Reklama

Czy Legia dała się nabrać? Osąd Marca Guala

Szymon Piórek

Autor:Szymon Piórek

20 grudnia 2023, 11:33 • 7 min czytania 45 komentarzy

Aktualny król strzelców Ekstraklasy, najlepszy snajper ligi sprzed dwóch lat i napastnik, o którego mocno zabiegał szkoleniowiec. Na papierze skład ataku Legii Warszawa wygląda niczym mokry sen każdego kibica polskiego klubu. Co z tego, skoro żaden z nich nie spełnia w pełni pokładanych w nich nadziei. Pod względem strzeleckim najgorzej radzi sobie Marc Gual, który zdobył zaledwie cztery bramki. Najwyższa pora, żeby rozliczyć Hiszpana z fatalnej jesieni.

Czy Legia dała się nabrać? Osąd Marca Guala

16 goli, sześć asyst, mentalność zwycięzcy i ogromna chęć przyjścia do Warszawy, tak duża, że na koniec zalazł za skórę kibicom Jagiellonii Białystok. Marc Gual dawał sporą nadzieję, że w Legii może na stałe dołączyć do grona ligowych kozaków. Już w poprzednim sezonie wysyłał mocne sygnały, czego owocem była korona króla strzelców i zwycięstwo w klasyfikacji kanadyjskiej. Jednak już teraz można odebrać mu oba tytuły, bo z golem i asystą po 18. kolejkach znajduje się na takim samym poziomie, co Maciej Rosołek i Juan Munoz. Katastrofa. Ale czy coś ją zapowiadało?

Para w gwizdek

Dla mnie to strzał w dziesiątkę. Już go znamy. Aklimatyzację przeszedł w Białymstoku. Nie jest klasycznym napastnikiem, bo oprócz strzelania goli potrafi też celnie podać, wykreować szansę kolegom. Do tego w Legii powinno mu się łatwiej grać i powinien mieć więcej okazji do strzelania bramek – mówił nam w maju Sylwester Czereszewski, po czym dodał: – Zagrożeniem jest sama Legia. To specyficzny klub. Nie tacy kozacy przychodzili i nie grali. Jednak o przypadek Guala jestem spokojny.

Jak pokazała runda jesienna, za wcześnie było na takie deklaracje, bo Hiszpan przepadł w Warszawie. Co prawda gra regularnie i opuścił tylko jedno spotkanie – ligowe z Zagłębiem Lubin – ale tylko dwa mecze rozegrał w pełnym wymiarze. Oba Legia przegrała, nie strzelając nawet gola. Czy można za to winić Guala? Nie w pełni, bo w starciach z Jagiellonią i Śląskiem Wrocław zawiódł swój zespół, ale akurat przeciwko białostockiej drużynie napastnik miał dodatkową motywację, by pokazać się z dobrej strony. I starał się ze wszystkich sił – wykonał najwięcej sprintów w stołecznym zespole, przebiegł ponad 11 kilometrów (drugi najlepszy wynik), ale wysiłki uchodziły niczym para w gwizdek. Gdy przychodziło do konkretów, Gual nie istniał. 13 podań, dwa strzały – oba niecelne, dwa nieudane dryblingi. To dziewięćdziesięciominutowy dorobek Hiszpana. Zdecydowanie za mało jak na króla strzelców Ekstraklasy.

Taki schemat gry Hiszpana można przyłożyć niczym kalkę do innych spotkań. Dużo chęci, mało konkretów – tak najprościej scharakteryzować jego grę jesienią, przez co denerwował się sam piłkarz i trener. Jego ciągłe wymachiwanie rękoma, złoszczenie się na swoje złe decyzje, a także brak podań do kolegów mogą doprowadzić do szewskiej pasji. Takie ostentacyjne reakcje nie pomagają ani zawodnikowi, ani innym piłkarzom, a jak płachta na byka działa na Kostę Runjaicia.

Reklama

Coraz mniej minut

Najdobitniejszy tego przykład mieliśmy w ostatnim starciu z Cracovią. Gual otrzymał świetne prostopadłe podanie od Josue. Próbował minąć rywala łatwym do rozszyfrowania zamachem zejścia do prawej nogi. Robił to jednak na tyle długo i nieporadnie, że wracający defensor wyłuskał mu piłkę. Hiszpan w swoim zwyczaju zezłościł się na siebie i otoczenie, a już chwilę później siedział na ławce z nietęgą miną, co możecie zobaczyć na zdjęciu głównym. Runjaić nie po raz pierwszy w tym sezonie ściągnął Guala po słabym zagraniu, nie dając mu niemal żadnego marginesu na poprawę. A jest on coraz mniejszy, co widać po liczbie minut, jaką spędza napastnik na boisku.

