Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

W pięć lat od wicemistrzostwa do walki o utrzymanie. Jago, źle to robisz

Mateusz Janiak

Autor:Mateusz Janiak

04 kwietnia 2023, 14:21 • 5 min czytania 32 komentarzy

W „Piłkarskim Pokerze” białostockie społeczeństwo było ofiarne. W prawdziwym życiu białostocki klub stał się łatwą ofiarą dla większości Ekstraklasy i kto tylko chce, jakieś punkty na Jagiellonii ugra. Czy zwolnienie Macieja Stolarczyka coś zmieni? Można wątpić, biorąc pod uwagę, że od dobrych pięciu lata ekipa z Podlasia systematycznie leci na łeb, na szyję.

W pięć lat od wicemistrzostwa do walki o utrzymanie. Jago, źle to robisz

Marzec 2018, Białystok, kilka dni po zwycięstwie Jagiellonii nad Arką 3:2 po dwóch golach w doliczonym czasie. Jechałem na stadion Słonecznej, kierowca taksówki sam wywołał temat meczu. Że widział, że wygrają, bo dużo strzałów i duże posiadanie, sprawdzał statystyki na bieżąco i to mu wystarczyło. W tamtym momencie Jaga prowadziła w tabeli, z trzema punktami przewagi nad drugim miejscem, więc zagaiłem, czy dowiezie mistrzostwo.

Chciałbym, ale nie, nie dadzą rady. Jeszcze za wcześnie, Legia i Lech są silniejsze – usłyszałem.

Jeszcze za wcześnie”, czyli kiedyś będzie na to pora. Wówczas wydawało się to całkiem prawdopodobne. Jagiellonia zdawała się rosnąć i z pewnością siebie mościła sobie miejsce w czołówce. Mistrzostwo sprawiało wrażenie bardzo ambitnego celu, to prawda, ale mimo wszystko realnego.

Dzisiaj, pięć lat później, drużyna z Białegostoku prędzej spadnie z Ekstraklasy niż ją wygra.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Jagiellonia – upadek

Ostatecznie Jagiellonia finiszowała druga, ale to i tak był szczytowy moment klubu z Białegostoku. Drugie wicemistrzostwo z rzędu, gładkie przejście od rządów Michała Probierza do Ireneusza Mamrota. Potem było już tylko gorzej – odpowiednio piąte, ósme, dziewiąte i ostatnio dwunaste miejsce. Obecne czternaste wpisuje się w trend.

Trend, który zaczął się jeszcze za kadencji Mamrota, a po odejściu szkoleniowca w grudniu 2019 lot w dół tylko nabrał tempa. Zaczęła się hucpa z trenerami – Iwajło Petew, Bogdan Zając, Rafał Grzyb, znowu Mamrot (co podpowiedziały analizy przeprowadzone przez komputer), Piotr Nowak i Stolarczyk. Żaden się na Podlasiu nie sprawdził, żaden nie przepracował całego sezonu. Tak, tak, czwarte rozgrywki z rzędu szkoleniowiec traci robotę w trakcie sezonu.

Niech za symbol degrengolady posłuży Stolarczyk.

Po pierwsze, trudno znaleźć racjonalne powody, dla których Stolarczykowi miałoby się w Jadze udać. W Pogoni za cholerę nie chcieli mu powierzyć pierwszej drużyny i trzymali jako dyrektora sportowego, więc musiał szukać szczęścia gdzie indziej – w Wiśle Kraków. Tam miał momenty, choć wystarczy przyłożyć odpowiednio ucho, by wiedzieć, że bardzo dużą rolę odgrywali asystenci – Radosław Sobolewski i Mariusz Jop. A i średnia 1,11 punktu na mecz wrażenia nie robi, ale dobra, zrzućmy to na karb bałaganu organizacyjnego, który panował w Białej Gwieździe.

Następnie z nieba spadła mu praca w federacji, początkowo z U-17 i U-19, a następnie z młodzieżówką. I co? I na koniec nie awansował do mistrzostw Europy, w słabym stylu, choć spranie Niemców 4:0 należy docenić.

I znowu – dlaczego Stolarczyk miał okazać się dobrym wyborem dla Jagiellonii?

