Reklama

Piłka seniorska szybko kasuje dryblerów. Słyszysz „podaj, nie kiwaj” i grasz bezpieczniej

Damian Smyk

Autor:Damian Smyk

07 lipca 2023, 17:14 • 9 min czytania 71 komentarzy

Dlaczego Kamil Grosicki ma „to coś”, a inni nie? Czym jest „to coś”? Dlaczego piłka seniorska wycina kreatywność i fantazję u młodych skrzydłowych? Drybling jest po to, by ośmieszyć rywala, a może po to, by stworzyć przewagę w bocznym sektorze boiska?

Piłka seniorska szybko kasuje dryblerów. Słyszysz „podaj, nie kiwaj” i grasz bezpieczniej

Mariusz Fornalczyk i Marcel Wędrychowski, czyli młodzi skrzydłowi Pogoni Szczecin, opowiadają o tym, jak nie zostać „klasycznym polskim skrzydłowym”. 

Ile razy słyszeliście „nie kiwaj, nie drybluj, prosta gra”?

Mariusz Fornalczyk: Często. Zwłaszcza po przeskoku z juniorów do seniorów. Szybko byliśmy kasowani. Często było słychać – Fornal, podaj, wyjdź na pozycję.

Dawid Kownacki mówił, że te uwagi klubowej starszyzny zabijają kreatywność.

Reklama

Marcel Wędrychowski: Bardzo możliwe. Pamiętam swój pierwszy rok w pierwszej drużynie. Bałem się cokolwiek zrobić. Dramat. Czułem, że zaraz dostanę opierdziel za to, że po nieudanym dryblingu idę jeszcze raz w pojedynek. Faktem jest, że na zaufanie kolegów musisz sobie zasłużyć. A gdy przychodzisz jeszcze jako dzieciak z juniorów… Bywa różnie.

MF: Raz ci nie wyjdzie, drugi raz nie wyjdzie i wpadasz w zamknięte koło. Ty się denerwujesz, starsi się denerwują. A to, że oni się na ciebie denerwują, to tylko potęguje twoje nerwy. I wybierasz bezpieczniejsze zagrania.

Mówimy o treningach czy meczach?

MW: I tu, i tu.

MF: Aczkolwiek teraz jest już lepiej. Trzy lata temu szatnia była starsza i inna. Dzisiaj jest więcej młodych zawodników w Pogoni, zmienił się też taki osobowościowy skład szatni. Coś, co dzisiaj uchodzi ci płazem, jeszcze jakiś czas temu kończyłoby się ochrzanem.

Poza tym liderem zespołu jest piłkarz, który też sporo drybluje.

Reklama

MW: Na pewno „Grosik” też w przeszłości słyszał „młody, proste granie, bez pajacowania”.

A trener? Jak reaguje Jens Gustafsson, gdy wchodzicie w dryblingi?

MW: Daje nam dużo swobody. A na zaufanie musisz sobie zapracować. To nie jest tak, że wejdziesz na boisko, stracisz piłkę dwadzieścia razy, a z ławki usłyszysz „brawo, próbuj, nic się nie stało, wszystko idzie zgodnie z planem!”. Podobnie jest z chłopakami z drużyny, bo gdy widzą, że dajesz coś zespołowi, to będą dogrywać ci częściej. Przecież każdy ma oczy i widzi, że jak podasz młodemu i ten znów rozbije się na pierwszym rywalu, to później zastanowią się dwa razy nad tym, czy grać do młodego.

MF: Myślę, że też ważne jest to, jak reagujesz po stracie. Możesz stracić piłkę w dryblingu, ale na tym akcja się nie kończy. Jak zareagujesz? Co zrobisz? To jest tez kluczowe.

W Ekstraklasie drybluje się coraz mniej?

MF: Ciężko powiedzieć. Gdy oglądam ligi zagraniczne, to tam może drybluje się rzadziej, ale na lepszej skuteczności. Bo oni mają to doświadczenie i wiedzą kiedy iść w pojedynek, a kiedy lepiej zagrać klepkę, uciec na wolne pole i zdobywasz teren bez podejmowania ryzyka dryblingu.