Najczęściej w podstawowym składzie wychodził w Lidze Konferencji. Przyjrzymy się zatem, jak często grywał w fazie grupowej: 67′, 62′, 25′ z ławki, 5′ z ławki, 55′ i 68′. Do piątej kolejki w każdym kolejnym meczu Runjaić dawał mu coraz mniej szans. Nie inaczej było w Ekstraklasie czy Pucharze Polski. W lidze rzadko wychodził w podstawowym składzie, dlatego skupimy się tylko na tych momentach.

Wyjściowa jedenastka z Ruchem i godzina gry. Po tym przyszło tylko 25′ z ławki z Puszczą. Po wywalczonym rzucie karnym i asyście w roli rezerwowego z Widzewem i Piastem niemiecki szkoleniowiec ponownie dał mu szansę występu w podstawowym składzie. Jak to się skończyło? 62′ z Górnikiem, po czym tylko 27′ z ławki z Pogonią. Cały mecz z Jagiellonią, wędka w przerwie z Rakowem. Znowu pełne spotkanie ze Śląskiem, by później spędzić na murawie tylko 24′, wchodząc z ławki ze Stalą. Na koniec 75′ z Radomiakiem i 13′ z Lechem. W pucharze z Koroną również spędził na boisku mniej minut niż przeciwko GKS Tychy. Z każdym kolejnym razem cierpliwość Runjaicia była coraz mniejsza.

<div>

Odbierz do 3755 zł na start w SuperbetOdbierz do 3755 zł na start w Superbet

Odbierz do 3755 zł na start w Superbet

  • Tydzień bez ryzyka: Cashback do 3500 zł
  • Freebet 100% od pierwszego depozytu do 200 zł
  • Freebet 35 zł tylko z naszym kodem SUPERWESZŁO
  • Freebet na aplikację 20 zł

Kod promocyjny

SUPERWESZLO

18+ | Graj odpowiedzialnie tylko u legalnych bukmacherów. Obowiązuje regulamin.

</div>

Syndrom zbawiciela

I nie ma się czemu dziwić. Gual irytuje swoją boiskową postawą, a na domiar złego niejednokrotnie partolił wiele dogodnych okazji, podejmując błędne decyzje. Strzela wtedy, kiedy należy podać, lub podaje, gdy należało strzelić. Od wielkiego dzwonu zdarzają mu się takie mecze jak z AZ Alkmaar, gdy dwukrotnie świetnym otwierającym zagraniem stworzył bramkową sytuację. A przecież oprócz goli, miał dawać również asysty. Nie spełnia się w ani jednej, ani drugiej roli, bo wynik czterech goli i tylu samo asyst pozostaje poniżej oczekiwań.

27-latek wygląda, jakby cierpiał na syndrom zbawiciela. Swoim poświęceniem i zaangażowaniem chce pokazać, że to on będzie królem Warszawy. Że w pojedynkę jest w stanie przesądzić o losach spotkania. Ale o ile takich cech można upatrywać w Josue i momentami w Erneście Mucim, o tyle Gual jeszcze ani razu nie udowodnił, że sam może zapewnić Wojskowym zwycięstwo. A im bardziej się stara, tym większą wywiera na siebie presją. Ta najwidoczniej pęta mu nogi, bo w każdej ze statystyk radzi sobie znacznie gorzej niż w Jagiellonii.

Reklama

Znajduje się na minusie, jeśli chodzi o gole oczekiwane w Ekstraklasie. Jego wynik to -1.67, a w poprzednim sezonie grał na poziomie +4.02. Nie oddaje również tylu strzałów, co w Jagiellonii. W poprzednim sezonie, co najmniej raz na mecz jego uderzenia były celne, teraz robi to tylko w dwóch na trzech spotkaniach. Wygląda to tak, jakby Gual zupełnie przestał podejmować ryzyko, przez co stał się byle jaki. W zespole Dumy Podlasia blisko pięć razy na mecz podawał do przodu, teraz robi to tylko dwukrotnie. O ponad dwa razy spadł również jego współczynnik liczby dryblingów na starcie.

Legia dała się nabrać?

I tu warto się zatrzymać. Widząc jego regres, należy cofnąć się o kilka sezonów i sprawdzić, jak radził sobie w przeszłości. A ta wcale nie była kolorowa. Jego wcześniejsze lata gry nie pokazywały bowiem, by nadzwyczajnie często trafiał do siatki rywali. Wygląda to tak, jakby w Jagiellonii rozegrał sezon konia, a Legia, ściągając go na Łazienkowską 3, po prostu dała się nabrać na jego świetny rok na Podlasiu.

