Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Następcą Pekharta został Pekhart, czyli jak Legia przekombinowała z transferem napastnika

Szymon Janczyk

Autor:Szymon Janczyk

02 maja 2023, 13:58 • 8 min czytania 7 komentarzy

Legia Warszawa ściągnęła świetnego zastępcę Tomasa Pekharta. Strzelił sześć bramek, w tym sporo ważnych, dających punkty. Wywalczył dwa rzuty karne. Jedyny minus? Zastępca nazywa się… Tomas Pekhart. Jego powrót do stolicy jest transferem udanym, jednak ostatecznie całą sagę ze ściągnięciem napastnika trzeba oceniać jako przekombinowanie.

Następcą Pekharta został Pekhart, czyli jak Legia przekombinowała z transferem napastnika

Kulisy tej sprawy są doskonale znane. Czeski napastnik wraz z końcem poprzedniego sezonu odszedł z Legii, bo nie dogadał się z klubem na przedłużenie umowy. Pekhart chciał sporej kasy, w Warszawie oferowano mu kontrakt, ale z niższą pensją niż dotychczas. Jacek Zieliński wyjaśniał sprawę w „Prawdzie Futbolu”:

Miał bardzo dobry pierwszy sezon, drugi okazał się słabszy, nie wiadomo, jakie byłyby nadchodzące rozgrywki. Liczyłem, że znowu zabłyśnie przy trenerze Runjaiciu i nowej drużynie, ale nie mogłem mu zaoferować lepszych czy nawet tych samych warunków, które miał, czyli gwiazdorskich, przedstawiłem zatem kontrakt niższy. Powiedział, że już na ten moment otrzymał atrakcyjniejszą propozycję od naszej gwiazdorskiej umowy, a czeka na jeszcze lepszą.

Trzeba przyznać, że kilka szpilek Pekhart otrzymał. Wyszło tak, jakby po pierwsze Czechowi chodziło tylko nachapanie się ostatnim kontraktem, bo słowo „gwiazdorski” w kontekście jego umowy padło w tej rozmowie jeszcze parę razy. Wyszło też tak, że w Legii zastanawiano się, czy starzejący się napastnik będzie w stanie utrzymać dotychczasową skuteczność.

Drugi zarzut jest o tyle zastanawiający, że kiedy Legia Warszawa zaczęła szukać następcy Pekharta, zwróciła się m.in. do Carlitosa, czyli gościa, którego liczby opisywały obawami sugerowanymi w kontekście Czecha — Hiszpan, mówiąc brzydko, zestarzał się, obniżył loty, stracił część atutów. Między innymi dlatego koniec końców okazało się, że Legia miała oszczędzić i mieć niezłego napastnika, a ani nie oszczędziła, ani nie miała napastnika.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Legia Warszawa. Carlitos i Blaż Kramer nie zastąpili Tomasa Pekharta

Letnie pudła transferowe dotyczące obsady tej pozycji są spektakularne. Na wstępie skupiliśmy się na Carlitosie, ale Hiszpan zebrał chociaż przyzwoitą liczbę minut, cztery razy trafił do bramki, dorzucił parę asyst. Blaż Kramer w tym czasie próbował pozbierać się do kupy po kolejnym urazie. Słoweniec stylem gry pasował do pomysłu Kosty Runjaicia, czego dowodziliśmy w szerszej analizie tego ruchu.

Tur ze Słowenii. Kim jest Blaż Kramer?

Zaznaczaliśmy jednak, że przy tym nazwisku jest poważny znak zapytania. Zdrowie dokuczało 27-latkowi tak bardzo, że w Zurichu pożegnano go bez żalu. Ba, wręcz przestrzegano nas, że w Ekstraklasie pożytku z tego napastnika nie będzie, bo kontuzje trzymały się go zawsze i niemożliwe jest, żeby doszło do nagłej zmiany.

