Reklama

Region, gdzie dzieją się cuda. Jak Gipuzkoa stała się ziemią wybitnych trenerów

Dominik Piechota

Autor:Dominik Piechota

27 lutego 2024, 14:43 • 12 min czytania 6 komentarzy

Gipuzkoa to najmniejsza prowincja Hiszpanii, bo zamieszkuje ją ledwie 700 tysięcy osób, ale trudno o bardziej płodną ziemię jeśli chodzi o ludzi czujących piłkę. W promieniu kilkudziesięciu kilometrów od San Sebastian na świat przyszli Mikel Arteta, Unai Emery, Xabi Alonso, Julen Lopetegui, Andoni Iraola czy Imanol Alguacil. Ten ostatni odpowiada za kolejny fenomen, czyli Real Sociedad. Drużyna grająca ośmioma wychowankami zameldowała się w 1/8 finału Ligi Mistrzów, gra o finał Pucharu Hiszpanii i udowadnia, że w Gipuzkoi jak mało gdzie potrafią wychować i ukierunkować talenty.

Region, gdzie dzieją się cuda. Jak Gipuzkoa stała się ziemią wybitnych trenerów

Trudno powiedzieć, czy to kwestia baskijskiego powietrza czy smak lokalnych pintxos, ale w prowincji Gipuzkoa po prostu wiedzą, jak to robić. Nie wysysają tego z mlekiem matki, lecz trafiają na żyzną glebę, gdzie można chłonąć wiedzę. Sztuką jest znaleźć tak niewielki region, który wychował równie wielu wybitnych trenerów oraz tak konkurencyjnych piłkarzy. Ale wydaje się, że w głównej mierze to kwestia kultury futbolu oraz świadomego otoczenia. Jeśli wzrastasz w grupie inspirujących oraz specjalizujących się w temacie ludzi, od dziecka czerpiesz właściwe wzorce. W San Sebastian o piłce rozmawia się fachowo, niezależnie kogo spotkasz. A tym bardziej dzisiaj, kiedy Real Sociedad przeżywa wspaniały czas, chociaż praca na ten sukces zaczęła się wiele, wiele lat wcześniej.

Gipuzkoa. Prowincja najlepszych trenerów

Istnieje duże prawdopodobieństwo, że gdyby wszyscy trenerzy wrócili w rodzinne strony, to właśnie w Gipuzkoa spotkalibyśmy największe nagromadzenie specjalistów w tej dziedzinie. Regularnie mogliby wpadać na siebie trenerzy rywalizujący w Lidze Mistrzów albo Premier League.

Reklama

Szybki rzut oka na menedżerów z tej prowincji:

  • Mikel Arteta (Arsenal, walczy o mistrzostwo Anglii; urodził się w San Sebastian);
  • Xabi Alonso (Bayer Leverkusen, walczy o mistrzostwo Niemiec; Tolosa – 30 km od San Sebastian);
  • Unai Emery (Aston Villa, 4. miejsce w Premier League; Fuenterrabía – 22 km od San Sebastian);
  • Imanol Alguacil (Real Sociedad, 1/8 finału Ligi Mistrzów; Orio – 17 km od San Sebastian);
  • Julen Lopetegui (bez klubu, wcześniej Wolverhampton, Sevilla czy Real; Asteasu – 25 km od San Sebastian);
  • Andoni Iraola (Bournemouth, 14. miejsce w Premier League; Usurbil – 11 km od San Sebastian);

A gdybyśmy jeszcze poszerzyli ten obwód i dorzucili tych, których również dotknęły lokalne wpływy:

  • Jagoba Arrasate (Osasuna od 6 lat; Berriatua – 57 km od San Sebastian, formalnie prowincja Bizkaia);
  • Ernesto Valverde (Athletic, walczy o Ligę Mistrzów; urodził się w Extremadurze, ale wychowywał 100 km od San Sebastian);
  • José Luis Mendilibar (Olympiakos, ostatni zwycięzca LE z Sevillą; Zaldívar – 63 km od San Sebastian);

Gipuzkoa nie ma nawet 750 tysięcy mieszkańców, powierzchnią liczy mniej niż 2000 km², a jednak wykarmiła świat piłki bardzo hojnie. Jeśli rodzisz się na północy Hiszpanii, to statystycznie jest spora szansa, że zostaniesz wybitnym restauratorem albo właśnie topowym trenerem. Wzorce dookoła inspirują z naprawdę dużą mocą.