Ale wtedy pozbawiasz się słodkiego smaku satysfakcji z zakręcenia przeciwnikiem…

MF: To zawsze jest fajne. Zwłaszcza wtedy, gdy masz już na pieńku z gościem, nakręcasz się, wreszcie jedziesz z nim jeden na jeden i go skręcisz… Ale jasnym jest, że na koniec liczy się to, że zrobiłeś przewagę w danym sektorze boiska, że wypracowałeś sobie w taki sposób sytuację do strzału czy do lepszego podania. Nie jesteśmy w cyrku. Gramy na bramki, nie na noty za styl.

To kto jest najlepszym dryblerem w lidze?

MF: Dla mnie Sebek Kowalczyk jest świetny.

MW: Króciutko trzyma piłkę.

MF: Kto miał najwięcej dryblingów w poprzednim sezonie?

Zgadnijcie.

MF: Wolski?

MW: Skóraś?

John Yeboah.

MF: No tak, to się klei.

Wy jesteście już „pokoleniem orlika”. Rocznik 2003, rocznik 2002. Rzadziej biegaliście po betonie i piasku, raczej na nieco równiejszych murawach. Co to zmienia w kwestii dryblowania?

MW: Paradoksalnie myślę, że trudniej kiwnąć kogoś, kto wychowywał się przed tą generacją orlikową. Może trochę uciekam od pytania, ale mam takie wrażenie, że dużo trudniej jest zabujać zawodnikiem 30-letnim niż – dajmy na to – 21-latkiem. Z czego to wynika? Chyba z tego doświadczenia starszego piłkarza.

Tyle się mówi o doświadczeniu, ale trudno to ująć w jakieś zachowania na boisku. Czym objawia się to doświadczenie?

MW: Jak idziesz z piłką na młodego, to on jest podatny na jakieś przyruchy, kiwki ciałem.

MF: Dzióbniesz piłkę z prawo, to on już za nią idzie. A ty wtedy szybka kontra piłki w lewo, przyspieszasz i gość jest za tobą.

MW: A doświadczony? On będzie czekał. Ustawi się bokiem, nogi ugięte, nie podpala się. Możesz machać przed nim nogami, a chłop stoi i nawet nie drgnie. Bo jego próbowali już nawinąć na ten zwód tysiąc razy, więc wie, co się zaraz może wydarzyć. To jest to doświadczenie.

ZAKŁAD BEZ RYZYKA 100% DO 300 ZŁOTYCH W FUKSIARZU

Jesteśmy po waszym sparingu z Wartą Poznań. Dawid Szulczek mówił po meczu, że widać już różnicę między wami i zawodnikami z CLJ Warty w takim cwaniactwie. Wystawiona ręka, zastawka.

MF: W juniorach jest bardzo mało gry fizycznej. Tam trudno się tego nauczyć, bo nie jesteś testowany przez rywali tak mocno. Owszem, czasem ktoś ci wjedzie wślizgiem, ale nie ma tak, że musisz się przepychać o piłkę.

MW: A w piłce seniorskiej na pierwszym treningu czujesz na całym ciele, że musisz o piłkę powalczyć. Chcesz minąć obrońcę? W juniorach puszczasz piłkę i jedziesz. Szybszy wygrywa. A w seniorach gość ci wystawi rękę, spuści szlaban i żegnaj.

Ten przeskok z piłki juniorskiej był dla was trudny? W CLJ widziałem mnóstwo ciekawych skrzydłowych, a dzisiaj patrzę: ten w 3. lidze, tamten łapie ogony w 2. lidze, inny nie gra już w piłkę.

MF: Dla mnie był bardzo trudny. W 3. lidze w Polonii Bytom poznałem piłkę seniorska, ale czas reakcji był szokiem.