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Po drugie, do zakończenia tej współpracy też zabierano się jak pies do jeża. O zmianie szkoleniowca mówiło się już w listopadzie i marcu, ale przesuwano ją w czasie dalej i dalej, aż do teraz, kiedy Jagiellonia ma ledwie dwa punkty przewagi nad strefą spadkową. Nie da się wykluczyć, że ekipa z Białegostoku zleci do pierwszej ligi z najlepszymi atakiem w Ekstraklasie – Jesus Imaz (11 goli) i Marc Gual (10). Duża sztuka.

Ale nic dziwnego, kiedy zespół nie broni. Przeciwnicy Jagi wykreowali współczynnik xG na poziomie 44 i to najgorszy wynik w lidze. Gdyby nie świetny Zlatan Alomerović (100 obronionych strzałów, najwięcej), drużyna z Podlasia już siedziałaby przy jednym stole z Miedzią i Lechią i cała trójka wspólnie zastanawiałaby się, co też założyć na inaugurację nowego sezonu pierwszej ligi…

Dzisiaj nikt nie musi się bać Jagiellonii – tylko Miedź odniosła mniej zwycięstw (cztery) niż kapela z Białegostoku (sześć).

Bieda i rozczarowanie

Trenerzy to jedno, a piłkarze drugie. Gual czy Imaz to chlubne wyjątki, bo generalnie niewypałów nie brakowało, a tutaj przed szereg należy wywołać Ognjena Mudrinskiego.

600 tysięcy euro pozostaje niechlubnym, transferowym rekordem klubu. Serb nazywany przez kibiców „Ogniem” miał dawać ognia w ataku Jagiellonii. Faktycznie, Mudrinski raz „dał ognia”, ale nie na boisku, a lokalu gastronomicznym. Wściekły na podopiecznego ówczesny szkoleniowiec… Ireneusz Mamrot wlepił napastnikowi najwyższą karę w historii klubu, 5 tysięcy euro, a zawodnik został wypożyczony do chorwackiej Goricy – w ten sposób opisywał pobyt Serba na Podlasiu Piotr Wołosik z Przeglądu Sportowego i nie ma sensu czegokolwiek dodawać.

W pewnym momencie więcej zawodników się nie sprawdzało niż sprawdzało przy Słonecznej, czego efektem był spadek zarobków na transferach. Od stycznia 2020 i sprzedaży Patryka Klimali do Celtiku Glasgow za nikogo nie udało się dostać solidnej kasy aż do stycznia 2023, kiedy Parma wyłożyła za Mateusza Kowalskiego bańkę euro. Trzy chude lata. W polskich warunkach – wieczność.

A kiedy zabrakło wpływów, pojawiły się kłopoty finansowe. Ot, choćby w marcu 2022 Przegląd Sportowy informował, że klub 2021 rok zamknął ze stratą w wysokości dziesięciu milionów złotych i w związku z tym pierwszy raz od dawna pojawiły się poślizgi w wypłatach.

Jeśli ani piłkarze, ani trenerzy nie okazywali się odpowiedni (albo inaczej – dobrzy, możecie sobie wybrać), to trudno nie dojść do prostego wniosku – winni są ci, co ich zatrudniali. W tym aktualny prezes PZPN Cezary Kulesza, bo jeszcze za jego rządów zaczął się zjazd i pomysły typu Petew. Zresztą gdzieniegdzie można usłyszeć, że wybory w federacji interesowały go mocniej niż dalszy rozwój klubu z Podlasia i stąd regres…

W każdym razie w pięć lat Jagiellonia z drużyny aspirującej do podium stała się ekipą, którą pali siedzenie od bliskości strefy spadkowej i dalej leci w dół. Czy nowy trener – Adrian Siemieniec – to powstrzyma? Nie wolno go przekreślać, choć poprzednie decyzje właścicieli każą wątpić w ich kompetencje w tym zakresie, bo w ostatnich kilku latach pokazują całej lidze, w jaki sposób klubu nie budować.

WIĘCEJ NA WESZŁO:

foto. Newspix

Rocznik 1990. Stargardzianin mieszkający w Warszawie. W latach 2014-22 w Przeglądzie Sportowym. Przede wszystkim Ekstraklasa i Serie A. Lubi kawę, włoskie jedzenie i Gwiezdne Wojny.

Rozwiń

Najnowsze

Ekstraklasa

Komentarze

32 komentarzy

Loading...