Choto: Po transferze do Polski byłem na skraju załamania. Boże, jak ja to wytrzymałem?

Dariusz Skrzypek

Opracowanie:Dariusz Skrzypek

30 stycznia 2024, 17:51 • 3 min czytania

Reklama
Choto: Po transferze do Polski byłem na skraju załamania. Boże, jak ja to wytrzymałem?

Dickson Choto to jeden z najbardziej rozpoznawalnych zawodników w historii Ekstraklasy. Urodzony w Zimbabwe obrońca w 2001 roku przeniósł się do Górnika Zabrze. Miał wtedy w planach zostać w Polsce na kilkanaście miesięcy – a grał tu przez kilkanaście lat. O swojej historii opowiedział Konradowi Ferszterowi na łamach „Sport.pl”.

Reklama

„Skała z Zimbabwe” co prawda zaczynała w Górniku, a w Pogoni Szczecin zaliczyła krótki epizod, ale to w barwach Legii uzyskała nieśmiertelność w pamięci fanów. Choto aż 209 razy wybiegał na boisko w koszulce stołecznego zespołu, stając się tym samym czwartym w historii klubu obcokrajowcem pod względem liczby występów.

Jak się zresztą okazuje, warszawska ekipa wcale nie opuściła serca Zimbabweńczyka, który do dziś regularnie śledzi jej poczynania: – Nie tylko śledzę, ale i czasem oglądam jej mecze. (…) Chociaż nie byłem w Warszawie już ponad 10 lat, to wciąż mogę powiedzieć o sobie, że jestem legionistą. Legia dała mi wiele, dlatego do dzisiaj bardzo dobrze wspominam tamte lata i wciąż kocham ten klub.

Przy okazji wspomina także początki swojej kariery w Polsce, które miały być naprawdę ciężkie – głównie przez diametralnie różne od tych w ojczyźnie warunki pogodowe.

Początki były cholernie trudne. Szczególnie z uwagi na pogodę. Przyjechałem do Polski w grudniu, kiedy panowały siarczyste mrozy, sięgające minus 25 stopni. W tym samym czasie w Zimbabwe było 30 stopni na plusie. Pierwszy obóz z Górnikiem mieliśmy w Wiśle, gdzie dużo biegaliśmy na mrozie. Dla mnie to było nie do pojęcia. Problemem była też liczba treningów. W Zimbabwe trenowałem maksymalnie raz dziennie. W Polsce standardem były co najmniej dwa treningi: rano bieganie, a potem ciężkie zajęcia w hali. Byłem na skraju załamania i rezygnacji. Był moment, że chciałem wracać do domu. Boże, jak ja to wytrzymałem? – mówi obrońca.

Reklama

Na sam koniec z kolei pojawił się wątek obecnego życia 43-latka. Po niedoszłym transferze do Queens Park Rangers, zablokowanym przez poważną kontuzję kolana, odpuścił zupełnie grę w piłkę. Ale wciąż zachował z nią pewien związek, bo ciągle prowadzi w Zimbabwe akademię dla młodych zawodników.

– Najbardziej skupiam się na akademii piłkarskiej, którą założyłem w 2007 r., kiedy jeszcze grałem i mieszkałem w Polsce. Najmłodszy rocznik w akademii to U-8, najstarszy U-19. Ten drugi gra nawet w drugiej lidze w Zimbabwe.

– Dzieciaki w Zimbabwe nie są mniej utalentowane od rówieśników z bardziej rozwiniętych krajów. Potrzebują jednak większych możliwości do rozwoju. Każdy z nich marzy o profesjonalnej karierze, ale większość z nich kończy z piłką wcześniej i nie dochodzi do ostatniego rocznika w akademii. (…) Jestem przykładem, że można wyjechać i pograć w piłkę na dobrym poziomie. Ze swojej strony zrobię wszystko, by im pomóc. Rozmawiałem już z kilkoma osobami z Polski, mam nadzieję, że w niedługim czasie uda się nam nawiązać jakąś współpracę – dodał.

Pełny wywiad znajdziecie TUTAJ.

Reklama

WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

Dariusz Skrzypek

Z wykształcenia dziennikarz, a z zawodu ekspert od marketingu internetowego. Na weszło.com dbam o merytorykę treści dotyczącej zakładów bukmacherskich i obstawiania wydarzeń sportowych. Wszystko po to, byś otrzymywał wiarygodne informacje, prosto podane.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Królewski ma uwagi do Mariusza Jopa. „To nie może tak wyglądać”

Mikołaj Duda
12
Królewski ma uwagi do Mariusza Jopa. „To nie może tak wyglądać”

Piłka nożna

Reklama
Ekstraklasa

Królewski ma uwagi do Mariusza Jopa. „To nie może tak wyglądać”

Mikołaj Duda
12
Królewski ma uwagi do Mariusza Jopa. „To nie może tak wyglądać”