Reklama

Knap: Nie chcę oglądać meczów. Zwyczajnie mnie nudzą

Piotr Rzepecki

Autor:Piotr Rzepecki

20 grudnia 2023, 10:24 • 8 min czytania 19 komentarzy

Potrafi czytać grę. Nie szuka bezpiecznych podań. Interesuje się sportami walki, samą piłką nie specjalnie. O trudnej sytuacji w tabeli, o przyczynach słabej gry Cracovii, o koncentracji i presji, z jaką zmaga się zawodowy piłkarz. Jeden z ciekawszych młodych pomocników w Ekstraklasie, choć sam nie uważa się ani za szóstkę, ani za ósemkę. Karol Knap w rozmowie z Weszło.

Knap: Nie chcę oglądać meczów. Zwyczajnie mnie nudzą

Zamieńmy się na chwilę rolami. Jak opisałbyś Karola Knapa, piłkarza?

Zawodnik z dobrze ułożoną lewą nogą. Z niezłym stałym fragmentem i potrafiący przewidzieć grę. Z inteligencją boiskową, czytający grę, z walecznością, z dobrym odbiorem piłki.

Zaglądałem w statystyki. Wyróżniasz się w odbiorach piłki (2. miejsce w zespole) i w kluczowych podaniach do przodu (1. miejsce). Przejęcie i otwarcie gry – to są twoje największe atuty?

Nigdy nie starałem się grać bezpiecznie. Nie lubię gry do najbliższego kolegi, wolę mieć dziesięć czy piętnaście strat na mecz, ale otworzyć trzema podaniami trzy sytuacje bramkowe. Czasami pewnie tak to wygląda – słaby mecz, dużo strat, oczywiście, każdy ma prawo do oceny, ale tych trzech podań świetnych by pewnie nie było, gdyby nie kilka strat. Granie piętnaście na piętnaście celnych piłek byłoby świetne, ale uważam, że bez prób progresywnych podań, nie będzie bramek.

Reklama

Twoja pozycja to sześć czy bardziej osiem?

Kiedy trzeba było zagrać niżej, to grałem niżej i miałem więcej zadań defensywnych. Kiedy trzeba było z kolei grać wyżej, to byłem ustawiany wyżej, jeśli była taka potrzeba. Myślę, że na obu pozycjach czuję się podobnie, ale raczej nie wyżej niż ósemka. Nie mam nawyków dziesiątki.

Gdzie w swojej grze widzisz największe rezerwy?

Wiem, że mam duże braki w niektórych elementach, jak chociażby szybsze podejmowanie decyzji czy wybieranie tej słusznej. W trakcie meczu czasami mogę uderzyć, a szukam podania i odwrotnie.

Którego zawodnika obserwujesz i na kim się ewentualnie wzorujesz?

Szczerze mówiąc, nie oglądam za bardzo piłki. Mamy jej na co dzień wystarczająco dużo, wolę spędzić wolny czas inaczej.

Reklama

Oglądam oczywiście mecze kadry. W reprezentacji podglądam na przykład Piotra Zielińskiego i Sebastiana Szymańskiego. Zwłaszcza Szymańskiego, on jest lewonożny, tak jak ja. W polskiej lidze też mamy wielu zawodników na wysokim poziomie, od których można się wiele nauczyć.

Zawód piłkarza jest za bardzo skoncentrowany na futbolu?

Myślę, że piłki nie jest wcale za dużo. Przynajmniej nie w Ekstraklasie. Być może zagranicą, gdzie gra się co trzy dni, może to być ciężkie, ale w Polsce gramy najczęściej raz w tygodniu. Oczywiście, każdy jest w treningu, natomiast analiza, oglądanie meczów to już jest kwestia indywidualna.

Ja mam inne hobby. Nie chcę oglądać meczów. Zwyczajnie mnie nudzą.

Jeżeli oczywiście jest jakiś mecz wysokiej rangi – mistrzostwa świata, mecze końcowych fazach Ligi Mistrzów – to włączę i obejrzę, ale nigdy pod kątem analizy czy hobbystycznie. Jeśli gram swój mecz, dzień wcześniej jestem w hotelu, skupiam się na spotkaniu, później wracam do domu i zwyczajnie nie chcę w wolnej chwili oglądać piłki.

Łapiesz się na tym, że chciałbyś wejść w buty kogoś innego, z dala od tego całego zainteresowania?

Interesuje się wieloma rzeczami. Oglądam sporty walki, siedzę w internecie. Wolę pooglądać coś na YouTubie, na Twitchu, odmóżdżyć się trochę, żeby złapać trochę dystansu od piłki.