  • Sezon 2021/22: 4 gole w 21 meczach
  • Sezon 2020/21: 5 goli i 2 asysty w 37 meczach
  • Sezon 2019/20: 8 goli i 3 asysty w 28 meczach
  • Sezon 2018/19: 6 goli w 29 meczach
  • Sezon 2017/18: 1 goli i 1 asysta w 23 meczach

Pięć lat poprzedzających jego świetny sezon w Jagiellonii jednoznacznie pokazują, że obecne zdobycze Hiszpana nie są wcale odstępstwem od normy a powrotem do średniej. Mało tego, osiem punktów w klasyfikacji kanadyjskiej w jednej rundzie to i tak drugi najlepszy wynik na tle wypisanych wyżej. A przecież może być jeszcze lepiej, jeśli wiosną dopisze jeszcze co najmniej trzy trafienia bądź asysty, co nie jest niemożliwe.

Podobny rok, jaki zaliczył w Białymstoku, zdarzył mu się na przełomie 2016 i 2017 roku. Wtedy popisał się 20 golami i pięcioma asystami dla rezerw Espanyolu, a później Sewilli Atletico. Jechał jednak na tym przez kolejne pięć lat, aż w końcu wylądował na Ukrainie, gdzie spotkała go wojna, wobec czego czmychnął otwartą przez UEFA furtką na Podlasie.

Słaby król strzelców

Pomimo że Gual opuszczał Jagiellonię jako najlepszy snajper Ekstraklasy, to jego dorobek strzelecki wcale nie był imponujący. 16 goli w 34 kolejkach nie daje nawet średniej pół bramki na mecz. Plasuje to zatem Hiszpana na czwartym miejscu wśród najgorszych królów strzelców polskiej ligi w XXI wieku. Jak radzili sobie pozostali trzej napastnicy w kolejnych sezonach po koronacji? Piotr Reiss – najlepszy strzelec z 2007 roku zdobył tylko pięć bramek w następnych miesiącach. Robert Demjan po przejściu do SK Beveren zaliczył tylko dwa trafienia. Formę utrzymał jedynie Tomasz Frankowski, ale nie był to już zawodnik na sprzedaż, a dwa lata później zakończył karierę.

To raczej nie grozi Gualowi, ale czy wybije się ponad przeciętność? Tego już pewni nie możemy być. Na razie Hiszpan wygląda, jakby zupełnie nie zintegrował się z resztą zespołu. Po zejściu na ławkę z meczu z Cracovią był sam. W tym samym momencie murawę opuszczał Paweł Wszołek, którego otoczył wianuszek kolegów i asystentów. Znamienne.

Gual wygląda w Warszawie jak ciało obce. Jest jak nowy organ, który miał pomóc w lepszej pracy organizmu, ale przeszczep nie przyjął się najlepiej i spowodował zapalenie. Nie współpracują z nim inne podzespoły: koledzy, trener, a także kibice. W przypadku Hiszpana kluczowy okaże się czas, bo wciąż można liczyć, że wszyscy przejdą przez okres gorączki i stan się ustabilizuje. Jednak może się okazać, że dla dobra całego organizmu jedynym rozwiązaniem będzie wycięcie wadliwego elementu.

WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:

Fot. Canal+

Urodzony z piłką, a przynajmniej tak mówią wszyscy w rodzinie. Wspomnienia pierwszej koszulki są dość mgliste, ale raz po raz powtarzano, że był to trykot Micheala Owena z Liverpoolu przywieziony z saksów przez stryjka. Wychowany na opowieściach taty o Leszku Piszu i drużynie Legii Warszawa z lat 80. i 90. Były trzecioligowy zawodnik Startu Działdowo, który na rzecz dziennikarstwa zrezygnował z kopania się po czole. Od 19. roku życia związany z pisaniem. Najpierw w "Przeglądzie Sportowym", a teraz w"Weszło". Fan polskiej kopanej na różnych poziomach od Ekstraklasy do B-klasy, niemieckiego futbolu, piłkarskich opowieści historycznych i ciekawostek różnej maści.

Rozwiń

Najnowsze

1 liga

Trela: Koniec cyklu. Kompromitacja Wisły zbyt duża, by udawać, że nic się nie stało

Michał Trela
2
Trela: Koniec cyklu. Kompromitacja Wisły zbyt duża, by udawać, że nic się nie stało

Ekstraklasa

1 liga

Trela: Koniec cyklu. Kompromitacja Wisły zbyt duża, by udawać, że nic się nie stało

Michał Trela
2
Trela: Koniec cyklu. Kompromitacja Wisły zbyt duża, by udawać, że nic się nie stało

Komentarze

45 komentarzy

Loading...