Do zmiany faktycznie nie doszło, Kramer jest flopem przez duże „F”. Carlitos był kołem ratunkowym, ruchem bezpiecznym, bo miejsca na pomyłki nie było. Ale czy aby na pewno bezpiecznym? Od czasu odejścia z Polski Hiszpanowi wiodło się coraz gorzej. Owszem, ostatni sezon w Grecji był w jego wykonaniu efektywny, jeśli chodzi o dorobek bramkowy (12 trafień), ale było w tym sporo szczęścia. Wystarczy spojrzeć na statystykę bramek przewidywanych, która zatrzymała się na poziomie 6,5.

Można, a nawet trzeba, rzucić okiem na jeszcze kilka rzeczy. Po pierwsze Carlitos zawsze trafiał w meczach z drużynami znacznie słabszymi od Panathinaikosu. Według rankingu Elo jego zespół był czwartą lub trzecią — w zależności od momentu sezonu — siłą w kraju. Najlepsze występy Carlitosa to dublet z Apollonem Smirnis, najgorszym klubem w greckiej lidze, czy hattrick z Ionikos, trzecią drużyną od końca. Dublet z Volos także trzeba podciągnąć pod strzelanie słabszym – różnica między obydwoma zespołami wynosiła 185 punktów.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Nic dziwnego, że i w Legii Warszawa najlepszy mecz rozegrał w Pucharze Polski z grającą szczebel niżej Bruk-Bet Termaliką Nieciecza.

Wracając jednak do bramek zdobytych w Grecji — Carlitos często korzystał z szybkich ataków Panathinaikosu oraz błędów rywali.

  • Smirnis: pomyłka obrońcy, odbiór piłki na połowie rywala i podanie do Carlitosa, który miał przed sobą autostradę do bramki
  • Volos: bramkarz myli się przy wprowadzeniu i zamiast kiwnąć Carlitosa, daje mu szansę na wbicie piłki do pustaka
  • Ionikos: obrońca wystawia mu piłkę na sam na sam z bramkarzem
  • Atromitos: dobitka z bardzo bliskiej odległości

Carlitos bardzo rzadko błyszczał talentem snajperskim. Ostatni gol, przerywający długą posuchę strzelecką, faktycznie był godny łowcy bramek. Lopez obrócił się, gubiąc rywali, walnął pewnie, pokonując bramkarza. Za to już ten poprzedni — lob bramkarza Anagennisi po długim podaniu, można zapisać na konto goli szczęśliwych. Hiszpan trafiał do pustej bramki, kiedy piłkę wystawiali mu koledzy, ale szukając goli, które wypracował sobie sam, wrócimy do meczu z przeciętnym Ionikos, kiedy zszedł z piłką do środka i mimo asysty kilku rywali pokonał bramkarza.

Co ciekawe, podobnej sztuki próbował w Ekstraklasie, gdy próbował wykorzystać stratę przeciwnika w meczu z Wartą Poznań. Wtedy jednak zakiwał się między obrońcami, którzy nie dali mu oddać strzału z dobrej pozycji. Jak widać to, co udaje się przeciwko greckim farmerom, w starciach z polskimi solidnymi ligowcami już nie przejdzie.

Tomas Pekhart z wiekiem traci jakość? Nie, ale Carlitos tak

Wróćmy jednak do retoryki, której użył Jacek Zieliński tłumacząc brak zgody na utrzymywanie Tomasa Pekharta na poziomie „gwiazdorskiej umowy”. Dyrektor sportowy Legii Warszawa stwierdził, że Czech miał za sobą gorszy sezon, co może zwiastować, że peak ma już za sobą. Tylko czy aby na pewno Pekhart stał się słabszy? Ok, strzelił znacznie mniej bramek, ale też Legia grała znacznie słabiej. Wystarczy wspomnieć, że w sezonie 2020/2021 notował on 4,29 kontaktów z piłką w polu karnym, podczas gdy rok później średnia spadła do 3,2.