Z jakimi wyrzeczeniami spotyka się profesjonalny piłkarz?

Ludzie patrzą się nam na ręce. To, co zrobi zwykły człowiek, może zostać inaczej odebrane, kiedy zrobi to piłkarz. Przykładowo – głupie wyjście na imprezę. Od razu pojawiłyby się komentarze, że to nieprofesjonalne i że piłkarz nie przykłada się do swojej pracy, a przecież tyle zarabia. Zawsze jest takie gadanie.

Oczywiście nie chodzi o to, że ubolewam, że nie mogę się napić. W ogóle nie to mam na myśli. Uważam po prostu, że ludzie pełniący inne zawody mają więcej swobody.

Brak czasu wolnego…

… nie ma go za wiele. Graliśmy w ostatnich tygodniach właściwie co trzy dni. Na pięć dni, cztery jesteśmy w hotelu, jeden śpimy w domu. Siłą rzeczy czasu wolnego dla najbliższych nie ma za wiele.

Jest dużo wyjazdów, wkrótce znów mamy dwutygodniowy obóz, ale nie rozpaczam. Takie jest życie piłkarza, wiedziałem na co się piszę.

Pewnie słyszałeś taką opinię o piłkarzach, że nie mogą odczuwać presji. „Prawdziwa presja jest na onkologii, a wy uprawiacie najpiękniejszy zawód świata”. Jest tak jak powiedziałeś – kibice patrzą się wam na ręce, oceniają. Jak piłkarz ma sobie poradzić z taką społeczną presją, bo to na pewno nie jest komfortowe?

Presja jest duża, to prawda. Przykładowo, wiemy jaka jest nasza obecna sytuacja – my to doskonale odczuwamy, nikt nam nie musi dodatkowo przypominać, gdzie jesteśmy w tabeli. Powinno być lepiej i staramy się, jednak czegoś nam brakuje.

Jest spora presja ze strony mediów, pojawiają się komentarze… Nawet jeśli ktoś nie czyta artykułów, to zawsze może wyskoczyć nagłówek z twoim nazwiskiem. Chcąc nie chcąc się na to natykasz. Ta presja jest odczuwalna. Trochę sami ją tworzymy, osiągając takie wyniki, ale to jest część tego zawodu.

W szatni macie żywą legendę. Kamil Glik raczy was opowieściami, daje cenne lekcje, podpowiada?

Kamil jest bardzo otwarty. Od początku jest duszą towarzystwa. Nie było czegoś takiego, że przyszedł, siedział w kącie i nie miał z nami kontaktu i chciał pokazać kim on nie jest i gdzie on nie zagrał. Jest bardzo miły, często nam podpowiada. Wiadomo, że grał na najwyższym poziomie i z takie wzoru można tylko czerpać.

Cracovia w tym sezonie w lidze: tylko 3 wygrane na 18 spotkań, strefa spadkowa. Z czego wynika tak słaba dyspozycja?

Mówiąc szczerze, to nawet nie przystoi, żeby mieć tak mało zwycięstw, gdy spojrzymy na naszą jakość. Często nam się zdarzają mecze, w których traciliśmy punkty w bardzo głupi sposób. Tydzień temu graliśmy ze Stalą Mielec, do 86. minuty było 2:0. A później w dwie minuty dajemy sobie strzelić dwie bramki. To jest nie do pomyślenia. Zremisować taki mecz, to jest duży wstyd. Stal Mielec nie była w stanie nam zagrozić aż do końcówki. Takie rzeczy nawet w piłce juniorskiej się nie powinny zdarzyć.

Spójrzmy na ostatnie tygodnie – mecz z Ruchem, remis 4:4. Od 30. minuty mieliśmy jednego piłkarza mniej. Gdybyśmy grali po jedenastu, Ruch nie byłby w stanie nam zagrozić. W meczu ze Śląskiem z kolei graliśmy w przewadze dwóch zawodników i nie potrafiliśmy strzelić bramki…

Naszą bolączką jest to, że w głupi sposób tracimy punkty. Nie doszukiwałbym się drugiego dna. Nie potrafimy przepychać meczów.

Widziałem wiele opinii, że macie problem z koncentracją. Bramki często padają w końcówkach. Jak to wygląda z twojej perspektywy, bo wiadomo, że dużo rzeczy dzieje się w głowie?

Myślę, że z boku może tak to wyglądać. Ale będąc na boisku nigdy nie miałem w głowie żadnego rozluźnienia, nigdy nie zaczynałem myśleć o czymś innym. Uważam, że to jest niemożliwe. Być może tak to wygląda z boku, ale absolutnie tak nie jest.

