Hiszpański plan Wisły Kraków nie wypalił [KOMENTARZ]

Piotr Rzepecki

19 maja 2024, 11:33 • 7 min czytania

Hiszpański plan Wisły Kraków nie wypalił [KOMENTARZ]

Przed rundą wiosenną Wisła Kraków do miejsca, które gwarantowało bezpośredni awans, traciła trzy punkty. Na pozycji lidera przezimował Motor, dalej była Arka i GKS Tychy. Lechia znajdowała się tuż za podium. W Krakowie oczekiwano zmian i przede wszystkim regularnego punktowania. Przyszedł Albert Rude, który podkreślał, że zależy mu na celu długoterminowym. Wydaje się jednak, że uciekło to co najważniejsze: walka o to, co tu i teraz. Bo Wisła Kraków na kolejkę przed końcem nie dość, że nie jest pewna, czy w ogóle załapie się do baraży, to gra najgorszy futbol w tym sezonie. I to w kluczowym momencie rozgrywek. Nie wygląda to optymistycznie.

Reklama

Wisła Kraków ma ogromne możliwości. To marka. To firma. To klub, na który kibice przychodzą, który skupia gigantyczne zainteresowanie nie tylko śledzących wydarzenia z pierwszej ligi. W ostatnich tygodniach jednak wyłącznie rozczarowuje. I nie pomaga tutaj niesamowita historia w krajowym pucharze.

3 maja na krakowskim rynku oglądaliśmy piękne sceny: piłkarze „Białej Gwiazdy” zostali przywitani z największymi honorami, tłum kibiców podziękował za wygrany Puchar Polski. Śpiewano hymn, były race. Radość ze wzniesionego pucharu jednak nie przykrywała głównego celu na ten sezon, zawodnicy w przypływie euforii twardo stąpili po ziemi. – Jest fajnie, ale za kilka dni gramy ligowy mecz. Najważniejszy jest awans – takie i inne hasła co rusz wybrzmiewały.

Reklama

Kraków kocha zwycięzców

Okazuje się, że albo były to czcze słowa (scenariusz mało realny) albo deklaracje nie znalazły pokrycia w rzeczywistości, bo Wisła zwyczajnie nie była w stanie wejść na swój najwyższy poziom i wygrać żadnego meczu po finale na Narodowym (scenariusz prawdopodobny).

Wisła Kraków. Katastrofalna wiosna, gra w barażach się oddala

Kilka dni po spotkaniu z Pogonią Szczecin ekipa z Krakowa tylko zremisowała ze zdegradowanym Zagłębiem Sosnowiec. Mówiło się o niewykorzystanym rzucie karnym w końcówce przez Szymona Sobczaka, powtarzało się jak mantrę, że sędzia nie pomógł. Że kilka decyzji było co najmniej kontrowersyjnych. Ale panowie – apel do piłkarzy Wisły – nie potrafiliście wygrać z najsłabszym zespołem w lidze! Nie ma wytłumaczenia. Każdy inny wynik, niż wygrana, to kompromitacja i blamaż.

Później przydarzyło się spotkanie z Lechią. Z drużyną, która tę ligę zjadła w rundzie wiosennej. Podopieczni Szymona Grabowskiego pokazali futbol lepszy, dojrzalszy. Wisła nie miała podjazdu. I nawet mimo wyjścia na prowadzenie i kilku niezłych ataków, to od początku było widać, że do Krakowa przyjechał zespół, który potrafi grać w piłkę, czym wypunktował „Białą Gwiazdę”.

Na koniec spotkanie z GKS-em Katowice. Drużyna trenera Rafała Góraka to objawienie wiosny: najwięcej zdobytych punktów (35), najwięcej strzelonych bramek (43). Jeśli ktoś w tej lidze przedefiniował swoje granie po jesieni i maksymalnie skoncentrował się na wywalczeniu awansu, to właśnie katowiczanie. A nie Wisła Kraków, która z powtarzalnością i regularnym punktowaniem nie ma nic wspólnego.

Drużyna Rude gra w kratę. Tutaj wygra w końcówce (Stal Rzeszów), tam przegra w słabym stylu (GKS Tychy). Przegra z Chrobrym Głogów, pokona słabego Piasta w Pucharze, da się ograć Motorowi, by za tydzień wyrwać remis z Wisłą Płock. Jedynie na przełomie lutego i marca (cztery mecze, jedno w PP) Wiśle Kraków udało się zanotować w miarę przyzwoitą serię spotkań bez porażki. Po tym okresie to wieczna sinusoida.

I tutaj dochodzimy do fundamentalnego wniosku: czy trener Rude panuje nad tą drużyną czy jednak nie potrafi wdrożyć swojego pomysłu? Hiszpan w rozmowie z nami podczas okresu przygotowawczego w lutym powiedział: – Nie zakładam więc, że za cztery miesiące ten zespół będzie grał dokładnie tak, jak sobie wyobrażam. To się nie wydarzy. Wierzę jednak, że w krótkim czasie jestem w stanie pomóc drużynie na tyle, żeby była w stanie walczyć o nasze cele.

Trener Rude po meczu z GKS-em Katowice: – Jeśli nie gra się w 11 z takim rywalem, w tak ważnych meczach, to jest jeszcze trudniej. Dzisiaj też tak było i nie osiągnęliśmy tego, co chcieliśmy. Muszę jednak powiedzieć, że jestem bardzo dumny z mojej szatni, tego co zrobili – pomimo niedogodności szli do przodu.