W przypadku napastnika bazującego na zbieraniu futbolówek w szesnastce jest to spora różnica. I tak, liczba goli spadła, natomiast jakość strzałów udało się utrzymać na podobnym sezonie. Spójrzmy na wykres non-penalty xG/shot Pekharta w ostatnich trzech latach. To statystyka, dzięki której poznajemy średnią jakość poszczególnych uderzeń; to, jak duże szanse na gola daje każde z nich.

Jak widać, Czech zanotował spadek, ale nieznaczny. Wciąż był to wynik bardzo dobry jak na napastnika, a po transferze powrotnym widzimy, że teza stawiana wcześniej przez Zielińskiego nie znalazła potwierdzenia — Pekhart znów gra w Legii lepszej, więc i liczby się zgadzają. Ciekawsze jest jednak to, że w przypadku Carlitosa niemal wszystkie statystyki wskazywały na wyraźny regres od czasu odejścia z Warszawy. Non-penalty xG/shot udało się utrzymać na podobnym poziomie, zdecydowanie niższym niż u Czecha (także dlatego że Carlitos często uderzał z dystansu), ale jednak podobnym.

Natomiast dalej sypało się praktycznie wszystko. Kontakty z piłką w polu karnym to długa droga w dół.

A jeśli ktoś powie: ok, w dół, bo Carlitos grywał jako „dziesiątka” i mógł mieć inne zadania, skontrujemy: wszelkie statystyki wskazujące na udział w konstruowaniu ataków także spadły. Asysty przy strzałach? Ostatni sezon w Legii – 1,09. Ostatni sezon przed powrotem – 0,74 (wcześniej 0,81 – Grecja i 1,03 – ZEA). Celne podania w pole karne? Ostatni sezon w Legii – 1,13. Ostatni sezon przed powrotem – 0,69 (wcześniej 0,96 i 1,85). Dryblingi? Ostatni sezon w Legii – 5,88. Ostatni sezon przed powrotem – 4,04 (wcześniej 4,04 i 6,27).

Krótko mówiąc, jeśli Jacek Zieliński chciał dowieść, że w przypadku piłkarza X następuje spadek jakości wraz z wiekiem, to mógł to zrobić na podstawie Carlitosa, a nie Tomasa Pekharta, który dalej robi swoje.

Carlitos i niewykorzystane sytuacje

Legia Warszawa na braku napastnika sporo straciła. Oczywiście wciąż rozgrywała świetny sezon i wszelkie opowieści o tym, jak dobry byłby w przypadku utrzymania Czecha, są tylko gdybologią. Faktem jest jednak to, że Carlitos wielokrotnie zawodził, marnując dogodne sytuacje na zdobycie bramki.

  • Pogoń Szczecin – pudło z szóstego metra po strzale głową, “InStat” wycenia xG tego strzału na 0,41
  • Bruk-Bet Termalica – strzał w środek po obróceniu się z piłką po dośrodkowaniu (0,33)
  • Miedź Legnica – strzał w bramkarza po uwolnieniu się od krycia, ostry kąt ale wciąż niezła sytuacja (0,23)
  • Jagiellonia Białystok – dobitka w bramkarza po strzale w słupek (0,23)
  • Wisła Płock – zejście z piłką, dobry drybling i strzał w środek bramki (0,21)
  • Lechia Zielona Góra – taś-taś w bramkarza po płaskim podaniu w pole karne (0,21)

To najbardziej spektakularne pudła Carlitosa według statystyk expected goals, ale przecież na tym lista się nie kończy. Uwagę zwraca to, że w wielu przypadkach Hiszpan oddawał po prostu słaby, z punktu widzenia bramkarza, strzał, trafiając w środek bramki. Raport “WyScout” także obnaża umiejętność wykończenia akcji przez piłkarza Legii Warszawa.