MW: To co mówi Mariusz, to jedno. Ale do tego jesteś w stanie się zaadoptować. Najgorsze jest to wszystko pod kątem mentalnym. Teraz mamy na obozie wielu młodych chłopaków. Gramy sparing lub grę wewnętrzną i część z nich nie gra. Też byłem w takiej sytuacji, więc wiem, co chodzi im po głowie. Frustrujesz się, irytujesz. Czujesz się zagubiony. Jednego dnia jesteś top w juniorach, drugiego oglądasz grę wewnętrzną siedząc gdzieś z boku i pijąc wodę. To jest moment, gdy wielu pęka i tracą paliwo do rozwoju.

Jakąś drogą jest wtedy wypożyczenie. Marcel był w Górniku Łęczna, Mariusz w Termalice Bruk-Bet Nieciecza.

MW: U mnie było różnie z tym wypożyczeniem. Na początku było fajnie, bo grałem i czułem się dobrze. Później przyszedł uraz. Wróciłem do gry i każdy miał świadomość, że Górnik spada. Ale moim zdaniem cenne jest to, że głowa inaczej działa. Idziesz do Górnika Łęczna, wracasz do Pogoni i masz porównanie. Tutaj jest inna presja, inna opieka, inne obiekty. Wychodzisz na miasto i ludzie pytają o Pogoń. Takie roczne wypożyczenie pozwala ci docenić to, co miałeś i zaraz znów będziesz miał.

MF: Mam podobnie. Idziesz do wypożyczenie, by grać. Niestety przyszedłem już na początku rundy, więc zespół był na innym etapie. Nie do końca byłem zadowolony z tego, ile grałem i jakie liczby wykręciłem. Ale wróciłem i inaczej patrzę na to, co mamy w Pogoni. Robisz krok w tył, by docenić to wszystko po powrocie.

To chyba też dobry ruch w kwestii przemyślenia sobie kwestii pod tytułem „czy ja w ogóle nadaję się na dobry poziom?”.

MW: Ja miałem to po meczu z Legią w Górniku. Pierwszy mecz w wyjściowej jedenastce, zagrałem całkiem dobrze. I pomyślałem sobie wtedy: jestem w stanie poradzić sobie na Legii, to jestem w stanie pograć na dobrym poziomie.

Co ma Kamil Grosickiego takiego, że wybija się ponad Ekstraklasę?

MF: Chyba znów musimy wrócić do wcześniejszego tematu.

MW: Myślisz o doświadczeniu? Też od razu przyszło mi to do głowy.

MF: Ja i Marcel zrobimy cztery ruchy na wolne pole i nie dostaniemy podania, bo to nie jest ruch, który w tym momencie jest odpowiedni. Biegniesz, wrócisz, dwa głębsze oddechy, biegniesz, wrócisz… I jesteś już lekko przetrącony.

MW: A „Grosik” pobiegnie raz i to jest akurat ten moment, w którym trzeba było ruszyć. Dostaje piłkę w punkt.

A gdybyście mieli od niego wziąć jedną cechę, to co by to było?

MF: Spokój pod polem karnym. I ostatnie podanie.

MW: Dorzuciłbym jeszcze takie odejście na pierwszych metrach. Jak ruszy, to nie ma co gonić.

A mieliście jakiegoś takiego swojego skrzydłowego idola?

MW: Dla mnie to zawsze był Messi.

MF: A ja? Nie… Kilku oglądałem, ale żeby coś od kogoś ściągać, to nie.

Oglądacie przed meczami kompilacje sztuczek i trików? Słyszałem, że wielu zawodników tak robi, by czymś się zainspirować, wejść w nastrój.

MW: Czasem tak. Ale to zależy od nastroju. Czasem wpadnie mi coś w ręce i sobie odpalę – kompilacje kiwek, zestawienie bramek albo nawet najlepsze parady jakiegoś bramkarza. A innym razem tylko muzyka na słuchawki i skupienie.

MF: U mnie tylko ta ostatnia opcja. Skupienie na robocie.

Nie boicie się łatki „szybkobiegaczy” czy jeźdźców bez głowy?