Mikel Etxarri – mentor, profesor, nauczyciel

Jedni śmieją się, że coś specjalnego jest w wodzie, która płynie z kranu, inni że to wyjątkowo żyzna gleba w Gipuzkoi. Ale kiedy zapytamy samych zainteresowanych, zgodnie odpowiadają: to zasługa Mikela Etxarriego, 77-letniego profesora w baskijskiej szkole trenerów i guru najlepszych szkoleniowców świata. – Przychodzi taki moment, że wszyscy czasem dzwonimy do niego po poradę w trudnych chwilach – wyznaje Jagoba Arrasate z Osasuny.

Reklama

– Mówią mi, że ja ciągle podważam, dyskutuję i jestem wiecznie niezadowolony. Ale bez dyskusji nie ma rozwoju. Kiedy dzwoni do mnie Juanma Lillo, dzielę się swoimi przemyśleniami: Manchester City gra zbyt wiele podań diagonalnych. Mendilibarowi radziłem, aby grał wysoko ustawioną linią defensywy. Na końcu i tak chcą podyskutować, bo jesteśmy pasjonatami futbolu. Bez niezgody, bez podważenia, nie możesz pójść do przodu – mówił w audycji w Cadena SER Etxarri.

Chociaż śmietankę spijają inni, to wszystkich uczył oraz inspirował właśnie Mikel Etxarri, wiecznie poszukujący perfekcji, ciągle dążący do odnalezienia czegoś nowego i zadurzony w innowacyjności. 65 lat temu piłka wyglądała jak inna dyscyplina, gdy on kopał ją w najlepsze jako dzieciak, a mimo wszystko dzisiaj najwięksi specjaliści Premier League lubią wsłuchać się w jego refleksje, gdy w weekend zasiądzie przed telewizorem i ruszy do analizy. – Mikel, mam prośbę, spojrzałbyś na grę mojego przeciwnika? Może coś dostrzeżesz – słyszy czasem przez słuchawkę. I z uśmiechem rusza do bazy danych.

Z Artetą rozmawiał ostatnio na temat zajmowania przestrzeni przez piłkarzy Arsenalu. W Realu Sociedad miał wiele do powiedzenia w kontekście wprowadzania młodzieży do pierwszej drużyny, a tylko w tym sezonie Imanol Alguacil wpuścił na boisko we wszystkich rozgrywkach 18 przedstawicieli Zubiety! Unai Emery mówi wprost: to mój mentor. Ich drogi były zupełnie różne, niektórzy rozpoczynali w amatorskiej piłce i latami przebijali się na szczyt, inni bazowali na nazwisku i uczyli się w cieniu najlepszych, ale łączy ich, że każdy na kursie trenerskim albo w konkretnym momencie życia przeciął się z Etxarrim.

https://twitter.com/be_magistral/status/1720070202757677213

W regionie, który historycznie słynie z wielkiej siły fizycznej i dziwnych sportów jak rąbanie drewna czy przenoszenie żelastwa, to oko do taktyki, a nie mięśnie okazały się kluczem.

– Jeśli miałbym powiedzieć, co nas regionalnie wyróżnia to umiejętność pracy zespołowej, ale też umiłowanie do wysiłku, walki o swoje i ciężkiej pracy. To też bierze się z korzeni i dyscyplin, jakie oglądali nasi dziadkowie, którzy zawsze musieli walczyć o swoje. Nie mówię, że inne regiony tego nie mają, ale widzę po swoich współpracownikach i naszych trenerach, że to cechy wspólne. Uważam, że jako Baskowie potrafimy działać w grupie, potrafimy współzawodniczyć, ale też kreujemy naturalnych liderów, którzy mają posłuch. Nie sądzę, że wiemy więcej niż inni. Nie jesteśmy najmądrzejsi ani nie odkryliśmy tajemnej wiedzy. Myślę, że w tej pracy ważne jest również, jak przekazujemy swoją wiedzę w prosty sposób i jak zarządzamy grupą. Wydaje mi się, że przez naszą pokorę, szczerość i przejrzystość radzimy sobie dobrze z tym aspektem – analizował w „Noticias de Gipuzkoa” guru baskijskich trenerów.