W poprzednim sezonie mówiło się o Cracovii w ten sposób: dobrze wyglądają z Legią, Lechem, Rakowem, ale potrafią zgubić punkty ze słabszymi. W tym sezonie z kolei macie problem właściwie z każdym rywalem. 

Nie z każdym przeciwnikiem mamy problem. W tamtym sezonie dobrze czuliśmy się z teoretycznie mocniejszymi rywalami i uważam, że w tym też tak jest, ale nie przekłada się to na punkty. Potrafiliśmy zremisować z Lechem, z Rakowem. Mecz przyjaźni z Lechem był jednym z naszych lepszych w tej rundzie, z Rakowem gola straciliśmy w końcówce…

Sytuacja w tabeli działa na was pokrzepiająco?

Nikt nie musi nam specjalnie przypominać, które miejsce zajmujemy. To nieuniknione, że każdy patrzy się w tabelę. Wiemy, jaka jest nasza sytuacja, wiemy też, że każda wygrana da nam awans w tabeli i zagwarantuje spokój w kolejnych meczach. Wygralibyśmy wtedy ze Stalą, bylibyśmy trzy pozycje wyżej, inaczej by to wyglądało.

Stawiasz sobie jakieś indywidualne cele na przyszłą rundę?

Chcę ustabilizować formę i chcę wywalczyć pierwszy skład. Liczby, które mam w tej rundzie nie są ani dobre, ani złe (4 gole, 2 asysty – red.). Wiem, że z moją grą było różnie w tej rundzie, więc chciałbym po prostu nabrać stabilizacji.

Michał Rakoczy mówi, że jego docelową ligą jest liga włoska. Myślałeś może pod tym kątem, gdzie chciałbyś w przyszłości grać, by wyeksponować swoje atuty?

Szczerze mówiąc, nie myślałem nad tym. Gdyby pojawiła się jakaś oferta, klub by chciał, ja bym chciał, to wtedy bym na tym myślał.

Ale uważam, że jestem wybiegany. Jeśli chodzi o przebiegnięte kilometry, to zawsze byłem w czołówce, więc myślę, że we Włoszech bym sobie poradził. Pod kątem taktyki też mógłbym sobie dać radę, bo myślę, że jestem inteligentnym zawodnikiem, który potrafi realizować założenia. Myślę, że liga włoska byłaby dla mnie odpowiednia.

Czyli jako dzieciak nie grałeś na podwórku w koszulce Realu czy Barcelony?

Jestem fanem Barcelony od dziecka! Wiadomo, zagrać dla Barcy to marzenie, ale – umówmy się – na ten moment, blisko Barcelony nie jestem. Trzeba myśleć realistycznie. Jestem w Cracovii, w środę mierzymy się z Legią.

Kilka dni temu dotarła do nas smutna wiadomość o śmierci Profesora Janusza Filipiaka. Jaka była reakcja szatni?

Takie wiadomości nigdy nie są łatwe. Dobrze wiemy, kim był profesor dla Cracovii. Wszyscy przeżywamy to bardzo mocno, siedzi to w naszym głowach.

Jesteśmy w bardzo ciężkiej sytuacji. Mecz z Legią Warszawa będzie dla nas idealną okazją na to, by podziękować profesorowi za wszystkie zasługi. Najbliższe spotkanie będzie dla niego. Ta informacja dotarła do nas w autobusie, kiedy wracaliśmy do Krakowa. Przekazał nam ją kierownik drużyny. To był dla nas szok… 

WIĘCEJ O CRACOVII:

Fot. Newspix

Urodził się dzień po Kylianie Mbappe. W futbolu zakochał się od czasów polskiego trio w Borussi Dortmund. Sezon 2012/13 to najlepsze rozgrywki ever, przynajmniej od kiedy świadomie śledzi piłkarskie wydarzenia. Zabawy z kotem Maurycym, Ekstraklasa, powieści Stephena Kinga.

Rozwiń

Najnowsze

1 liga

Trela: Koniec cyklu. Kompromitacja Wisły zbyt duża, by udawać, że nic się nie stało

Michał Trela
0
Trela: Koniec cyklu. Kompromitacja Wisły zbyt duża, by udawać, że nic się nie stało

Ekstraklasa

1 liga

Trela: Koniec cyklu. Kompromitacja Wisły zbyt duża, by udawać, że nic się nie stało

Michał Trela
0
Trela: Koniec cyklu. Kompromitacja Wisły zbyt duża, by udawać, że nic się nie stało

Komentarze

19 komentarzy

Loading...