MW: Nie.

MF: Ja też nie.

MW: Trzeba mieć więcej fantazji. Nie być schematycznym.

MF: Jeśli dryblować, to w odpowiednim momencie.

MW: Wygraj pojedynek, podaj. Żebyś i umiał dryblować, i nie był gościem, który opuszcza głowę i jedzie bez pomyślunku.

To jest jakiś wasz problem w Pogoni? Asyst nie macie zbyt wiele.

MF: Czasem po prostu nie widzisz. Przychodzi taki dzień, że są klapki na oczach i nie dostrzegasz niczego. Wyszedłbyś na boisko następnego dnia i „okej, tu jest gość, do niego zagram”.

MW: Inna sprawa, że z poziomu boiska widać dużo mniej. Na boisku jesteś przekonany, że nie było opcji do zagrania, później oglądasz mecz w telewizji mówisz sobie „przecież tu jest luka, trzeba było grać”.

Tak sobie rozmawiamy o roli skrzydłowego, a wygląda na to, że jeden z was wcale tym skrzydłowym być nie musi.

MF: Od tego obozu faktycznie trener widzi mnie na pozycji napastnika. Chce, żebym stał się lepszy jako środkowy napastnik. A czy będę tam grał w lidze? To już nie moja decyzja. Nigdy wcześniej nie grałem na szpicy, ale teraz podczas tych gier czy sparingów czułem się tam nieźle. Trener oczekiwał ode mnie określonych ruchów i tak też je wykonywałem. Gole wpadały. Trudno mi powiedzieć dzisiaj „tak, będę napastnikiem”. Nowe doświadczenie, jestem nowy w tym temacie. Ja protestował nie będę.

A gdy przyszedł dyrektor Adamczuk i powiedział „Mariusz, chcielibyśmy jeszcze raz cię wypożyczyć”, to powiedziałbyś, że…

MF: Na dziś? Nie wiem. Zupełnie szczerze – nawet o tym nie myślałem. Po powrocie do Szczecina myślałem tylko o tym, by pokazać się z dobrej strony na obozie przygotowawczym. Przed nami jeszcze sparingi. Zobaczymy jak będzie układała się nasza kadra. Dzisiaj powiedziałbym „nie wiem”.

Jakie macie cele na sezon 2023/24?

MF: Praca nad głową. Wejście na kolejny poziom – zarówno indywidualnie, jak i jako cała Pogoń.

MW: Sporo by tego było. Indywidualnie to na pewno poprawić liczby. Niby miałem dobre mecze, niby grałem sporo, ale spojrzysz na gole i asysty, to nie wyglądało to dobrze. A prawda jest taka, że z tego nas rozliczają i na to się patrzy w pierwszej kolejności.

WIĘCEJ NA WESZŁO:

Pochodzi z Poznania, choć nie z samego. Prowadzący audycję "Stacja Poznań". Lubujący się w tekstach analitycznych, problemowych. Sercem najbliżej mu rodzimej Ekstraklasie. Dwupunktowiec.

Rozwiń

Najnowsze

Inne kraje

Młody magik wkracza do gry. Musi udźwignąć „dziewiątkę”

Patryk Stec
1
Młody magik wkracza do gry. Musi udźwignąć „dziewiątkę”
Ekstraklasa

Bez zmian w Ekstraklasie. Marcin Animucki wybrany na kolejną kadencję

Bartosz Lodko
0
Bez zmian w Ekstraklasie. Marcin Animucki wybrany na kolejną kadencję

Ekstraklasa

Inne kraje

Młody magik wkracza do gry. Musi udźwignąć „dziewiątkę”

Patryk Stec
1
Młody magik wkracza do gry. Musi udźwignąć „dziewiątkę”
Ekstraklasa

Bez zmian w Ekstraklasie. Marcin Animucki wybrany na kolejną kadencję

Bartosz Lodko
0
Bez zmian w Ekstraklasie. Marcin Animucki wybrany na kolejną kadencję

Komentarze

71 komentarzy

Loading...