W jego oczach Unai Emery zawsze miał duszę buntownika i silny charakter, by zarządzać innymi. Lubił być w centrum uwagi i zapowiadał się na trenera, który poświęci piłce wszystko. Jagoba Arrasate miał pewne zadatki, bo był profesorem w szkole i nie wyklucza, że jeszcze kiedyś na stare lata wróci do tego zawodu z misji. Najbardziej zaskoczył go jednak Imanol Alguacil. Chociaż był przepełniony wiedzą, nie wyobrażał go sobie jako trenera przez bycie introwertykiem. Nie dzielił się ze światem tym, co siedziało w jego głowie. Nie wyglądał na faceta, który porwie za sobą tłumy płomienną przemową. A po latach zobaczyliśmy go jako faceta, który zdzierał z siebie koszulkę Realu Sociedad i bił się w gołą pierś na konferencji prasowej, gdy w grę wchodziło Copa del Rey.

Wszyscy ciężko pracowali na tę szansę i właśnie pracowitość ma być elementem łączącym te historie napisane niezależnie kilkadziesiąt kilometrów od siebie. Oni naprawdę nie widzą więcej niż inni, ale kiedy nakreślą sobie jakiś długoterminowy plan, potrafią go konsekwentnie realizować. I nie odpuszczą, dopóki nie osiągną celu. Ich drogi wielokrotnie się przecinały, tak jak na grupowym zdjęciu Realu Sociedad 1995-96, gdzie praktycznie pod sobą w trzech rzędach stoją Jagoba Arrasate, Unai Emery oraz Imanol Alguacil.

Mikel Etxarri opowiadając o regionalnych cechach wspólnych, lubi również cytować nieformalny hymn Kraju Basków. „Eman ta zabal zazu munduan frutua”. – Dawaj i rozpowszechniaj owoce pracy na świecie. Osobiście pamiętam, gdy pierwsi baskijscy trenerzy wyjeżdżali poza granicę kraju. To była wielka duma. A dzisiaj naprawdę nasi przedstawiciele sporo znaczą w świecie. Myślę, że każda kolejna historia jest inspiracją, a to też tworzy odpowiedni klimat do nauki – tłumaczył nauczyciel o uznanym nazwisku na kursach trenerskich.

Najlepsze jest to, że nie jesteśmy świadkami chwilowej tendencji. Tak jak mówią twoi trenerzy, tak zaczynają rozmawiać twoi piłkarze. Kradną od ciebie najlepsze cechy i na nich bazują. To powinno zainspirować kolejne generacje. Widzę u nas ludzi przygotowanych do tego, aby również kiedyś zostać topowymi trenerami: Javi Martinez, Iker Muniain czy Ander Herrera. Przykładów jest wiele, aby poszli kiedyś śladami Xabiego Alonso, który również przygotowywał się do fachu w rezerwach Realu Sociedad – uważa dziennikarz Robert Ramajo z baskijskiego oddziału SER.

– Pamiętam, jak kiedyś usiadłem na trybunach z Anderem Herrerą podczas meczu, to miałem dwie godziny z głowy. Tylko szturchał mnie w ramię, tłumaczył każdą akcję i objaśniał, co tam się właśnie taktycznie wydarzyło. Niesamowicie wkręcony w mechanizmy piłki. Ja tylko sobie myślałem: w porządku, ale daj mi coś obejrzeć z tego meczu – wspomina, śmiejąc się Cezary Wilk, który grał w Deportivo La Coruna czy Realu Saragossa.

Zubieta. Jedna z najlepszych akademii w Hiszpanii

Dziś ten regionalny sukces najdobitniej widzimy po rezultatach Realu Sociedad, bo w San Sebastian od dłuższego czasu nie było takiego klimatu na piłkę. Największą famę w całym kraju z akademii ma oczywiście La Masia, wychowankowie La Fabriki są praktycznie wszędzie i zalewają rozgrywki, ale w rzeczywistości z największej liczby „swoich” piłkarzy w LaLiga korzystają baskijskie Athletic i Real Sociedad. I to dwie ekipy, które chociaż trzymają się regionalnej tożsamości, to jednak w pewnym stopniu muszą się szarpać o piłkarzy. Wiadomo, że jak urodzisz się w Bilbao, to nie będziesz marzył o grze dla Realu Sociedad, ale jednak bliskość tych klubów oraz skala talentu na północy Hiszpanii zadziwia.

