadycznie) w swoim własnym klubie, Rytíři Kladno. Można śmiało powiedzieć, że w kraju naszych południowych sąsiadów jest odpowiednikiem Adama Małysza – kultowym sportowcem, którego zna każdy. I który do dzisiaj nie znika z przestrzeni publicznej.

– Tak, Jagr to postać-instytucja – mówi Rudynek. – Choć ostatnio nagrabił sobie trochę u Czechów. Przez całą karierę występował z numerem „68” na koszulce, nawiązującym do inwazji Układu Warszawskiego w 1968 roku. A mimo tego kilka miesięcy temu jego klub zakontraktował zawodnika z ligi rosyjskiej [Július Hudáček – przyp. red.]. I podniosła się dyskusja: Jagr, jak to, nawiązywałeś przez całą karierę do 1968 roku, a teraz zatrudniasz hokeistę, który grywał sobie w Rosji? Ostatecznie temu zawodnikowi podziękowano. Ale już wychodząc poza tą historię: tak, Jagr do dzisiaj jest w Czechach gwiazdą i kiedy przechodzimy się ulicami Pragi, to nieraz z billboardów się do nas uśmiecha.

Od okresu, gdy największe legendy czeskiego hokeja były w kwiecie wieku, minęło już sporo czasu. Jak twierdzi Adrian Kowal: na zawodnika pokroju Davida Pasternaka, czyli ofensywną gwiazdę NHL, Czesi musieli czekać dobre dwadzieścia lat. A i tak dalej nie mają takiej generacji, jak na przełomie wieków.

Mistrzostwo świata (które w latach 1999-2001 zdobywali trzy razy z rzędu) znowu jednak znalazło się w ich rękach.

– Minęły już z trzy dekady, od kiedy Czesi byli w swoim szczytowym momencie – opowiada Kowal. – Natomiast jak popatrzymy na ostatnie kilkanaście lat, to nie ma co ukrywać, że zarówno oni, jak i Słowacy zanotowali regres. Dopiero ostatnio zaczęło im iść lepiej. Słowacy na ostatnich igrzyskach olimpijskich doszli do fazy pucharowej, a Czesi właśnie zostali mistrzami świata. Można zatem mówić o małym renesansie hokeja w tych rejonach.

– Natomiast przyczyn systemowych w tym mistrzostwie Czechów bym się nie doszukiwał – kontynuuje Kowal. – Jest kilku młodych zawodników, na przykład bramkarz Lukas Dostal z rocznika 2000, który rozegrał świetne mistrzostwa. Ale patrząc na ich skład: są dalej oparci w dużej mierze o weteranów, jak Roman Červenka, którzy w kadrze są od lat. I trudno sobie bez nich reprezentację Czech wyobrazić. Mówimy o takiej mieszance – starych wyjadaczy, czołówki z NHL oraz w miarę ciekawej młodzieży. Jak jednak widać, można było coś z tego „ugotować”.

Polska jak Czechy? Zapomnijmy

Obrazki, które oglądaliśmy jeszcze w trakcie mistrzostw świata, a także już po nich, na ulicach Pragi, mogły skłonić nas do przemyśleń. Czesi, choć kochają hokej, wydają się mieć do niego raczej mniej fanatyczne podejście niż – przykładowo – Grecy do koszykówki. Dostrzec da się natomiast rodzinną, ciepłą atmosferę. Na ten temat pytamy Grzegorza Rudynka.

– Ze względów rodzinnych byłem na paru meczach juniorskiego hokeja w Czechach i klimat przypominał mi to, co w Polsce kojarzymy z „groundhoppingiem” – mówi. – Piwko, kiełbaski. Do tego obowiązkowo rum, podawany w takich małych kubeczkach albo z herbatą. Jak rozmawiałem z ludźmi, to wytłumaczono mi, że taki klimat panuje w przypadku większości drużyn spoza wielkich miast. Bo z kolei tam, kiedy jest rywalizacja Sparty z Trzyńcem, niektórym przysłowiowo odbija. Wówczas atmosfera bardziej przypomina tę piłkarską, ze złej strony.

– Tu przypomniała mi się pewna historia – kontynuuje Rudynek. – Aron Chmielewski opowiadał, że kiedy w 2014 roku po raz pierwszy pojechał na mecz ze Spartą Pragą, to cała hala zaczęła skandować: bij Polaka po głowie. Mówił, że kompletnie nie wiedział, o co chodzi. Bo nawet nie był na lodzie, tylko siedział w boksie, nikt go za bardzo nie znał. Okazało się jednak, że zespół z Trzyńca, przez to, że jest blisko granicy, bywa nazywany Polakami. Kibice ze stolicy chcą mu właśnie w ten sposób dopiec, krzycząc „bij Polaka”. No i rzeczywiście, na tym najwyższym ligowym poziomie sporadycznie pojawiają się informacje o różnych incydentach, czy o tym że kibice danych drużyn się pobili.

Tak jak czescy hokeiści w ostatnich latach ponownie zaczęli rosnąć w siłę, co poskutkowało zdobyciem złotego medalu MŚ, tak Polska również mogła nie tak dawno pochwalić się sukcesem, bo takim był przecież awans do hokejowej elity. Biało-Czerwoni co prawda po imprezie w Pradze i Ostrawie ponownie będą grać w niższej dywizji, ale co by nie powiedzieć – powiało u nas trochę optymizmem na przyszłość.

Czy zatem, żeby dalej piąć się w górę, powinniśmy wziąć przykład z naszych południowych sąsiadów? Cóż, to chyba jednak za wysokie progi.

– Polski hokej ma bardzo dużo do poprawy – stwierdza Adrian Kowal. – Czy możemy bazować na tym, co jest w Czechach? To niestety nie jest ta skala. Mówimy o kraju, który ma grube tysiące zgłoszonych zawodników. W Polsce natomiast jest kilkuset zawodowych hokeistów. I to mimo tego, że mamy kilkukrotnie większy kraj. Sytuacja jest zatem nieporównywalna. Ale chyba trzeba się z tym pogodzić. My mamy tradycje w innych sportach i wiadomo, że hokej też ma u nas swoją historię, ale trudno to jakkolwiek zestawiać z Czechami.

KACPER MARCINIAK

Fot. Newspix.pl

Na Weszło chętnie przedstawia postacie, które jeszcze nie są na topie, ale wkrótce będą. Lubi też przeprowadzać wywiady, byle ciekawe - i dla czytelnika, i dla niego. Nie chodzi spać przed północą jak Cristiano czy LeBron, ale wciąż utrzymuje, że jego zajawką jest zdrowy styl życia. Za dzieciaka grywał najpierw w piłkę, a potem w kosza. Nieco lepiej radził sobie w tej drugiej dyscyplinie, ale podobno i tak zawsze chciał być dziennikarzem. A jaką jest osobą? Momentami nawet zbyt energiczną.

Rozwiń

Najnowsze

Polecane

EURO 2024

Paul Hayward: Anglia żyje w zamkniętym kole porażek. Zeszła na ziemię [WYWIAD]

Kamil Warzocha
2
Paul Hayward: Anglia żyje w zamkniętym kole porażek. Zeszła na ziemię [WYWIAD]

Komentarze

31 komentarzy

Loading...