Cztery turnieje z rzędu, a potem katastrofa. Grecy naszą szklaną kulą?

Paweł Paczul

19 października 2023, 14:44 • 6 min czytania

Reklama
Cztery turnieje z rzędu, a potem katastrofa. Grecy naszą szklaną kulą?

Łatwo przyzwyczaić się do dobrego, a my przyzwyczailiśmy się, że jeśli gdzieś rozgrywany jest duży turniej w piłkę nożną, to na tym turnieju jesteśmy. Od Euro 2016 jeździmy wszędzie, ba, tylko awans na ostatni mundial kosztował nas trochę więcej nerwów, bo wcześniej z kwalifikacją nie mieliśmy większych problemów – w szczególności za kadencji Brzęczka, który punktowo rozniósł resztę stawki. No, ale bilety do grona najlepszych nie są dane raz na zawsze, każdy musi o nie regularnie walczyć i nawet jeśli jesteś teoretycznie mocny, a mimo wszystko zawiedziesz, to musisz obejść się smakiem (spytajcie Włochów). Stoimy więc dziś przed dużym prawdopodobieństwem, że to, co dobre, się kończy. I niestety – może nie być to jednorazowa przykrość, jaka nas spotyka.

Wszystko dlatego, że ranking nie jest obojętny na takie popisy jak nasze i po prostu będzie odnotowywać coraz gorsze rezultaty. Przykładowo – po mundialu w Katarze byliśmy dwunastą europejską drużyną w rankingu FIFA. Teraz (ostatnie notowanie jest wrześniowe) zajmujemy szesnastą lokatę. Niby tylko cztery miejsca różnicy, ale koszt ogromny, bo dwunaste miejsce dawałoby nam jeszcze pierwszy koszyk w eliminacjach do mistrzostw świata. Szesnaste to koszyk drugi, a może być przecież jeszcze gorzej, jeśli – wiele na to wskazuje – nie zakwalifikujemy się na mistrzostwa Europy.

Inni będą punktować, a my będziemy siedzieć w kapciach. Potem wrócimy do grania, ale o mundial znów będzie trudno – awansują tylko drużyny z pierwszych miejsc, drugie trafiają do barażu. Półfinał i finał z mocnymi przeciwnikami. Znów może się nie udać, znów inni będą punktować, a my dalej w kapciach. Samonakręcająca się spirala.

Ktoś może powiedzieć, że to czarnowidztwo i to jeszcze zbyt daleko idące. Naturalnie – i możemy się odkręcić, i możemy mieć szczęście w losowaniu jak wtedy, kiedy reprezentacja Nawałki losowana z trzeciego koszyka dostała w eliminacjach Rumunię z pierwszego i Danię z drugiego. Niemniej na razie jesteśmy w sytuacji, kiedy do odkręcenia nam daleko, a szczęście w losowaniu rozpieprzyliśmy w drobny mak.

Reklama

Polska jak Grecja?

Dlatego – ku przestrodze – należy spojrzeć jak inna europejska reprezentacja zagrzebała się w serii złych wyników i rozwalała swój ranking. Mowa tu o Grecji, która będzie dla nas dobrym przykładem, bo w hierarchii w futbolu trudno patrzyć nam na nią ze specjalną wyższością, ponadto chodzi o czasy nie tak wcale odległe.

Otóż Grecy po historycznym sukcesie na Euro 2004 nie zakwalifikowali się na mundial 2006, ale potem zrobili dokładnie to samo, co my – mianowicie grali na czterech turniejach z rzędu. Co więcej: z wręcz identycznym skutkiem jak Polacy. Dwukrotnie nie wyszli z grupy (2008, 2010), raz byli w najlepszej ósemce kontynentu (ćwierćfinał z 2012), raz przeszli do 1/8 mundialu (2014).

Różnica między nami polega więc w zasadzie na jednym meczu, bo my po drodze do ćwierćfinału Euro ograliśmy jeszcze Szwajcarię, Grecy lądowali tam od razu po wyjściu z grupy (no, ale mieli trudniej, by na sam turniej się załapać).

I teraz: grecki zespół po swoim najlepszym mundialu w historii losowany był z pierwszego koszyka w eliminacjach do Euro 2016. Polski zespół – po swoim najlepszym mundialu od 36 lat – też przyjmował rywali z pierwszej puli. Jak wygląda to dla nas w chwili obecnej, doskonale wiemy. Jak skończyło się to dla Greków? O tak:

Reklama

Absolutną i wielopoziomową katastrofą. Wygrali tylko jedno spotkanie, z Węgrami, i to w ostatniej kolejce eliminacji, kiedy dawno było po herbacie. A przecież – jak i my – mogli być całkiem pewni swego. Irlandia Północna nigdy przecież nie grała na Euro, trudno było zakładać jej awans, a z pierwszego miejsca – absurd. Finowie – to samo, nigdy na mistrzostwach Europy nie byli, świata zresztą też. Wyspy Owcze – kompletny outsider. Węgrzy bez dużego turnieju od 1986, ostatni raz na Euro w 1972. No, na Rumunów można uważać, ale to przecież najwyżej podzieli się dwa pierwsze miejsca.

I guzik, przeliczyli się całkowicie. Tak jak i my.