Rude: Nie mogłem odmówić Wiśle Kraków. Mam tu wszystko, czego szukałem

Trudno nie odnieść wrażenia, że szkoleniowiec Wisły szuka wymówek w postaci szybko zebranej czerwonej kartki przeciwko „Gieksie” i na tym buduje narrację. Panowie – drugi apel do piłkarzy – oni by was ograli, nawet gdybyście grali w dwunastu! To drużyna zdeterminowana, biegająca, walcząca, grająca często prostymi środkami, ale diabelnie skutecznymi.

Jedyna broń dzisiejszej Wisły Kraków to Angel Rodado. I tyle. Na tym pomysły się kończą. Nie pomaga człapający Marc Carbo, notujący przerażającą liczbę nieudanych dryblingów Jesus Alfaro, Angel Baena czy Miki Villar. Przeciwko Lechii cała ta trójka wykonała dziesięć prób, z czego pięć było udanych.

Nie ma szefa na ławce

I nie pomaga też zarządzanie meczem przez trenera Rude. No bo nie można dokonać zmiany w 12. minucie i zdjąć Mikiego Villara i wpuścić 20-letniego Mariusza Kutwę, który przed tym spotkaniem z GKS-em Katowice miał rozegranych łącznie… 43 minuty. Piłkarz bez doświadczenia, który jest (?) przyszłością, ale nie może być wartością dodaną w tak trudnej sytuacji, kiedy jego zespół gra zawodnika mniej (zmiana podyktowana czerwoną kartką Eneko) i na tak wymagającego rywala.

Co zrobił trener Rude po tym, jak kontuzję złapał Igor Łasicki? Wprowadził Igora Sapałę… I duet obrońców tworzyli do końca meczu Alan Uryga oraz Marc Carbo, który z uwagi na brak odpowiednich zachowań jako stoper (w końcu mówimy o ósemce) wbił sobie bramkę samobójczą i generalnie nie przekonywał.

Co zrobił trener Rude w drugiej połowie? Wpuścił Szymona Sobczaka, może Michała Żyro? Nieeee. Po co? Gdzie tam? Lepiej dać szansę Dejviemu Bregu, który regularnie zawodzi (jeden gol i jedna asysta na koncie) i Romanowi Goku.

Czy Wisła Kraków przesunęła akcenty na przód, czy próbowała atakować i gonić wynik? Owszem. Ale brakowało wykonawców, dokładności, odpowiedniej intensywności. Goście byli bezradni, liczyli tylko na przebłysk Angela Rodado, który jakimś cudem zdołał jeszcze trafić drugą bramkę i przez krótki moment wydawało się, że jeszcze w końcówce goście z Krakowa odwrócą wynik.

Patrząc obiektywnie na mecze po finale Pucharu Polski: zebrany jeden punkt na dziewięć możliwych to koszmar i wypisanie się na własną prośbę z baraży. Oczywiście Wisła miała wymagających rywali, ale nie można wciąć chować się za takimi hasłami, bo przecież w barażach (jeżeli oczywiście „Biała Gwiazda” tam doczłapie) będą ją czekać ci sami, wymagający rywale. Swoją drogą istnieje szansa, że jako szósty zespół po sezonie zasadniczym Wisła zmierzy się z „Gieksą” w Katowicach…

Tak czy siak: pomysł Jarosława Królewskiego nie wypalił. Możemy to napisać wprost przed ostatnią ligową kolejką. Trener Rude nie wykrzesał z zawodników maksa, wszystko jest oparte na Rodado, który jako jedyny z zawodników Wisły realnie zasłużył na grę w Ekstraklasie. „Biała Gwiazda” jest chimeryczna, sama siebie nokautuje (w ostatnich ośmiu ligowych meczach piłkarze Wisły obejrzeli cztery czerwone kartki). Tak nie gra się o awans, to właściwie gotowa reklama, jak przegrać baraże, które przed rundą wiosenną nie tyle co były w zasięgu, ale były najgorszą możliwą opcją. Wisła miała walczyć o pierwsze dwa miejsca. Na grę w barażach kręcono nosem.

I niestety romantyczna historia związana z wywalczeniem Pucharu Polski, możliwą grą w Europie, tutaj nie pomoże. Alberta Rude rozliczy wynik z rywalizacji w pierwszej lidze. Pachnie zmianą trenera, całkowitą przebudową kadry. Kolejnym „przejściowym” sezonem na zapleczu. Chociaż naiwni będą jeszcze wierzyć, rozpisywać możliwe scenariusze.

Dziś scenariusz najbardziej realny brzmi: Wisła Kraków wiosną zrobiła bardzo dużo, by nie awansować do Ekstraklasy. Sportowo tej drużynie promocja się nie należy.

WIĘCEJ O WIŚLE KRAKÓW:

Fot. Newspix

Urodził się dzień po Kylianie Mbappe. W futbolu zakochał się od czasów polskiego trio w Borussi Dortmund. Sezon 2012/13 to najlepsze rozgrywki ever, przynajmniej od kiedy świadomie śledzi piłkarskie wydarzenia. Zabawy z kotem Maurycym, Ekstraklasa, powieści Stephena Kinga.

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

Betclic 1 liga

Reklama
Reklama