Athletic – wiadomo – gra wyłącznie Baskami, więc praktycznie nie ma wyjścia.

Ale Real Sociedad? Ma drogę wolną, a i tak postawił na szkolenie oraz Zubietę.

Gdy oglądaliśmy, jak zawodnicy Imanola Alguacila latają po boisku na tle Interu Mediolan, dokręcając śrubę z niedawnym finalistą Ligi Mistrzów, mogliśmy przecierać oczy ze zdumienia. Dopiero co weszli do Champions League jako goście, ale widać po ich grze, że wykonują tam topową robotę.

Nie inaczej widział to Luis Enrique, mimo że jego PSG u siebie w Paryżu wygrało 2:0 w 1/8 finału Ligi Mistrzów.

Wow, co za sposób rywalizacji i konkurowania na najwyższym poziomie. Naprawdę mieliśmy z nimi spore problemy i to nie są słowa, aby pokazać szacunek do przeciwnika. Zrobili na mnie wrażenie, jaką pracę wykonują w Realu – komplementował ich niedawny selekcjoner reprezentacji Hiszpanii.

Do straty pierwszej bramki grali po swojemu, aż Kylian Mbappe nie trafił do siatki. Imanol Alguacil był wściekły i odpalił się na konferencji prasowej. Oberwało się prawemu obrońcy Hamariemu Traore. – Nie mogę zrozumieć, jak ktoś schodzi z boiska i zostawia drużynę w osłabieniu. Ja to rozumiem tak, że jeśli musisz zejść z murawy, to tylko jeśli jedziesz bezpośrednio do szpitala. Tak nie możemy rzucić wyzwania PSG – mówił w emocjach.

Oberwało mu się za te słowa, ale czuł, że obok nosa przechodzi życiowa szansa. Godzina dobrej rywalizacji na Parc des Princes to za mało. On się tym nie zadowalał. Wiedział, że przy perfekcji mogliby pomarzyć o lepszym rezultacie. Takefusa Kubo, czyli największa gwiazda drużyny, brał winę na siebie i również kajał się publicznie. – Myślałem, że przykryłem Kyliana. Czułem, że mam go w zasięgu. To moja wina – przepraszał.

Real Sociedad dorósł do największych. Nie na długości całego sezonu, ale w perspektywie krótkoterminowej jak najbardziej.

Gdy grali w Lidze Mistrzów, Imanol Alguacil w zależności od meczu korzystał z siedmiu, ośmiu, a czasem nawet dziewięciu wychowanków, licząc tych, którzy wchodzili z ławki rezerwowych.

Gdy przyszła szeroka lista powołań do reprezentacji Hiszpanii, Real Sociedad miał tam najwięcej przedstawicieli. Nie Real czy Barca.

Gdy pojawia się potrzeba chwili, wchodzi nowy przedstawiciel Zubiety o nazwisku będącym przekleństwem dla zagranicznych komentatorów i daje radę. Takich w akcji w tym sezonie widzieliśmy już 18.

Mikel Oyarzabal to już symbol tej ferajny.

Martin Zubimendi został namaszczony na następcę Sergio Busquetsa.

Ander Barrenetxea wygląda jak skrzydłowy na topowe kluby Premier League.

Jon Aramburu, Benat Turrientes czy Jon Magunazelaia to jeszcze przyszłość.

Zubieta to dzisiaj konkretna marka, mimo że pierwszy rocznik w tej akademii to dopiero U-13. Trenerzy uważają, że wcześniej nie ma co wsadzać dzieciaki w mocne ramy taktyczne i budować z nich „piłkarzy”, bo zbyt szybko się wypalą. Wolą rozwijać ich kompleksowo, dlatego mają podpisane umowy współpracy z lokalnymi drużynami oraz inwestują w szkoły, aby najmłodsi mogli się rozwijać w różnych dyscyplinach. Karate, lekkoatletyka, gry zespołowe. Na piłkę przyjdzie czas. Kto ma dar i dryg, jest już na oku Realu Sociedad. Ale to nie oznacza, że trzeba podpisywać kontrakt z 8-latkiem i namaszczać go nowym Oyarzabalem. Brzmi niecodziennie, nie jak na współczesne czasy, a jednak w tym mikroklimacie działa.