Oczywiście trzeba też spojrzeć szerzej, dostrzec, że Carlitos ciut lepiej od Czecha pracuje w defensywie, że mimo wszystko daje opcje w rozegraniu, zamiast tylko czekać na piłki. Problem w tym, że Legii Warszawa bardziej przydaje się jednak zawodnik, który akcje wykończy, nawet jeśli nie cofnie się za pole karne, żeby kiwnąć kilku gości. Dobitnie udowadnia to istotność każdego z goli Pekharta, który czterokrotnie otwierał wynik meczu, a raz zapewnił ekipie Kosty Runjaicia punkt. Do tego dorzućmy dwa karne, także dające prowadzenie i dobra passa drużyny bezpośrednio łączy się z transferem Pekharta.

Być może cała afera z koniecznością zastąpienia podstawowej “dziewiątki” wypadłaby lepiej, gdyby Blaż Kramer był zdrowy i mógł grać razem z Carlitosem. Być może zamysł był właśnie taki i wówczas można byłoby w pełni wykorzystać walory jednego i drugiego zawodnika. Wtedy jednak raz jeszcze trzeba wskazać na błąd w researchu dotyczącym Słoweńca. Nie możesz opierać tak ważnej części planów na sezon na piłkarzu kruchym i niepewnym, mającym długotrwałe problemy z kontuzjami. Ryzyko, że coś się wyłoży, jest w tym przypadku po prostu zbyt duże.

Jacek Zieliński ma szczęście, że udało mu się namówić Czecha na powrót. Szczęście tym większe, że wieść niesie, iż kontrakt Pekharta jest wręcz śmiesznie niski (pytanie, czy w kolejnym sezonie nie będziemy mówić o znacznej podwyżce?). Koniec końców bilans zysków i strat po całej sadze związanej z poszukiwaniami napastnika musi być jednak ujemny. Poszukując oszczędności, wtopiono sporą sumę pieniędzy.

Dyrektor Legii chyba już przekonał się, że jeśli ktoś jest dobry, że jeśli stoją za nim liczby, to jest szansa, że tak szybko z tonu nie spuści i wciąż warto w niego inwestować. Być może stąd coraz odważniejsze deklaracje dotyczące nowych kontraktów dla Josue oraz Filipa Mladenovicia.

WIĘCEJ O LEGII WARSZWA:

SZYMON JANCZYK

fot. FotoPyK

Nie wszystko w futbolu da się wytłumaczyć liczbami, ale spróbować zawsze można. Żeby lepiej zrozumieć boisko zagląda do zaawansowanych danych i szuka ciekawostek za kulisami. Śledzi ruchy transferowe w Polsce, a dobrych historii szuka na całym świecie - od koła podbiegunowego przez Barcelonę aż po Rijad. Od lat śledzi piłkę nożną we Włoszech z nadzieją, że wyprodukuje następcę Andrei Pirlo, oraz zaplecze polskiej Ekstraklasy (tu żadnych nadziei nie odnotowano). Kibic nowoczesnej myśli szkoleniowej i wszystkiego, co popycha nasz futbol w stronę lepszych czasów. Naoczny świadek wszystkich największych sportowych sukcesów w Radomiu (obydwu). W wolnych chwilach odgrywa rolę drzew numer jeden w B Klasie.

Rozwiń

Najnowsze

Francja

Gatusso musi lepiej dobierać kluby. Niczego się nie boi – to jego problem

Piotr Rzepecki
1
Gatusso musi lepiej dobierać kluby. Niczego się nie boi – to jego problem
Hiszpania

Henry do Xaviego: Mógłbym cię porównać tylko do Guardioli

wstellmach
1
Henry do Xaviego: Mógłbym cię porównać tylko do Guardioli

Ekstraklasa

Francja

Gatusso musi lepiej dobierać kluby. Niczego się nie boi – to jego problem

Piotr Rzepecki
1
Gatusso musi lepiej dobierać kluby. Niczego się nie boi – to jego problem
Hiszpania

Henry do Xaviego: Mógłbym cię porównać tylko do Guardioli

wstellmach
1
Henry do Xaviego: Mógłbym cię porównać tylko do Guardioli

Komentarze

7 komentarzy

Loading...