PS Grecy po historycznym sukcesie na mundialu zatrudnili trenera z tzw. nazwiskiem. Claudio Ranieriego. Wytrzymał cztery mecze, trzy przegrał, jeden zremisował. Zapewne przypomina wam to coś…

Reklama

Cała katastrofa kosztowała ich przed kolejnymi eliminacjami wylot aż do trzeciego koszyka w eliminacjach do mundialu w 2018 roku, ale zebrali się w sobie i w grupie zajęli drugie miejsce, które dawało im baraże:

Zapewne w drugie miejsce celować będziemy i my, jeśli trafimy na Francję, Hiszpanię, Belgię czy jakąś inną Anglię. Niemniej dla Greków te baraże nie okazały się przepustką do najlepszych, bo dostali w nich Chorwatów (którzy teraz grożą nam) i wyłapali od nich 1:4 w dwumeczu. Zatem: Grecy w swoich eliminacjach trafili – jak się okazało – na trzeci zespół świata i w barażach, gdzie teoretycznie (!) powinno być łatwiej, na drugi zespół świata.

No, ale na taką ścieżkę zapracowali…

Reklama

I w eliminacjach do Euro 2020 byli już losowani z czwartego koszyka. Poszczęściło się im: mogli wyjąć Francję, Niemcy, Szkocję, dostali Włochów, Finów i Bośniaków, ale nie dali rady. Mimo że przeskoczyli Bośnię, podupadły ranking wiążący się z wynikami w Lidze Narodów nie dał im nawet baraży.

Kolejne eliminacje – do mundialu w 2022 – Grecy zaczęli z trzeciego koszyka i o szczęściu absolutnie nie mogli już mówić. Hiszpania, Szwecja – pozamiatane. Tak też się stało. Drużyna nie była nawet blisko kwalifikacji:

Reklama

Eliminacje Euro 2024? Czwarty koszyk. W losowaniu: Francja, Holandia, Irlandia. Grecy walczą dzielnie, mają tyle samo punktów co Holendrzy, ale ci jeszcze Irlandię u siebie i Gibraltar na wyjeździe… Ciężary. No już po samym losowaniu, prawda?

Grecja – ogromna przestroga

Zanosi się na piąty duży turniej z rzędu bez Greków (choć mają jeszcze baraże). Bez reprezentacji, która w 2004 roku była mistrzem Europy, a potem zaliczyła cztery na pięć wielkich imprez. Ta drużyna spadała więc z jeszcze wyższego konia niż z tego, z którego my z uporem maniaka chcemy się spieprzyć. Szybko poszło. Najpierw losowani z pierwszego koszyka, potem trzeci, czwarty, łudzenie się na szczęście w eliminacjach, które – nawet jeśli przychodziło – to potem robiło w tył w zwrot w barażach.

Zresztą, czy Grecy są jedyni? Oczywiście, że nie. Norwedzy od 1994 do 2000 roku zagrali w trzech turniejach. Potem już w żadnym. Rumuni w latach 90. byli na wszystkich mundialach, dwukrotnie wychodzili z grupy, w XXI wieku nie dostali się na żaden. Bułgarzy dziś nie istnieją, ale jeszcze w 2004 byli na Euro, w 1994 zajmowali czwarte miejsce na mundialu, w 1998 też na turniej pojechali. Wreszcie – my! Od 1974 do 1986 pasmo większych i mniejszych sukcesów, by potem zniknąć na szesnaście lat. Albo od 2008 do 2016 roku – wtedy, by pojechać na turniej, musieliśmy go sobie sami zorganizować.

Reklama

Wiadomo, że każdy przypadek jest nieco inny, ale należy mieć świadomość, że dla drużyn, które nie należą do europejskiego topu, zapadnięcie się w marazm może być cholernie bolesne. I długotrwałe. Włosi nie pojadą gdzieś raz, drugi, ale wiadomo, że zaraz się odbudują i wrócą do czołówki. Holendrzy tak samo. My, jak pokazali choćby Grecy – niekoniecznie.

Bo kto zagwarantuje, że w najbliższych latach czeka nas mocne pokolenie z – bywało – najlepszym piłkarzem kontynentu na czele? Przecież bardziej prawdopodobne jest to, że się tak nie stanie, niż się stanie.

Dlatego te eliminacje tak bolą, bo zagrzebaliśmy się w syfie szybciej niż bylibyśmy w stanie to przyjąć. Brak awansu na mundial uwierałby, ale jednocześnie byłby łatwiejszy do zrozumienia niż brak awansu na turniej, na który jedzie połowa kontynentu. A od takiej wpadki może się zacząć nasz marsz na dno.

Tak przecież zaczęli Grecy.

Reklama

WIĘCEJ O REPREZENTACJI POLSKI: 

Paweł Paczul

Na Weszło pisze głównie o polskiej piłce, na WeszłoTV opowiada też głównie o polskiej piłce, co może być odebrane jako skrajny masochizm, ale cóż poradzić, że bardziej interesują go występy Dadoka niż Haalanda. Zresztą wydaje się to uczciwsze niż recenzowanie jednocześnie – na przykład - pięciu lig świata, bo jeśli ktoś przekonuje, że jest w stanie kontrolować i rzetelnie się wypowiedzieć na tyle tematów, to okłamuje i odbiorców, i siebie. Ponadto unika nadmiaru statystyk, bo niespecjalnie ciekawi go xG, półprzestrzenie czy rajdy progresywne. Nad tymi ostatnimi będzie się w stanie pochylić, gdy ktoś opowie mu o rajdach degresywnych.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Piłka nożna