Puchar Króla naznaczy im sezon

O baskijskiej drużynie nie mówi się tak wiele, lecz zasługują na uznanie. Za same rywalizacje z Interem Mediolan czy PSG, a przede wszystkim dojście do fazy pucharowej Champions League. Mieli zadatki na kopciuszka tej edycji, ale jednak wątpliwe, by Kylian Mbappe & spółka wypuścili awans w rewanżu w San Sebastian.

Od czterech lat regularnie meldują się w europejskich pucharach, a piąty sezon z rzędu wydaje się formalnością. Niby oczywistość, ale spójrzmy na dołujące Villarreal czy Sevillę – kryzysy dopadają każdego.

Puchar Króla? Poważne perspektywy na zwycięstwo. Jeśli przejdą Mallorcę, Imanol Alguacil stanie się drugim menedżerem w historii, który dwukrotnie wszedł do finału Copa del Rey.

Ostatnim razem rozdzierał szaty i świętował wzniesieniem pucharu, lecz nie był to sukces kompletny, bo w epoce pandemicznej nie mógł dzielić tej radości z kibicami. Teraz chcą to powtórzyć i dołożyć do tego obecność tysięcy mieszkańców San Sebastian.

W skali lokalnej zbudowali projekt funkcjonujący wzorowo. Wychowujący, inspirujący, ale przede wszystkim skuteczny. Wiele mówiło się, że może Imanol Alguacil zastąpiłby Xaviego w Barcelonie, ale to człowiek skrojony właśnie na Sociedad. Nie byłby tutaj tak skuteczny i ceniony, gdyby wcześniej przez lata nie zajrzał do każdego pomieszczenia w klubowych budynkach, nie poznał akademii na wylot, nie wychowywał dzisiejszych gwiazd jeszcze w wieku dojrzewania.

Oni nie wynaleźli klucza do sukcesu. Odnaleźli sposób, który będzie działał lokalnie w ich warunkach.

– Spójrzcie, jaką on wykonuje pracę. Ich najsilniejszym punktem jest Imanol Alguacil, co za fantastyczna robota, jaki kontakt z kibicami i społeczeństwem, dzięki pasji zbudował piękną nić porozumienia między gabinetami, szatnią a trybunami – zachwalał go rywal w grze o finał Pucharu, czyli Javier „Bask” Aguirre z Mallorki.

I to, podobnie jak w przypadku Luisa Enrique, nie były czcze słowa. Gipuzkoa robi to lepiej. Nawet jeśli w tej malutkiej prowincji nie wymyślili piłki na nowo, to zbudowali uniwersytecki klimat oparty na ciężkiej, metodycznej pracy. I sprawili, że w promieniu kilkudziesięciu kilometrów regularnie wychowują się wybitni trenerzy oraz piłkarze. Z tego korzysta Real Sociedad, ale również największe kluby świata. To nie jest kwestia wody ani jedzenia, ale w Gipuzkoi wiedzę o piłce chłoniesz na każdym rogu.

DOMINIK PIECHOTA

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

fot. NewsPix.pl

Kiedy tylko może, ucieka do Ameryki Południowej, żeby złapać trochę fantazji i przypomnieć sobie, w jak cywilizowanym, ułożonym świecie żyjemy. Zaczarowany futbolem z krajów Messiego i Neymara, ale ciągnie go wszędzie, gdzie mówią po hiszpańsku albo portugalsku. Mimo że w każdym tygodniu wysłuchuje na przemian o faworyzowaniu Barcelony albo Realu, od dziecka i niezmiennie jest sympatykiem wielkiej Valencii. Wierzy, że piłka to jedynie pretekst, aby porozmawiać o ważniejszych sprawach dla świata, wsiąknąć w nową kulturę i po prostu ruszyć na miejsce, aby namacalnie dotknąć tego klimatu. Przed ołtarzem liga hiszpańska, hobbystycznie romansuje z polskim futbolem.

Rozwiń

Najnowsze

Hiszpania

Komentarze

6 komentarzy

Loading...